
Podczas gdy kraje takie jak Polska budują realny potencjał militarny, inne wciąż trzymają się złudzeń. Jeśli Rosja zaatakuje kraj bałtycki w ciągu czterech lat, czy będziemy gotowi – czy zaskoczeni?
Autor: Alice Teodorescu
Tej wiosny, zgodnie z rekomendacją komisarza UE ds. obrony Andriusa Kubiliusa, przeczytałam docenioną przez krytyków książkę Keira Gilesa „Who will defend Europe” (Kto obroni Europę). Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy pragną zrozumieć poważną sytuację w zakresie polityki bezpieczeństwa i jej drastyczny wpływ na Europę, UE i NATO w przyszłych pokoleniach, jeśli nie zostaną podjęte radykalne działania. W książce znajduje się tak wiele spostrzeżeń, trafnych sformułowań, obliczeń i analiz, że trudno wybrać tylko kilka; sama lista cytatów licząca 50 stron mówi wiele.

Zacznijmy jednak od szczytu NATO, który odbył się w tym tygodniu w holenderskiej Hadze. Pod wieloma względami spotkanie to przerosło oczekiwania – co być może mówi przede wszystkim o samych oczekiwaniach. Prezydent Trump nie opuścił sojuszu transatlantyckiego z hukiem, jak obawiali się niektórzy, a państwa członkowskie uzgodniły, że do 2035 roku 5% PKB zostanie przeznaczone na obronność, co stanowi znaczący i mile widziany wzrost w porównaniu z obecnymi, bardziej skromnymi poziomami.
Z tych 5 procent, 3,5 procent PKB ma być przeznaczone na wydatki wojskowe, a pozostałe 1,5 procent na inwestycje związane z obronnością, takie jak obrona cywilna. Przegląd nowych celów ma zostać przeprowadzony w 2029 roku. Szwecja, podobnie jak pozostałe kraje skandynawskie i bałtyckie, zamierza osiągnąć ten cel już do 2030 roku.
Niepokojące jest to, że spośród 32 państw członkowskich NATO, dziewięć, w tym Belgia i Hiszpania, nie osiąga nawet poprzedniego celu wynoszącego 2% PKB. Dla porównania, Polska już teraz przeznacza na ten cel 4,12% PKB, Estonia 3,43%, a Stany Zjednoczone 3,38%.
Rozwój Polski opiera się na tym, że świadomość kryzysu przełożyła się na konkretne priorytety i wybory. Dziesięć lat temu Polska znajdowała się nieco poniżej ówczesnego celu NATO, który wynosił 2% PKB. Kraj ten przeznaczał mniej środków na obronę w przeliczeniu na mieszkańca niż na przykład Estonia i Grecja, podczas gdy Stany Zjednoczone wydawały dwukrotnie więcej.
W swojej książce Giles opowiada się za znacznym zwiększeniem wydatków na obronę, aby móc pomóc Ukrainie teraz – lub zapłacić za znacznie droższą wojnę w przyszłości. Autor wielokrotnie rozróżnia jednak rzeczywistą zdolność obronną od „chowania się” za względnymi wartościami procentowymi PKB. Pisze: „Wojna nie jest konkursem PKB, w którym tylko jedna strona wykorzystuje swój PKB”. Jest to punkt widzenia istotny przy ocenie porozumienia z Hagi.
Rzeczywiste zobowiązania, zwłaszcza w Polsce, krajach bałtyckich i Finlandii, są w dużej mierze związane z położeniem geograficznym i żywą pamięcią o rosyjskiej opresji; istnieje oczywista korelacja między bliskością granicy rosyjskiej a stopniem świadomości kryzysu. Wniosek jest niestety taki, że wielu członków sojuszu nadal nie docenia egzystencjalnego zagrożenia, jakie Rosja stanowi dla wschodniej flanki, a w dalszej perspektywie – dla nich samych. Jak ujął to w cytacie z książki mój fiński kolega z komisji SEDE, Pekka Toveri, były szef fińskich służb wywiadowczych: „Finlandia nie ma obrony. Finlandia jest obroną”.
Złudzenia o „wiecznym pokoju”
Oczywiście nie wszystkie kraje mają takie same warunki jak Finlandia i Polska, ale fakt, że tak wiele krajów w Europie nadal stosuje doktrynę „trzymania kciuków”, opartą na błędnej nadziei, że Rosja zadowoli się Ukrainą, jest niezwykle naiwny. W książce Gilesa znajduje się wiele przekonujących argumentów przemawiających za tym, że Rosja pod przywództwem Putina nigdy nie zaprzestała dążeń ekspansjonistycznych w Europie Wschodniej. Pomimo ogromnych strat w Ukrainie, kraj ten szybko odbudował swoje siły lądowe, a siły powietrzne, flota i broń jądrowa pozostają nienaruszone. Argumenty, że gospodarka UE jest znacznie większa niż gospodarka Rosji, są nieistotne, jeśli w praktyce nie jesteśmy gotowi wykorzystać zasobów do obrony.
