Utracona cześć Wiery Gran

Nadeslala Irit Amiel

irit amiel

reunion 69 .1

vera gran

Wiera Gran (fot. East News)Foto: Onet
 „To była ludz­ka hi­sto­ria. Hi­sto­ria oskar­że­nia, któ­re­mu nie da się za­prze­czyć. A im wię­cej bę­dzie się prze­czyć, za­wsze ktoś może po­wie­dzieć: ale…” – tymi sło­wa­mi izra­el­skie­go dzien­ni­ka­rza Rana Ki­sle­wa za­czy­na się film do­ku­men­tal­ny Marii Zmarz-Ko­cza­no­wicz „Wiera Gran„, któ­re­go sce­na­riusz na­pi­sa­ła Agata Tu­szyń­ska, au­tor­ka gło­śnej książ­ki o le­gen­dar­nej ży­dow­skiej pie­śniar­ce „Oskar­żo­na: Wiera Gran”.

Dla­cze­go Maria Zmarz-Ko­cza­no­wicz zde­cy­do­wa­ła się na­krę­cić o niej film? „To nie­sa­mo­wi­ta hi­sto­ria, cią­gle ak­tu­al­na. Kiedy Agata Tu­szyń­ska za­pro­po­no­wa­ła mi, że­by­śmy zro­bi­ły film, nie wa­ha­łam się ani chwi­li – mówi re­ży­ser­ka. – Potem do­wie­dzia­łam się, że wielu re­ży­se­rów przy­mie­rza­ło się do filmu o Gran jesz­cze za jej życia, ale to było wtedy pra­wie nie­moż­li­we”.

Co jest dla niej naj­waż­niej­sze w tej hi­sto­rii? „Oczy­wi­ście – przy­zna­je re­ży­ser­ka – spra­wa wy­da­nia na nią wy­ro­ku plot­ką i po­mó­wie­niem. Nie po­mo­gły jej unie­win­nia­ją­ce wy­ro­ki sądów, zo­sta­ła za­dep­ta­na plot­ką i całe życie nie po­go­dzi­ła się z tym, do końca cier­pia­ła z po­wo­du utra­ty do­bre­go imie­nia”.

Wiera Ma­gnes

Z za­cho­wa­nych zdjęć mło­dej Wiery Gran pa­trzy ko­bie­ta o nie­zwy­kłej uro­dzie. Pa­trzy zza dłu­gich rzęs. Spra­wia wra­że­nie nie­do­stęp­nej. Na sta­rych pły­tach sły­chać jej rów­nie nie­zwy­kły głos – niski, ma­to­wy alt. Uwo­dzi­ła tym głę­bo­kim, smut­nym gło­sem. Miała wy­gląd gwiaz­dy.

Ale w dzie­ciń­stwie po­zna­ła biedę. Oj­ciec zo­sta­wił jej matkę z trze­ma cór­ka­mi. W 1931 roku przy­je­cha­ły z Wo­ło­mi­na do War­sza­wy. Wiera miała mu­zy­kę we krwi, za­wsze chcia­ła stać na sce­nie. Za­czy­na­ła od tańca. Nie miała jesz­cze 20 lat, kiedy za­czę­ła śpie­wać w po­pu­lar­nym przed­wo­jen­nym ka­ba­re­cie Pa­ra­dis na Nowym Świe­cie. Ju­ran­dot i Ste­fa­nia Gro­dzień­ska za­pro­te­go­wa­li ją sze­fo­wi Wiel­kiej Rewii, Paw­ło­wi Wła­sto­wi. „To nie perła, to bry­lant” – stwier­dził po wy­słu­cha­niu frag­men­tu pio­sen­ki w wy­ko­na­niu Gran. Ka­rie­rę zro­bi­ła bły­ska­wicz­nie – w 1937 roku wy­stę­po­wa­ła już obok Miry Zi­miń­skiej, Lody Ha­la­my, Lu­dwi­ka Sem­po­liń­skie­go. Co naj­mniej raz w ty­go­dniu miała au­dy­cję w Pol­skim Radiu – „Pod­wie­czor­ki przy mi­kro­fo­nie” trans­mi­to­wa­ne na żywo z ho­te­lu Bri­stol.

Była już praw­dzi­wą gwiaz­dą, kiedy w 1938 roku wy­stą­pi­ła w ostat­nim fil­mie zre­ali­zo­wa­nym w Pol­sce w ji­disz – „Bez­dom­nych” Alek­san­dra Mar­te­na. Za­gra­ła femme fa­ta­le – pie­śniar­kę Bessy śpie­wa­ją­cą w no­wo­jor­skiej knaj­pie. Choć rola w fil­mie była do­wo­dem jej po­zy­cji, tym bar­dziej że wy­stą­pi­ła w nim razem z le­gen­dar­ną ak­tor­ką Idą Ka­miń­ską, ale po la­tach Gran nie uzna­wa­ła tego za suk­ces. Jak su­ge­ru­je w swo­jej książ­ce Agata Tu­szyń­ska, może z po­wo­du ji­disz, do zna­jo­mo­ści któ­re­go nigdy potem się nie przy­zna­wa­ła. „A może w ten spo­sób pod­pi­sa­ła akt przy­na­leż­no­ści? Może ta rola uto­ro­wa­ła jej drogę do getta?” – pisze Tu­szyń­ska.

W roku 1939 Gran wy­bie­ra­ła się do Pa­ry­ża na za­pro­sze­nie pie­śniar­ki Yvet­te Gu­il­bert. Gwiaz­da Mo­ulin Rouge była przy­ja­ciół­ką bo­ga­tej ciot­ki. Wiera Gran za­ła­twi­ła wszyst­kie for­mal­no­ści, miała pod­pi­sa­ny kon­trakt z te­atrem ABC. Wy­jazd za­pla­no­wa­no na 1 wrze­śnia. Oczy­wi­ście, nie po­je­cha­ła. Ale nie przy­ję­ła też in­nych pro­po­zy­cji uciecz­ki z War­sza­wy.

Do­pie­ro po pew­nym cza­sie dała się na­mó­wić sy­no­wi le­ka­rza matki, Ka­zi­mie­rzo­wi Je­zier­skie­mu, na wspól­ny wy­jazd do Lwowa. Nawet tam śpie­wa­ła, ale szyb­ko oka­za­ło się, że to nie jest miej­sce dla niej. Mar­twi­ła się o matkę. Po­sta­no­wi­ła wra­cać do War­sza­wy. Pró­bo­wa­ła jesz­cze miesz­kać w Kra­ko­wie, ale osta­tecz­nie znowu wró­ci­ła. Kiedy Niem­cy utwo­rzy­li getto, mimo pro­te­stów za­ko­cha­ne­go w niej Je­zier­skie­go, zde­cy­do­wa­ła, że za­miesz­ka w nim razem z ro­dzi­ną.

Za­dep­ta­na plot­ką

To w get­cie za­czy­na się hi­sto­ria, która tak za­wa­ży­ła na jej póź­niej­szym życiu. I zwią­za­na jest z na­miast­ką nor­mal­ne­go życia, jaką miesz­kań­cy za­mknię­tej ży­dow­skiej dziel­ni­cy usi­ło­wa­li sobie zor­ga­ni­zo­wać. Wbrew strasz­nym wa­run­kom, w get­cie dzia­ła­ły lo­ka­le roz­ryw­ko­we. Jed­nym z nich była ka­wiar­nia „Sztu­ka”. To tam od wio­sny 1942 Gran śpie­wa­ła swoje pio­sen­ki o mi­ło­ści. Na­zwa­no ją wtedy Wiera Ma­gnes, bo na jej wy­stę­py przy­cho­dzo­no tłum­nie, nawet z aryj­skiej stro­ny.

Opu­ści­ła getto w 1942 roku. Po­mo­gło utle­nie­nie wło­sów. Przez jakiś czas tu­ła­ła się po War­sza­wie – zna­jo­mi prze­trzy­my­wa­li ją w swo­ich miesz­ka­niach. W końcu spo­tka­ła Ka­zi­mie­rza Je­zier­skie­go, wy­szła za niego za mąż. Resz­tę wojny spę­dzi­ła z nim w Sta­rych Ba­bi­cach.

Prze­ży­ła oku­pa­cję jako je­dy­na ze swo­jej ro­dzi­ny. 8 maja 1945 roku, gdy świę­to­wa­no wy­zwo­le­nie, sie­dzia­ła już w wię­zie­niu oskar­żo­na o ko­la­bo­ra­cję. Za­rzu­ty for­mu­ło­wa­no róż­nie: współ­pra­ca z ge­sta­po, utrzy­my­wa­nie sto­sun­ków z oso­ba­mi współ­pra­cu­ją­cy­mi z ge­sta­po, głów­nie nie­chlub­ną „trzy­nast­ką” – agen­tu­rą ge­sta­po w war­szaw­skim get­cie. Pierw­sze do­cho­dze­nie umo­rzo­no w ciągu kilku mie­się­cy – „wobec braku cech prze­stęp­stwa”.

