Uncategorized

Daleko sięgają macki Grossa cz. 3 / 4


Jakub Kopec

  Fotografika jest sztuką trudną; w epoce smartfonów jeszcze trudniejszą niźli w czasach telegrafu bez drutu.  Pokazuję  zdjęcie, które Jan Tomasz Gross wykorzystał jako ilustrację na okładce książki pt. „Złote żniwa”, traktującej o grabieży masowych mogił żydowskich w Treblince przez mazowieckie hieny cmentarne. Twierdzi Gross, że na zdjęciu widać wieśniaków  przyłapanych przez milicję na gorącym uczynku. 

   Uważni czytelnicy natychmiast wypatrzą sześć znamiennych szczegółów. Otóż fotografia   jest ponad wszelką wątpliwość starannie upozowana. Najwyżsi mężczyźni w mundurach ustawieni są w trzecim rzędzie, kobiety w zapaskach i w białych chustach stoją w rzędzie drugim, w pierwszym rzędzie na zdjęciu typu pamiątkowego widać wieśniaków siedzących na ziemi lub w kucki. J.T.Gross wypatrzył na pierwszym planie ledwie widoczne piszczele i czaszki, ułożone starannie jak do satanicznego obrządku, nie spostrzegł natomiast, że milicjanci i schwytani przestępcy są na zdjęciu intymnie ze sobą zbratani!

    Wyjaśnienie tej zagadki jest proste. Gross z wydawnictwem Oxford University  Press podpisał umowę na napisanie eseju o grabieży cmentarzy żydowskich  do cyklu publikacji pt. „Historie jednej fotografii”. Z napisania tekstu wywiązał się zadowalająco, lecz w zbiorach fotografii Muzeum w Treblince nie znalazł ani jednego zdjęcia, którym mógłby przekonywająco  zilustrować dzieło.  Toteż, żeby uniknąć przykrego obowiązku zwrotu wypłaconej przez wydawnictwo zaliczki, posłużył się fotografią pamiątkową, przedstawiającą jakąś bliżej nie określoną powojenną ekshumację zbiorowych mogił,  ochranianą przez żołnierzy. 

     «Jakie to jest uczucie wygrać w sądzie z potęgą Instytutu Pamięci Narodowej, który ma 80 mln budżetu rocznie? – pyta dziennikarz. Prof. Sławomir Cenckiewicz odpowiada: -Chodzi o zdjęcie ludzi,, których niesłusznie posądzono o rozgrzebywanie masowych grobów na terenie obozu w Treblince. Nie dość , że fotografia znalazła się na wystawie IPN , której towarzyszył kłamliwy panel o polskich „hienach cmentarnych”, to oburza sposób jej obrony, pod którym podpisał się dr Tomasz Łobuszewski, który „do tej pory uchodził raczej za „historyka- niepodległościowca”, a nie stronnika „frakcji jedwabnieńskiej”» 

  „Ho, ho!”- powyższy cytat, zaczerpnięty nie wiadomo skąd, na łamach „Polityki” skomentował Daniel Passent, jej genialny felietonista. – „Daleko sięgają macki Grossa.”

    Daniel Passent przeoczył, że wprawdzie teza Grossa o polskich hienach cmentarnych, rozgrzebujących masowe groby na terenie obozu zagłady, była stuprocentowo zgodna z prawdą materialną, to jednak zdjęcie ilustrujące ową zbrodnię na okładce książki  pt. „Złote żniwa” okazało się całkowicie fałszywe. Na zdjęciu pokazani są ludzie żywi, a nawet jeśli już zmarli, to posiadający żywych potomków; zdjęcie rzuca zbyt wielki ciężar zbrodni na barki spadkobierców „żniwiarzy”. Na szczęście dla Grossa i ku zakłopotaniu Cenckiewicza, wszyscy ludzie uwiecznieni na inkryminowanej fotografii do dziś pozostają anonimowi.

      „Dostałem propozycję z Oxford University Press, aby napisać niewielką książkę do planowanej przez wydawnictwo nowej serii – esejów poświęconych w całości jednemu zdjęciu”- takimi słowy Jan Tomasz Gross we wstępie do bestsellerowej książki „Złote żniwa” opisuje inspirację do napisania eseju o fotografii, na której widać polskie hieny cmentarne, które „mają kieszenie pełne pierścionków, kolczyków i bransolet, zrabowanych z masowych grobów Żydów pomordowanych w Treblince”. Zdjęcie wykonane prawdopodobnie w 1946 roku, znalazło się na okładce książki Grossa wydanej w 2008 roku, ale to nie koniec jego historii, bo kilka lat później skrajnie prawicowy i namiętnie szowinistyczny historyk Cenckiewicz wytoczył, czysto polskiej i ściśle patriotycznej instytucji państwowej z budżetem osiemdziesięciu milionów rocznie, proces o naruszenie bezpodstawnymi oskarżeniami dóbr osobistych osób widniejących na fotografii. I Cenckiewicz proces z IPN we wszystkich instancjach wygrał.

    Cenckiewicz jest dzieckiem szczęścia. Pod sztandarami IPN narusza dobra osobiste byłego prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Wałęsy i włos mu z głowy nie spada. Cenckiewicz wygrywa także wówczas , kiedy przegrywa, wdając się w zwycięską bójkę ze swoim własnym, ukochanym IPN. Ja zaś , pechowiec lub tylko głupiec, przegrywam za każdym razem, gdy tylko okazuje się, że w jakimś sporze historycznym mam rację stuprocentową. W atmosferze faszystowskiego triumfu, podczas koronacji Karola Nawrockiego na prezydenta Rzeczypospolitej, wielkim zgrzytem było ujawnienie informacji, że prof. Cenckiewicz, którego jeszcze przed koronacją prezydent wyniósł do godności szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, nie ma „certyfikatu bezpieczeństwa”, który umożliwiałyby mu legalny dostęp do informacji niejawnych Polski, NATO i Unii Europejskiej. Certyfikat ten profesor utracił w związku z ujawnieniem tajnego planu wojskowego o kryptonimie „Warta” i nie ma możliwości, by go od aktualnej ekipy rządowej uzyskał.

    Zostawmy teraźniejszość dla przyszłości i wracajmy do mrocznej przeszłości okupacyjnej. Jakby polskim potworom mało było mordów i okrucieństw popełnianych wobec żywych sąsiadów, barbarzyńcy dopuszczają się zbrodni niewyobrażalnej dla ludzi wyznania mojżeszowego; już po wojnie bezczeszczą i ograbiają zbiorowe mogiły Żydów pomordowanych w obozach zagłady.  Na twarzach słowiańskich barbarzyńców widoczne jest zadowolenie z samych siebie, a „kieszenie hien cmentarnych wypchane są znalezionymi w humusie żydowskimi kosztownościami; pierścionkami, naszyjnikami, kolczykami”.

     Upieram się przy twierdzeniu, że zdjęcie zamieszczone zostało w książce dla tym silniejszego epatowania wrażliwej amerykańskiej i przewrażliwionej żydowskiej opinii publicznej w Ameryce, bowiem w judaizmie spokój zmarłych jest rzeczą świętą. Ze względu na poszanowanie tego spokoju nie można było, na przykład, dokończyć ekshumacji ciał i badania cmentarzyska w Jedwabnem. Tymczasem już przed ukazaniem się książki J.T. Gross był poinformowany, że fotografia ta po pierwsze nie pochodzi z Treblinki i że, po drugie, z całą pewnością nie przedstawia zbieraczy schwytanych przez milicję na gorącym uczynku grabieży cmentarzyska. W kieszeniach ludzi widniejących na zdjęciu nie mogło być biżuterii świętokradczo zrabowanej. Ale  upierałem się niepotrzebnie, bowiem profesor Gross sam precyzyjnie objaśnia rolę i znaczenie fotografii dla książki:

  „Rok później dostałem propozycję z Oxford University Press, aby napisać niewielką książkę do planowanej przez wydawnictwo nowej serii – esejów poświęconych w całości jednemu zdjęciu.”

       Kiedy podczas spotkania czytelników z autorem w Teatrze na Woli  usłyszałem, że nieprzystawalność okładkowej fotografii do opisywanej w „Złotych żniwach” rzeczywistości nie ma żadnego znaczenia dla wartości poznawczej książki, ponieważ lektura dostarcza wystarczająco wielu prawdziwych przykładów polskiego barbarzyństwa, grabieży mienia żydowskiego, szmalcownictwa, donosicielstwa itp. itd., podniosłem się z fotela i nie czekając antraktu wyszedłem na świeże powietrze.

      Co w takim razie ma znaczenie, skoro nie jest ważne, co przedstawia fotografia z okładki? Jak głosili starożytni stoicy, „płaszcz nie tylko jest dziurawy w miejscu uszkodzonym, ale jeśli bodaj ma jedną dziurę, jest dziurawy w całości”. Jeśli fotografia okazuje się nieistotna, to czemuż autor „Złotych żniw” nie usunął jej z późniejszego amerykańskiego wydania?

      Na pierwszej stronie pierwszego rozdziału książki, zatytułowanego „Co widzimy na zdjęciu”, autor pisze o sielankowym nastroju, w którym w towarzystwie uzbrojonych ludzi w mundurach fotografują się żeńcy i żniwiarze, ze zmęczenia  wsparci o swoje narzędzia.  Przed żeńcami widać plon: stos starannie  uformowany z piszczeli i czaszek.  

   To prawda, przed ludźmi z fotografii widać efekty ich grabarskiego trudu. Ale już na drugiej stronie tekstu Jan T Gross lamentuje:

    „Na fotografii, obok grupy mazowieckich chłopów, uwidoczniono wzgórze usypane z popiołów 800 tysięcy Żydów zagazowanych i spalonych w Treblince od lipca 1942 do października 1943 roku. Europejczycy , których oglądamy na zdjęciu, najprawdopodobniej zajmowali się rozkopywaniem spopielonych szczątków ludzkich w poszukiwaniu złota i kosztowności przeoczonych przez nazistowskich morderców – żmudne zajęcie, bowiem na rozkaz oprawców skrupulatnie zaglądano żydowskim trupom we wszystkie otwory ciała i wyrywano złote zęby.”

     Na czyj użytek ta hipertrofia makabry? Dlaczego chłopów mazowieckich, pozujących do zdjęcia w latach czterdziestych ubiegłego wieku, Gross tytułuje Europejczykami? Czy to ma być obelga, czy też, przeciwnie, komplement wypowiedziany na wyrost o pół wieku za wcześnie? Źli Europejczycy z Mazowsza, jako przeciwieństwo zaoceanicznych czytelników, do których adresowana jest książka: dobrych i pracowitych Amerykanów ze stanu Nowy York?

   Żadnego wzgórza na fotografii nie widać. Jaką lupą wzgórze usypane ze szczątków 8oo tysięcy Żydów zagazowanych w Treblince wypatrzył Jan Tomasz Gross na fotografii terenu całkowicie płaskiego? Dlaczego właśnie w Treblince, skoro jest w stu procentach pewne, że fotografia pochodzi z innych okolic? Według przewodnika po Muzeum w Treblince prochów ofiar spalonych w piecach krematoryjnych nie usypywano w kurhany, lecz przeciwnie, grzebano w dołach głębokich nawet na dziesięć metrów, które później starannie maskowano, sadząc na nich las. Kości dla zatarcia śladów zbrodni kruszono w młynkach zbożowych.

      Prawie każdy rozdział książki „Złote żniwa” odwołuje się do treści przekazywanych przez fotografię „żeńców i żniwiarzy”. Ostatni rozdział kończy się niepojętym zdaniem:  «Dlatego fotografia chłopów z Treblinki- też oczywiście, „normalnych, pracowitych, pobożnych i odznaczających się całą harmonią cnót” – oprócz obrzydzenia wywołuje w nas przerażenie, bo nie jesteśmy do końca pewni, czy nie patrzymy na zdjęcie z rodzinnego albumu. »

     Fotografia wykorzystana przez Grossa na karcie tytułowej książki, jak ustalono w żmudnym dochodzeniu, może przedstawiać dowolną ekshumację, np. szczątków pomordowanych jeńców radzieckich. „Gazeta Wyborcza” opublikowała szczegółową analizę zdjęcia z długim wywodem, kim może być umundurowany człowiek z widoczną kolbą karabinu lub strzelby przerzuconej przez ramię, lecz z niewidoczną lufą. Jest to milicjant,  czy też raczej leśnik? Na dowód, że raczej leśnik, „Gazeta” przytoczyła szczegółowy opis obyczaju łowieckiego, nakazującego noszenie fuzji ze złamaną lufą, w pozycji uniemożliwiającej przypadkowy strzał.

     Dlaczego leśnik ze strzelbą miałby doglądać polskie hieny cmentarne obok żołnierza z erkaemem Diachtiriewa przy nodze? Autor analizy pominął najprostsze rozwiązanie zagadki. Umundurowany „leśnik” trzymał na ramieniu nie karabin bez lufy i nie fuzję myśliwską ze złamaną lufą, lecz zwykłą pepeszę z drewnianą kolbą (Pistoliet Puliemiot Szpagina), o lufie krótkiej, ukrytej na zdjęciu za ramieniem. W „diachtiriewy” i „pepesze” uzbrojony był Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego i to właśnie KBW osłaniało liczne po II wojnie światowej ekshumacje grobów masowych. Zresztą pepeszę wspartą o biodro trzyma na fotografii żołnierz, który przyklęknął w pierwszym rzędzie i troskliwie położył rękę na ramieniu kobiety w chuście.

     Najprostsze hipotezy najtrudniej przychodzą do głowy. Dlaczego jednak reporter „GW” szukał zabudowań w osobliwym kształcie litery T, których „zamazany kontur ledwie widoczny jest na zdjęciu”, a nie wdał się w poszukiwania  „uwidocznionego na zdjęciu wzgórza usypanego z popiołów 800 tysięcy Żydów zagazowanych i spalonych w Treblince”? W płaskim pejzażu Podlasia łatwiej wytropić wzgórze nieistniejące, niźli zabudowania gospodarcze o wymyślnym  kształcie architektonicznym litery T.

    Naukowcy mają prawo pisać utwory science-fiction i baśniowe, czego najlepszym przykładem jest wybitny angielski matematyk A. Milne i jego utwór pt. „Kubuś Puchatek”. Ale Milne nie utrzymuje, że jego „Kubuś Puchatek” – jak dwa plus dwa daje cztery – jest naukowym dziełem o behawiorze niedźwiadków. Prof. Gross napisał natomiast trzy naukawe książki („Sąsiedzi”, „Strach” i „Złote żniwa”), które czytam z przerażeniem i wstrętem, jak pamiętnik rodzinny, chociaż dzięki dacie urodzenia w kwestii szmalcownictwa, donosicielstwa itp. osobiście jestem niewinny i czysty jak łza. Nie mogę mieć jednak pewności, że fotografia okładkowa w książce „Złote żniwa” nie pochodzi z albumu mojej rodziny.

CDN

                                                     Jakub Kopeć

Wszyskie wpisy Jakuba TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

3 odpowiedzi »

  1. „dzięki dacie urodzenia w kwestii szmalcownictwa, donosicielstwa itp. osobiście jestem niewinny i czysty jak łza. ”
    No nie wiem. W ojczyźnie pana Kopcia wielki sukces odniosła książka „Resortowe dzieci”. Te „resortowe dzieci” wprawdzie nie mogły, ze względu na datę urodzenia, uczestniczyć w dajmy na to zbrodniach stalinowskich, ale popełniły inną zbrodnię – wybrały sobie niewłaściwych rodziców. I dalatego trzeba im było dokopać. Ja sam stoję na stranowisku, iż odpowiedzialność trzeba rozszerzyć na resortowe wnuki i resortowe prawnuki, bo resortowych dzieci sensu stricte szybko ubywa z powodów, że tak powiem, biologicznych.
    Dodać warto, że moja data urodzenia świadczy raczej wymownie o tym, że ja sam nie mogłem być obecny przy ukrzyżowaniu Pana Jezusa, moje dzieci i wnuki tym bardziej być obecne nie mogły. A jednak ja, moje dzieci i chyba niemal wszyscy uczestnicy niniejszego forum ponosimy zbiorową winę za to, że „Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”. Znaczy „Krew jego na nas i na dzieci nasze!”. Nie wspominam już o tym, że te dzieci, które Papuasi* wymordowali w Jedwabnem, w Radziłowie, w Szczuczynie, w Szczebrzeszynie i w innych, licznych miejscach, też raczej nie mogły „kolaborować z Sowietami”, ze względu na datę urodzenia właśnie. A jakoś i tak Papuasi” zrobili z nimi „porządek”, za pomocą benzyny, zapałek, pałek okutych żelazem, kastetów i siekier.
    _________________
    *Dlaczego Papuasi? Uprzedzony o odpowiedzialności karnej na podstawie odnośnych artykułów Kodeksu Karnego, jestem jak najdalszy od twierdzenia, iż aryjscy mieszkańcy w/w miejscowości mogliby dopuścić się jakichkolwiek brzydkich uczynków. Umówmy się zatem, że za „wydarzenia” odpowiadają Papuasi. Albo Czukczowie.

  2. “zdjęcie zamieszczone zostało w książce dla tym silniejszego epatowania wrażliwej amerykańskiej i przewrażliwionej żydowskiej opinii publicznej w Ameryce, bowiem w judaizmie spokój zmarłych jest rzeczą świętą. Ze względu na poszanowanie tego spokoju nie można było, na przykład, dokończyć ekshumacji ciał i badania cmentarzyska w Jedwabnem.”

    Lipa. Ściema. Kit. Nie żadne tam “nie można było”, tylko rozpoczętą ekshumację kazał przerwać ówczesny, wszechwładny minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, późniejszy prezydent, Lech Kaczyński. Żaden tam wyznawca “judaizmu” nie ma rzecz jasna władzy, aby ekshumację przerwać (czy też rozpocząć lub wszcząć na nowo). Władzę taką posiadał zaś minister, któremu śledztwo podlegało.

    Narodowo-radykalna ultraprawica (a później właściwie cała prawica) usiłowała w jakiś sposób przypisać odpowiedzialność za przerwanie ekshumacji bliżej nieokreślonym “rabinom”. Otóż żaden “rabin” NIE POSIADA w Polsce władzy nad organami wymiaru sprawiedliwości. Minister sprawiedliwości (i prokurator generalny w jednej osobie) nie słucha się żadnego “rabina” i żadnemu “rabinowi” służbowo nie podlega. Próba odwracania kota ogonem i sypania piaskiem w oczy celem obśmiania i wyszydzenia Grossa odnotowana, odłożona ad acta.

    “Prof. Gross napisał natomiast trzy naukawe książki („Sąsiedzi”, „Strach” i „Złote żniwa”),”

    Jak na razie Gross jest profesorem historii na uniwersytecie w Princeton. Princeton w rankingu szanghajskim znajduje się na siódmej pozycji. Najlepsze uniwersytety z ojczyzny pana Kopcia łapią się na piątą setkę w tym rankingu. Widać jednak, że w tym Princeton nie znają się na swojej robocie, potrzebują kogoś mądrzejszego, żeby nimi pokierował.

    Dodać należy, że polskie wersje książek Grossa znajdowały się przez długi czas na polskich listach bestsellerów. Każdy może łatwo się przekonać, że polskie wersje książek Grossa są nadal dostępne w sprzedaży:

    https://www.empik.com/szukaj/produkt?author=gross+jan+tomasz

    Jest to imponujące o tyle, że przeciwko Grossowi rozpętana została zupelnie nieprawdopodobna kampania nienawiści. Ale jakoś wielkiego sukcesu nie odniosła. Podsumowując: Z kitem to najlepiej do szklarza.

  3. Ciekaw jestem do czego pan zmierza? Z pana eseju wynika ze ma pan jakies animozje do pana Grossa. Na szczescie nie moze pan podwazyc najbardziej istotna tresc tej ksiazki bo ”zlote zniwa” mialy miejsce na terenie calej Polski. Czesto takze milicja, ktora nie byla w pelni ukonstytuowana jako wladza, brala w nich czynny udzial lub byla przekupywana czescia lupow, co widac na tym zdjeciu, a gdzie bylo zrobione jest nie istotne. Polacy nie dokonywaliby takie ”zniwa” na katolickim cmentarzu i te czaszki na zdjeciu sa w 100% szczatkami zydowskich ofiar Holokaustu.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.