Halina Birenbaum, Monika Tutak-Goll, „To nie deszcz, to ludzie”

Przyslala Rimma Kaul

 


Halina Birenbaum, polsko-izraelska pisarka, poetka, tłumaczka, w niezwykle osobistej rozmowie z Moniką Tutak-Goll, wspomina swoje dzieciństwo w Warszawie, dojrzewanie w getcie, zamordowanie rodziców, pierwszą miłość w Auschwitz, a także odzyskaną wolność, drogę do Izraela oraz budowanie na nowo państwa i rodziny. „To nie deszcz, to ludzie” to poruszające świadectwo siły życia, kobiecości i pamięci.

 

Halina Birenbaum zawsze patrzy przed siebie: „Przeszłość żyje obok mnie, ale ja nie żyję przeszłością”. Jeśli kocha, to całą sobą: „Ja nie wierzyłam, gdy mówili, że Boga trzeba kochać więcej niż wszystkich. Myślałam zawsze: ja moją mamę kocham więcej niż Boga, więcej niż wszystko”. Miała trzynaście lat, gdy straciła ukochaną matkę na Majdanku, gdzie zostały wywiezione z warszawskiego getta. Była też więźniarką Auschwitz-Birkenau, Ravensbrück oraz Neustadt-Glewe. Przywraca pamięć o tych, których nie pamiętałby już nikt. Odważnie mówi o sprawach, o których zazwyczaj się milczy. Jeden z najmocniejszych od lat głosów z głębi Shoah, niezwykle poruszające świadectwo siły życia, kobiecości i pamięci. W głębokiej i osobistej rozmowie z Moniką Tutak-Goll Halina Birenbaum wspomina swoje dzieciństwo w Warszawie, dojrzewanie w getcie, zamordowanie rodziców, pierwszą miłość w Auschwitz, a także odzyskaną wolność, drogę do Izraela oraz budowanie na nowo państwa i rodziny.

Ta przejmująca herstoria – książka pisana z perspektywy kobiecej – to opowieść o sprzecznościach i podobieństwach: o Polsce i Izraelu, o łączeniu macierzyństwa z pisaniem, o wpływie Zagłady na relacje z innymi, o zazdrości i miłości, o lęku przed stratą, o wyzwoleniu z poczucia winy wobec dzieci. A nade wszystko to manifest chęci życia i pojednania – nie tylko między krajami, ale także między ludźmi i rodzinami.

Monika Tutak-Goll*: Ile jechaliście na Majdanek?

Halina Birenbaum**: Cały dzień. Już było ciemno, jak dotarliśmy, to był 9 maja 1943 roku. Pociąg stanął, a ja zaczynam szukać ubrania. Ale już nic nie mam. Wyciągam jakiś płaszcz, męski, wkładam na siebie. Nogi bose, poranione, buty zostały pod stosem ludzi. A na dworze pada deszcz, błoto wszędzie. Już wiadomo, że jesteśmy w Lublinie. Idziemy naprzód, do jakiegoś budynku. Wkładam rękę do kieszeni tego płaszcza, który znalazłam, i wyjmuję złoty zegarek. Pilnują nas Niemcy i polska policja. Mama daje policjantowi ten zegarek, a on przynosi nam za to bochenek chleba. „To znak na życie”, mówimy jeszcze, będziemy żyć, skoro mamy ten chleb. Pędzą nas i po drodze mówią, że zabierają dzieci, że selekcja. Mama powtarza: „Ty się nie bój, ja cię na pewno nie zostawię”. Chilek mi powiedział wtedy: „Ty na pewno przejdziesz, ty dziś jesteś ładniejsza niż kiedykolwiek”. Uśmiechnęłam się. Ciężko mi było chodzić, wziął mnie pod ramię, chociaż był cały zakrwawiony, wlókł mnie na sobie. Doczłapaliśmy do budynku, rzucili nas na jakąś podłogę, rankiem mieliśmy ruszyć na Majdanek. Kiedy jeszcze szliśmy zobaczyłam kobiety pracujące w pasiakach. „Skoro one pracują, to tu się pewnie nie zabija”, pomyślałam. I nagle zaczęli do nas strzelać: żeby szybciej, żeby się ruszać. Jakaś kobieta upadła koło nas. Mama pochyliła się nad nią i zdjęła jej z nóg buty na wysokich obcasach. Dała mi je, żebym była wyższa, żebym wyglądała na tych siedemnaście lat.

Ale ty nie mogłaś w nich w ogóle chodzić, miałaś przecież poturbowane nogi?

Calosc TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: