Kacik poezji – Ludwik Janion cz. 16

Ludwik Janion

Mieszka w Warszawie. Autor opowiadań, poezji, książek dla dzieci także publicystyka i krytyka literacka. Z ważniejszych: powieść „Zwijanie świata ”słowo/obraz terytoria” 2007, dwa tomy „Antologii poezji – Cogito”, antologie poezji młodych autorów: „Zanim wypełni się wiek” i „Dziesięć razy rok”. Poezje publikuje w „Twórczości”, „Toposie”, „Odrze”, w przeszłości także w „Literaturze”, „Fantastyce”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Kresach”, „Akcencie” i in. Współpracował z wieloma pismami, od „Szachów” poczynając, na „Kocich Sprawach” kończąc. Od 20 lat prowadzi w pismach „Cogito” i „Victor” działy poświęcone twórczości młodych autorów. W drugim programie Polskiego Radia przez dwa lata prowadził audycję: „Czas na debiut”. Autor słuchowisk radiowych dla dzieci, a także czterech części cieszącej się powodzeniem książki dla dzieci „Adaś i Słoń’, ponadto: „Paca i podróż dookoła świata” oraz zbiór wierszy ilustrujących arcydzieła światowego malarstwa: „Siła wyobraźni”. W latach 2010 – 2015 ghostwriter w Kancelarii Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Eksszachista, belfer, radiowiec, scenarzysta… Ma sławną ciotkę i trzy córki.


Koło

A drzew było mało kiedy to się stało
kiedy dziecko żyły
sobie otwierało
na Kole gdzie lasek na Kole

Koniec to czy środek był
Żydów powstania
łby kocie, błota, cmentarze
od getta tu blisko murami krzakami
-ślady -znaki -twarze

A dzieci chłopca przezywały
a dzieci straszyły
kamienie rzuciły
i na rąk przegubach
przeciął sobie żyły
i biegał i biegał w koło

uciekły dzieci
zaszczekał pies

a koło się zaciskało
koło się zaciska
mocniej się zaciska
wciąż

W szkole na Kole
był taki jeden
nieduży wzrostem
miernej urody
jego chorobę
zwano padaczką
kiedyś dla świętych
dziś na nieszczęście
Wszyscy go znali
bo jego klasa
mogła mieć korzyść
tuż przed klasówką

Lata minęły
gdzieś solidarność
spiski i wolność
tajne spotkania
I ja mu mówię
że Anielewicz
że jest rocznica
że Mordechaja
A on mi mówi
że w mordę chuja
Ciałem pokracznym
śmiechem serdecznym

Były na Kole szyny, tramwaje…
I są do dzisiaj. Lecz nie ten sznyt!
Wtedy skakało się w pełnym biegu,
a kto się potknął, to jego wstyd!

Złapał mnie facet mocno za kołnierz,
wciągnął na stopień, rozejrzał się
i mówi: synek, nie skacz, gdy jedziesz,
bo nogi stracisz i będzie źle.

Jeszcze się spojrzał z troską ojcowską.
Usta otworzył, zawahał raz:
Jedno co dobre nam Hitler zrobił,
to że tych Żydów puścił przez gaz.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: