Centrum świata i dalej

Nadeslal Eryk Piasecki

eryk piasecki

Nowolipie to sklepy, rzemieślnicy, koledzy z podwórka, nasze uliczne wojny. Równoległe do niego Nowolipki – te były trochę inne
Nikomu dotychczas tego nie zdradzałem, nadszedł jednak czas, żeby w „Spacerowniku” to ujawnić, poufnie, rzecz prosta: centrum świata było zawsze na Nowolipiu! Uściślijmy – w kamienicy na Nowolipiu 53. Są tacy, którzy uważają, że nigdy Nowolipia nie opuściłem. Nie będę zaprzeczał – wciąż tam jestem. I ono jest we mnie…Wyjdę z bramy – eleganckiej, wyłożonej żółtymi kafelkami – spojrzę na lewo: chodnik doprowadzi mnie do Żelaznej, do szpitala położniczego św. Zofii (nieżydowski – przetrwał). Naprzeciw, po stronie parzystej, wędliniarnia pana Warmana (nie ma już dziś takich wędlin!), dalej Smocza, w którą skręca tramwaj zero. Zwrócę się na prawo: skład apteczny pana Frankensteina, „dystrybucja”, w której kupowało się zeszyty, atrament, stalówki krzyżówki, gumkę myszkę i klej zwany gumą arabską. A naprzeciw duży sklep spożywczy pana Hochgelerntera, w którym wysłana po zakupy służąca nie płaciła, pan Hochgelernter wpisywał zakupy do książeczki i raz na tydzień przedstawiał rachunek mamie.Były też inne sklepy spożywcze i pokój „śniadankowy”, w którym można było zjeść jajecznicę z bułeczką i wypić białą kawę. A dalej jeszcze, bliżej Karmelickiej, po parzystej stronie, welodrom. Tam wypożyczało się za dziesięć groszy od „pana majstra” rower na swój rozmiar. Zimą była tu ślizgawka, świeciły nad nią kolorowe lampeczki, z głośnika płynęła taneczna muzyka, łyżwy też można było wypożyczyć, jeśli się miało na obcasach blaszki. Po naszej stronie ulicy bazar łączący Nowolipie z Lesznem (od tego bazaru, przez który szedłem z rodzicami w sobotnie południe na czulent do babci na Solną, zaczyna się książka moich wspomnień – od plamy słonecznej błądzącej na murze; pierwsza świadomość, że jestem). A dalej – jakże to pominąć – wypożyczalnia książek Parnas, której zawdzięczam większość swoich lektur, od Conan Doyle’a i Leblanca poprzez „Trylogię” do Hamsuna, Galsworthy’ego i Tomasza Manna.

Nowolipie to sklepy, rzemieślnicy, koledzy z podwórka, nasze uliczne wojny. Równoległe do niego Nowolipki – te były trochę inne. Ulica dorastania w grupie. Najpierw freblówka, potem szkoła pana Krelmana. Obok gimnazjum Kaleckiej z najpiękniejszymi dziewczynami na świecie. Lodowisko Makabi. A pod nr. 7, w pobliżu pałacu Mostowskich, był „Mały Przegląd”.

Strasznie ważne były te Nowolipki, bo dalej na lewo, za Smoczą, był komisariat policji. I kościół, który także przetrwał. Sterczał po wojnie samotnie wśród gruzów. Po Nowolipkach, idąc na północ, ulica Dzielna z kinem Promień pana Goldszlaka, kinem mojego dzieciństwa, w którym oglądałem jeszcze nieme filmy. A kiedy obraz był niedozwolony, oglądałem fotosy i wiążąc je ze sobą, konstruowałem fabułę, którą potem opowiadałem oczarowanym nią kolegom.

To były jeszcze mieszczańskie ulice, Żydzi bez chałatów, bez pejsów, średnio zamożni, pilnujący jednak szabatu, świąt, szczególnie malowniczych na Wielkanoc i w kuczki (Sykes).

Im dalej na północ, tym biedniej: Pawia, ulica Miła („wcale nie jest miła”), wreszcie Niska, Wołyńska, Stawki – to już nędza, bardzo często drewniane domki, brak kanalizacji, ubikacje na podwórzu. W jednym z takich domów, w pojedynczym pokoju, a nie w pałacu, mieszkał nasz wspaniały nauczyciel Akerman, który cudownie opowiadał nam historie biblijne. Jak wielki aktor magik wywoływał łzy i radość – nie wiem, co się z nim stało, z nim, jego żoną i kilkunastoletnim synem.

Ulice, które tworzyły getto, to „żydowska Warszawa” ścieśniona przez Niemców. W rzeczywistości Żydzi, szczególnie polskojęzyczne mieszczaństwo, inteligencja, mieszkali na wielu innych ulicach, począwszy od Leszna, gdzie było gimnazjum męskie Finkla i żeńskie Dicksteinowej, kina Riwiera i Maska, kino Femina, do którego otwarcia nie dopuścił ksiądz z przeciwległego kościoła NMP, boisko ŻASS-u [Żydowskiego Akademickiego Stowarzyszenia Sportowego].

Pod nr. 56, naprzeciw sądów, mieszkała jasnowłosa Gina, w której się kochałem. Jej ojciec, pan Rachman, miał na Elektoralnej drukarnię Monolit. Obok drukarni znajdowało się kino Bis, w którym oglądałem hollywoodzkie melodramaty. Ogrodowa, Orla, Tłomackie (z synagogą!), Bielańska (ze sklepami futrzarskimi i teatrem Kamińskiej), Złota (gdzie mieszkała moja siostra) – wszędzie tam czuli się u siebie bardzo europejscy warszawscy Żydzi.

Mazowiecka z kawiarnią Ziemiańska. Okolice Hal Mirowskich z zapełnionym towarami odzieżowymi okrąglakiem Wielopola i ulicą Gnojną (później przemianowaną na bardziej elegancką Rynkową) z legendarną knajpą U Joska, dokąd udawali się o północy spragnieni alkoholu ludzie sztuki, Polacy i Żydzi, bez różnicy. Czasem pod wodzą gen. Wieniawy-Długoszowskiego. I dodam jeszcze to: moje gimnazjum im. Magnusa Kryńskiego znajdowało się na rogu Miodowej i Senatorskiej, naprzeciw Pałacu Prymasowskiego.

Budynek ten, zabytkowy, wypalony we wrześniu 1939 r., po wojnie odbudowano. Tablicy pamiątkowej na murze tego skrawka „żydowskiej Warszawy” nie ma.

http://wyborcza.pl/magazyn/1,140955,16743001,Centrum_swiata_i_dalej.html
,

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: