Wychowany na warszawskich Nalewkach bawiłem się na gruzach getta, oczywiście w wojnę. Nikt nie chciał zostać Niemcem, wszyscy byliśmy powstańcami, my z Wackiem W. zawsze w jednym oddziale. Oczywiście powstańcy byli Polakami. Nalewki, przed wojną jedna z największych żydowskich ulic w Warszawie, czyli na świecie, niemal ograniczają się dziś do tamtego bloku w kształcie podkowy.

Nie wiedziałem, gdzie mieszkam. Czyje to gruzy.

Pamiętam zdumienie, gdy Wacek W. wyjeżdżał z Polski. Był rok 1965. Wstydził się, a może bał powiedzieć, kim jest. Klasa szeptała, że Żyd.

Książka „My, Żydzi z Polski” – 24 wywiady Ireny Wiszniewskiej (Czarna Owca, 2014) – to spojrzenie z drugiej strony na życie na gruzach żydowskiego świata. Poza Anną Kempińską urodzoną w getcie zakliczyńskim w 1942 r. pozostali należą do drugiego i trzeciego pokolenia. Są dziećmi i wnukami dzieci Holokaustu.

Co to dziś znaczy być polskim Żydem? Jaka jest przyszłość polskiego żydostwa? – pyta Wiszniewska.

Polaku, opuść wzrok

Ta książka boli.

Została ich przecież garstka. Prawie wszyscy z 3,5 mln zginęli od gazu, głodu, kuli, sznura, a z ocalałych może 350 tys. polskich Żydów większość uciekła, bo – jak mówi pisarz Irek Grin (rocznik 1969) – „bycie Żydem jest tutaj karygodne, Żyd jest kary godny z zasady”.

Polski antysemityzm boli.

Dyrektorka szkoły uwzięła się na Anię Kempińską i domagała się metryki, a tych w getcie nie wydawali. Aż interweniował wujek, naczelnik milicji, dotarł do samego Cyrankiewicza, komunistycznego premiera i byłego więźnia Auschwitz. Pod szkołę zajechały czarne wołgi, wszyscy zamarli z trwogi… Jak w hollywoodzkim filmie klasy B wszedł mężczyzna w czarnym garniturze, wziął Anię za rękę i zapytał dyrektorkę: „Nad takim maluszkiem się pani znęca? To pierwsze i ostatnie upomnienie”.