PRZEBIERAŃCY

Ludwik Lewin

 


Nie wiem na którym piętrze Łubianki, ale nie ma najmniejszej wątpliwości, że „naród palestyński” powstał w głównej siedzibie KGB i wypłynął dopiero w roku 1964, szesnaście lat po odrodzeniu państwa Izrael.

Do tego czasu, jeśli mówiono o Palestyńczykach, to mając na myśli Żydów, którzy powrócili na ziemię praojców. W uchwale ONZ o podziale Palestyny z 2 kwietnia 1947 r. mowa była o „państwie żydowskim i arabskim”.

W roku 1964 właśnie, KGB zorganizowało pierwszy zjazd Organizacji Wyzwolenia Palestyny. I dopiero na tym zjeździe pojawili się pierwsi „Palestyńczycy”.

Ion Mihail Pacepa, b. szef rumuńskiej Sacuritate ((SB, wywiad i kontrwywiad), który w 1978 poprosił o azyl w USA, w książce Dziedzictwo Kremla opisał jak to bezpieczniacy bratnich krajów zostali wezwani do Moskwy, gdzie wspólnie wypracowano sposoby walki z Izraelem. Ponieważ była to epoka „walk narodowo wyzwoleńczych”, postanowiono, że Państwo Żydowskie będzie niszczone walką narodowo wyzwoleńczą, a wyzwalającym się narodem będą „Palestyńczycy”.

Popełniono jednak mały błąd mianując szefem organizacji Ahmada Szukajriego, który choć podobno szkolony przez dzielnych czekistów, nie potrafił nadać sprawie odpowiedniego rozgłosu. Dlatego po wojnie sześciodniowej w czerwcu 1967, haniebnie przegranej przez sojuszników kraju rad, wymieniono go na pochodzącego z Egiptu Jasera Arafata, któremu na tę okazję zmieniono datę i miejsce urodzenia.

Do dziś dnia „Palestyńczycy” istnieją bardziej w mediach niż w Judei i Samarii. Jak się wydaje większość tamtejszych mieszkańców arabskich, podobnie, jak „Palestyńczycy” z Jordanii, uważa się za Arabów, a gdy napierać na przynależność państwową, to najbliżsi czują się Syrii.

„Palestyńczykom” w uznaniu przez przestraszony świat, pomógł pierwszy kryzys naftowy, gdy większość ropy była arabska i Zachód bojąc się o paliwo, nie widział powodu by bać się o los Żydów w Izraelu. To uznanie nie pomogło jednak w stworzeniu historii i tradycji, gdyż takie nie istniały.

I tu, chyba już bez pomocy Moskwy, ale pewnie nie całkiem samodzielnie, wpadli przywódcy wymyślonego ludu na szatański pomysł. Zaczęli kalkować historię żydowską.

Analizował tę sprawę niedawno Yves Mamou we francuskim miesięczniku Causeur. „Od ponad dwudziestu lat organizacje palestyńskie zagarniają historię żydowską” – pisał, wychodząc od trudności, jakie napotkała we Francji uchwała stwierdzająca, że antysyjonizm jest formą antysemityzmu.

Rzecz jest oczywista – antysyjonizm to bynajmniej nie krytyka polityki władz Izraela. To odmawianie Izraelowi prawa do istnienia, potępianie nie za to, co robi, ale za to, czym jest – a taka – tłumaczy historyk   Pierre-André Taguieff – jest definicja rasizmu.

Rzecz jest oczywista, ale nie dla wszystkich. Przeciwko uchwale parlamentarnej zorganizował się potężny front kilkudziesięciu organizacji pozarządowych, które gotowe były wszystko zrobić, by nienawiść do Izraela nie była określana jako rasizm. W tej „Platformie francuskich NGO na rzecz Palestyny” znalazły się organizacje, które ostatnio walczą nie z rasizmem, ale z „islamofobią”, takie jak MRAP (ruch przeciw rasizmowi i na rzecz przyjaźni między narodami), Liga Praw Człowieka, Lekarze Świata, Amnesty International…. Wśród nich nie zabrakło lewicowych stowarzyszeń katolickich i protestanckich, które, jak pisze Yves Mamou, „duszę i ciało oddały na służbę «ludu palestyńskiego»”. 

I tłumaczy: Platforma na rzecz Palestyny nie domaga się by wolno było krzyczeć „zasrany syjonisto, Bóg cię ukarze” – epitet, jakim w lutym, podczas manifestacji „żółtych kamizelek”, obdarzono na paryskiej ulicy, filozofa Alaina Finkielkrauta. Platforma chce, by tak jak w latach 30 ubiegłego wieku, bez przeszkód można było wołać „śmierć Żydom”, pod nietrudnym warunkiem, ubrania tego w antysyjonizm.

Od końca lat 1990 organizacje palestyńskie przy pomocy swych popleczników starają się ukazać „Palestyńczyków” jako Żydów Bliskiego Wschodu, ustawiając w ten sposób Izraelczyków, znaczy „syjonistów” w roli nazistów. Nie wahają się nawet przed zrównaniem powstania Państwa Żydowskiego i klęski najeźdźców arabskich, określanych jako „nakba” (katastrofa), z szoa,. Ta nowa ideologia antyżydowska stroi się w szaty antyrasizmu i oskarża Żydów (syjonistów), że są rasistami.

„Katastrofę” władze Autonomii upamiętniają co roku 15 maja. Zbiega się to z izraelskim dniem szoa, kiedy to na dwie minuty cały Izrael zatrzymuje się oddając hołd sześciu milionom zamordowanych Żydów. (Dzień szoa, obchodzony wg kalendarza żydowskiego nie zawsze wypada 15 maja)

Celem arabskich ceremonii z okazji „dnia nakby” jest narzucenie światu przekonania, że jak pisał dziennikarz arabski Rami Khouri, „Palestyńczycy” cierpią te same męki, co Żydzi przez dwa i pół tysiąca lat wygnania.

W roku 2000, podczas zamieszek „intifady al Aksa”, rozklejano plakat, na którym obok słynnej fotografii chłopczyka z podniesionymi do góry rękami, po klęsce powstania w warszawskim getcie, widniało zdjęcie Mohameda al. Durah, arabskiego chłopca, zabitego jakoby podczas wymiany strzałów między Cahalem a terrorystami. Napis na plakacie głosił: Holokaust się powtarza.

W latach 90, kiedy zajęto się sprawą zwrotu własności żydowskiej, zrabowanej podczas II wojny, arabskie media wzywały do przyznania odszkodowań „Palestyńczykom”, którzy stracili swe dobra uciekając z Izraela.

W marcu roku 2000 papież Jan Paweł II wyraził w imieniu Kościoła, żal z powodu antysemickiej przemocy Inkwizycji i milczenia Watykanu, gdy odbywała się eksterminacja Żydów. Media arabskie w Palestynie natychmiast zareagowały żądając przeprosin od Izraela i Wielkiej Brytanii.  

W 2001 r., odbywająca się w Kairze, IV „Konferencja arabska przeciw rasizmowi”, zajmowała się niemal wyłącznie rzekomymi „zbrodniami rasistowskimi Izraela. W konferencji uczestniczyło 70 NGO, które kilka tygodni później w Durbanie zmieniły Światową Konferencję przeciw Rasizmowi w antyizraelski trybunał, który przywrócił haniebne określenie – „syjonizm to rasizm”.

Od tego czasu wciąż powtarzają się arabskie deklaracje o tym, że „Palestyńczycy” to ofiary nowej szoa, czy przyrównujące ich do Żydów jako narodu „wygnanego i poniżonego”.  Dochodzą do tego żądania, by Żydzi uznali, że krzywda arabska jest równa tragedii szoa.

Małpowanie Izraela przybiera czasem formy całkiem karykaturalne, jak choćby w przypadku otwartego w roku 2012„Muzeum Palestyny” w Bir Zeit, w którym nie ma żadnego eksponatu historycznego i ani śladu jakiegokolwiek „ludobójstwa”.

Kalkując izraelskie „prawo powrotu, umożliwiające każdemu Żydowi zamieszkanie w Izraelu, instancje palestyńskie uchwaliły prawo powrotu dla „Palestyńczyków”.

A prezydent Autonomii Mahmud Abbas głosi, że wraz ze swym narodem, jest potomkiem Kananejczyków, ludu zwyciężonego przez Żydów pod wodzą Jozuego. Linda Sarsour, córka Arabów, którzy wyemigrowali do USA z Palestyny, aktywna działaczka amerykańska, napisała, że „Mojżesz po czterystu latach wędrówki po pustyni, doprowadził naród palestyński, do Ziemi obiecanej Kainowi przez Allaha”.

Niezliczone są przypadki negowania istnienia Świątyni Jerozolimskiej, jak i przypisywania Jezusowi „narodowości palestyńskiej”.

„Bredzenie Palestyńczyków nie jest problemem, problemem jest to, że cały świat towarzyszy im w tym majaczeniu” – pisze Yves Mamou.

I ostrzega, że ten „kidnaping historii żydowskiej”, który od dziesięcioleci okazuje się zabójczy dla Izraelczyków i Żydów, zaczyna zagrażać również Europejczykom, którzy nie są Żydami. 

Jeden z mentorów europejskiego islamizmu, Tariq Ramadan porównuje się do kapitana Dreyfusa. Skrajna lewica defiluje w Paryżu u boku islamistów, a uczestnicy pochodu mają przypięte żółte tarcze Dawida.

„Jest to dowód na to, że fałszerstwa palestyńskie przejęte zostały przez islamistów europejskich. Udając prześladowanych Żydów, islamiści stosują metodę, która tak dobrze zadziałała przeciw «syjonistom». I nie ma się co łudzić. Jeśli francuscy i europejscy muzułmanie dadzą się przekonać, że są prześladowani tak jak niegdyś Żydzi, to uwierzą, że Żydzi nie są ich jedynymi prześladowcami” – bije na alarm francuski publicysta.


Pierwodruk ukazał się w ” Slowie Zydowskim”

Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

3 komentarze to “PRZEBIERAŃCY”

  1. Ludwik, dziekuje Ci za zebranie tylu faktow, o ktorych wiekszosc swiata jak i Izraelczykow nie chce wiedziec. Te fakty nie przekonaja zadnego Zyda z Tel Avivu, ktory zada rownouprawnienia dla Arabow z Nablus i z Gazy. Ryszard – Tobie rowniez dziekuje za wazne dodatkowe fakty.
    Marek – Ty oczywiscie masz racje i z Toba zgadzam sie calkowicie, ale niestety, jak zwykle, przez stulecia, jest to jak gadanie do sciany.

    Jan Pawel II, ktory przeprosil Zydow za brak ochrony przez Watykan podczas Shoah, chyba nie wiedzial, ze jego poprzednik uratowal milion Zydow…co za dowcip.

  2. RK:
    Nie warto nikogo łapać bo obnażenie prawdy tylko antysemitów denerwuje.
    Warto zbroić się, absorbować Żydów z diaspory i zwiększać przewagę demograficzną tam gdzie trzeba.
    To jedyna taktyka która pracuje. Poparcie państw świata już pomalutku przecieka przez bariery nienawiści. Będzie tego poparcia coraz więcej.

  3. Ryszard K. 13/02/2020 at 10:49

    Brawo Ludwiku! Dobrze udokumentowana historia problemu, swietna analiza, bogato i skrupulatnie dobrane fakty tego wrecz obscenicznego ”malpowania”. Warto jednak dodac, ze KGB nic nie wymyslilo nowego, tylko wlasnie ”malpowalo” to czym zajmuje sie Chrzescijanstwo od czasu gdy uniezaleznilo sie od pierwotnych sekt zydowskich powstalych w wiezkich czasach okupacji rzymskiej, i uformowalo swoje wlasne Koscioly. Ktore oglosily ”Nowe Przymierze”, twierdzac ze to one sa teraz ”Nowym Izraelem”. W tym swietle latwiej mozna zrozumiec poparcie Europejczykow dla Arabow usilujacych zagrabic dziedzictwo Izraela – wprawdzie Kosciol wyraznie sie zapada, za to nawinela sie nowa sposobnosc dalszej walki o pierworodztwo, do ktorej przylaczaja sie z entuzjazmem coraz to nowe rzesze chrzescijan, a wlasciwie eks-chrzescijan. Izrael nie jest jedynym obiektem pladrowania i zawlaszczania dziedzictwa historycznego – tyle, ze wbrew trwajacym od starozytnosci probom unicestwienia, zyje dalej, podczas gdy inne obiekty zawlaszczania juz od dawna zakonczyly swa ziemska wedrowke. Mam na mysli Rzym – Germanie (pozniej zwani Niemcami) uporczywie twierdzili, ze sa spadkobiercami Rzymu, i az do roku 1870-go byli formalnie ”Swietym Cesarstwem Rzymskim Narodu Niemieckiego”. Podobnie Iwan Grozny (wnuk bizantyjskiej ksiezniczki Sofii Paleolog, ktorej rodzina znalazla azyl w Ksiestwie Moskiewskjim po upadku Konstantynopola w r. 1453-m) oglosil, ze Moskwa jest ”Trzecim Rzymem” (drugim bylo wlasnie Bizancjum). Jednym slowem, KGB szlo po bardzo dobrze utartej drodze. Sami Bolszewicy z Leninem i Trockim na czele uwazali sie za prawowitych spadkobiercow Rewolucji Francuskoiej i Komuny Paryskiej, co w poczatkach wladzy sowiecniej przybieralo wrecz karykaturalna postac – dzies ulegla zapomnieniu.
    Pod koniec dodam jeszcze, ze po przeczytaniu zebranych przez Ludwika mniej lub bardziej wariackich twierdzen o malpowaniu historii zydowskiej przez Arabow, coraz mocniej upewniam sie w przekonaniu, ze wiekszosc tych pomyslow powstaje w sztabach europejskiej lewicy (czesto stykajacej sie z eks-prawica w kolorze brunatnym, dzis przemalowanym na zielono), po czym jest podsuwana Arabom do czynnego wykorzeystania – zas media europejskie sluza jako pudlo rezonansowe. Dobrze by bylo przylapac ich na goracym uczynku, choc i to prawdopodobnie niewiele co zmieni;

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: