Uncategorized

Pamiętam czasy licealne


Dr Katarzyna Kasia

  · 


Pamiętam czasy licealne, kiedy po ośmiu lekcjach wracało się do domu i na kolejnych osiem godzin siadało do lekcji, po czym człowiek zasypiał, no bo mózg już niczego nie przyswajał.

To mój ulubiony dowcip z Batorego. Autobus warszawski, w nim dziewczynka bardzo chudziutka, bladziutka, z płaszczykiem przewieszonym przez ramię. Widać, że dziecko się chwieje, ledwie stoi na nogach. Starsza pani mówi: „Kochanie, może usiądziesz, bo taka jesteś bladziutka”. Dziewczynka na to: „Nie, dziękuję pani bardzo, ja po prostu jestem uczennicą liceum Batorego, mam średnią 4,5 i jestem troszeczkę zmęczona”. „Oj, biedactwo, to ja ci może chociaż ten płaszczyk potrzymam?”. „To nie jest płaszczyk, proszę pani, to moja koleżanka z Batorego. Ona ma średnią 5,0”. [śmiech] I to nie jest niestety kwestia historyczna, robiło się i robi z nas takie płaszczyki. Pamiętam swoje zmęczenie. Ja naprawdę lubię się uczyć, dowiadywać nowych rzeczy. Mam milion zajawek i jak usłyszę coś, co mnie kręci, to mogę długie godziny bez zmęczenia spędzać na pogłębianiu tej wiedzy. Ale nie można mieć przyjemności, jeśli tego jest za dużo, jeśli musisz wykuć wszystkie stolice państw afrykańskich, dopływy Amazonki, budowę komórki, a do tego jeszcze historię.

wierzę w koncepcje pedagogiczne, które mówią o podążaniu za dzieckiem. Pamiętam, że dla mojej córki i dla mnie największym szokiem było, kiedy pojechałyśmy do Stanów, gdy Nina miała osiem lat. Dostałam stypendium Fundacji Kościuszkowskiej na uniwersytecie w Princeton, a Nina poszła tam do szkoły podstawowej. Byłam przerażona, bo oto moje małe dziecko idzie do szkoły w obcym kraju, w języku, którego, mimo starań, niekoniecznie się nauczyło. Odprowadzam je do szkoły i myślę sobie: przecież ona tam umrze, z nikim się nie dogada. Byłam upiorną matką, która ciągle pytała: A czy ona musi mieć buty na zmianę? Czy ma mieć jakieś jedzenie ze sobą? A jak będzie chciała siku, to jak ona wam ma to powiedzieć? I w końcu sekretarka w szkole wyszła zza biurka i powiedziała: Kasia, czy ty nie masz pracy? Idź już, zajmij się swoimi rzeczami, my jesteśmy dobrą szkołą i damy sobie radę. To była normalna publiczna amerykańska podstawówka w małym miasteczku, tyle że uniwersyteckim, co skutkowało tym, że w ośmioosobowej klasie Niny każdy był skądś.

I każdy miał podobny problem.

Ale nie każdy miał polsko-żydowską matkę, która się nad nim trzęsła. [śmiech] Gdy wróciłam po Ninę pierwszego dnia, wybiegła ze szkoły z uśmiechem od ucha do ucha i mówi: „Mamo, ale było super, ale się super bawiliśmy. I wiesz, trochę mnie głowa bolała, to pani mi coś dała na to”. A ja nie mogłam dociec, jak oni się porozumiewali! Nina na to: „No, rączkami głównie. A jak coś było trudniejszego, to mieliśmy tablety i sobie tłumaczyliśmy”. Dwa miesiące później już nie miała żadnych problemów komunikacyjnych, a ja zobaczyłam, że ta szkoła, która miała pewne bardzo jasne zasady.

Po pierwsze: nie wolno tam było wchodzić rodzicom. Mogli pożegnać dzieci przed szkołą, a potem to już było królestwo dzieci. Po drugie, dzieci miały klub naukowy ze swoim ukochanym panem od Science, który robił z nimi eksperymenty. No i czy to była Coca-cola i mentos, czy dłubanie w błocie patykiem i oglądanie robaków, to Nina wracała do domu zachwycona, przejęta. A po trzecie przez cały semestr dzieci realizowały projekty, które kończyły się sesją plakatową, jak na poważnych konferencjach naukowych. Nina była w grupie, która obserwowała i karmiła żółwie, więc dziewczynki przygotowały wielki poster o żółwiach. W ogóle nie było problemu, że dziecko po szkole musi siadać do lekcji. Jedyne, czego oczekiwano, to Reading Logs – proste tabelki, gdzie dzieci zaznaczały, ile stron i jakiej książki przeczytały danego dnia. Trzeba było je potem pokazywać w szkole i opowiadać, ale to się też opierało na zaufaniu, bo przecież nikt tego nie sprawdzał. Poza tym dostawałam od wychowawczyni założenia, czym dzieci będą się zajmowały w danym miesiącu. I na przykład był Miesiąc Poezji, dzieci miały pisać wiersze, sonety, haiku. Już widziałam, jak moja córka, która ledwo mówi po angielsku, pisze wiersze.

Dr Katarzyna Kasia

FB

Kategorie: Uncategorized

9 odpowiedzi »

  1. @ml

    „nieuzbrojonych zolnierek”

    Zaraz, zaraz. Ktoś chyba wydał taki rozkaz – żeby były nieuzbrojone? Ktoś chyba nakazał, wojskowym rozkazem albo polityczną decyzją, żeby zupełnie bezbronni byli cywile w strefie przygranicznej? Ktoś chyba nakazał, wojskowym rozkazem albo polityczną decyzją, żeby granica z Gazą przypominała granicę dajmy na to szwedzko-norweską? Ktoś zdecydował, żeby wzdłuż granicy nie było pól minowych, bo miny są brzydkie i aj-waj niehumanitarne?

    „trywialne rozmieszczenie dodatkowych zolnierzy na Negevie by zapobieglo tej Tragedii”

    Minimum zdrowego rozsądku by wystarczyło. Co to urrrwał takiego te „nieuzbrojone żołnierki”? Kto coś takiego wymyślił? A proces postępuje dalej, miny są nadal _usuwane_ z miejsc, w których kiedyś mądrzy ludzie je umieścili. I nie widać cienia wstydu czy poczucia odpowiedzialności wśród ludzi, którzy swoją głupotą doprowadzili do tej tragedii.

  2. Do jakiego Liceum chodzili hersztowie Hamasu ? Bo najtezsze glowy Izraela , z ich Liceum czy Uniwersytetem daly sie oszukac im.
    Najwieksza kleska Zydow, kiedykolwiek, bo mozna bylo jej calkowicie uniknac i to wlasnymi czynami, zostala spowodowana ta wlasnie dufnoscia , wyniesiona z najlepszych szkol.
    Izabela W. ma oczywiscie racje kiedy pisze ze polskie szkoly nie uczyly samodielnego myslenia.
    Widocznie szkoly izraelskie byly/ sa takie same, slepe podazanie za Koncepcja, wbite w lby, tak, lby, szefow Shin Betu, Wywiadu, IAF, IDF, czy to nie rezultat nauczan tych natchnionych Humanistow/Postepowcow , zaczynajac od szkol powszechnych tam ?
    O ile Polska byla kierowana przez PZPR, wolny Izrael byl jak Polska w przededniu 1 Wrzesnia 1939 : Silny, Zwarty, Gotowy.
    O wiele gorszy, bo trywialne rozmieszczenie dodatkowych zolnierzy na Negevie by zapobieglo tej Tragedii
    Podniesienie telefonu i usuniecie nieuzbrojonych zolnierek z granicy, zaalarmowanie Kibucow czy nawet Baz na Negevie, by zrobily ta Tragedie o wiele mniejsza.
    Nie, nie ma innego wyjasnienia niz sparaliownie mozgow przez Koncepcje ze szkol

  3. A mnie nauczono w szkole w PRL-u, że Aleksander Popow wynalazł radio, a Ładygin (niestety nie pamiętam jak mu było na imię) wynalazł żarówkę. W podręcznikach mojego 5 lat starszego brata uczono jeszcze, że to byli Marconi i Edison, ale te parę lat później zrobiono prawdziwy wynalazek. Wynaleziono Popowa i Ładygina.

  4. Czy szkoła dobra czy niedobra, widać chyba najlepiej po tym, czy się zajmują absolwenci.

    Szkoły, których absolwenci spacerowali po Księżycu (albo majstrowali rakiety kosmiczne) chyba takie złe nie były. Szkoły, które pokończyli konstruktorzy Sputnika czy Car-Bomby tez chyba nie były tak całkiem do niczego.

    Tu, gdzie mieszkam, jest podobno ”beznadziejnie niski poziom”. Az dziw bierze, ze ten niski poziom nie koliduje z produkcja samochodów Volvo, samolotów JAS-Gripen czy systemów telekomunikacyjnych Ericssona.

    Polska szkoła była znakomita. Na przykład – rosyjskiego uczyła ”pani”, która w ogóle nie znała rosyjskiego. Matematyki uczyło babsko, które po polsku nie umiało mówić (”Przyjdzie do mnie ze zeszytem…”). Ale za to w każdej klasie trzy portrety, Gomułka, Cyrankiewicz i ten trzeci (chyba Zawadzki)?

  5. Chodziłem do szkoły w PRL-u 1950 do 1957. Poziom niski bo to była duża wieś z fabrykami. I bardzo dobrze, bo wszyscy absolwenci na ogół potem pracowali na roli, w rzemiośle lub w fabryce. Po co im dużo informacji nie bardzo potem potrzebnych? Obecne szkoły nie uczą młodzieży na czym polega demokracja i kapitalizm, nie uczą czym jest prawdziwa samorządność. I stąd w Polsce mamy taki durny politycznie i ekonomicznie naród. Zaproponowałem Ministerstwu Edukacji swój ”podręcznik” (26 stron) dla młodzieży z negatywnymi przykładami z PRL. Okazało się, że w tm ministerstwie edukacji siedzą tłumoki co to nie znają różnicy między ekonomią polityczną a przedsiębiorczością i zarządzaniem. Minister to pani z partii Lewicy, to jak ona dopuści nauczanie o negatywnych skutkach ekonomicznych komunizmu w PRL? Tragedia.

  6. Pisze Izabela W
    Tak … polskie szkoły gdzie uczono wszystko tylko nie samodzielnego myślenia … automatonae sovieticus który przetworzyły się w homo pisiniesis …

  7. Musiało to być bardzo dawno temu. Ja widziałem wywiady ze studentami czołowych uniwersytetów w Stanach. Ich wiadomości o świecie i własnym kraju były bliskie zera. Na swoją ignorancję reagowali wybuchem śmiechu, ani śladu zażenowania. Dokładnie tak, jak reagowały studntki moskiewskiego uniwersytetu.
    Czasami dla zabawy odpowiadam na amerykańskie i rosyjskie programy na ”inteligencję”. Absolutnie nie muszę wstydzić się rezulatu.
    PS. W 9-klasie sostałem dwójkę z geografii ponieważ nie umiałem wskazać, gdzie leży Ruanda Urundi na fizycznej mapie. Granice nie był zaznaczone. Dwójkę przebolałem, na maturze miałem piątkę. Pamiętam jednak , gdzie leżą kraje byłego RU. Wiem również, co dla historii Europy oznaczały daty 490, 480 pne. Taka zła to ta nasza PRL owska szkoła nie była, choć czasy były ciężkie pod każdym względem.

  8. Sukcesem tej szkoły było to, że w ośmioosobowej klasie Niny każdy był skądś.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.