Przyslal Adam Mer

Wanda Witwicka, Niuta (Rywka) Tajtelbaum (Kolaż: Martyna Ochojska)Wanda Witwicka, Rywka Tajtelbaum, Niuta – to tylko kilka wersji jej personaliów. Mity wokół jej osoby tworzyli komuniści, hitlerowcy, a ostatnio – polska prawica. Kim była naprawdę? Rozmowa z Michałem Wójcikiem, autorem książki „Rywka. Śmierć ze złotym warkoczem”
Od dawna funkcjonuje mit dziewczyn z Armii Krajowej, które w powstaniu warszawskim ratowały rannych kolegów. Ty piszesz o innych: takich, które z zimną krwią strzelały wrogom w serce. Który obraz jest bardziej prawdziwy?
– Były takie i takie. Betonowanie wizerunku wszystkich konspiracyjnych dziewczyn w roli sanitariuszek czy pielęgniarek jest krzywdzące. Kojarzy mi się z malarstwem Kossaka: na jego obrazach z cyklu „spracowany ułan” kobiety trzymają konia za uzdę, a na wierzchowcu jest on: polski wyzwoliciel, półbóg w mundurze. Kobieta ma trzymać konia, a ułanowi podać coś do picia.
W ten sposób zwykliśmy myśleć o roli kobiet w znoju walki o ojczyznę. Tak było za powstań i insurekcji oraz w czasie drugiej wojny światowej. Tymczasem to mit, bajeczka dla grzecznych dzieci.
Jak było naprawdę?
– Sytuacja wielu kobiet, zwłaszcza w czasie ostatniej wojny, była zupełnie inna. Weźmy słynny zamach na Kutscherę. O mały włos nie doszedłby do skutku.
Jak to?
– Pomysłodawczyni i autorka tego zamachu, Anna Szarzyńska-Rewska, dzień wcześniej poszła do wyznaczonego na dowódcę chłopaka. Po rozmowie z nim stwierdziła, że on się do tej roboty nie nadaje. Jest zbyt roztrzęsiony. Zgłosiła to przełożone
I co? Nic. Dowódca nie zaufał kobiecemu wyczuciu. Rozkaz jest rozkaz, ojczyzna wzywa. Kutscherę co prawda udało się zastrzelić, ale potem zginęło czterech wykonawców wyroku. Dziewczyna miała rację. W dodatku nie dostała broni, mimo że była w samym środku strzelaniny.
Rywka broń miała. I nie wahała się jej użyć.
– Przygotowało ją do tego życie w sanacyjnej Polsce. Gdy w 1936 roku zaczęła studiować historię na Uniwersytecie Warszawskim, jako Żydówka stała się ofiarą antysemickiej nagonki i kampanii nienawiści prowadzonej przez polską prawicę narodową. W ciągu kilku lat jej studiów uzbrojone bojówki wielokrotnie atakowały żydowskich studentów i studentki na wykładach. Widziała, jak biją jej kolegów kijami i lagami, pewnie nieraz musiała uciekać. Takie sytuacje ją zahartowały i zradykalizowały.
Wcześnie została komunistką. A była córką bogacza. Jak to się stało?
– W jej biografiach powtarzają się sugestie, że w fabryce tekstylnej ojca zobaczyła nędzę i postanowiła na nią zareagować. Miała kilka lat, gdy zaczęła pomagać najbiedniejszym robotnikom. Wynosiła im z domu jedzenie, potem pieniądze. Z czasem znalazła kontakt z organizacjami socjalistycznymi. Szybko przeszła na pozycje komunizujące, a potem otwarcie komunistyczne. Czytała Marksa, Engelsa, Lenina. Dyskutowała o tych tekstach z rówieśnikami. Nie wiem, czy te dzieciaki coś z nich rozumiały, przecież to niekiedy trudna literatura, ale na pewno budował się w nich rewolucyjny zapał. Krzepła wola walki o lepsze jutro.
Pochodziła ze zasymilowanej rodziny?
– Jej dziadkowie na pewno byli ortodoksyjnymi Żydami, ojciec liderował łódzkiej gminie żydowskiej, ale już jej dom – ekskluzywna kamienica na Piotrkowskiej – był typowym domem łódzkiego przedsiębiorcy w kosmopolitycznym mieście. Od wczesnej młodości miała kontakt z polską kulturą, literaturą. Znała twórczość Mickiewicza, poezję Broniewskiego. Z pamięci recytowała radykalny poemat Brunona Jasieńskiego „Słowo o Jakubie Szeli”. Świetnie znała polską historię, przecież do skończenia studiów historycznych – przerwała je wojna – zabrakło jej jednego czy dwóch egzaminów.
Trafiła do konspiracji na samym początku okupacji?
– Bardzo wcześnie. I od razu rwała się do najcięższych, najbardziej ryzykownych zadań. Z racji pochodzenia, ale i dobrego wyglądu kursowała między gettem i aryjską częścią Warszawy. Dostarczała żydowskim organizacjom broń i amunicję.
Pierwsze doświadczenie bojowe zdobyła jednak poza miastem. Dowództwo wysłało ją do oddziału partyzanckiego. W tym czasie do lasu trafiło zresztą kilka innych bojowych dziewczyn z getta. Nie mogły zostać w Warszawie. Partyzantka wydawała się doskonałym rozwiązaniem.
Okazało się, że to rozwiązanie fatalne.
– I to na wielu poziomach. Politycznym – bo władze partii nagle zauważyły, że partyzantka stała się bardzo zażydzona, co nie było dobrze widziane przez polskich, katolickich chłopów. Militarnym – w niedozbrojonych, pozbawionych dobrego dowództwa oddziałach brakowało sensownych planów i pomysłów na skuteczne działanie. No i wreszcie – praktycznym i moralnym. Partyzantka to życie w fatalnych warunkach, w brudzie i błocie, wśród facetów, których zasady moralne – bardzo często – pozostawiały wiele do życzenia.
Chłopcy z lasu często byli alkoholikami, nawet bandytami, brutalnymi wobec przełożonych i wobec dziewczyn. Jest wiele świadectw mówiących o tym, że w oddziałach dochodziło do molestowania, czynów haniebnych.
Jak w tym środowisku funkcjonowała Rywka?
– W powojennych tekstach jej czas w partyzantce przedstawiany jest jako heroiczna epopeja, czas stawania się dziewczyną z żelaza.
Tymczasem właśnie wtedy miała miejsce przynajmniej jedna sytuacja bardzo kontrowersyjna. To atak jej oddziału na majątek Grabińskich w Walewicach. W komunistycznych źródłach ta akcja opisana jest jako zemsta na niemieckim urzędniku. W praktyce był to nocny napad na leśniczówkę. Partyzanci chcieli się zemścić na niemieckim sługusie, którym miał być leśniczy. Nie zastali go, więc ranili jego żonę, a potem zamęczyli ojca lub teścia. Dokonali tego mordu bez powodu. Po czasie tłumaczyli, że szukali broni, a poza tym, jak mówili: „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”.
Rywka wróciła do Warszawy zupełnie odmieniona?
– Na pewno. Zradykalizowana, bardzo bojowa, „ostrzelana”. O jej nowych towarzyszach z warszawskiej komunistycznej konspiracji nie można było tego powiedzieć. Nic więc dziwnego, że z miejsca weszła w skład specjalnej grupy likwidacyjnej Gwardii Ludowej. Robiła wrażenie na wszystkich: kolegach z oddziału, ofiarach, Niemcach. Uczestniczyła w prawie wszystkich ważnych akcjach Specgrupy im. Ludwika Waryńskiego. Działała na granicy brawury. Wykazywała się bezwzględnością, ale też pomysłowością.
Również swego rodzaju fantazją. Na czym ona polegała?
– Jej akcje były bardzo spektakularne. Lubowała się w przebierankach. W wielu relacjach pojawia się na przykład motyw eleganckiego futra, które stało się elementem jej kamuflażu. Mogła udawać elegancką damę, co pozwoliło jej przynajmniej dwa razy dostać się do jakiegoś chronionego urzędu, zastrzelić urzędnika czy wojskowego. Farbowała włosy. Długie, jasne warkocze były jednym z jej znaków rozpoznawczych. Warto wspomnieć też o jej wybitnej inteligencji.
Co jeszcze sprawiało, że wszyscy zwracali na nią uwagę?
– Zapał, pewność siebie, bezczelność. To bardzo ważne, zwłaszcza w kontekście jej żydowskiego pochodzenia. Szmalcownicy po strachu bezbłędnie rozpoznawali osoby „trefne”. Rywka była strachu zupełnie pozbawiona. Nie schylała głowy, nie spuszczała wzroku, pewnie patrzyła w oczy.
Ostatni okres jej działalności w konspiracji opisujesz jako bardzo mroczny.
– Rok 1943 był trudny dla całej formacji. A zwłaszcza dla grupy likwidacyjnej. Wielu towarzyszy już nie żyło, reszta była wypalona, zmęczona, załamana. Pamiętajmy, że specgrupę tworzyła przedwojenna inteligencja. Ciągłe akcje, strzelaniny, życie w stresie dokonały w ich duszach spustoszenia.
Istnieje wiele zapisów mówiących o stanach psychicznych, które dziś zakwalifikować można jako depresję czy PTSD. Ostatnie zapiski znajomych dotyczące Rywki mówią, że straciła energię i charyzmę, była zmęczona, wypalona. Już nie dowcipkowała podczas akcji. Zaczęła się bać… Powiedzieć, że pod koniec życia szukała już śmierci, to może trochę za dużo, ale była chyba temu bliska.
Wpadła w sumie głupio, przypadkowo.
– Przyszła do mieszkania, które było już „spalone”. Chciała wejść tylko po płaszcz przeciwdeszczowy. W kamienicy zastała kocioł. Wpadła.
Trzeba jednak pamiętać, że wówczas różne służby wywiadowcze bardzo skutecznie i dogłębnie zinfiltrowały komunistyczną organizację i zaczęły ją rozbijać. Wpadka była kwestią czasu.
Rywka trafiła na Pawiak, gdzie najpewniej strasznie ją torturowano. Miała status specjalny, nie zarejestrowano jej nawet pod nazwiskiem, a pod kryptonimem X. Przeżyła co najmniej dwa miesiące intensywnego śledztwa, w którym nikogo nie wydała. I jeszcze ten symboliczny koniec: rozstrzelanie w ruinach getta. Wróciła tam, skąd udało jej się uciec.
Została legenda.
– Nawet dwie. Jedną stworzyło środowisko komunistyczne, a drugą – podobno – sami Niemcy. Jej brawura i brak litości budziły u niemieckich żołnierzy i funkcjonariuszy wściekłość, zmieszaną z pewnego rodzaju respektem. Dlatego powstało skojarzenie z ważnym w niemieckiej kulturze mitem Lorelei, długowłosej syreny-mścicielki. Ta niemiecka legenda z jednej strony budowała jej pozycję, z drugiej była niebezpieczna – pętla wokół niej zacieśniała się coraz mocniej.
A legenda komunistyczna?
– Lewicowe środowisko bardzo potrzebowało przeciwwagi dla bohaterów kreowanych po stronie AK-owskiego podziemia. Fabrykowanie życiorysu Rywki zaczęło się bardzo wcześnie. Stanisława Sowińska, która znała ją osobiście, zrobiła z niej jedną z bohaterek wspomnieniowej książki „Lata walki”. Wkrótce Rywka, znana już wtedy jako Wanda Witwicka, wysunęła się na pierwszy plan.
Jak to się stało?
– To zasługa między innymi Gustawa Alef-Bolkowiaka, ważnego działacza żydowskiego, a potem komunistycznego podziemia w czasach okupacji, który po wojnie został szefem propagandy Wojska Polskiego. Bardzo się starał, aby mit o towarzyszce Wandzie stał się eposem nowego pokolenia. W 1964 roku, naprzeciwko ówczesnego Domu Partii, odsłonięto mozaikę z przedstawioną symbolicznie jedną z warszawskich akcji Gwardii Ludowej. Wśród bojowców wyróżnia się postać kobieca – to właśnie Rywka.
W 1968 roku kult żydowskiej bojowniczki komunistycznego podziemia nagle się skończył. W dobie antysemickiej nagonki Rywka przestała pasować do oficjalnej narracji.
Dziś jej mit powraca.
– Zaskakująco mocno i skutecznie. W ostatnich latach napisano o niej i powiedziano więcej niż przez poprzednie pół wieku. Znów zaczęła pasować do wielu ideowych założeń. Znakomicie wpisała się w celnie nazwaną przez Jacka Leociaka kategorię machabeuszek – żydowskich bojowniczek z getta. Została jedną z bohaterek zbioru tekstów o żydowskich heroinach „Kwestia charakteru”.
Z kolei prawica piekielnie się Rywki boi. „Niedoczekanie – pisał Leszek Żebrowski – żeby ta fejkowa postać przesłoniła bohaterki AK-owskiej konspiracji czy żołnierki wyklęte, choćby słynną Inkę!”.
Jak będzie, pokaże przyszłość. Być może żydowska Lorelei, mścicielka z długim warkoczem i płonąca pochodnia komunizmu, znowu trafi na swój czas.
Michał Wójcik „Rywka. Śmierć ze złotym warkoczem”, wyd. Wielka Litera 2024
Przemysław Gulda
Kategorie: Uncategorized

