Uncategorized

Ameryka próbuje zapobiec eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Co jeśli się nie uda?


Tomasz Zalewski

Zabójstwa przywódcy Hezbollahu w Bejrucie i politycznego przywódcy Hamasu w Teheranie zwiększyły ryzyko eskalacji konfliktu bliskowschodniego – oceniają obserwatorzy w USA. Administracja Joe Bidena stara się temu zapobiec na drodze dyplomacji, ale popartej demonstracją siły.

Izrael przyznał się do zamachu w Bejrucie, w którym zginął jeden z dowódców Hezbollahu Fuad Szukr, ale nie potwierdza – choć także nie zaprzecza – że polityczny lider Hamasu Ismail Hanije, zabity w Teheranie w środę, zginął także w wyniku izraelskiej operacji. Przywódca Hezbollahu Hassan Nassrallah sugerował, że jego bojówki zaatakują wkrótce Izrael. Przewiduje się również atak Iranu na Izrael i ataki proirańskich ugrupowań, jak Huti w Jemenie, na siły amerykańskie w regionie.

Sfrustrowany Biden, naciskany Netanjahu

W czwartek Biden powiedział, że jest „bardzo zaniepokojony” rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie. Tego samego dnia rozmawiał przez telefon z izraelskim premierem Beniaminem Netanjahu. W komunikacie po rozmowie poinformowano, że prezydent zapewnił go, że USA „wesprą obronę Izraela przed zagrożeniami”. Biden dał jednak potem do zrozumienia – zapytany o to przez dziennikarzy – że naciskał Netanjahu także, by nie eskalował konfliktu z Iranem.

Swoją rozmowę z premierem Izraela Biden określił jako „bardzo bezpośrednią”, a zapytany, jak zabójstwo Haniji wpłynie na szanse zawieszenia broni między Izraelem a Hamasem, odpowiedział, że „nie pomoże”. Podobne sformułowanie o „niepomocnych” zabójstwach znalazło się w czwartek w oświadczeniu Białego Domu. Zawieszenie broni ma być, według amerykańskiego planu, wstępem do zakończenia wojny w Gazie i uwolnienia zakładników w zamian za rozmaite, żądane przez Hamas, ustępstwa, ale realizacja tego planu utknęła w miejscu. Wyrażając frustrację z tego powodu, prezydent powiedział mediom: „Mamy podstawy do zawieszenia broni. On (Netanjahu) powinien działać w tym kierunku”.

Biden zapowiedział „nowe, defensywne rozmieszczenie sił amerykańskich” na Bliskim Wschodzie, nie ujawniając szczegółów. W rejonie Zatoki Perskiej stacjonuje od dawna flota USA, w tym lotniskowiec USS „Theodore Roosevelt” i towarzyszące mu inne okręty marynarki wojennej. Mogą one być przemieszczone bliżej Izraela, np. na Morze Czerwone, podobnie jak jednostki marynarki stacjonujące na Morzu Śródziemnym.

Jak podała telewizja CNN, oczekuje się, że ewentualna zbrojna akcja odwetowa Iranu może być podobna do ataków w kwietniu, kiedy Izrael został ostrzelany rakietami i pociskami z dronów. Tym razem jednak – obawia się rząd USA – ataki mogą być silniejsze i lepiej skoordynowane z działaniami proirańskich bojówek w regionie. W odparciu kwietniowego ataku Izraelowi i USA pomagały niektóre prozachodnie kraje arabskie, jak Jordania, dostarczając im m.in. informacji wywiadowczych, ale nie wiadomo, czy nadal będzie można liczyć na tę pomoc.

Wielka wojna katastrofą dla Harris

Ewentualna większa wojna na Bliskim Wschodzie, wciągająca do walki siły amerykańskie, byłaby katastrofą dla administracji Bidena oraz ubiegającej się o urząd prezydenta w tegorocznych wyborach wiceprezydentki Kamali Harris. Jej przeciwnik Donald Trump i jego stronnicy w Partii Republikańskiej twierdzą, że za kadencji Bidena na arenie międzynarodowej zaostrzyły się napięcia i zbrojne konflikty, i oskarżają o to – całkiem bezpodstawnie – amerykańskiego prezydenta i jego ekipę.

Od początku wojny w Gazie Biden podkreśla solidarność z Izraelem i dostarcza broń i sprzęt wojskowy, chociaż nalega jednocześnie na dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu, a okresowe wstrzymanie dostaw na wiosnę było sygnałem, że gotów jest do stosowania presji w tym kierunku. Poparcie dla Izraela jest kosztowne politycznie dla prezydenta i jego partii – przeciw wojnie i pomocy wojskowej dla Izraela demonstrują tysiące ludzi, przeważnie młodych, popierających zwykle Partię Demokratyczną. Zanim Biden nie wycofał się z walki o reelekcję, liderzy tego propalestyńskiego ruchu protestu zapowiadali, że w wyborach odmówią mu poparcia.

Nie wiadomo na razie, jak jego uczestnicy zachowają się w wyborach, w których kandydatką Demokratów będzie Kamala Harris. Wiceprezydentka cieszy się ogromną popularnością wśród młodych wyborców, którzy odsunęli się od Bidena. Podczas wizyty w Waszyngtonie premiera Netanjahu Harris spotkała się z nim i oświadczyła potem, że Ameryka popiera Izrael w wojnie z Hamasem, ale „ważne jest także, jak Izrael prowadzi tę wojnę” i podkreśliła ogrom cywilnych ofiar izraelskiej ofensywy.

Kategorie: Uncategorized

5 odpowiedzi »

  1. @MEF

    „Plan z lipca to plan amerykański, który podobno Hamas przyjął ale nie został uzgodniony z Izraelem.”

    Czyli coś jak plan pokojowy w sprawie Czechosłowacji z 1938-go roku. Pokój w naszych czasach. Niemcy plan przyjęły, ale nikomu do głowy nie przyszło, żeby Czechosłowację zapraszać do rozmów dotyczących Czechosłowacji. Monachium. Chamberlain. Plan nie został uzgodniony z Czechosłowacją – jeszcze by czego!

    Jednej rzeczy nie kumam. Wtedy Polacy byli głęboko zaangażowani, no bo Zaolzie. To jeszcze jest zrozumiałe. A teraz – to właściwie czemu?

  2. Plan z lipca to plan amerykański, który podobno Hamas przyjął ale nie został uzgodniony z Izraelem. Poczekajmy na plan Kamali, który będzie poprawioną i uzupełnioną wersję Hamasu. To już niedługo.

  3. To są polscy ”eksperci” od B. Wschodu…

  4. Z ostatniej chwili:

    ”Hamas ogłosił w niedzielę wieczorem, że nie wyśle ​​przedstawicieli na szczyt zaplanowany na czwartek i powiedział w oświadczeniu, że „jesteśmy świadomi prawdziwych intencji i stanowisk okupanta i jego premiera, który wprowadził nowe warunki do ostatniego porozumienia, które nie zostały przedstawione w trakcie negocjacji”. Oświadczenie Hamasu mówiło również, że grupa „wzywa mediatorów do przedstawienia planu wdrożenia tego, co uzgodniliśmy 2 lipca, zamiast prowadzenia nowych negocjacji…”
    (podaję za ”ynetnews,com”, tłumaczenie maszynowe, zredagowane)

    Teraz chyba wszyscy możliwi eksperci, polscy, amerykańscy, brytyjscy i jacy tam jeszcze, stanowczo potępią złego i niedobrego premiera Netanjahu za to, że Hamas nie wyśle ​​przedstawicieli. I jakiś trybunał, najlepiej w Hadze, ogłosi premiera, ministrów i ”osadników” za ”zbrodnie wojenne” oraz za ”zbrodnie przeciw ludzkości”.

    No i pewnie duet Bidet-Harris zablokuje dostawy broni w ramach ”serdecznej przyjaźni” z Izraelem. Serdeczna przyjaźń już chyba kiedyś panowała między Stanami Zjednoczonymi a Wietnamem Południowym. Przyjaźń, jak kto pamięta, została przypieczętowana podpisaniem Porozumień Paryskich (1973). A dwa lata później było już pozamiatane.

  5. To uległość amerykańska jest przyczyną eskalacji konfliktów w punktach zapalnych, w tym konfliktu żydowsko-islamskiego. Amerykanie mogą zapobiec eskalacji przez demonstrację gotowości do wojny. To najprostsza i najskuteczniejsza metoda odstraszenia napastnika.
    Czyli można skrócić ten artykuł do dwóch – trzech zdań bo reszta jest zbędna.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.