Uncategorized

Ernst Borinski z Katowic. Syn kupca walczył z segregacją rasową w USA


Profesor Ernst Borinski ze studentkami w Tougaloo Southern Christian College w Jackson w stanie Mississippi, 7 listopada 1961 roku.

Profesor Ernst Borinski ze studentkami w Tougaloo Southern Christian College w Jackson w stanie Mississippi, 7 listopada 1961 roku. (Fot. Jim Bourdier / AP Photo)Był wziętym prawnikiem, pracował dla wywiadu wojskowego, uczył socjologii. Sprzeciwiał się rasizmowi i segregacji ludzi. Ernst Borinski, syn katowickiego kupca, był jedną z osób, które doprowadziły do zmiany nieludzkich praw w USA.

– To nie wasze miejsce! Wracajcie do swojej biblioteki! – Czerwony na twarzy biały mężczyzna krzyczał do dziewiątki czarnoskórych studentów, którzy najpierw kręcili się między regałami, a potem rozsiedli się przy stołach.

27 marca 1961 roku. Studenci z Tougaloo Southern Christian College nie przyszli od razu do głównego gmachu miejskiej biblioteki w Jackson w stolicy Missisipi. Najpierw odwiedzili budynek przeznaczony „dla czarnych”. Poprosili o książki, których tu nie było. Wiedzieli o tym, specjalnie wybrali taką listę lektur. Gdy bibliotekarz rozłożył bezradnie ręce, przeszli do części dla białych. Zaczęli przeglądać katalogi, brali z półek książki. Wtedy biały pracownik zaczął wyganiać studentów. Nic to nie dało.

Frances French, dyrektorka biblioteki, kazała studentom wrócić do części dla kolorowych. Wezwała policję. Funkcjonariusze nakazali studentom opuścić bibliotekę. Gdy nie posłuchali, wyprowadzili ich siłą. Wielu zostało aresztowanych. W dniu procesu czarnoskórzy studenci domagali się uwolnienia kolegów. Policja brutalnie rozpędzała tłum. Szczuto ludzi psami, bito pałkami. Sąd ukarał studentów grzywnami po 100 dolarów, każdy dostał też wyrok 30 dni aresztu w zawieszeniu na rok. Tak się skończył pierwszy strajk studencki w Missisippi. Wśród organizatorów byli studenci Ernsta Borinskiego, prawnika, który urodził się w Katowicach. – Przestępstwem czarnych jest to, że nie są biali – mawiał pochodzący z Katowic naukowiec.

Rodzina Borinskich z Katowic

Jego nazwisko jest w mieście znane. Rodzina Borinskich od lat robiła na Górnym Śląsku interesy. Max Borinski, urodzony w 1874 roku w kupieckiej żydowskiej rodzinie, w 1899 roku ożenił się z pochodzą spod Gliwic Martą Haendler. Młodzi zamieszkali w Katowicach. Borinski szybko otworzył dwa sklepy przy ul. św. Jana. W jednym sprzedawał wysokiej jakość artykuły pasmanteryjne, w drugim odzież męską. Sklepy działały pod numerami 2 i 4, on sam mieszkał w kamienicy pod numerem 8.

Katowice, ul. św. JanaKatowice, ul. św. Jana foto: widokówka ze zbiorów Marka Wójcika

Samuel Borinski, ojciec Maksa i dziadek Ernsta, prowadził sklep kolonialny w Królewskiej Hucie przy Kaiserstrasse, czyli dzisiejszej ul. Wolności. Z kolei Louis, brat Samuela, był nie tylko radnym Katowic w latach 1872–1892. Prowadził też słynne delikatesy przy katowickim rynku. Sklep stał w miejscu domu handlowego Skarbek.

– Moi rodzice prowadzili sklep z wysokiej jakości produktami. Jako dziecko lubiłem w nim bywać. Ludzie mówili tam różnymi językami. – Ernst Borinski opowie o swoim dzieciństwie w 1979 roku w wywiadzie dla Departamentu Archiwum i Historii Missisippi. Do sklepu przy św. Jana w Katowicach na zakupy przyjeżdżali klienci, którzy mówili po rosyjsku i w jidysz. Słychać tu było też język polski i oczywiście niemiecki. Ernst Borinski podkreśla, że miał żydowskie korzenie i był Niemcem, ale jego krewni żyli również w Krakowie, często zawierali małżeństwa, w których mieszały się wyznania i obywatelstwa.

Ernst Borinski w 1955 roku

Ernst Borinski w 1955 roku Fot. wikipedii

– Mówiło się więc u nas w różnych językach – podkreślał Ernst. Urodził się 26 listopada 1901 roku, miał 13 lat gdy wybuchła I wojna światowa i zmieniła życie rodziny Borinskich. W 1922 roku, po plebiscycie, Katowice znalazły się w granicach Polski. – Nagle musiałem iść do polskiej szkoły. Bywały zabawne sytuacje. Nauczyciel udawał, że nie zna niemieckiego, my zaś udawaliśmy, że nie mówimy po polsku. Każdy wiedział, że jest inaczej, a rozmawialiśmy nieraz po francusku – wspominał Ernst Borinski. Podkreślał, że w jego rodzinie przykładano dużą wagę do edukacji.

Najpewniej z woli rodziców Ernst miał zarówno obywatelstwo polskie, jak i niemieckie. I to właśnie do Niemiec pojechał studiować prawo. Najpierw zatrzymał się w Halle. – Byłem dość dobrym studentem, nie miałem trudności z nauką – opowie później. Studia prawnicze w tamtym czasie to również nauka zawodu pod okiem doświadczonych sędziów. Borinskim opiekował się sędzia Kloss. Ernst zaprzyjaźnił z jego synem Hansem. Początkiem długiej znajomości były wspólne wyprawy do winnicy sędziego Klossa, gdzie młodzi raczyli się darmowym szampanem.

Ernst studiował też w Hamburgu i Berlinie, gdzie studia prawnicze uzupełnił o tytuły doktora filozofii. W Holandii studiował też prawo międzynarodowe. Po studiach został sędzią w niewielkiej miejscowości Klebra, położonej ponad sto kilometrów na zachód od Lipska. We wspomnieniach przywołuje przypadek kradzieży kurczaków przez biednych mieszkańców. Byli głodni, więc zdobycz od razu zjedli. Sędzia Borinski dogadał się z prokuratorem, że winni będą sądzeni za wykroczenie, a nie za przestępstwo. Kara była więc łagodniejsza. Kariera sędziego nie była jednak szczytem marzeń Ernsta. Przez jakiś czas był radcą prawnym w Zakładach Optycznych Zeissa, potem założył otworzył własną praktykę adwokacką w Erfurcie.

Naziści zabrali paszport

Był osobą znaną w mieście, odnosił sukcesy, wykładał też prawo w Jenie. Wiodło mu się świetnie. Wtedy też ukształtował własne poglądy polityczne i zasady, których będzie się trzymał przez kolejne lata. Był socjaldemokratą, interesował się problemami robotników, udzielał rad związkowcom. Z przerażeniem obserwował też, jak naziści przejmują władzę w Niemczech. Dokładnie przestudiował „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Nie miał złudzeń, że Żydzi będą w Niemczech prześladowani. Szybko się o tym przekonał. W 1935 roku Reichstag uchwalił ustawy norymberskie. Nowe przepisy stanowiły, że Żyd może być prawnikiem, ale nie ma prawa reprezentować swoich klientów w sądzie. Żydowscy adwokaci zatrudniali w swoich kancelariach prawników aryjskiego pochodzenia, którzy za połowę dochodu kancelarii zajmowali się wizytami w sądach. Ernst Borinski nie chciał się z tym pogodzić. Zamknął swoją praktykę i został kierownikiem w dużym zakładzie obuwniczym.

Zaczął też przygotować się do wyjazdu z Niemiec. – Kiedy są ciężkie czasy, my Żydzi jesteśmy pierwszym celem – mówił. W konsulacie USA w Lipsku załatwił sobie wizę. Podczas rozmowy z urzędnikiem postawił sprawę jasno. Chce wyjechać z Niemiec na zawsze, nawet jeśli dostanie tylko wizę turystyczną, ważną pół roku. W konsulacie się udało, ale naziści odwiedzili mieszkanie Borinskiego i zabrali mu paszport. – Powiedziałem policjantowi: „Nie rozumiem was, nazistów. To sprzeczność. Jeśli chcesz się pozbyć Żydów z Niemiec, to dlaczego zabierasz mój paszport? A oni odparli: „Ach, oddamy ci go” – wspominał po wojnie Ernst.

Z Niemiec wyjechał w 1938 roku. Bał się zatrzymania. Konduktorowi w pociągu dał trzy tysiące marek za załatwienie „cichej” odprawy na granicy. – Wziąłem pięć aspirin przed podróżą pulmanowskim wagonem i całą drogę przespałem. Konduktor dostał wcześniej mój paszport, to on mnie odprawił. Rano, już w Holandii, znalazłem dokument w swoim bagażu – opowiadał.

Tłumacz amerykańskich żołnierzy

Przez Wielką Brytanię Ernst Borinski dotarł do Stanów Zjednoczonych. Początkowo pracował fizycznie w zakładzie odzieżowym w Rochester, działał w związkach zawodowych. W 1942 roku dostał powołanie do amerykańskiej armii, służył jako tłumacz w wywiadzie wojskowym, a potem w obozie dla jeńców wziętych do niewoli przez amerykańskich żołnierzy. Mówił przecież po angielsku, niemiecku, polsku, rosyjsku i francusku. Nieźle znał też hiszpański. 22 listopada 1943 roku został obywatelem USA.

Po wojnie skończył studia z socjologii w Chicago i znalazł posadę wykładowcy w Tougaloo College w Missisippi. To szkoła, do której przyjmuje się tylko czarnoskórych, wielu białych naukowców nie chce tu pracować. Uprzedzania i rasizm oraz dyskryminacja były w tamtym czasie normą. Borinski chciał jednak uczyć, zawsze o tym marzył. Widział, jak traktowani są czarnoskórzy mieszkańcy Tougaloo i całego stanu, ale dla niego kolor skóry nie miał żadnego znaczenia.

Dostrzegał analogie między segregacją rasową w USA i nazistowskich Niemczech.

– Żydzi i czarni popełnili dwie wielkie zbrodnie. Zbrodnia Żydów polega na tym, że nie są chrześcijanami. Przestępstwem czarnych jest to, że nie są biali – powtarzał.

Swoim studentom powtarzał, że wolność to nie tylko kwestia prawa, ale także stan umysłu. Mówił, jak wielką siłę mogą mieć idee, zdolność krytycznego spojrzenia, odpowiedzialność. Jawnie sprzeciwiał się segregacji rasowej.

W 1963 r. wygłosił głośne przemówienie na sesji Towarzystwa Socjologicznego Missisippi. Zaprosił na nie białego studenta z innej uczelni. – Moi [czarni] studenci z Tougaloo wiedzą, gdzie dziś jestem. Wiedzą, że przyprowadziłem tego studenta ze sobą. Wiedzą, że nie mogłem przyprowadzić ich [na to zebranie]. Nie mogę więc dłużej uczestniczyć w tym spotkaniu – powiedział do zaskoczonych socjologów. Rok później wielu z nich przyjechało na konferencję naukową do Tougaloo. Borinski z kolei często odwiedzał „białe” uczelnie i instytucje i upominał się o porzucenie segregacji rasowej. Mówił o tym wszędzie, gdzie się dało i przy każdej okazji.

Ernst Borinski i Martin Luther King

Na wykłady do Toulagoo  zapraszał znanych polityków, naukowców i aktywistów, jak Martin Luther King czy Ralph Bunche, laureat pokojowej Nagrody Nobla w 1950 roku za mediacje pokojowe w Palestynie oraz John Kenneth Galbraith, wybity ekonomista i późniejszy doradca czterech prezydentów USA (pierwszym był Franklin D. Roosevelt, ostatnim Bill Clinton). Na wykłady przychodzili studenci i mieszkańcy Tougaloo. Także biali. Borinski kruszył podziały, zachęcał do dyskusji.

Prezydent Lyndon B. Johnson i Martin Luther King w Białym Domu, Waszyngton, 18 marca, 1966 r.Prezydent Lyndon B. Johnson i Martin Luther King w Białym Domu, Waszyngton, 18 marca, 1966 r. Fot. Wikimedia Commons / Yoichi Okamoto / Public domain

A jego studenci coraz częściej i głośniej protestowali przeciwko segregacji rasowej. Nawet, gdy wiązało się to z aresztowaniem i wysoką grzywną. Organizowali więc protesty w kościołach, na koncertach dla białych, na dworcach autobusowych i wszędzie tam, gdzie byli traktowani gorzej niż biali. Zatrzymania i aresztowania były coraz częstsze, a profesor wysyłał do więzień książki i materiały z wykładów, by studenci mogli się nadal uczyć.

Kampus w Tougaloo był także jednym z przystanków „Marszu przeciwko strachowi”, który zorganizował James Meredith. W 1961 roku był on pierwszym czarnym studentem na Uniwersytecie Missisippi. Zanim jednak przekroczył próg uczelni doszło do zamieszek rozpętanych przez białych rasistów. Przez dwa semestry studiów na Ole Miss (tak jest nazywany ten uniwersytet – przyp. red.) Merditha strzegli żołnierze i policjanci. Towarzyszyli mu zarówno na kampusie, jak i w salach wykładowych.

Rasiści śledzą profesora

W czerwcu 1966 r. James Meredith rozpoczął samotny marsz „przeciw lękowi” z Memphis w Tennessee do Jackson w Missisipi (200 mil). Chciał zachęcić czarnych mieszkańców Ameryki do rejestrowania się w zbliżających się wyborach prezydenckich. Po dwóch dniach Meredith został postrzelony, ale jego marsz kontynuowali inni działacze, m.in. pastor Martin Luther King. Meredith dołączył do nich tuż po wyjściu ze szpitala i dotarł do Jackson.

Biali segregacjoniści z Missisippi przez całe lata 60. śledzili Borinskiego. Wykorzystywali do tego stanową agencję Missisippi State Sovereignity Commission (Sov-Com). W raportach pisano o jego spotkaniach, rozmowach, wykładach. Sprawdzano rozmówców i przyjaciół. Posądzano go o sympatię do Związku Radzieckiego, sugerowano, że podważa politykę Stanów Zjednoczonych. Najpoważniejszym zarzutem było, że wspiera równość ras i integrację wszystkich bez względu na kolor skóry. Rekomendacja: przyglądać się stale jego aktywności. Sov-Com działała aż do 1977 roku, choć w połowie lat 60. wprowadzono równościowe przepisy, które dotyczyły praw obywatelskich i prawa do głosowania (Civil Rights Act oraz Voting Rights Act). Wprowadzono je także dzięki działaniom Borinskiego.

Profesor Ernst Borinski zmarł 26 maja 1983 roku. Pochowano go na cmentarzu w Tougaloo tuż przy kampusie. Część kompleksu uczelni nosi jego imię. Ernst Borinski jest wymieniany, razem Martinem Lutherem Kingiem i Rosą Parks jako jedna z wielu osób, dzięki którym zniesiono w USA segregację rasową.

Przemysław Jedlecki

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.