Uncategorized

Co Biden chce osiągnąć w Izraelu? To może przesądzić o przyszłości świata

Rosja wykorzystała wcześniejsze wycofanie się Ameryki z Bliskiego Wschodu do rozszerzenia swoich wpływów w regionie. Joe Biden chce odwrócić tę kartę. W środę przyleciał do Izraela, gdzie zamierza zawrzeć nowy sojusz, aby przeciwstawić się atakującemu Ukrainę krajowi. To jednak nie wszystko, co planuje osiągnąć.

Joe Biden witany przez prezydenta Izraela Isaaca Herzoga i premiera Yaira LapidaJoe Biden witany przez prezydenta Izraela Isaaca Herzoga i premiera Yaira Lapida – ABIR SULTAN / PAP

  • Joe Biden w środę, 13 lipca przyleciał do Izraela, by nawiązać współpracę na kilku różnych, choć powiązanych ze sobą polach
  • Mówi się, że pakt między USA a Izraelem mógłby być odpowiednikiem NATO na Bliskim Wschodzie
  • Amerykański przywódca chce też przeciągnąć na swoją stronę region, który bardzo zbliżył się do Rosji i nie chce publicznie potępiać inwazji

Kiedy prezydent USA Joe Biden ląduje w Tel Awiwie w środowe popołudnie, po raz pierwszy może obserwować pokaz broni. Już na lotnisku Izrael chce pokazać mu swój system obrony przeciwlotniczej, który uważany jest za jeden z najlepszych na świecie.

W zasobach tego kraju znajduje się słynny system obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła. Także system Arrow 3, który może przechwytywać pociski dalekiego zasięgu i którym są zainteresowane Niemcy.

Żelazny Promień jako „game changer” w czasie wojny

Biden zobaczy także najnowsze osiągnięcie, które może na zawsze zmienić Bliski Wschód: Żelazny Promień, gigantyczny laser zdolny do niszczenia dronów i pocisków (w tym moździerzowych) na niebie.

Rząd Izraela chwali tę technologię jako „game changer” w walce z Iranem i jego sojusznikami w Libanie, Iraku, Syrii i Jemenie. I nic dziwnego — Żelazny Promień niszczy wrogie pociski w powietrzu za jedyne dwa dolary kosztów energii elektrycznej, podczas gdy pociski przechwytujące Żelaznej Kopuły kosztują od 50 tys. do 100 tys. dol. za sztukę. Kilka państw arabskich będących celem ataków irańskich dronów wyraziło już zainteresowanie tą technologią.

Zadeklarowanym głównym celem podróży Bidena jest poprawa bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie. Izraelska technologia obronna ma w tym do odegrania kluczową rolę. Żelazny Promień prawdopodobnie posłuży jako przynęta dla wielu państw do większej współpracy wojskowej z Izraelem, o którym optymiści już mówią jako o „NATO Bliskiego Wschodu”.

Tajne spotkania napędzane strachem

Pierwszy krok został już zrobiony: poprzednik Bidena, Donald Trump, pośredniczył w pokojowym tzw. Porozumieniu Abrahama między Izraelem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Marokiem i Sudanem. Izrael po raz pierwszy przeprowadził wspólne ćwiczenia wojskowe z Emiratami i Marokiem.

W marcu, pod amerykańskim przywództwem i w wielkiej tajemnicy, w egipskim nadmorskim kurorcie Sharm el-Sheikh spotkali się wysocy rangą przedstawiciele armii z Izraela i sześciu krajów arabskich – w tym Kataru i Arabii Saudyjskiej, które oficjalnie nie mają stosunków z Izraelem. Biden chce wykorzystać te wysiłki podczas swojej podróży przez Bliski Wschód.

Wyjątkowo napięty region

Czynnikiem napędowym jest strach przed hegemonicznymi aspiracjami Iranu w regionie. Na spotkaniu w Egipcie Izrael zaproponował Arabom wspólną tarczę z Żelaznym Promieniem przeciwko irańskim atakom.

Minister obrony Benny Gantz wywołał później poruszenie, gdy nadał projektowi nazwę: MEAD – Middle East Air Defense (środkowowschodnia obrona powietrzna – red) – i zadeklarował w izraelskim parlamencie, że sojusz ten był już aktywny, a irańskie próby ataku na Izrael i inne kraje na Bliskim Wschodzie zostały „już udaremnione”.

Nie chciał zdradzać, które państwa należą do sojuszu. Jako potencjalni partnerzy wymieniane są wielokrotnie Emiraty, Egipt, Jordania, Bahrajn, Arabia Saudyjska i Katar.

Dwa główne cele Bidena

Podczas wizyty na Bliskim Wschodzie Biden próbuje teraz upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: z jednej strony zacieśnia współpracę wojskową w samym regionie, aby USA mogły skoncentrować się na innych regionach świata. Z drugiej strony, chce ponownie mocniej przeciągnąć na swoją stronę region, który bardzo zbliżył się do Rosji i nie chce publicznie potępiać inwazji.

Pośrednictwo w oficjalnej współpracy między Arabią Saudyjską a Izraelem byłoby wielkim zwycięstwem w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych i długo oczekiwanym celem dla Izraela. W końcu monarchia sunnicka jest najważniejszym graczem w regionie i głównym przeciwnikiem szyickiego Iranu.

Ale podczas kampanii wyborczej Biden zwrócił na siebie uwagę ostrą retoryką przeciwko księciu Mohammedowi bin Salmanowi, który kazał zamordować arabskiego dziennikarza z „Washington Post”.

Saudyjska rodzina królewska jest zainteresowana większą współpracą z Izraelem, ale ze względu na jego ludność, wśród której zwracanie się do państwa żydowskiego jest bardzo niepopularne, odbywają się one głównie za zamkniętymi drzwiami.

Czy będzie przełom?

Oczekuje się, że podróż Bidena nie przyniesie wielkiego publicznego przełomu, takiego jak umowa Trumpa, a jedynie mniejsze symboliczne kroki: na przykład Arabia Saudyjska mogłaby przyznać izraelskim liniom lotniczym EL AL prawa do przelotów. Lub zapewnić bezpośrednie loty dla obywateli muzułmańskich z Izraela.

W pewnym sensie Biden po raz pierwszy leci bezpośrednio z Izraela do Arabii Saudyjskiej. Komentując dla „Washington Post”, prezydent USA napisał: „Ta podróż będzie także małym symbolem rozkwitających relacji i kroków normalizacyjnych między Izraelem a światem arabskim, nad których pogłębieniem i rozszerzeniem pracuje moja administracja”.

Christine Kensche

Co Biden chce osiągnąć w Izraelu? To może przesądzić o przyszłości świata

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Odwrócić kartę? To przecież sprzeczne z oficjalną agendą obecnej administracji. Zresztą Joe Biden nie decyduje globalnej strategii amerykańskiej. Półtora roku ta administracja pracowała nad podważeniem kohezji frontu anty irańskiego i ma w tym polu wielkie osiągnięcia. Może teraz ta agenda zmieniała się, ze strachu że Demokraci stracą władzę jeśli nie zmienią doktryn. A może to tylko taktyka, chwilowy odwrót, aby zreperować okopy i skonsolidować front.

    Izrael i świat sunnicki nie potrzebują już dyplomacji zachodniej aby zadbać o swoje interesy, dzięki poprzedniej administracji amerykańskiej i izraelskiej które przełamały bariery i uruchomiły mechanizmy współpracy izraelsko-sunnickiej. Te mechanizmy administracja Bidena próbuje teraz sobie przywłaszczyć. A ma na to wielkie szanse, z małą pomocą przyjaciół. Nie ma lepszych narzędzi ”poprawy” historii od Twittera, Googla i FB. Szybciej i gruntowniej od sowieckiej encyklopedii i ”Prawdy”.

    Izrael i Sunnici nie mają żadnego interesu w obecnej administracji amerykańskiej i nie powinni jej w niczym pomóc.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.