Sytuacja ta wynika z faktu, że od upadku muru berlińskiego większość europejskich przywódców – zwłaszcza niemieckich, brytyjskich, ale także szwedzkich – żyła w złudzeniu wiecznego pokoju. W konsekwencji tego przekonania obrona została zredukowana, co ma daleko idące skutki zarówno dla naszej zbiorowej zdolności odstraszania, jak i obrony. Europa po prostu polegała na tym, że amerykańscy podatnicy będą finansować również nasze bezpieczeństwo, podczas gdy my skupialiśmy się na rozbudowie systemu opieki społecznej i marnowaniu pieniędzy podatników na obszary daleko wykraczające poza podstawowe zadania państwa.
Mimo że sygnały ze Stanów Zjednoczonych były jasne od dłuższego czasu, niezależnie od administracji politycznej, wielu zaskoczyło surowe i wyraźnie izolacjonistyczne przesłanie Trumpa. Jednocześnie Rosja oczywiście również dostrzegła pęknięcia w murze NATO i, biorąc pod uwagę długoterminowe ambicje Putina, zarówno terytorialne, jak i strategiczne, dziwne byłoby zakładać, że zrezygnuje on z przetestowania artykułu 5 statutu NATO.
Dlaczego miałby to zrobić?
W swojej książce Giles przedstawia możliwy scenariusz, w którym Rosja podważa jedność NATO poprzez bardzo niewielki i ograniczony atak na europejskiego członka NATO. Słaba reakcja na taki atak mogłaby pośrednio podważyć sojusz, ujawniając, że gwarancje obronne nie są tak silne, jak się zakładało. W przeciwieństwie do tego, co wielu sądzi, członkowie NATO nie są zobowiązani do wysłania żołnierzy lub broni do strony zaatakowanej, ponieważ nigdzie nie jest określone, w jaki sposób ani w jakiej formie ma zostać udzielona uzgodniona pomoc.
Inny scenariusz mógłby oznaczać, że Stany Zjednoczone ograniczyłyby użycie swoich systemów uzbrojenia – w obawie przed eskalacją – tak jak uczyniły to w przypadku Ukrainy, nawet gdyby atak był skierowany przeciwko europejskiemu członkowi NATO.
Wyścig z czasem
Giles argumentuje z naciskiem, że Ukraina powinna być postrzegana jako strefa buforowa, która zyskała czas dla Europy – czas, który obecnie jest marnowany. Podczas gdy Ukraina nadal toczy wojnę, która w najwyższym stopniu jest również naszą wojną, wiele krajów europejskich marnuje czas w stanie defensywnej politycznej letargu. To niebezpieczne. Na Kremlu nikt nie śpi.
Dlatego ewentualne porozumienie lub rozejm w bieżącym roku – które nie oznaczałoby wyraźnej wygranej Ukrainy, a tym samym wyraźnej porażki Rosji – oznaczałoby szybką erozję tego czasu, tej chwili wytchnienia, i paradoksalnie raczej zwiększyłoby ryzyko dla innych krajów Europy.
Nasze zbrojenia, biorąc podwierwsze chodzi o przyspieszenie produkcji broni i amunicji, rekrutację personelu i rozwój gotowości cywilnej. Chodzi również o stworzenie większej mobilizacji politycznej i społecznej, tak aby zwykli obywatele (zwłaszcza jako wyborcy) zdali sobie sprawę, że bezpieczeństwo wymaga poświęceń i priorytetów politycznych, do których większość z nich nie jest przyzwyczajona.
Fakt, że większość dzisiejszych europejskich polityków miała niezwykły przywilej prowadzenia działalności politycznej w świecie zdefiniowanym przez pokój i wolność, bez konieczności zastanawiania się nad tym, jak można ten stan rzeczy obronić, zaowocował decyzjami politycznymi, które osłabiły ich kraje. Teraz ci sami politycy muszą zająć się tymi kwestiami, które niekoniecznie przyniosą im zwycięstwo w wyborach, w rozmowach z wyborcami.
Nie ma jednak alternatywy, ponieważ, jak trafnie zauważa Giles: „tak samo jak nie można wybrać, czy jest się w stanie wojny z Rosją, tak samo [Europa] nie może wybrać charakteru tej wojny ani jej czasu trwania”.
Jeśli wyborcy nie zdają sobie jeszcze sprawy z powagi tej sytuacji, decydenci wszystkich opcji politycznych muszą jak najszybciej nauczyć się lepiej to formułować.
Dlaczego Rosja stanowi egzystencjalne zagrożenie?

Rosyjski niedźwiedź czuwa, podczas gdy my drzemiemy. Zdjęcie: Marc-Olivier Jodoin na Unsplash
Aby zrozumieć, dlaczego zagrożenie ze strony Ukrainy ma charakter egzystencjalny dla całej Europy, należy zrozumieć dwie rzeczy: po pierwsze, głęboko zakorzenione poczucie historycznej krzywdy Rosji, a po drugie, tchórzliwość świata zachodniego. Aby zrozumieć Putina, należy pojąć, że chęć skorygowania obecnych granic kraju wynika z przekonania, że są one błędne i niesprawiedliwe.
Giles ilustruje to rosyjską mapą dla dzieci, Map of Our Motherland, którą należy traktować jako rodzaj „mentalnej geografii” rosyjskiego postrzegania swojego prawa do dominacji nad sąsiednimi terytoriami. Pełnowymiarowa wojna w Ukrainie świadczy zatem o światopoglądzie, który stoi w bezpośredniej sprzeczności ze światopoglądem Zachodu i który w związku z tym nieuchronnie prowadzi – i będzie nadal prowadził – do wojny i konfrontacji.
Inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 roku była wynikiem przekonania, że 1. Ukraina szybko upadnie, a 2. Zachód nie podejmie żadnych działań. Aby przeciwdziałać przyszłym atakom, należy wyeliminować te dwa czynniki. Oznacza to, że Europa musi porzucić strach przed eskalacją – w odpowiedzi na eskalację rosyjską – ponieważ brak zdecydowanej reakcji jest postrzegany jako oznaka podziałów i słabości, co z kolei stanowi dla Rosji zachętę do inicjowania i eskalacji konfliktu.
Wnioski Gilesa są jasne: kolejna wojna Rosji jest możliwa dzięki słabej woli Zachodu do działania – oraz ryzyku, że Stany Zjednoczone albo odmówią zaangażowania, albo całkowicie wycofają swoje wsparcie. Innymi słowy, konflikt, zarówno gorący, jak i zimny, będzie trwał do momentu, gdy Rosja poniesie wyraźną, jednoznaczną i upokarzającą porażkę, a następnie dojdzie do wniosku, że przyszłe konfrontacje nie przyniosą nic dobrego.
Ponadto należy zrozumieć, że Rosja nie musi mieć „racji” w swojej ocenie, kiedy potencjalna wojna byłaby „opłacalna” – wystarczy, że Putin tak uważa, aby ją rozpocząć. Rosja wypowiedziała wojnę i będzie ją kontynuować, gdy Putin uzna, że leży to w najlepszym interesie jego i Rosji w perspektywie długoterminowej.
Oczywiście nie będzie czekał, aż będziemy gotowi – wręcz przeciwnie.
Konieczność wiarygodnych sił zbrojnych
Według Gilesa, historycznie rzecz biorąc, czynnikiem odstraszającym dla Rosji jest obecność wiarygodnych sił zbrojnych. Innymi słowy: jeśli Europa chce pokoju, należy wyeliminować zdolność Rosji do grożenia nam.
Jestem jedynym Szwedem w SEDE, komisji obrony Parlamentu Europejskiego. W świetle powyższego uważam, że powinniśmy przygotować się na najgorsze i założyć, że oceny, zgodnie z którymi Rosja może mieć zarówno zdolność, jak i chęć zaatakowania kraju NATO już w ciągu kilku lat, są trafne.
Dlatego powinniśmy zadać sobie pytanie: jeśli Rosja zaatakuje jedno z państw bałtyckich, powiedzmy w ciągu czterech lat, jakie działania musi podjąć Europa dzisiaj, aby wzmocnić swoją obronność – i odstraszyć Rosję od takiego ataku – tak aby mieć zdolność pokonania Rosji w przyszłości?
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


A może troche inaczej o Putinie.
https://share.google/hOWN7Lb542vwcprBL
Google tłumaczył:
Nowość: Putin wzywa Iran do zawarcia z USA umowy nuklearnej o „zerowym wzbogacaniu”, podają źródła.
Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział zarówno prezydentowi Trumpowi, jak i irańskim urzędnikom, że popiera ideę umowy nuklearnej, która uniemożliwi Iranowi wzbogacanie uranu, podają źródła zaznajomione z tymi dyskusjami, donoszą Axios.
Brednie!
”Jestem jedynym Szwedem w SEDE, komisji obrony Parlamentu Europejskiego. W świetle powyższego uważam, że powinniśmy przygotować się na najgorsze i założyć, że oceny, zgodnie z którymi Rosja może mieć zarówno zdolność, jak i chęć zaatakowania kraju NATO już w ciągu kilku lat, są trafne.”
Jak dojdzie co do czego to najprawdopobniej będziecie prosić Rosję o wyzwolenie spod islamskiego jarzma
Brednie!
”Jestem jedynym Szwedem w SEDE, komisji obrony Parlamentu Europejskiego. W świetle powyższego uważam, że powinniśmy przygotować się na najgorsze i założyć, że oceny, zgodnie z którymi Rosja może mieć zarówno zdolność, jak i chęć zaatakowania kraju NATO już w ciągu kilku lat, są trafne.”
Jak dojdzie co do czego to najprawdopobniej będziecie prosić Rosję o wyzwolenie spod islamskiego jarzma