Uncategorized

Z czego wynika karkołomna strategia Izraela wobec wojny Rosji z Ukrainą

Przyslala Rimma Kaul

Israel Russia Ukraine War (Fot. Mahmoud Illean / AP Photo)Izrael pozostaje „neutralny” wobec agresji Rosji na Ukrainę. Powodem są głębokie uwarunkowania historyczne, a także konieczność ochrony Żydów dzisiaj.

Przybysz wysiadający na lotnisku w Tel Awiwie natychmiast odnosi wrażenie, że Izrael żyje w bańce mocno odległej od wojny w Ukrainie. Ale w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie: jest to konflikt, który sięga tu głęboko, odsłania lęki Izraela i wystawia na ciężką próbę podstawy tego państwa, obowiązujące od 74 lat.

Wrażenie oddalenia bierze się stąd, że w kraju, który od dawna nawykł do nieustannego dyskutowania o wojnie i terroryzmie, konflikt w Ukrainie rzadko pojawia się w rozmowach w kawiarniach Tel Awiwu. Nie każdego dnia znajduje sobie miejsce wśród pierwszych doniesień porannych wiadomości w Reshet Beth, czyli najbardziej popularnej stacji radiowej, nadawanej z Jerozolimy. Zdarza się nawet, że nie trafia na pierwsze strony najlepiej sprzedających się gazet.

Ta powściągliwość informacyjna jest tym bardziej wymowna, że jeszcze częściej niż dotychczas poruszane są te tematy, do których Izraelczycy są najbardziej przyzwyczajeni: od starć z Palestyńczykami w Jerozolimie, przez rakiety Hamasu ze Strefy Gazy, po losy negocjacji nuklearnych USA-Iran – o tych sprawach mówi się bez przerwy, analizuje najdrobniejsze szczegóły, scenariusze, tło i postacie.

Czy da się utrzymać „neutralność” wobec takiej wojny

Konflikt rozdzierający Europę Izrael „zauważa” tylko wtedy, gdy premier Naftali Bennett kursuje tam i z powrotem między Kijowem a Moskwą, spotyka się z Zełenskim i Putinem i próbuje mediować, co ustawia państwo żydowskie w pozycji „neutralnej” – rzecz niezwykła, wręcz rewolucyjna jeśli chodzi o naród, który sam był protagonistą kilku spośród najostrzejszych konfliktów zimnej wojny, zawsze stając po stronie Zachodu i przeciwko dyktatorom, reżimom i arabskim terrorystom wspieranym, uzbrajanym i finansowanym przez ZSRR.

15 proc. Izraelczyków urodziło się w byłym ZSRR

Ale ta właśnie „neutralność” zbudowana jest na olbrzymim ładunku wspomnień, interesów i emocji, którymi Izrael powiązany jest w wyjątkowy sposób z obydwoma walczącymi krajami.

Pierwszym, fundamentalnym powodem jest ten, że co najmniej 15 proc. spośród 9 mln Izraelczyków pochodzi z byłego ZSRR – to głównie Rosjanie i Ukraińcy – co czyni państwo żydowskie „jedynym rosyjskojęzycznym narodem poza granicami rozwiązanego Związku Radzieckiego”, jak lubi przypominać publicznie Władimir Putin.

Izrael to jedno z nielicznych państw poza ZSRR, gdzie (konkretnie w Netanji) postawiono pomnik Żołnierzowi Rosyjskiemu, a pośrednio: Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej przeciwko nazizmowi.

Każdy Izraelczyk zna, pracuje i uczy się z co najmniej jednym człowiekiem uważającym się także za  Rosjanina lub Ukraińca. Nie wspominając już o początkach ruchu syjonistycznego w „strefie osiedlenia” na zachodnich obrzeżach imperium carskiego (do którego należała także Ukraina) – na obszarze tym pogromy Żydów były na porządku dziennym. Tu także dochodziło do rozlicznych interakcji – paktów, sporadycznych sojuszy i bolesnych zerwań – z grupami rewolucyjnymi, z których wyrosły ruch bolszewicki i mienszewicki. Nie ma być może ziemi bardziej związanej z początkami Izraela, niż Rosja – i Ukraina.

Garść faktów: poeta Haim Bialik w 1903 r. na ukraińskim Wołyniu pisze wiersz o okrutnym pogromie w Kiszyniowie w Mołdawii. Także w Ukrainie Szalom Alejchem układa opowieść o Anatewce, która da początek „Skrzypkowi na dachu”, w Buczaczu rodzi się (w 1888 r.) jeden z największych współczesnych pisarzy i późniejszy laureat Nobla Józef Agnon, w Bracławie Rabin Nachman tworzy swój ruch chasydzki, a wielki rabin Israel bel Eliezer – Baal Szem Tow – żyje i studiuje na Podolu.

Zmierzam do wskazania, że w trójkącie między Lwowem, Charkowem i Odessą znajduje się immanentna przestrzeń żydowskiej historii, życia i wiary, która przetrwała do dziś. Pomimo potwornych masakr, w których naziści zgładzili w czasie II wojny światowej prawie wszystkich z ponad 2,5 mln Żydów żyjących na tych terenach jeszcze w 1941 r., kiedy to rozpoczęła się „operacja Barbarossa” – niemiecka inwazja na ZSRR.

Pogromy carskie, rzezie kozackie, eksterminacja z rąk hitlerowców i antysemityzm sowiecki – to wszystko sprawiło, że Ukraina stała się jednym z tych zakątków Europy, w których w ostatnich stuleciach wymordowano najwięcej Żydów.

Rzezie i tragedie nie zmieniają faktu, że to właśnie w Ukrainie, podobnie jak w Rosji, należy szukać źródeł współczesnego judaizmu. Potwierdzają to rodzinne korzenie wielu izraelskich przywódców politycznych, wojskowych i przedsiębiorców, popularność urodzonego w Doniecku byłego dysydenta Natana Szaranskiego czy pielgrzymki setek tysięcy wyznawców Nachmana z Bresławia, którzy przybywali do Kijowa aż do przedednia rosyjskiej inwazji.

Do tego dziesiątki rabinów z rodu Lubawiczów, którzy po upadku ZSRR powrócili wraz z rodzinami na Ukrainę, aby wskrzesić judaizm na ziemi, gdzie doszło do potwornej masakry Żydów (Babi Jar) z rąk nazistów i ukraińskich nacjonalistów we wrześniu 1941 r., kiedy to w ciągu 48 godzin zgładzono i wrzucono do masowych grobów prawie 34 tysiące Żydów.

Granica między Rosją a Ukrainą przebiega też przez dusze milionów Żydów, którzy stali się Izraelczykami, a kiedy rozpoczęła się wojna, to rozdarcie jeszcze się pogłębiło.

Wprawdzie większa część społeczeństwa – według sondaży 67 proc. – bez wahania stanęła po stronie zaatakowanego kraju, a ratusz w Tel Awiwie został oświetlony żółto-niebieskimi barwami Ukrainy, ale rząd Bennetta podjął decyzję odzwierciedlającą podstawowy, najważniejszy interes państwa: ratować, chronić Żydów w niebezpieczeństwie. Nie tylko co najmniej 200 tys. obywateli Ukrainy, ale także ponad 600 tys., którzy nadal żyją w Rosji.

Żaden kraj na świecie nie stąpa po tak kruchym lodzie jak Izrael, jeśli chodzi o wojnę, która wybuchła 24 lutego.

To, że serce kraju bije dla Ukrainy, sugeruje decyzja właścicieli „Baru Putin” w centrum Jerozolimy, przy Rechov Yafo, którzy od razu zmienili szyld na „Bar Zełenski”. Jednak to dzięki formalnej „neutralności” Izrael może przyjmować Żydów ukraińskich uciekających przed wojną i Żydów rosyjskich uciekających przed represjami Putina, a także tych żydowskich oligarchów, którzy od lat mieszkają w Wielkiej Brytanii i wobec których rząd londyński w ciągu kilku dni zastosował surowe sankcje, łącznie z możliwością posyłania dzieci do szkoły.

Tysiące Żydów uciekają teraz z Ukrainy, ale też z Rosji i Białorusi

Rezultatem jest alija, czyli imigracja do Izraela – konkretne liczby nie są jeszcze znane, ale z pewnością są one znaczące. Według danych Agencji Żydowskiej, w Polsce jest już prawie 9 tys. imigrantów żydowskich z Ukrainy, prawie 6 tys. z Rosji i 400 z Białorusi, ale szacuje się, że „dziesiątki tysięcy” rozpoczęły proces imigracji, przechodząc przez obozy dla uchodźców utworzone w państwach graniczących z obszarem wojny.

Tym ludziom w wielu miejscach pomagają rosyjskojęzyczni wolontariusze, którzy przed laty sami wyemigrowali ze Związku Radzieckiego. Mają na sobie niebieskie koszulki i naszywki z Gwiazdą Dawida, kursują non stop z lotniska Ben Guriona, to łącznicy, którzy wywołuje łzy w oczach tych, którzy przeżyli Zagładę, i którzy patrząc na nich, zastanawiają się, „jak inaczej mogłaby potoczyć się historia, gdybyśmy wtedy mieli dokąd wracać”.

Jak mówi Szaranski: „W czasach ZSRR bycie Żydem było przekleństwem, oznaczało brak możliwości studiowania lub emigracji, a dziś bycie Żydem oznacza, że masz kogoś, kto w czasie wojny przyjedzie na granicę, by ci pomóc”.

Dla Izraelczyków jest to potwierdzenie konieczności istnienia państwa, zgodnie z przyświecającym mu na początku celem, dowód na to, że ponad sto lat po pierwszym Kongresie Syjonistycznym w Bazylei i opublikowaniu przez Teodora Herzla „Państwa żydowskiego” – manifestu syjonistycznego, potrzeba istnienia państwa-schronienia, zdolnego do otoczenia opieką żydowskich uchodźców, nie może być bardziej aktualna.

Strategiczne porozumienie Izraela z Rosją w sprawie Iranu

Ale to nie wszystko: „neutralność”, która pozwala Izraelowi utrzymywać otwarte kanały kontaktu zarówno z Kijowem, jak i z Moskwą, ma również inną przyczynę, pachnącą Realpolitik: chodzi o rosyjską obecność wojskową w Syrii.

„Rosjanie przybyli tu we wrześniu 2015 r. i od tego czasu mamy z nimi de facto strategiczne porozumienie – wyjaśnia izraelskie źródło dyplomatyczne – które pozwala naszym siłom powietrznym prowadzić operacje przeciwko celom irańskim i proirańskim”.

Izraelczycy obawiają się dwóch rzeczy: nadszarpnięcie stosunków z Rosją mogłoby doprowadzić do zerwania porozumienia w sprawie Syrii, a wycofanie się Rosjan byłoby na rękę Iranowi, największemu, zaprzysięgłemu wrogowi Jerozolimy.

Oto dlaczego premier Bennett używa ostrożnych słów w kwestii Ukrainy, zostawiając innym (konkretnie ministrowi spraw zagranicznych Jairowi Lapidowi) składanie przed kamerami bardziej antyrosyjskich deklaracji dotyczących „popełnionych zbrodni wojennych”.

To niełatwe balansowanie sprawia, że z jednej strony Izrael głosuje w ONZ przeciw Rosji (potępiając inwazję i opowiadając się za wydaleniem Rosji z Rady Praw Człowieka), a także bierze udział w wielkim spotkaniu  NATO w Ramstein, z drugiej – nie przyłącza się do sankcji gospodarczych.

Jak wyjaśniał neidawno Elliott Abrams, wysoki urzędnik amerykańskiego Departamentu Stanu, „Izrael jest tym z państw zachodnich, które ma najlepsze stosunki z Kremlem”. To dlatego Victoria Nuland, podsekretarz stanu USA, ostrzega Izrael, by „nie stał się rajem dla brudnych pieniędzy, które finansują wojny Putina”, Kreml zaś ostro krytykuje Lapida, oskarżając go, że „mówi o Ukrainie tylko po to, by odwrócić uwagę od tragedii Palestyńczyków”.

„Prawda jest taka, że jesteśmy bliskimi sojusznikami Stanów Zjednoczonych – wyjaśnia wysokie rangą źródło dyplomatyczne w Jerozolimie. – Ale nie możemy zapominać, że graniczymy bezpośrednio z armią rosyjską w Syrii”.

To sytuacja bez precedensu w historii państwa żydowskiego, która ukazuje znaczenie eseju opublikowanego w 2000 r. przez Vittorio Dan Segre – włoskiego historyka i pisarza, który został współpracownikiem Szimona Peresa w Izraelu – na temat „współistnienia na Bliskim Wschodzie”. Wyjaśniał w nim, że naturalnym celem projektu syjonistycznego było „nieprzynależenie do żadnej ze stron”, ponieważ „Żydzi na Synaju otrzymali Dziesięć Przykazań po to, aby je pielęgnować i przekazać całej ludzkości”.

Maurizio Molinari, la Repubblica

embed

Maurizio Molinari jest redaktorem naczelnym dziennika „La Repubblica”.


tłum. Bartosz Hlebowicz

Z czego wynika karkołomna strategia Izraela wobec wojny Rosji z Ukrainą

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Swietny artykul. Nigdy nie mogłam zrozumiec dlaczego Zydzi siedza jeszcze w Rosji i na Ukrainie i na co tam czekają. Ten konformizm drogo ich teraz kosztuje.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.