Bokser z Auschwitz

Opis książki: Biografia Tadeusza Pietrzykowskiego – pięściarza, który zdobył tytuł Mistrza Wszechwag obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pisarz Tadeusz Borowski, który trafił do Oświęcimia, kiedy Pietrzykowskiego z niego wywieziono, w opowiadaniu U nas w Auschwitzu napisał o nim: „Jeszcze dziś tkwi w nas pamięć o Numerze 77, który bił Niemców jak chciał”.

Wybrane fragmenty książki:
,,(…) w obozie był niepokonany, aż do czasu gdy jego przeciwnikiem został mistrz Danii w wadze półśredniej Leu Sanders – pięściarz pochodzenia żydowskiego. Latem 1942 roku Numer 77 został pokonany. Była to jedyna obozowa walka, którą przegrał. Rewanż odbył się dwa tygodnie później. „Teddy” wygrał w trzeciej rundzie przez techniczny nokaut.
Także latem 1942 roku Teddy stoczył walkę z Niemcem znanym z okrucieństwa przejawianego wobec Polaków. Tak po latach ją
relacjonował:„Walczyłem nie z bokserem, ale z zabijaką, więźniem Niemcem, pełniącym funkcję kapo. Nazwiska jego nie pamiętam lecz wiem, że przywieziono go z KL Sachsenhausen a w oświęcimskim obozie miał sławę Polakobójcy. Znał w każdym bądź razie któregoś lekarza SS, więc walkę oglądali też SS-mani lekarze z SS-Revieru. Mój przeciwnik był cięższy ode mnie około 10–15 kg, lecz pomimo tego doskonale sobie z nim radziłem. Wyznam szczerze, że po raz pierwszy i ostatni w życiu nokautowałem swojego przeciwnika z przyjemnością i wpełni świadomości”.
To właśnie w tej walce Tadeusz zadał najpierw cios nokautujący, a potem, gdy Niemiec leciał już na ziemię, dodatkowy cios „dobijający”, czego zwykle nie czynił. Walkę tę zapamiętał także więzień Andrzej Rablin, nr obozowy 1410:
„Przypominam sobie walkę Pietrzykowskiego, który przed wojną nosił pseudonim »Teddi« i capo rzeźni »Fleischerei«. Capo o postawie kulturysty z ogromnie rozwiniętymi mięśniami chyba waga ciężka, a  »Teddi« w najlepszym przypadku kogucia: drobny, szybki, zwinny,członek przedwojennej kadry polskiej. Na żadnym innym ringu tego rodzaju walka odbyć się nie mogła, różnica wynosiła chyba cztery wagi, z jednej strony kolos, a z drugiej drobny szczupły chłopak.
Kulturysta ten przegrał, chociaż miał pojęcie o boksie. Dysproporcja wagowa nie była jedyną przyczyną, że walka ta nie powinna mieć
miejsca. Decydującą sprawą była przewaga umiejętności bokserskich »Teddiego«. Nie widziałem, aby na ringu zawodnik w ten sposób
masakrował przeciwnika jak to miało miejsce w tej walce. Krew z rozbitego nosa, warg i rozciętych brwi zalewała tułów capo rzeźni i
matę ringu, a walka wciąż trwała. To mogło się zdarzyć tylko w
Oświęcimiu”(…)
Wielu spośród jego przeciwników było Żydami. Dla nich spotkania na ringu były naprawdę walką na śmierć i życie. Podpowiadał więc swoim przeciwnikom by się nie forsowali, markował ciosy i stosował uniki. Na przełomie 1942/1943 roku „Teddy” walczył z
holenderskim Żydem, którego żonę wraz z dziećmi zagazowano w Brzezince. Był bardzo dobrym bokserem. W pojedynek z nim „Teddy” włożył wiele wysiłku, a zakończyła się ona remisem. Później wspominał: „Zwycięstwo nad nim mnie by nic nie dało, a mojego przeciwnika zgubiło, ponieważ kapo bloku nr 9, »Miki«, postawił na niego dużą sumę pieniędzy i na pewno zemściłby się na nim za przegraną.
Ponieważ walka nie została rozstrzygnięta, mój przeciwnik zyskał uznanie w oczach kapo »Miki« i został zatrudniony przy noszeniu
kotłów z kuchni, co umożliwiało potajemne dożywianie się. Później bokser ten został przewieziony do innego obozu”.
Wśród jego przeciwników znaleźli się także Niemcy. W trakcie tych pojedynków często dochodziło do omijania panujących w boksie
reguł. Walki z udziałem Niemców w większości prowadzono z pobudek sadystycznych. Wiele razy kończyły się one dotkliwym
pobiciem przeciwnika lub jego kalectwem. „Teddy” jednak doskonale radził sobie na ringu. Walczył z niemieckimi mistrzami: Wilhelmem Maierem, wicemistrzem Europy z 1927 roku, w wadze średniej, a także podwójnym mistrzem Niemiec (1922, 1923) Harrym Steinem. Z obydwóch pojedynków wyszedł zwycięsko.
Walki toczone przez Tadeusza Pietrzykowskiego miały też inny wydźwięk. Jego sukcesy miały olbrzymie znaczenie dla innych więźniów. Zwycięstwa dodawały im otuchy. Więźniowie zaczynalimwierzyć, że Niemcy nie są niepokonani. Po latach zwrócił na to uwagęwięzień Tadeusz Sobolewski:
„Kiedy sam stałem wokół ringu bokserskiego w roku 1942 przed obozową kuchnią i słyszałem okrzyki Polaków-więźniów zagrzewających »Teddy’ego« do walki, zrozumiałem, że tu chodzi o coś więcej. Polak jest w ringu, Polak bije niemieckiego kryminalistę,który wczoraj jeszcze bił i mordował naszych kolegów. Ta atmosfera wokół ringu, ten klimat wśród wychudzonych i zabiedzonych polskich więźniów, to była jakby »transfuzja« wiary, bodziec dodający otuchy, że przecież Jeszcze Polska nie zginęła…”

Przyslala Marta Sych

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: