Pozdrowienia z Zamościa.

 Literacki przewodnik po mieście idealnym

 

Przyslala Rimma Kaul


 

„Zamojskie powietrze czyni mądrym”, napisał księgarz Dawid Szyfman w wydanej w 1879 roku „Odzie do Zamościa”. Czy miał rację?  

Miasto idealne

W swoich początkach Zamość znajdował się w kulturalnej i naukowej awangardzie Rzplitej. Miasto zaistniało na literackiej mapie Polski za sprawą twórców, których Jan Zamoyski otoczył mecenatem. Wśród nich był Piotr Ciekliński – pierwszy polski komediopisarz czy Szymon Szymonowic, autor „Sielanek” i współtwórca Akademii Zamoyskiej. Akademia zasłynęła w świecie naukowym, gdy wywołała europejską debatę o metodach zwalczania kołtuna (plica polonica). Co prawda bezskuteczną, bo dopiero w wieku XIX stanowczo stwierdzono, że najlepszym lekarstwem na kołtuna są nożyce, sprawa jednak poruszyła najtęższe umysły zachodnich uniwersytetów. To w zamojskiej drukarni użyto po raz pierwszy w języku polskim litery „ó” (1654), tu wystawiono pierwszy rodzimy dramat polityczny „Polska napadnięta przez Szwedy” nieznanego autora (1663).

 

W późniejszych wiekach zamojskie plenery upodobali sobie szczególnie autorzy powieści historycznych, od Sienkiewicza i Kraszewskiego począwszy. Ten pierwszy barwnie opisał oblężenie Zamościa z 1656 roku na kartach „Potopu”. Kmicic nie mógł wtedy wyjść z podziwu na widok „ulic szerokich, włoską modą pod linię równo budowanych”. Zachwycał się też miastem Iwan Bajbuza, bohater powieści Kraszewskiego, w której ów sportretował czasy i dzieło hetmana Zamoyskiego.

Wcale też w ogóle nie był ówczesny Zamość podobnym do innych miast w Koronie; czuć w nim było jakby świeże przesadzenie, niby roślinę obcą, co się miała dopiero z gruntem, na którym rosła, oswoić, ale już się widocznie przyjęła. Uderzało i to, że tu nic starego, jak po innych miastach nie było, żadnych szczątków, wszystko świeże, nowe, błyszczące, a dostatnio i szeroko rozłożone, dla przyszłej ludności. Chatek, domków i dworków ubogich, których nawet w Warszawie, nieopodal od zamku dosyć się znajdowało, tu nie widać było. […] Z lada budą się tu nikt nie ważył.

Jan Zamoyski ziszczając swoją fantazję o wybudowaniu „la citta ideale” w środku niczego miał rozmach naftowego szejka. Dwudziestowieczni autorzy zwracali nieraz uwagę na fantasmagoryczność tego miasta, nieprzystającego zupełnie do okalającego go krajobrazu. „Cudo na błocie, korona brylantowa na gnoju położona”, pisał o Zamościu Juliusz Kaden-Bandrowski w „Mateuszu Bigdzie”. 80 lat później Andrzej Stasiuk w felietonie dla „Tygodnika Powszechnego” dochodził do podobnych wniosków:

Całe miasto przypominało przywidzenie. Zamoyskiemu przyśnił się renesansowy sen, włoska fatamorgana. Stało to teraz gotowe, piękne i pozbawione kontekstu. Miasto idealne na skraju buraczanych pól ciągnących się po Hrubieszów i po horyzont. Perła odrodzenia wśród zmarzniętych ściernisk. […]

Miasto więzienie

W latach 1821–1866 zaborca postanowił wykorzystać potencjał twierdzy, przemieniając miasto w wielkie więzienie. Wrażenia ze zmilitaryzowanego Zamościa relacjonował Julian Ursyn Niemcewicz: „uderzony byłem i okazałością murów i nieludnością, głuchem po ulicach milczeniem. Nie widać [nikogo] jak tylko żołnierzy, zamiast gwaru przemyślnego ludu nie słychać jak tylko bębny i wojskowych odgłosy”.

Najsławniejszym więźniem tamtych lat był Walerian Łukasiński. Tutaj właśnie bawił „rok z czymś” Ignacy Rzecki z „Lalki” Prusa, a że dobrze drwa rąbał, to był codziennie na świeżym powietrzu: „Nigdy zaś nie zapomnę radości, jakiej doznałem usłyszawszy, że mam jechać do Zamościa. Właściwie, tom nawet nie bardzo jechał; raczej szedłem, ale z jakąż uciechą!” Czemu tak się cieszył? Z dwojga złego zamojskie kazamaty były lepsze niż kopalnie Sybiru.

Calosc TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: