Dlaczego ten wirus inaczej dotyka pokolenia?

 

tu sa wlasciwie wszystkie opisy jak sie przekazuje wirusa.
Pozdr.k

Pokoleniowy efekt koronawirusa jest podstępny i zaskakujący. Przez to, że często jest tak łagodny u młodych i zdrowych, zamienia ludzi w nieświadomych nosicieli. Przez to, że jest tak śmiertelny dla starych i chorych, czyni z nosicieli potencjalnych katów ich przyjaciół i sąsiadów.

Koronawirus jest bardzo niebezpieczny dla ludzi, którzy już chorują na pewne choroby i to prawdopodobnie jest główny powód, dla którego jest tak poważny dla ludzi starych. Wydaje się, że nawet jeśli sam nie zabija ludzi, pogarsza ich już istniejące choroby. Jest to niepodobne do grypy, przy której dzieci są równie zagrożone jak ludzie starzy. W odróżnieniu od tego, w tym wypadku, młodzi, zdrowi ludzie, nawet bardzo małe dzieci, przechodzą infekcję koronawirusem w sposób tak łagodny, że rzadko szukają pomocy medycznej. Analiza chińskich przypadków choroby pokazała, że zaledwie 0,1 procenta dzieci poniżej dziewiątego roku życia, które zaraziły się wirusem, musiały być leczone szpitalnie, a tylko 5 procent spośród nich wymagało intensywnej opieki; tylko 0,002 procent zmarło w porównaniu do 9,3 procent tych powyżej 80 roku życia.

Z pewnością ten wzór powoduje, że tak trudno jest powstrzymać szerzenie się tej choroby. Ludzie przekazują COVID-19 zanim poczują się chorzy, może nawet bez tego, by kiedykolwiek czuli się chorzy. Według badania 468 przypadków w Chinach, dokąd można było prześledzić źródło infekcji, przeciętny czas między jedną osobą, która zaczyna chorować, a zachorowaniem osoby, której to przekazała, wynosi około czterech dni, a 59 zarażonych zachorowało nawet zanim osoba, od której zarazili się, sama zachorowała. (To może, na przykład, być młody człowiek bez żadnych wczesnych objawów, który przekazuje chorobę starszej osobie.)

Ten okres czterech dni jest połową czasu, jakiego potrzebuje SARS i jest oznaką tego, jak bardzo zaraźliwy jest COVID-19. Bez społecznego dystansowania się przeciętnie człowiek zarażony przekazuje chorobę około trzem osobom, co jest dwukrotnie częściej niż przy grypie. Krótko mówiąc, złym geniuszem tego wirusa jest to, że tworzy epidemię szybkiego przekazywania bez dawania większości swoich ofiar objawów, które zatrzymałyby je w domu. Dlatego też śmiertelność kilku ofiar nie jest problemem dla samego wirusa: normalnie wirus przekazywany przy kaszlu, żeby móc przetrwać, ewoluowałby w łagodniejszą postać, która nie zabija ludzi.

Stosunkowa niepodatność młodych prawdopodobnie wyjaśnia obojętność niektórych ludzi wobec coraz bardziej rozpaczliwych rad rządu, by ludzie trzymali się od siebie na odległość. W niedzielę wieczorem reporter telewizyjny robił wywiad z wysportowanymi młodymi mężczyznami, ćwiczącymi w londyńskim parku blisko jeden drugiego i często wymieniającymi się przyrządami: idealna recepta na szerzenie wirusa. Nie przejmowali się. Jeden z nich powiedział: „Myślałem, że to jest nawet lepsze, bo jestem na świeżym powietrzu”. Nie przyszło mu do głowy, że może przekazywać wirusa, świetnie się czując.

 

Wielu młodych ludzi i tak czuje się, jak nieśmiertelni, ale okropną prawda jest to, że dane z tej epidemii uczyniły ich bardziej pewnymi siebie zamiast mniej, najwyraźniej zapominając o ryzyku, że mogą być nosicielami, nie tylko ofiarami wirusa.

Tyfusowa Mary była kucharką, która przenosiła się od jednego bogatego pracodawcy do drugiego w Nowym Jorku i na Long Island, zarażając tyfusem siedem rodzin między 1900 a 1907 rokiem, zanim lekarze zidentyfikowali ją jako wspólną przyczynę zarażeń. Kluczowe było to, że sama była przez cały czas zupełnie zdrowa. Kiedy skonfrontowano ją, pełna oburzenia odmówiła dostarczenia próbki kału do analizy, aż w końcu została uwięziona za tę odmowę.

Po trzech latach wypuszczono ją za obietnicę, że nie będzie pracowała jako kucharka. Niezadowolona z niskiej płacy praczki zmieniła nazwisko, ponownie zaczęła gotować i ponownie zarażała tyfusem. Po epidemii tyfusu w szpitalu dla kobiet w 1915 roku, w której zachorowało 25 osób, a dwie zmarły, Mary Mallon/Brown znowu aresztowano i trzymano w kwarantannie do końca jej życia, bo odmawiała operacji usunięcia woreczka żółciowego. Kiedy zmarła w 1938 roku, autopsja ujawniła kwitnącą kolonię bakterii tyfusu w jej woreczku żółciowym. Z jakichś genetycznych przyczyn nie powodowały one u niej żadnych objawów.

Nie sugeruję, że ludzie są świadomie nieodpowiedzialni jak Tyfusowa Mary i oczywiście, ludzie zarażają koronawirusem tylko przez tydzień lub dwa, a nie przez całe życie. Jest tu jednak niepokojące echo – w tłumach, które pojawiły się w parkach, na targach i w sklepach w ostatni weekend – i niechęci do uwierzenia, że mogą być częścią problemu.

Może być jeszcze inny powód. Sformułowała go prezenterka Timandra Harkness na Twitterze: „ Czy jest nietaktem sugerowanie, że ludzie, którzy spędzili ostatnie 20 lat wysłuchując pouczeń, by nie robili niczego, co sprawia radość, bo jest to dla nich złe, byli teraz mniej podatni na pilne porady w sprawie zdrowia publicznego?” Nie pij! Nie jedz cukru! Nie wychodź z domu! Obojętni mogą nie posiadać wielkiego ducha obywatelskiego, ale nie są irracjonalni. Ryzyko śmierci z powodu tej choroby jest prawdopodobnie dla większości ludzi bardzo małe. Ogólny wskaźnik śmiertelności prawdopodobnie leży poniżej 1 procenta. Obecnie wydaje się znacznie wyższy, ponieważ większość testowanych to ludzie, którzy zachorowali wystarczająco poważnie, by pójść do szpitala. Wszyscy znamy ludzi, którzy złapali wirusa i mają objawy – włącznie z niezwykłą cechą utraty węchu i smaku – ale nie zostali przetestowani. A jeśli masz poniżej 70 lat i żadnej poważnej wcześniejszej choroby, jest niemal pewne, że nie umrzesz.

Być może zresztą jest to prawdą również dla ludzi powyżej 70 lat. Starsi ludzie coraz bardziej dręczeni są przez choroby współistniejące – czyli różne rzeczy w nich szwankują, a każda jest leczona innymi lekami – i być może dlatego umierają z powodu tego wirusa. Może to nie mieć nic wspólnego z samym wiekiem.

Tak więc, gdybyśmy rzeczywiście mogli odizolować tych z innymi chorobami od reszty społeczeństwa, to wszyscy inni mogliby przywrócić gospodarkę do stanu normalnego, przechodząc przez epidemię dla zdobycia odporności stada. Można byłoby otworzyć szkoły, przedsiębiorstwa zaczęłyby znowu pracować i służba zdrowia mogłaby sobie dać radę. Kiedy wystarczająca liczba ludzi będzie odporna, mogą oni opiekować się tymi, którzy są narażeni. Ale czy można to zrobić? Jak działa dom opieki, jeśli część personelu spędza czas w otwartym świecie? Dostarczenie poczty lub zakupów osobie z chorym sercem samo w sobie stanowi ryzyko. Ponadto, śmierć kilku lekarzy we Włoszech pokazuje, że wirus może jednak czasami zabijać zdrowych ludzi – chociaż ci lekarze prawdopodobnie otrzymali znacznie większe dawki wirusa niż większość ludzi.

Przy łucie szczęścia może pojawić się lepsze rozwiązanie: test i wyśledzenie kontaktów, co, jak się wydaje, zadziałało w Korei Południowej. Kiedy będziemy mieli wystarczające ilości zestawów do testowania, włącznie z testem serologicznym, żeby odkryć tych, którzy przeszli chorobę i są odporni, wtedy będziemy mogli przeprowadzać testy wystarczającej liczby ludzi i wyśledzić kontakty każdego nosiciela, i z pewnością zawrócimy chorobę. Do tego czasu jednak służba zdrowia może zostać przytłoczona.


Pierwsza publikacja w Spectator:

The curious age discrimination of coronavirus

Rational Optimist, 26 marca 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

http://www.listyznaszegosadu.pl/m/nauka/dlaczego-ten-wirus-inaczej-dotyka-pokolenia

 

Matt Ridley

Brytyjski pisarz popularnonaukowy, sympatyk filozofii libertariańskiej. Współzałożyciel i b. prezes International Centre for Life, „parku naukowego” w Newcastle. Zrobił doktorat z zoologii (Uniwersytet Oksfordzki). Przez wiele lat był korespondentem naukowym w „The Economist”. Autor książek: The Red Queen: Sex and the Evolution of Human Nature (1994; pol. wyd. Czerwona królowa, 2001, tłum. J.J. Bujarski, A. Milos), The Origins Of Virtue (1997, wyd. pol. O pochodzeniu cnoty, 2000, tłum. M. Koraszewska), Genome (1999; wyd. pol. Genom, 2001, tłum. M. Koraszewska), Nature Via Nurture: Genes, Experience, and What Makes us Human (także jako: The Agile Gene: How Nature Turns on Nurture, 2003), Rational Optimist 2010.

One Response to “Dlaczego ten wirus inaczej dotyka pokolenia?”

  1. Ryszard K. 01/04/2020 at 08:16

    Glowna i w tym wypadku zasadnicza roznica miedzy dziecmi, ludzmi mlodymi i w sile wieku, a staruszkami polega na pojemnosci pluc. Z wiekiem pluca jakby sie zuzywaja i kurcza, a ich pojemnosc rzeczywista znacznie maleje. Najgrozniejsze jest zapalenie pluc wywolane przez wirusa COVID-19, wynikajace z gwaltownej reakcji immunologicznej zaatakowanego przez wirus organizmu. Wtedy wiekszosc pecherzykow oddechowych w plucach wypelnia sie ciecza (podobnie jak nos i zatoki przy silnym katarze), tyle, ze w odroznieniu od nosa z ktorego te ciecz mozna usuwac, gdy jest ona w plucach, czlowiek nie moze przyswajac tlenu z powietrza i ginie tak jakby sie utopil. Sztuczna wentylacja pluc z domieszka tlenu pozwala na przetwanie, lecz nie zawsze. Dlatego tez starsze osoby powinny szczegolnie scisle przestrzegac izolacji i nie stykac sie z kimkolwiek w czasie zarazy. Najgorzej jest w tych krajach, gdzie nie starcza aparatow sztucznego oddychania na wszystkich chorych. Niezaleznie od innych czynnikow, mapa smiertelnosci w Europie wykazuje gdzie pod tym wzgledem sytuacja byla najbardziej zaniedbana: Wlochy, Hiszpania, Francja.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: