Uncategorized

O ŻYDACH KRYPTO, HONOROWYCH I ANDRZEJU TITKOWIE


Ludwik Lewin

Było to w latach 1980, przy okazji jakiejś polskiej imprezy polityczno-kulturalnej w Londynie, przyjechał na nią, pamiętam, Henryk Grynberg z Ameryki. W jednej z kuluarowych rozmówek pewien emigracyjny specjalista od filmu, wówczas jeszcze dosyć młody, zapytał mnie, jak to się dzieje, że Żydzi, ci wydaleni w 1968, podobnie jak ci, którzy pozostali w Polsce, tak energicznie włączyli się w działalność opozycyjną, i za granicą, wykorzystując wszelkie możliwości, wszystko robią by uzyskać pomoc dla Solidarności i promować idee niezależnego związku.

Nie zdziwiło mnie, gdy pośród tych zagranicznych jako pierwsze wymówił nazwisko Ireny Lasoty – jej żydostwo, tak samo jak i aktywność nie ulegało dla mnie wątpliwości. Już miałem nadąć się dumą, ale padły następne – filmowców Agnieszki Holland i Andrzeja Titkowa.

Ojciec Agnieszki był Żydem, ale mama aryjką. A samą reżyserkę absolutnie fascynował katolicyzm i z judaizmem żadnych sentymentalnych ani intelektualnych powiązań wtedy nie wykazywała. Żydostwo Titkowa uznałem za po prostu wyssane z palca i pomyślałem, że mój rozmówca wszędzie wywęszy Żyda, a ta niby żydowska opozycyjność to dla niego jakiś niepolski interes.

Już za odzyskanej demokracji momentu zdziwienia dostarczył mi człowiek, który pisał książkę o Stasiu Staszewskim, tacie Kazika. Wypytywał mnie o paryski okres życia tego architekta i zapoznanego za życia poety i muzyka, bo wtedy rozwijała się nasza dozgonna przyjaźń – to ja zawiozłem go do szpitala, z którego już nie wyszedł.

Biografa bardzo interesowało, dlaczego Staś otaczał się nad Sekwaną Żydami. W ogóle mi to nie przyszło do głowy, bo nie czułem by moje żydostwo albo ówczesnego asystenta wydziału fizyki, dziś profesora Ryszarda Kernera, grało jakąkolwiek rolę w naszej znajomości. I tylu było wokół Stasia nie-żydów. Odpowiedziałem jakoś w tym sensie i zaatakowałem – Krysia Kisielewska, córka Kisiela, tak bliska wtedy Staszewskiego, to też dla pana Żydówka? – No nie wiem, nie wiem – pokiwał głową z powątpiewaniem, w którym była pewność, że wie doskonale. 

To wspomnienie przywołało refleksje na temat interesującej, choć nie zawsze przyjaznej, tendencji moich chrześcijańskich rodaków do zażydzania zdarzeń społecznych i historycznych, jak i przyklejania etykietki Żyda na czołach ludzi, którzy czasem mają odległe bardzo pochodzenie żydowskie, a czasem i tego nie.

Tak samo przecież – myślałem – jak są Żydzi, którzy swój rodowód zakopać pragną głęboko pod ziemię, a przynajmniej pod zmienionym nazwiskiem ojca i dziadka, bywają osoby dumne z równie dalekich, co cieniutkich korzeni żydowskich, a i tacy, co głoszą, że Żydami są, ale nie są.

Pamiętam wywiady Stanisława Lema, nie ukrywał, ale kamuflował, miało się wrażenie, że to rodzina od dawna wychrzczona i że tylko wojna i okupacja przypomniały mu złe pochodzenie. No ale takim, co głowę i pióro mają w gwiazdach, wiele można wybaczyć.

Nie wybaczono i nie zapomniano Janowi Brzechwie, choć sam, nawet w zajętej przez nazistów Warszawie, zapomniał jakoby o swym żydostwie. a i dziś nie pomaga mu wczesne świadectwo chrztu, gdy żydkowi odbierają patronat szkół i przedszkoli.

Autor książki o Staszewskim, prokuratorskim nosem słusznie wyśledził, że ojciec Krysi Kisielewskiej podlegał prawom norymberskim. Nie zbliżało go to do Żydów. Pisał, że „… ciąży nad nimi kara boża za stworzenie komunizmu. Ale jak już się trafi Żyd głupi, to taki głupi, że aż hej! I potem się jeszcze dziwią, że za takiego jednego płaci stu. Są przecież narodem, a nie przyznają się do tego przed samymi sobą i dlatego okrutna odpowiedzialność zbiorowa tak ich potem zaskakuje i dziwi”. Tą równie tanią, co wrogą filozofią, odpychał żydostwo, wcześniej odrzucone przez matkę.

Za Żyda natomiast podawał się śp. Ryszard Marek Groński, felietonista Polityki, który w niemal każdym tekście nawiązywał do humoru żydowskiego, cytował talmudystów lub cadyków a i szmoncesu nie unikał.

A Titkow? Zawsze wiedziałem, że reżyser jest wnukiem Rosjan, którzy do Polski uciekli przed bolszewizmem. Dopiero jednak bardzo późne zbliżenie z kolegą z wczesnej młodości uświadomiło mi jego nigdy nieukrywane żydowskie związki i sentymenty.

Ma być z czego dumny: poetką była jego prababka ze strony matki Franciszka Arnsztajnowa, powieściopisarką jej matka Malwina Meyerson. A brat Franciszki Emil wyjechał do Francji, gdzie stał się ważnym francuskim filozofem, co nie przeszkodziło mu w działalności syjonistycznej.  

Rodzina pochodziła z Lublina, który pociąga Andrzeja żydowską nieobecnością. Nakręcił o tym mieście filmy pełne bytów.

Żyda przecież nie odgrywa. Niesie w sobie to dziedzictwo, dumny jednocześnie i równoważnie ze swych rosyjskich i chrześcijańskich korzeni. Ceni gest prababki, która u progu II wojny światowej weszła do warszawskiego kościoła Świętej Barbary, żeby się ochrzcić, a niewiele później do getta, żeby zginąć. Chce być tym wszystkim, wszędzie i zawsze.

W twórczości Titkowa czasy plączą się i pętlą, co uświadomiła mi opublikowana przez wydawnictwo Adam Marszałek, książka „Inteligent Niepokorny w Kraju Realnego Socjalizmu”. Sam autor też jest doskonale świadomy nielinijności czasu, kiedy pisze, że jego film o Andrzeju Bursie, „rozgrywa się jednocześnie w latach 50 i w roku 1983, w mojej ówczesnej teraźniejszości”. Choć może w tej opowieści, w której opis czasów stalinizmu, spotyka się z opresją stanu wojennego, chodzi nie tyle o przenikanie się czasów, co o „zadumę nad wspólnym cierpieniem w kraju, gdzie «mniejsze zło» odebrało wszelką nadzieję na normalne, godne życie”.

Nadzieja Titkowowi nie wróciła. Po nieustannej walce z przełożonymi, których czujność powodowała, że reżimowa cenzura była niemal zbędna, przyszły czasy, w których wielki talent Titkowa, niewykorzystany na odpowiednią skalę w realnym socjalizmie, wydał się zbyt mało komercyjny w prawdziwym liberalizmie.

Do książki dołączył autor kilka bardzo interesujących esejów. W tym poświęconym Francisco Goi cytuje malarza: „Gdyby artyści chcieli pracować tylko pod sprawiedliwymi rządami, to kiedy w ogóle mogliby pracować?”.  

Twórca ma dużo pretensji do świata, ale nie zaciemnia to jego spojrzenia na sztukę, spojrzenia, którego ekspresja jest filozoficznym hymnem do wolności. Wciąż ma pewność, że „filmowiec powinien rozwijać w sobie cechy prostaczka. Powinien kultywować naiwne, dziecinne niejako, zainteresowanie ludźmi i światem”.

„Inteligent Niepokorny w Kraju Realnego Socjalizmu” przynosi wspomnienie trzynastolatka:  

„Na wąskiej balustradzie, nad przepaścią czterech pięter przedwojennej kamienicy, stoi mój idol Zbigniew Cybulski i chybocząc się w przód i w tył, recytuje „Obłok w Spodniach” Majakowskiego. Patrzę na to w tępym zachwycie i pragnę z całego serca być taki, jak ten młody mężczyzna, balansujący na kamiennej poręczy, na granicy życia i śmierci. Patrząc na tę scenę czułem przyspieszone bicie serca i wiedziałem, że dzieje się coś niezwykle ważnego, jednak dopiero po latach zrozumiałem, że zobaczyłem wtedy prefigurację swego przyszłego losu”.

Tylko, że w chwiejnej równowadze życia, jest Titkow nie Cybulskim na krawędzi balkonu czynszowej kamienicy, ale raczej Quasimodem na gargulcu katedry Notre Dame. Co najmniej równie wielka to postać filmowa.


Wszystkie wpisy Ludwika TUTAJ

Pierwodruk ukazal sie w miesieczniku „Slowo Zydowskie „

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Do E. Korulskiej: Autor opisujemy życiorysy nieautentyczne zanurzone w antysemicka polska atmosferę. „Elegancko” nie da się tego opisać. Eleganckie opisy pasują do „aryjskiej strony”.

  2. Apropos Ireny oraz “oskarżania” o żydostwo w Polsce. Właściwie to intencją tych “oskarżeń” było przeważnie oskarżenie, więc cudzysłów niepotrzebny.
    We wczesnych latach tego stulecia “odkryłem”, że Andrzej Zabłudowski po powrocie do Polski przez kilka lat zbierał wycinki z gazet. W tym wiele właśnie takich gdzie pan A oskarżał pana B o bycie Żydem. Oczywiście w tych artykułach oskarżano znanych ludzi, głównie związanych z polityką czy publicystyka, ale nie tylko.
    Andrzej miał tych wycinków już całkiem sporą, wypchana teczkę. Sugerowałem aby to skomputeryzować i stworzyć pełny graf skierowany “kto kogo” . Można by wtedy przestudiować ten graf, znaleźć najdłuższe ścieżki oskarżeń, A -> B, B -> C, C -> D,… Ile jest wzajemnych, A oskarża B, a B oskarża A. Dłuższe pętle, najdłuższe, gdy A-> B, B-> C,… i w końcu jakiś G oskarża A. Etc. Może starczyłoby tego na pracę doktorską 🙂 No ale Andrzej nie potrzebował jeszcze jednego doktoratu, i niestety nie miał komputera. Mieliśmy ten brak naprawić, bo dodatkową motywacją było, że w Internecie tego szukania Żydów jeszcze więcej niż w prasie. Niestety…

  3. A co takiego Ludwik “wywęszył”? W dzisiejszych czasach jeden rzut oka na google i większość danych jest dostępna. Więc nie ma się czego obawiać wszystko jest już zapisane w arkiwach IPNu!

  4. Nie do końca rozumiem o co wlasciwie chodzi autorowi artykułu, ale nie podoba mi się szczegolowy opis rodowodu każdej z wymienionych w nim postaci. Jest to proceder rownie mało elegancki jak ten który krytykuje u swojego rozmówcy, tyle ze na odwrót. Osobiście nie akceptuje tzw „ weszycieli Żydów” choćby i nawet mieli najlepsze intencje.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.