Z historii Reunion 69- Podroz do Korei i Japonii cz.2 b

Napisala i nadeslala Elzbieta Ingvarsson

Zdjecia zrobila Katarina.Christenson

elzbieta geyrszorp  katarina christenson

Dzień 9, poniedziałek, 27 październik           

Śniadanie jem już o 7- ej żeby zdążyć znaleźć w olbrzymim bufecie, to co chciałabym zjeść. Japończycy jedzą swoje tofu, ryby, zupę i glony z ryżem na śniadanie. Znajduję jednak jajka i owoce liczi, ananasy, pomarańcze do jogurtu, ale musli nie ma. Nie ma też chleba do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, a w Japonii nieosiągalny. Portugalscy misjonarze przywieźli pierwsi zwyczaj wypieku różnych słodkich bułeczek, ciasteczek. Spotykamy najdziwniejsze, także zielone, farbowane herbatą, nadziewane grzybami, ryżem, fasolą.

Tosty śniadaniowe nie muszą być pożywne, byle pulchne, bo są dodatkiem do ryżu.                Tego dnia Shinkansen wiezie nas do Kyoto, na północny wschód kraju. W czasie przesiadki w Himeji fotografuję na peronie szklaną „klatkę” dla palaczy. Mamy takich kilka osób w grupie i nie łatwo im znaleźć odpowiednie miejsca do palenia. W 2009 r Japonia wprowadziła całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych. Ilość palących z roku na rok spada znacznie. Czekając na pociąg, Mats pokazuje jak korzysta z elektronicznego tłumacza do jęz. chińskiego i japońskiego. Miejsce w pociągu dostałam obok sympatycznego Japończyka, z którym można się było porozumieć po angielsku. Przedstawiliśmy się sobie. Nazywał się Masayuke. Jechał z Hiroshimy do Osaki na delegację z firmy produkującej m.in miękkie ochraniacze na oczy, jakich używa się do spania w podróży. Taki właśnie, w kratkę, wyciągnął spontanicznie z torby i mi podarował.   W New Miyako Hotel zastajemy w halu nasze walizki i natychmiast po zainstalowaniu się w pokojach, wyruszamy na lunch/obiad. Następnym punktem naszego programu jest świątynia buddyjskiej sekty Tendai-Shu, dokąd długo maszerujemy nieciekawymi ulicami. Obserwujemy po drodze brzydkie kable elektryczne girlandami zawieszone na słupach, a nie wbudowane,  na wypadek trzęsienia ziemi.

Drewniana, długa budowla Świątyni Sanjusangendo/ Rengeon z XII w jest imponująca. Po obu stronach trzymetrowej tysiącrękiej bogini Kannon, stoi w 10 – u rzędach 1001 pozłacanych posągów. W innej sali znajdują się posągi Fugina, bóstwa wiatru i Raijina, bóstwa pioruna. Wszystkie rzeźby mają ca 170 cm wysokości. Nie wolno fotografować, więc kupujemy pocztówki i inne pamiątki z tego niezwykłego miejsca.        Po powrocie do hotelu pytam o możliwość prania. W recepcji rysują mi plan jak dojść do automatycznej pralni. Zabieram torby z praniem swoim i koleżanki i bez trudu, choć w ciemnej uliczce, znajduję samoobsługową, małą pralnię, otwartą do północy. Nikogo nie ma. Na szczęście są objaśnienia po angielsku. Wrzuca się monety w zależności od wagi bielizny, a proszek jest dawkowany automatycznie. Na godzinę wychodzę do pobliskich sklepów i robię zakupy, m. innymi zielonej herbaty, najlepszej na świecie, a po powrocie do pralni zabieram pranie gotowe i suche. W każdym hotelu mamy suszarkę do włosów, ważną dla kobiet, na tutejszy prąd, a w pokoju elektryczny dzbanek do gotowania wody i herbatę. Jest też sejf i lodówka. Zalewam wrzątkiem kupione błyskawiczne nudle, do tego awokado,  polimony i mam świetną kolację..

Dzień 10, wtorek, 28 październik                  

 

Ten dzień jest poświęcony japońskiemu zen (po chińsku chan)  i trzem japońskim ogrodom, wszystkim z  listy UNESCO. Zenbuddyjska medytacyjna filozofia (nie jest to religia), przywędrowała z Indii do Chin i Korei w VII w , a do Japonii w XII w.  Polega na koncentracji mysli na jednym punkcie i poprzez siedzącą medytację kontenplowaniu prawdy życia przez co umysł odzyskuje świerzość. Przez poznanie swojej natury, osiąga się stan buddy. Opowiada o tym nasz przewodnik Mats, który studiował w Kyoto. Nie na darmo wyprawa w te tereny odbywa się w październiku. Klonowe lasy wzgórz krainy Arashiyama w zachodniej części Kyoto, nabierają wtedy pięknej, czerwonawej barwy. Podziwiamy to wędrując od naszego autokaru wzdłuż  rzeki Hozu. Niektórzy turyści jadą rikszami. Można podziwiać widoki z wynajętej łodzi. Przez czarodziejski bambusowy las docieramy do świątyni Tenryuji z XIV w, jednej z „Historic Monuments of Ancient Kyoto” – centrum zenbuddyzmu. Położona jest w pięknym ogrodzie z oryginalną roślinnością.        W stawie pyszczki wystawiają do nas kolorowe karpie. Tradycyjny japoński lunch jemy na poduszkach, siedząc na podłodze.  Do ogrodu mchów Saihoi mieliśmy szczęście wylosować wstęp. Od 1977 r liczba turystów odwiedzających park mchów jest ograniczona i trzeba się starać zawczasu o możliwość dostania biletów.  Najpierw jednak jest obowiązkowa wizyta w świątyni i przepisywanie swojej sutry. Zdejmujemy buty. Mnisi rozdają teksty po japońsku, które kopiujemy pędzelkami przez kalkę, siedząc na podłodze przy niskich ławkach. Kiedy cały tekst jest przepisany i podpisany, składa się go u stup Buddy, a mnisi to potem głośno odczytują jako modlitwę za nas. Po tej ceremonii obchodzimy park, w którym są trzy pagody / tea houses, ale tylko jednej, wielokrotnie  przebudowywanej, historia sięga XIV aw. Pozostałe zbudowano na początku XX w. Specjalną atmosferę tworzą porastające cały park mchy. Jest ich 120 gatunków. Są małe urocze jeziorka, strumyczki i mostki. Trzecim ogrodem tego dnia, do którego udajemy się tuż przed zmierzchem, jest kamienny ogród Ryoanji. Założony prawdopodobnie już w XV w, ale niszczony i przebudowywany. Mamy tu przykład jak architektura świątyń harminizuje z ogrodami i że ważna jest w nich asymetria. W ogrodzie tym dla spotęgowania atmosfery medytacji, wrowadzono też obszary bez roślinności, partie kamienne. Wracamy do autokaru poprzez urocze uliczki, podziwiając wille w minimalnych ogródkach i wracające ze szkoły dzieci. Ten dzień dał  tyle pięknych motywów i widoków do fotografowania i tyle przeżyć estetycznych.

Jutro cd

Album  Kasi Christenson

KLIKNIJ TUTAJ

Wszystkie czesci znajdziesz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: