Uncategorized

„Undula”, czyli nieznane oblicze Brunona Schulza

Bruno Schulz, "Undula u artystów" z "Xięgi bałwochwalczej", 1920-22, 9,8 x 14,5 cm, prywatna kolekcja, cliché verre, fot. dzięki uprzejmości Instytutu Książki
Bruno Schulz, „Undula u artystów” z „Xięgi bałwochwalczej”, 1920-22, 9,8 x 14,5 cm, prywatna kolekcja, cliché verre, fot. dzięki uprzejmości Instytutu Książki

Wyobraźnię fanów Schulza od lat rozgrzewa wizja przeszmuglowanej za mury getta paczki z rękopisem zaginionego „Mesjasza”, która odnalazłaby się cudem po latach gdzieś w czeluściach dawnych archiwów KGB. Tymczasem odkrycie nieznanego tekstu Schulza mogło przyjść z zupełnie innej strony.

Pośmiertne losy dorobku Schulza bywają równie niesamowite, co jego proza. Odkrywanie innych dzieł, niż byśmy się spodziewali, stało się już regułą – np. nagle odkryte zostają freski na ścianach dziecięcego pokoju willi hitlerowskiego oficera Feliksa Landaua. Wciąż liczymy na odszukanie „Mesjasza” – istnieją grafiki do tej powieści wykonywane przez pisarza do sowieckiej gazety podczas okupacji Drohobycza przez ZSRR. Marzymy też o odnalezieniu listów artysty do narzeczonej Józefiny Szelińskiej.

Poza nielicznymi wyjątkami, jak odkryty niedawno esej o twórczości graficznej Efraima Mojżesza Liliena, znaleziska związane z dorobkiem Schulza dotyczyły przede wszystkim jego twórczości jako artysty wizualnego. Jeśli chodzi o utwory literackie, wyobraźnię badaczy i wyznawców Schulza (to jeden z tych przypadków, gdzie często nie sposób oddzielić jednych od drugich) do dziś rozbudzają przede wszystkim późne utwory, o których mamy ledwo strzępki informacji, jak ów legendarny „Mesjasz”, którego nadejścia z religijną nadzieją oczekujemy lub w którego istnienie z ateistyczną trzeźwością wątpimy, uznając świadectwa na jego temat za dowody niewystarczające. Zgodnie z pokrętną logiką pośmiertnego losu spuścizny Schulza, najnowsze literackie odkrycie przyszło więc ze strony najmniej oczekiwanej. A konkretnie – ze stron czasopisma urzędników naftowych w Borysławiu pod tytułem „Świt” z 15 stycznia roku 1922.

Bruno Schulz, autoportret, 1921, reprodukcja rysunku Brunona Schulza ze zbiorów prywatnych Jerzego Ficowskiego, fot. Tomasz Prażmowski/PAP
Bruno Schulz autoportret przy pulpicie, reprodukcja: Marek Skorupski/Forum

Ta historia nie zawiera sensacyjnych wątków rodem z kina szpiegowskiego. Wręcz przeciwnie – nieznane opowiadanie, które wyszło najpewniej spod pióra Schulza, spokojnie czekało na odnalezienie, choć do niedawna nikt się po nie schylił. Łesia Chomycz swoim niedawnym odkryciem podkopała jeden z fundamentów tak skrupulatnie zbieranej przez dekady wiedzy na temat autora „Sklepów cynamonowych”. Jeśli bowiem niejaki Marceli Weron, figurujący w „Świcie” jako autor opowiadania „Undula”, to faktycznie pseudonim trzydziestoletniego wówczas Schulza, oznacza to, że jego literacki debiut nastąpił o całe jedenaście lat wcześniej, niż dotąd myśleliśmy. Jedenaście lat przed poznaniem Zofii Nałkowskiej, której zachwyt nad rękopisem „Sklepów cynamonowych” doprowadził do ich rychłego wydania nakładem Roju. Literacki debiut Schulza byłby więc niemal równoległy z plastycznym, nie zaś o kilkanaście lat późniejszy – i podobnie jak pierwsza jego indywidualna wystawa (zaledwie rok wcześniej) miałby miejsce w Borysławiu nieopodal Drohobycza.

Badaczka natrafiła na nieznane opowiadanie podczas kwerendy przeprowadzanej na potrzeby biografii Schulza w Lwowskiej Narodowej Bibliotece Naukowej im. Wasyla Stefanyka. Obok tekstu o wystawie „prac graficznych młodego artysty p. Brunona Schulza” w jednym z egzemplarzy gazety, czytanym najwyraźniej po raz pierwszy, bo o nierozciętych przez niemal sto lat stronicach, znalazło się właśnie opowiadanie tajemniczego Marcelego Werona. Dwutygodnik skierowany do pracowników przemysłu naftowego publikował przede wszystkim artykuły z tego dość specjalistycznego zakresu tematycznego, ale miał też pewne ambicje kulturalne. Znajdowały one ujście w publikowanych regularnie wierszach i krótkich utworach prozatorskich przede wszystkim autorstwa, tak się składa, członków grupy artystycznej Kalleia, do której należał Schulz.

„Undula” to opowiadanie, które z dojrzałą twórczością literacką Schulza wiele łączy, choć i sporo różni – także dlatego wydaje wiarygodne jako jego wczesny szkic. Największe podobieństwa znajdziemy na poziomie szczegółów. Zdarzają się tu zdania i sformułowania, które ponad dekadę później, nieco oszlifowane, niemal dosłownie powtórzą się na kartach opowiadań wchodzących w skład „Sklepów cynamonowych”. Marceli Weron opisuje więc m.in. tak charakterystyczne, powracające w utworach Schulza „wielkie czarne karakony”, „płaskie, bezgłowe kadłuby”, które zdają się martwe, aż nagle „zaczynają biec niesamowitym krabim biegiem”. Niemal identyczny opis znajdziemy później w opowiadaniu „Nawiedzenie”, gdzie w kątach mieszkania siedzą „wielkie karakony, wyogromnione własnym cieniem, którym obarczała każdego płonąca świeca i który nie odłączał się od nich i wówczas, gdy któryś z tych płaskich, bezgłowych kadłubów z nagła zaczynał biec niesamowitym pajęczym biegiem”.

Okładka „Sklepów cynamonowych” z ilustracją Brunona Schulza, Warszawa, 1934. Fot. Muzeum Literatury w Warszawie / EastNews

W „Unduli” pojawia się także postać „dawnej pokojówki Adeli” i figura Demiurga, choć jej narrator, jak to określał Schulz, jeszcze nie „dorósł do dzieciństwa” – bohater „Unduli” powraca do „mieszkania z lat dziecinnych”, ale jeszcze nie ma do świata dzieciństwa pełnego wstępu. Zdania uginają się pod ciężarem metafor i epitetów, ale język opowiadania nie jest jeszcze tak po schulzowsku gęsty jak w „Sklepach cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”, a masochistyczne westchnienia do znanej z grafik „Xięgi bałwochwalczej” tytułowej Unduli bywają nieco operetkowe. Sam masochistyczny erotyzm jest tu jednak bardziej jaskrawy niż w dojrzałych tekstach literackich Schulza, gdzie pozostaje obecny jako nigdy nie wypowiedziany do końca podtekst – tutaj, jak w rycinach, wychodzi na plan pierwszy.

Powiązanie „Unduli” z „Xięgą bałwochwalczą” jest zapewne nieprzypadkowe – artysta pracował nad nią właśnie na początku lat 20. i zapewne część z grafik należących do „Xięgi” znalazła się zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej na wystawie Schulza w Borysławiu, co wnioskować możemy z jej opisów na łamach „Świtu”, dotyczących tak ikonografii, jak i samej techniki cliché verre, stosowanej przez artystę przede wszystkim właśnie w „Xiędze”. Serge Fauchereau postawił tezę, że Schulz zamierzał grafiki z „Xięgi” uzupełnić tekstem – jeśli miał rację, niewykluczone że opublikowana w „Świcie” „Undula” stanowiła właśnie do tego tekstu przymiarkę. Sama Undula to zaś najpewniej postać wykreowana przez Schulza na potrzeby własnej artystycznej mitologii.

O ile same grafiki z postacią Unduli mogłyby dla nieznanego z innych utworów Marcelego Werona stanowić inspirację do napisania krótkiego opowiadania, tak trudno uznać pozostałe zbieżności z późniejszymi utworami Schulza za przypadek. Zwłaszcza, że sam Schulz wyczulony był na epigonów czy naśladowców własnej twórczości. Gdy Kazimierz Truchanowski wysłał do niego list z wyrazami zachwytu, odpowiadał równie uprzejmie i ciepło. Gdy ukazała się „Ulica Wszystkich Świętych” Truchanowskiego (przez wielu uznawana nieomal za plagiat prozy Schulza, podobnie jak późniejsza, również znajomo brzmiąca „Apteka Pod Słońcem”), uznał ją za „mimowolną parodię” „Sklepów cynamonowych”, „karykaturę spowodowaną przez nieudolność i naiwność autora”. Odpada rzecz jasna możliwość błędnego datowania „Unduli” – można antydatować rękopis, ale nie gazetę. Wszystko wskazuje więc na to, że Marceli Weron to Bruno Schulz we własnej osobie.

Bruno Schulz, "Zuzanna i starcy", 1920-1921, cliché-verre na papierze, 23,5 x 17,5 cm, fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Bruno Schulz, "Rewolucja w mieście" (Zaczarowane miasto II), 1920-1921, cliché-verre na papierze, 17,4 x 22,7 cm, fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Bruno Schulz, "Wiosna"  (Święto wiosny), 1920-1921, cliché-verre na papierze, 11,5 x 17 cm, fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

Bliski rycinom z „Xięgi bałwochwalczej” masochistyczny erotyzm może stanowić jeden z powodów, zdaniem Łesi Chomycz, opublikowania opowiadania pod pseudonimem – sam Schulz w rozmowie z Józefem Nachtem wyznawał później, jako doświadczony już i uznany pisarz, że „nie potrafiłby napisać masochistycznej powieści”, a na dodatek „wstydziłby się” to zrobić. Swoje pięć groszy mógł też wtrącić, zdaniem badaczki, jego brat Izydor Schulz, którego pozycja w świecie przemysłu naftowego mogła zarówno otwierać przez Schulzem drzwi do prezentowania jego wczesnej twórczości, jak i skłaniać do lekkiej autocenzury. Ten argument zdaje się jednak nieco mniej przekonujący – w końcu nafciarskie pismo o równie przepojonej masochistycznym erotyzmem wystawie (zorganizowanej dzięki Związkowi Urzędników Naftowych), podpisanej bez ogródek nazwiskiem Schulza, rozpisywało się dużo i entuzjastycznie, a ten już w latach 20. dorobił się właśnie za sprawą twórczości plastycznej wśród co bardziej pruderyjnych odbiorców łatki pornografa – jedno opowiadanie w tym duchu zapewne wiele w publicznym wizerunku rodziny Schulzów by nie odmieniło, nawet jeśli erotyzm w sztukach wizualnych akceptowano łatwiej niż w literaturze.

Odkrycie Łesi Chomycz zdaje się przeczyć zarówno tezom o erupcji literackiego geniuszu, jakie formułował chociażby Jerzy Jarzębski, jak i ostrożniejszym przypuszczeniom Jerzego Ficowskiego, który, choć bez namacalnych dowodów, nie wykluczał, że Schulz pierwsze próby literackie podejmować mógł w drugiej połowie lat 20. Przez dziesięciolecia różnorakie detale biografii Schulza pozostawały i pozostają nieznane, zdawało się jednak, że odtworzona z grubsza trajektoria jego kariery nie ulega wątpliwości – twórca z Drohobycza zaczynał swoją karierę jako uzdolniony artysta wizualny, w którym stosunkowo późno, po czterdziestce, na marginesach listów do przyjaciół, dał o sobie znać także talent literacki. Najwyraźniej jednak talent ten nie tyle późno eksplodował, co raczej był – jak to w życiu, a nie w romantyczno-hollywoodzkich fantazjach – efektem wieloletniej pracy i szlifowania warsztatu, nie nagłego boskiego tchnienia.

Piotr Polich

„Undula”, czyli nieznane oblicze Brunona Schulza

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.