Bar­dzo wy­ma­ga­ją­cy sąd ko­le­żeń­ski Związ­ku Ar­ty­stów Scen Pol­skich uznał jej za­cho­wa­nie pod­czas oku­pa­cji nie­miec­kiej za bez za­rzu­tu. Ko­mi­sja We­ry­fi­ka­cyj­na Związ­ku Za­wo­do­we­go Mu­zy­ków stwier­dzi­ła w kwiet­niu 1946 roku, że Wiera Gran „nie uchy­bi­ła w ni­czym ho­no­ro­wi Polki”, wobec czego po­sia­da pełne prawo do wy­ko­ny­wa­nia za­wo­du. Także Sąd Oby­wa­tel­ski przy Cen­tral­nym Ko­mi­te­cie Żydów Pol­skich po pół­to­ra­rocz­nym prze­słu­chi­wa­niu świad­ków w stycz­niu 1949 roku ogło­sił wyrok unie­win­nia­ją­cy.

Ale plot­ki i po­mó­wie­nia nie uci­chły. Pięt­no „ko­la­bo­rant­ki” i „ge­sta­pow­skiej kurwy” ści­ga­ło ją przez całe życie, wszę­dzie, gdzie wy­stę­po­wa­ła. W Izra­elu, do któ­re­go wy­emi­gro­wa­ła w 1950 roku czy póź­niej w We­ne­zu­eli i we Fran­cji, gdzie miesz­ka­ła do śmier­ci.

„Wtedy mnie zła­ma­no”

Na ile Wiera Gran za­słu­ży­ła na te opi­nie? Skąd wzię­ły się te oskar­że­nia? Dla­cze­go mimo ko­lej­nych wy­gry­wa­nych pro­ce­sów i unie­win­nień, wielu nie da­wa­ło wiary, że Gran nie zro­bi­ła ni­cze­go złego? Dla­cze­go trak­to­wa­no ją tak bez­względ­nie? Jak w la­tach 70., kiedy po­je­cha­ła na wy­stę­py do Tel Awiwu. Grupa nie­przy­chyl­nych jej osób zor­ga­ni­zo­wa­ła pro­stest. Za­po­wie­dzie­li, że jeśli wyj­dzie na scenę, usią­dą na wi­dow­ni w obo­zo­wych pa­sia­kach.

Wiera się zła­ma­ła. W ostat­niej chwi­li od­wo­ła­ła wy­stęp. Wtedy też prze­sta­ła w ogóle kon­cer­to­wać. Jak sama mówi w fil­mie: „Wtedy mnie zła­ma­no”. Prze­sta­ła wal­czyć, za­pa­dła się w po­głę­bia­ją­cą się manię prze­śla­dow­czą, w swoim pa­ry­skim miesz­ka­niu już nigdy nie od­sło­ni­ła za­słon. Po­grą­ża­ła się w mroku i zgorzk­nie­niu.

Wtedy wła­śnie do­tar­ła do niej pi­sar­ka Agata Tu­szyń­ska. Nie­znie­chę­co­na trud­no­ścia­mi w po­ro­zu­mie­niu, przez lata upar­cie od­wie­dza­ła Wierę Gran, roz­ma­wia­ła z nią, po­zna­wa­ła jej hi­sto­rię. Wła­śnie ten pro­ces stał się te­ma­tem filmu. Maria Zmarz-Ko­cza­no­wicz uczy­ni­ła Agatę Tu­szyń­ską i jej pro­ces po­szu­ki­wa­nia od­po­wie­dzi bo­ha­te­ra­mi filmu, tak samo jak Wierę Gran i jej zła­ma­ne życie. Bo to przede wszyst­kim hi­sto­ria od­po­wie­dzi na py­ta­nie: dla­cze­go?

„Po­my­słem nar­ra­cyj­nym filmu jest to – mówi re­ży­ser­ka – że ob­ser­wu­je­my ka­me­rą pro­ces po­wsta­wa­nia książ­ki. Je­ste­śmy świad­ka­mi roz­mów Agaty Tu­szyń­skiej z wie­lo­ma ludź­mi, któ­rzy znali lub byli za­an­ga­żo­wa­ni w spra­wę Wiery Gran. Waż­nym ele­men­tem filmu jest też wy­wiad, ja­kie­go Gran udzie­li­ła w la­tach 80. fun­da­cji Shoah zbie­ra­ją­cej re­la­cje świad­ków Ho­lo­kau­stu. W fil­mie cy­tu­ję też ze­bra­ne przez Agatę Tu­szyń­ską ma­te­ria­ły dźwię­ko­we – wy­wia­dy, które Agata na­gry­wa­ła z Wierą Gran przez wiele lat – i fil­mo­we – Wiera Gran jeden raz zgo­dzi­ła się na roz­mo­wę z Agatą przed ka­me­rą.

