Uncategorized

„Potwór pamięci”. Izraelczykowi wolno napisać o Zagładzie więcej niż innym

Przyslala Rimma Kaul

Yishai Sarid, 'Potwór pamięci’ (Kolegium Europy Wschodniej / Wikimedia Commons)

Twoje szczęście Yishaiu Saridzie, że nie mieszkasz w Polsce i nie jesteś polskim pisarzem. W Izraelu też nie masz łatwo – wszak o tym piszesz w „Potworze pamięci”.

Yishai Sarid, potomek polskich Żydów, napisał książkę „Potwór pamięci”. Wziął na warsztat temat przegadywany i opisywany od lat, czyli Zagładę. „Potwór” okazał się jednak jakoś szczególny, bowiem wydano go Izraelu oraz przetłumaczono na kilka języków. Wielu czytelnikom, zwłaszcza nie-Izraelczykom, ta minipowieść postawiła włos na głowie. Bezwzględna szczerość, choć po brzegi nasycona empatią, zawsze szokuje.

Można powiedzieć, że „Potwór” to fikcja, literackie spojrzenie na Holocaust, lecz ma tak wielki ładunek dokumentalny, że nie pasuje do ram zmyślonego opowiadania. Są w niej osobiste przeżycia autora, sporo rodzinnej historii. Nie bez znaczenia będą dwa wyjazdy do Polski szlakiem żydowskiej martyrologii: pierwszy w młodości, drugi po pięćdziesiątce.

Sarid chętnie sięga po reakcje i relacje Izraelczyków odwiedzających dzisiaj obozy zagłady. Podpatruje, podsłuchuje, wychwytuje to, co symboliczne i ważne. Czytelnik nigdy nie jest pewien, gdzie w „Potworze” kończy się reportaż, a zaczyna literatura non-fiction. Pewne sceny, które wyglądają na zmyślenie, wydarzyły się naprawdę.

„Potwór pamięci” i wycieczkowicze

Głównym bohaterem książki jest bezimienny historyk Zagłady, który dorabia, jeżdżąc po Polsce w charakterze przewodnika izraelskich wycieczek podążających śladami Szoa. Oprowadza uczniów ostatnich klas szkół średnich, świeckich i religijnych, młodzież, której rodzice wywodzą się z Europy, ale też Bliskiego Wschodu i północnej Afryki. Z politykami, z urzędnikami, z biznesmenami. Jest tak dobry, że uzyskuje różne zlecenia od jerozolimskiego instytutu Yad Vashem, szanują go archeologowie przekopujący ziemię, na której niegdyś stały komory gazowe obozów śmierci.

I na dodatek historyk jest niesterowalny oraz uczciwy do bólu. Co raz trzeba go napominać, pouczać, strofować, a nawet karać. Wielu ludziom wadzi jego sumienie. W historii, którą wycieczkowiczom opowiada bohater „Potwora” – co czyni bez znieczulenia – pojawiają się wątki nieheroiczne, przyziemne, codzienne, doskonale nieoczywiste oraz druzgocące stereotypy. W Zagładzie – doświadczeniu najstraszniejszym z możliwych – odbija się dzień dzisiejszy, czyniąc z niej pancerz obronny oraz miecz, którym można uderzyć. Oraz – co ważne – jest jeszcze legenda wspomnień, źle zapamiętane fakty, zmyślone historie, mity i kalki, gdyż każdy wyszuka, co mu akurat przydatne.

Twoje szczęście Yishaiu Saridzie, że nie mieszkasz w Polsce i nie jesteś polskim pisarzem. W Izraelu też nie masz łatwo – wszak o tym piszesz.

Ale to nic w porównaniu z tym, co spotkałoby cię nad Wisłą: publiczny lincz, ukrzyżowanie, bo my tutaj nie lubimy, by prawda uwierała.

Nie macie w stosunku do niego żadnego obowiązku

Czy u nas polskiej młodzieży uczącej się o nazistowskich kanaliach można by zadać taką oto zagadkę. Historyk oprowadza kolejną grupę izraelskich dzieciaków po Majdanku lub resztkach Treblinki. Pokazuje im zdjęcie Reinharda Heydricha, co najmniej gospodarza konferencji o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. „Wymazałem na komputerze swastykę, którą miał na ramieniu, ale resztę odznaczeń i orderów zostawiłem. Nie powiedziałem, kim on jest (…) – To bardzo poważny człowiek – powiedziała jedna z dziewczyn. – Wygląda na bardzo rozsądnego – dodała inna. – Bardzo przystojny – zaśmiała się z tyłu koleżanka. – To mężczyzna, który wie, czego chce – podsumował jeden z chłopców”. Taka opowieść jest w naszych martyrologicznych powieściach niezbyt możliwa.

Albo [rzecz dzieje się po spotkaniu izraelskiej młodzieży ze Sprawiedliwą]: „Któż z was uratowałby obcego, zawszonego i brudnego chłopca, który w nocy zapukałby do waszych drzwi, a tym samym naraziłby was i wasze dzieci na niebezpieczeństwo? Cisza. A potem jakiś szmer. Ich umysł rozpracowuje wszystkie możliwości. Jak z tego można wyjść? Przypominam im, że ten chłopak nie jest Żydem, nie jest waszej religii, nawet go nie znacie. Nie macie w stosunku do niego żadnego obowiązku oprócz tego, że tak samo jesteście ludźmi. Kilkoro z nich podniosło rękę. Czy bylibyście gotowi oddać za niego życie? Utrudniałem im jeszcze bardziej, mówiąc, że spalą im dom wraz z nimi i dziećmi. Zazwyczaj wtedy opadały ręce. (…) Zakłopotani nauczyciele wiercili się w pierwszym rzędzie, z biegiem czasu coraz mniej uważałem na słowa. Na twarzach chłopców i dziewczyn pojawiały się wątpliwości, mieszała się logika. (…) Nie każdy musi otwierać drzwi, to zależy, skąd jest, skąd przyszedł, co zrobił, szukali odpowiedzi, sprawdzali wszystko, a tymczasem po prostu zamykali drzwi. Mędrkowie nie uratowaliby żadnego”.

Polska młodzież nie uratowałaby nikogo?

A teraz zamieńmy kontekst na polski. Ile byłoby wrzasku, wylewania pomyj, awantur? Jak to? – polska młodzież mówi o hitlerowcu, że wygląda „bardzo rozsądnie” i „wie, czego chce”. Polska młodzież nie uratowałaby nikogo? To kłamstwo, antypolonizm, plugawe szyderstwo z przedmurza i Chrystusa narodów.

Już pisarz nie musiałby dodawać opisu antysemickiego polactwa, że urządzało pogromy, bo nienawidziło Żydów, za śmierć Jezusa, za pobieranie podatków dla szlachty, za pojenie wódką w karczmach, a nawet za to, że żydowskie kobiety chodziły do łaźni – mykwy – a nasze chłopki niekoniecznie.

I nie ocaliłaby go pointa, iż antysemicki pogrom to jednak nie metodyczne przygotowanie Zagłady. Ci „głupi pijacy” nigdy nie planowali wymordowania narodu żydowskiego, „bo to przekraczało ich wyobrażenie i możliwości wykonania. Do takich historycznych przedsięwzięć byli Niemcy, stanowczy i pełni polotu ze swoim zamiłowaniem do nauki”.

Twoje szczęście Yishaiu Saridzie, że nie mieszkasz w Polsce i nie jesteś polskim pisarzem.

Izraelczykowi wolno napisać o Zagładzie więcej niż innym

Książka Yishaia Sarida spotkała się w Izraelu z normalnym przyjęciem, mimo iż w Jerozolimie mieszka spora i wpływowa garść ministrów Czarnków. Jedni książkę chwalili, drudzy mniej, jak w przypadku każdej książki. Nie było wrzasków potępienia, oburzonych ochów, szlochów i fochów. Uznano, że to po prostu dobra literatura, wpisująca się w izraelską rozmowę o przeszłości, teraźniejszości, patriotyzmie, nacjonalizmie, słowem – o wszystkim, co toczy Izrael, ale też cały współczesny świat.

Wiem, że Izraelczykowi wolno napisać o Zagładzie i jej dzisiejszym kontekście, sposobie używania (nadużywania?) w edukacji, wychowaniu obywatelskim, polityce historycznej więcej niż innym. Ale też – że wielu z nich zależy na pełnej debacie dotykającej najstraszniejszych rozdziałów żydowskiej historii. Nie ma sensu pomijać lub wybielać fakty, bo co było, to było i nigdy się nie zmieni. Zmieniać zaś można tylko to, co jest i może się przytrafić, a więc teraźniejszość, z której wynika przyszłość. Sądzę, że dzięki tej formułce, bardziej banalnej niż odkrywczej, Yishai Sarid znalazł patent na napisanie dobrej, patriotycznej i uczciwej książki. Bez uczciwości patriotyzm zmienia się w próżny nacjonalizm. To dopiero jest prawdziwy potwór.

Yishai Sarid

„Potwór pamięci”

Tłum. Joanna Stocker-Sobelman i Michał Sobelman

Kolegium Europy Wschodniej


„Potwór pamięci”. Izraelczykowi wolno napisać o Zagładzie więcej niż innym

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.