Uncategorized

„Choroba” przywrócona przez Putina


Russian President Vladimir Putin congratulates military and civilian personnel and veterans of the Border Guards Service on Border Guard’s Day, at Novo-Ogaryovo state residence, outside Moscow on May 28, 2022.

„Nie jestem Rosjaninem!” Takie jest przesłanie na nowej koszulce, która podobno sprzedaje się jak ciepłe bułeczki w Kazaniu, stolicy autonomicznej Republiki Tatarstanu. Inna wersja, z hasłem „Nie jestem Rosjaninem, kochaj mnie!” ma się dobrze w Ufie, stolicy Baszkortostanu [Baszkirii], kolejnej autonomicznej republiki Federacji Rosyjskiej.

Przesłanie, które chcą przekazać twórcy i użytkownicy T-shirtów, jest takie, że wojna Władimira Putina może mieć poparcie większości rosyjskiej, ale nie powinna prowadzić do powszechnej niechęci do „innych narodów” w szerokiej federacji.

To samo przesłanie jest przekazywane za pośrednictwem mediów społecznościowych i przez rosnącą liczbę etnicznych rosyjskich obywateli federacji, którzy obecnie szukają schronienia, przynajmniej tymczasowo, w Turcji, Izraelu i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nikt nie wie, jak dla Putina może się skończyć ukraińska przygoda. Ale bez względu na to, jak się to skończy, może wpłynąć na delikatny, by nie powiedzieć kruchy, modus vivendi wykuty po upadku imperium sowieckiego wśród „narodów” federacji.

Wyraźne zwycięstwo mogłoby ponownie rozpalić tlące się prochy rosyjskiego nacjonalizmu lub „wielkoruskiego szowinizmu”, jak to określił Lenin. Sam Putin wielokrotnie ostrzegał przed powrotem tego „potwora”, przedstawiając nacjonalizm jako „chorobę”.

Według Putina upadek ZSRR zepchnął kraj „na skraj wojny domowej”, z czym prezydent Borys Jelcyn zdołał uporać się poprzez szereg kompromisów z „narodami”, które pozostały w nowo powstałej federacji.

Porażka, a nawet remis na Ukrainie może również rozpalić płomienie rosyjskiego odwetu, ponownie naruszając harmonię wielonarodowej federacji.

Ale co mamy na myśli, kiedy mówimy o „narodach” w Federacji Rosyjskiej?

Oficjalna literatura rosyjska przedstawia mylący obraz. Z jednej strony mówi o 120 „grupach etnicznych” i 100 różnych językach. Z drugiej strony stwierdza, że Rosjanie stanowią 77 proc. całej populacji.

Jednak liczba 120 grup etnicznych to relikt z czasów, gdy Józef Stalin był komisarzem ludowym ds. narodowości, poszukującym „narodów” i „etniczności” w każdym zakątku imperium, a czasami wymyślając je. Celem było podtrzymanie tezy, że w kraju o takiej różnorodności narodowej i etnicznej tylko solidarność klasowa i dyktatura proletariatu mogą łączyć obywateli.

Liczby pokazujące etnicznych Rosjan jako 77-procentową większość mogą być mylące, ponieważ opierają się na ankietach, w których ludzie są proszeni o podanie swojego „pierwszego języka”. Tak więc liczba ta obejmuje miliony nieetnicznych Rosjan, którzy przyjęli rosyjski jako swój podstawowy język.

Rusyfikacja poddanych nierosyjskich rozpoczęła się w carskich czasach i nasiliła się w czasach sowieckich. Nikt nie kwestionował rosyjskości Gogola, Anny Achmatowej czy Mandelsztama, a co dopiero Nikity Chruszczowa czy Anastasa Mikojana.

Wraz ze zniknięciem dyktatury proletariatu jako ideologicznego spoiwa Jelcyn, a potem Putin, spojrzeli na język i kulturę rosyjską, aby przeciwstawić się wielkoruskiemu szowinizmowi, sprzedawanemu przez ludzi takich jak Żyrinowski, i służyć jako spoiwo do utrzymania razem postsowieckiego imperium.

Pod koniec ery sowieckiej Aleksander Sołżenicyn, wielki pisarz, ale także wielki rosyjski szowinista, doradził przyszłym władzom w Moskwie, by porzuciły mniejszości narodowe i etniczne, aby nowa czysta Rosja mogła wznowić swoją boską misję wolną od azjatyckich obciążeń.

Napisał: „Jeśli nie udało nam się ich zrusyfikować przez 200 lat, nigdy tego nie zrobimy”.

Najbardziej znany przeciwnik Putina, Aleksiej Nawalny, uderza w podobny ton, podkreślając europejską tożsamość Rosji.

Jelcynowi udało się uspokoić napięcia etniczne, zawierając szereg traktatów z największymi „autonomicznymi” republikami. Były trzy rodzaje traktatów.

Najważniejszym był traktat z Tatarstanem z 1994 roku, który nadał tej śródlądowej republice status bliski niepodległości. Na jego mocy rząd w Kazaniu ma prawo kształtować własne stosunki zagraniczne, ustanowić własny bank narodowy i ustalać własne zasady obywatelstwa. To ostatnie posłużyło ówczesnemu prezydentowi Mintimirowi Szaimiewowi do pozbawienia obywatelstwa swojej republiki dużej liczby nieetnicznych Tatarów.

Podobne traktaty, choć z bardziej ograniczonym transferem władzy z Moskwy, zostały podpisane z Baszkortostanem, drugą co do wielkości republiką federacji z większością muzułmańską, po Tatarstanie i Sacha-Jakucją na Dalekim Wschodzie. Podobny traktat podpisany z Czeczenią pod rządami Jelcyna został przez Putina unieważniony, rozpoczynając wojnę, która trwała ponad dekadę.

Drugi rodzaj traktatu, unikający kwestii politycznych i koncentrujący się na „współpracy gospodarczej”, został zaproponowany kilku obwodom (prowincjom), m.in. nadbałtyckiej enklawie Kaliningradu, Orenburga, Swierdłowska i Kraju Krasnojarskiego.

Trzeci typ traktatu, podpisany z Osetią Północną i Kabardo-Bałkarią, koncentrował się prawie wyłącznie na kwestiach bezpieczeństwa militarnego.

Wszystkie te traktaty od jakiegoś czasu znajdują się pod presją.

W Tatarstanie pod rządami prezydenta Rustama Minichanowa w dyskursie politycznym pojawiają się postulaty lepszego podziału bogactw federacji i większej niezależności fiskalnej. Ogromne koszty wojny na Ukrainie z pewnością spotęgują te żądania.

Gdzie indziej, na przykład w Dagestanie i Inguszetii, nie można dłużej uciszać żądań zwiększenia roli lokalnych kultur, religii i języków.

Recepta Putina na język i kulturę rosyjską jako gwaranta jedności w federacji jest również kwestionowana na nowo anektowanym Krymie, przynajmniej przez Tatarów, a w Osetii Południowej przez narody irańskie.

Chociaż nie-Rosjanie stanowią nieproporcjonalny procent sił walczących w Donbasie, wątpliwe jest, aby w przypadku przegranej wojny na Ukrainie mniejszości narodowe w federacji chciały pozostać przy przegranym.

Czy aneksja Donbasu nie stworzyłaby nowego źródła napięć etnicznych i językowych w federacji?

Rosja stoi w obliczu innego potencjalnego źródła napięć etnicznych z powodu obecności od trzech do czterech milionów chińskich i miliona północnokoreańskich „robotników kontraktowych”, zwłaszcza na Syberii i Dalekim Wschodzie, których obecność jest kluczowa gospodarczo, ale politycznie niepopularna wśród rdzennych grup etnicznych.

Kurcząca się demograficznie Rosja, w której oczekuje się, że spadek liczby ludności przyspieszy z powodu powojennej recesji i trwałych skutków sankcji, jest strategicznym wyzwaniem, którego Putin, mimo jego przechwałek, nie może ignorować.

Jeśli naziści rozpoczęli wojny, aby zdobyć „przestrzeń życiową” (lebensraum) dla rosnącej populacji, Putin najechał Gruzję, a teraz Ukrainę w poszukiwaniu prawdziwych lub wyimaginowanych krewnych, aby wzmocnić pozycję Rosji jako większościowego narodu w federacji.

A to może podsycić płomienie etnicznego i narodowego szowinizmu wśród 23 procent, którzy stanowią mniejszości w federacji.

Putin zrobiłby mądrzej, gdyby skupił się na swojej strategii wykorzystania kultury rosyjskiej i postsowieckiego boomu gospodarczego jako środka wzmacniającego spójność federacji. Rozpoczynając przygodę, która nie daje żadnych wyraźnych korzyści, mógł obudzić nacjonalizm i mini-nacjonalizmy, które sam nazwał „chorobą”.

autor: Amir Taheri

Oryginał angielski: The 'Disease’ Putin Brought Back
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Choroba” przywrócona przez Putina

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.