Mamy też uni­kal­ny zapis dźwię­ko­we­go dzien­ni­ka, który na­gry­wa­ła Wiera Gran”. I do­da­je: „Je­stem prze­ko­na­na, że Wiera nie zro­bi­ła ni­cze­go z rze­czy, o które ją oskar­ża­no”.

Śledz­two Agaty Tu­szyń­skiej po­ka­zu­je, do ja­kie­go stop­nia za­rzu­ty wobec Gran były nie­uza­sad­nio­ne, a przy­naj­mniej nie­pro­por­cjo­nal­ne do kary, jaką po­nio­sła. I szuka źró­deł. Jej roz­mów­cy mówią o wszech­ogar­nia­ją­cym gnie­wie po woj­nie, po­trze­bie jego ska­na­li­zo­wa­nia, ale także po­czu­ciu winy, które ka­za­ło szu­kać win­nych bar­dziej i na nich się sku­piać. Oskar­że­nia wobec Gran oka­zu­ją się tak na­praw­dę plot­ką po­wta­rza­ną z ust do ust, na którą nikt z po­wta­rza­ją­cych ją nigdy nie wi­dział do­wo­du.

Szpil­man, mój wróg

Ważną po­sta­cią w na­gon­ce, ja­kiej ofia­rą stała się Wiera Gran, jest Wła­dy­sław Szpil­man. To naj­bar­dziej ta­jem­ni­czy ele­ment tej hi­sto­rii. Do dzi­siaj nie wia­do­mo, dla­cze­go mię­dzy daw­ny­mi współ­pra­cow­ni­ka­mi (Szpil­man akom­pa­nio­wał Gran przez ponad rok jej wy­stę­pów w ka­wiar­ni „Sztu­ka” w get­cie, pisał też dla niej prze­bo­je) uro­sła aż taka wro­gość. Dla­cze­go po woj­nie, kiedy Gran przy­szła do Pol­skie­go Radia szu­kać pracy, wła­śnie Szpil­man od­mó­wił jej wspar­cia, su­ge­ru­jąc, że skoro współ­pra­co­wa­ła z Ge­sta­po, nie może teraz li­czyć na jego pomoc? A w swo­ich na­pi­sa­nych po woj­nie wspo­mnie­niach nie wy­mie­nia nawet jej na­zwi­ska, na­zy­wa­jąc ją „pewną pio­sen­kar­ką”?

Wiera Gran miała na to od­po­wiedź: twier­dzi­ła, że wi­dzia­ła Szpil­ma­na w czap­ce po­li­cjan­ta wpy­cha­ją­ce­go miesz­kań­ców getta do sa­mo­cho­dów wy­wo­żą­cych ich do obo­zów. On za­prze­czał i oskar­żał ją. Do końca życia Gran uzna­wa­ła Szpil­ma­na za swo­je­go naj­więk­sze­go wroga. Co na­praw­dę wy­da­rzy­ło się mię­dzy nimi? Praw­do­po­dob­nie już nigdy się nie do­wie­my…

„Hi­sto­ria Wiery Gran po­ka­zu­je, co ład­nie w fil­mie po­wie­dzia­ła Hanna Kirch­ner, jak łatwo lu­dzie łączą się w sfory, żeby za­szczuć in­ne­go – mówi Maria Zmarz-Ko­cza­no­wicz. – Wiera Gran była pięk­na, wy­nio­sła, sku­pio­na na swo­jej ka­rie­rze i bar­dzo nie­za­leż­na. Do tego sa­mot­na, nie miała opar­cia wpły­wo­wych męż­czyzn i to wy­star­czy­ło, żeby oskar­żyć ją, bez żad­nych do­wo­dów, o rze­czy ha­nieb­ne, o współ­pra­cę z Ge­sta­po, o wy­da­wa­nie Żydów Niem­com. Nie­sły­cha­ne! W fil­mie jest kilka tro­pów, dla­cze­go tak się stało. Ktoś jej za­zdro­ścił, ktoś jej nie lubił, na­ra­zi­ła się…”.

In­for­ma­cje do­ty­czą­ce życia Wiery Gran za­czerp­nę­łam z książ­ki Agaty Tu­szyń­skiej „Oskar­żo­na: Wiera Gran”, Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie 2010.

http://film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/utracona-czesc-wiery-gran/qz4np#.VISXP72UYzM.facebook

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: