Uncategorized

„Tikkun Olam” jest bronią przeciwko Żydom.



Ella Ben Emanuel

Czym jest Tikkun Olam?

Tikkun Olam (dosłownie „naprawianie świata”) oznacza, że Żydzi muszą przedrzeć się przez bagno zła i sami je osuszyć.

Dorastałem w miasteczku, w którym Żydów było ledwie wystarczająco, aby zebrać kworum. Nasza ogromna synagoga z tablicami pamiątkowymi dla darczyńców przez większość roku stała prawie pusta. Nasz „koszerny” supermarket zaopatrywał większość społeczności, oferując kilka produktów zatwierdzonych przez rabinów tylko dla lokalnego rabina i jego rodziny.

Wbrew mojej woli starsi członkowie społeczności postanowili nauczyć mnie podstaw judaizmu. Nie mieli pojęcia o pedagogice, a o dzieciach wiedzieli jeszcze mniej. Moja ceremonia bat micwa miała mniej wspólnego z religią, a więcej z bezsensowną uroczystością społeczną i wystawnym posiłkiem. Moja żydowska tożsamość była przedmiotem niechęci, ale nigdy nie była przedmiotem poszukiwań.

Gdy zbliżałem się do dorosłości, starałem się jak najlepiej wtopić w społeczeństwo. Nigdy nie rozmawiałem o swojej religii z nieznajomymi. Nikt nie postawiłby na to, że ożenię się z Żydówką, dopóki w wieku 22 lat nie przyjąłem ortodoksji.

Nie jestem już religijny w tradycyjnym sensie, ale prawdopodobnie spędzam więcej czasu na refleksji nad swoją żydowską tożsamością niż przez wszystkie lata ortodoksji razem wzięte. Pytanie brzmi: dlaczego? W końcu jestem w Izraelu. Otaczają mnie Żydzi. Są moimi przyjaciółmi i współpracownikami. Uczę ich, prowadzę z nimi interesy i krzyczę na nich w autobusie.

Podobnie jak inni, dałem się zwieść błędnemu przekonaniu, że gdy znajdę się w ojczyźnie, reszta świata zostawi mnie w spokoju. Tutaj nasze dziwne żydowskie przepisy żywieniowe są sankcjonowane przez państwo (wieprzowina nie jest łatwo dostępna) i możemy swobodnie praktykować religię (lub nie). Jednak z jakiegoś powodu nasz mały kraj nieustannie pojawia się na pierwszych stronach gazet na całym świecie. Dziwię się, że świat jeszcze się nami nie znudził.

Niezależnie od tego, czy wierzycie w Boga, obecna skala i uporczywość nienawiści wobec Izraela przeczy rozsądkowi, do tego stopnia, że graniczy z nadprzyrodzonością. Fałszywe zarzuty wobec Żydów, często sankcjonowane przez państwo, od dawna usprawiedliwiają niezliczone historyczne okrucieństwa. Kłamstwa o ludobójstwie i apartheidzie w Strefie Gazy i Izraelu są (choć szokujące) jedynie widmami krwawych oszczerstw z przeszłości. Wszystkie książki, które pochłonąłem na temat antysemityzmu, dochodzą do tego samego wniosku: antysemityzm wymyka się logice.

Sześć milionów Żydów zostało systematycznie zamordowanych w oparciu o tę samą narrację, którą słyszymy dziś od apologetów Gazy: że Żydzi, gdziekolwiek się znajdują, stanowią zagrożenie dla ludzkości. Europa zmobilizowała się, aby wymazać Żydów z powierzchni ziemi; Niemcy, Polacy, Ukraińcy, Węgrzy, Francuzi, a nawet niektórzy Żydzi dobrowolnie stali się częścią ogromnej machiny śmierci, przekonani, że robią światu przysługę. A było to na długo przed tym, zanim Izrael zdobył potęgę militarną – na długo przed tym, zanim słowo „Palestyna” stało się hasłem oznaczającym „postkolonialną niesprawiedliwość”.

Powiedzmy to jasno: historia nie jest liniowa, ma charakter cykliczny – ten sam klasyczny antysemityzm, obecnie ukryty pod nową postacią, wzmocniony przez media społecznościowe, globalne oburzenie i „echo chamber”.

W tygodniu po 7 października cały mój kraj pogrążył się w zbiorowej traumie. Poruszaliśmy się jak ludzie w szoku – niezdolni do funkcjonowania, niezdolni do skupienia. Nie była to tylko żałoba po głębokiej stracie lub przerażenie spowodowane świadomością masakry na niewyobrażalną skalę. Była to również trauma związana z pamięcią.

Kilka miesięcy wcześniej dyrektor naszej szkoły zabrał nauczycieli na wycieczkę na południe – do Sderot, Ofakim, miejsca festiwalu muzycznego Nova i odcinka autostrady znanego obecnie jako „Droga Śmierci”. Jednym z naszych przewodników tego dnia był kolega nauczyciel, Itamar, który nie podzielił się jeszcze publicznie swoimi doświadczeniami wojennymi jako członek jednostki poszukiwawczo-ratowniczej. Został powołany do służby, gdy wydarzenia z 7 października wciąż trwały. Jego zadanie było makabryczne: fotografować wszystkie znalezione zwłoki w nadziei, że uda się je później zidentyfikować.

Ten człowiek jest zazwyczaj pełen energii, ma błyskotliwy umysł i łatwo mu przychodzi śmiech. Podczas wycieczek szkolnych to on idzie na czele podczas długich wędrówek po pustyni, podtrzymując morale żartami. Jednak tego dnia zobaczył coś, czego nikt nie powinien oglądać. „Zacząłem liczyć” – powiedział nam, trzymając mikrofon drżącą ręką. Wskazał na puste pola przy drodze prowadzącej z granicy Gazy do Izraela. „Widziałem ludzi, których znałem. Robiłem zdjęcia. Liczyłem zwłoki. Kiedy doszedłem do 300, przestałem liczyć”.

Niech to do nas dotrze. A potem wyobraźmy sobie czarno-białe zdjęcia stosów zwłok. Ułożonych jak śmieci. Z numerami. Z nie tak odległej przeszłości. To wszystko jest zbyt znajome.

A jednak mieliśmy nadzieję. Mieliśmy nadzieję, że w końcu świat się obudzi i zobaczy prawdę. Komik żartował, że reakcja świata na wydarzenia z 7 października miała formę paczki z datą „nie otwierać po”. Myśleliśmy, że jest duża szansa, że świat nagle zrozumie, okaże empatię i podejmie działania. Ale zegar tykał. Przeciwko nam. Znowu.

Słuchanie relacji Itamara lub pokazywanie światu filmów przedstawiających morderstwa, brutalność, gwałty i dzieci palone żywcem w piecach nie pomoże nam wygrać w sądzie opinii publicznej. Bóg wie, że próbowaliśmy.

Czytałem w Internecie artykuły sympatyzujące z Izraelem, a także takie, które krzyczą do nas słowem „ludobójstwo”, obwiniając nas za wydarzenia z 7 października. Trauma ponownie pokazuje swoje brzydkie oblicze.

Oburzenie jest tanie. Prawda wymaga pracy – a większość ludzi nie chce się tym zajmować. Jak to się mówi: „Kłamstwo obiegnie pół świata, zanim prawda zdąży założyć buty”. A w dzisiejszej gospodarce oburzenia kłamstwa na temat Izraela są nie tylko szybsze, ale także uzbrojone w emocje, odporne na fakty.

Przed 7 października moje dni kręciły się wokół planowania lekcji, prowadzenia trudnych rozmów z rodzicami i decydowania, co ugotować na szabatową kolację. Teraz zmagam się z moją pozycją jako Żyda w świecie, który wydaje się coraz bardziej chaotyczny. Nic nie ma już sensu.

Niedawno bliska przyjaciółka, która wyjeżdżała z córkami na Sycylię, zapytała mnie: „Jak mam odpowiadać, kiedy ludzie zapytają, z jakiego jestem kraju?”. W erze sztucznej inteligencji, sieci społecznościowych i samochodów elektrycznych jej pytanie przywołuje strach, jaki odczuwali Żydzi w latach 30. XX wieku, ukrywając swoją tożsamość, aby uniknąć prześladowań.

Jednak w grę wchodzi tu większa siła. Musimy przestać skupiać się na błędnych influencerach czy teoriach spiskowych dotyczących agend politycznych. Ta fala bezsensownej nienawiści, rozprzestrzeniająca się jak pożar na całym świecie, jest jedynie symptomem głębszego, bardziej złożonego problemu – problemu, który wykracza poza przywódców takich jak Keir Starmer, Emmanuel Macron, Benjamin Netanjahu czy Hamas, a na pewno przewyższa postacie takie jak Donald Trump.

Jeśli jest coś, w czym Żydzi nigdy nie byli dobrzy, to jest to pozostawanie niewidzialnymi. Nasza nieustanna chęć przetrwania, nauki i przyczyniania się do rozwoju społeczeństwa sprawiła, że jesteśmy nieproporcjonalnie widoczni w niemal każdej dziedzinie: ekonomii, polityce, nauce i kulturze. Czasami zastanawiam się, jak wyglądałby świat bez wkładu wielkich żydowskich umysłów, nie mówiąc już o postępach dokonanych przez współczesne państwo Izrael w tak wielu dziedzinach.

W literaturze rabinicznej Tikkun Olam — dosłownie „naprawa świata” — pojawia się jako zasada prawna i moralna, wzywająca Żydów do przestrzegania sprawiedliwości, naprawiania wad społecznych i wspierania globalnej harmonii. Termin ten kładzie nacisk na „świat” bardziej niż na „społeczność”, wskazując na obowiązek wykraczający daleko poza granice żydowskiej społeczności.

Kiedy byłem religijny, każdego szabatowego poranka recytowałem modlitwę Aleinu, często pomijając wezwanie do Tikkun Olam – wizję wyeliminowania bałwochwalstwa i zjednoczenia ludzkości pod wyższym porządkiem moralnym. Dzisiaj bałwochwalstwo to nie tylko posągi czy przemijające trendy na TikToku; to przyjęcie fałszywych ideałów – okrucieństwa, egoizmu lub podziałów – które zrywają naszą boską więź.

Tikkun Olam wymaga odważnych działań, takich jak młody Abraham rozbijający bożki swojego ojca, aby rzucić wyzwanie całemu systemowi wierzeń. Moi ortodoksyjni synowie postrzegają jednak Tikkun Olam poprzez studiowanie Tory, modlitwę i służbę Bogu, wierząc, że te działania wysyłają mistyczne fale, które naprawiają świat w sposób, którego nie jesteśmy w stanie w pełni dostrzec.

Nie jestem całkowicie przeciwny poglądom moich synów na temat Tikkun Olam. Wierzę, że nasze działania (widoczne i niewidoczne) mają konsekwencje daleko wykraczające poza to, co możemy zmierzyć, niezależnie od tego, czy są one nakazane przez rabinów. (Ta debata zasługuje na osobny esej).

Czternaście lat temu porzuciłem ortodoksję i nigdy nie oglądałem się za siebie, ale nauczyłem się, że dobroć, oddanie i cel przekraczają granice jednej denominacji. Moi świeccy i tradycyjni uczniowie inspirują mnie swoją miłością do ziemi, zaangażowaniem w służbę i gotowością do poświęcenia się, pokazując, że sama wiara nie określa cnoty.

Wraz z upływem lat i złagodzeniem poglądów dostrzegłem w tym małym kraju i ogromnym świecie miejsce dla wszystkich – ortodoksyjnych i świeckich Żydów, a także nie-Żydów. Każdy z nas ma swoją rolę do odegrania w Tikkun Olam, naprawiając świat na swój własny sposób. Nigdy dotąd wezwanie do naprawy naszego zepsutego świata nie było tak pilne.

Wraz z nadejściem XX wieku Tikkun Olam stało się kamieniem węgielnym myśli żydowskiej i fundamentem żydowskiego aktywizmu społecznego – tym razem z ideą, że Żydzi ponoszą odpowiedzialność nie tylko za swoje moralne, duchowe i materialne dobro, ale także za dobro całego społeczeństwa. Tikkun Olam stało się zasadą definiującą współczesną tożsamość żydowską, postrzeganą nie tylko jako wartość osobista lub wspólnotowa, ale także globalna.

Karol Marks, sam będący Żydem, kierował się pragnieniem walki z nierównościami społecznymi. Manifest komunistyczny zawiera echa Tikkun Olam, wizji naprawy społeczeństwa i wyzwolenia uciskanych. Jednak droga do piekła często jest wybrukowana dobrymi intencjami.

W przypadku Marksa wizja ta mogła zawieść z powodu pewnego rodzaju redukcjonizmu duchowego: celowego oddzielenia ideałów moralnych od jakiejkolwiek wyższej władzy duchowej. Niszcząc religię, indywidualną myśl, kulturę i tożsamość narodową, komunizm zniszczył element duchowy niezbędny dla Tikkun Olam.

Kilka lat temu zabrałem moich studentów na wycieczkę do MASHAV (Izraelskiej Agencji Współpracy Międzynarodowej), założonej w 1958 roku w Szafajim, kibucu w środkowej części Izraela. Chciałem pokazać im, jak wygląda izraelska „miękka dyplomacja”. MASHAV szkoli światowych liderów w dziedzinie technologii wodnych – jak korzystać z systemów nawadniania kroplowego i innych przełomowych izraelskich technologii oszczędzania wody. Moi studenci z szeroko otwartymi oczami patrzyli na tę wizję Tikkun Olam w szerszym świecie.

Nie wątpię, że te wspaniałe dzieci będą nadal kontynuować dziedzictwo Izraela. Mam szczerą nadzieję, że one również będą dzielić się swoją wiedzą techniczną z krajami znajdującymi się w kryzysie lub ratować życie dzięki nowym technologiom medycznym. Będą to robić, ponieważ chcą coś zmienić, a nie dla politycznej pozycji – choć zastanawiam się, jak będą się czuły, gdy świat obróci ich dobrą wolę przeciwko nam.

Nasze dziedzictwo Tikkun Olam oznacza, że Żydom trudno jest odwrócić się od cierpienia innych. Niektóre grupy powołują się na nie, aby domagać się praw Palestyńczyków. Mogą wygodnie ignorować fakt, że tragicznie wiele ofiar masakry z 7 października było właśnie obrońcami tych praw. Ocaleni z kibuców zakorzenionych we współistnieniu i pokoju – ucieleśniających Tikkun Olam – stoją teraz w obliczu podwójnej zdrady: ich zaangażowanie w naprawę moralną spotkało się z niewyobrażalną przemocą, obnażając bolesną kruchość idealizmu w obliczu nienawiści.

Tikkun Olam może być lekarstwem, ale jest też bronią używaną przeciwko nam. Podczas gdy toczymy wojnę z Hamasem, świat nalega, że naszym moralnym obowiązkiem jest zapewnienie pomocy humanitarnej dla Strefy Gazy – nawet jeśli Hamas nadal przetrzymuje naszych zakładników i ostrzeliwuje nasze miasta rakietami. W internecie pojawiają się słowa „głód” i „masowa śmierć głodowa”, ale nigdy w historii nie ogłoszono, że obowiązkiem armii jest wyżywienie wrogiej ludności. Nie jest to moralna równoważność, lecz moralne wypaczenie.

Straszne skutki wydarzeń z 7 października są nadal odczuwalne w Izraelu. Gdziekolwiek się udaję, widzę żółte wstążki – przypominające o zakładnikach – na samochodach, ubraniach, plakatach, witrynach sklepowych i mostach. Każda żółta wstążka jest bólem serca. Walka o sprowadzenie ich do domu jest w swej istocie Tikkun Olam. Wspomniany tekst talmudyczny uczy, że odkupienie jeńców jest najwyższym świętym obowiązkiem, aktem, który spaja społeczeństwo.

Ale zadaję sobie pytanie: ilu jeszcze żołnierzy musi zginąć, ponieważ jesteśmy zmuszeni walczyć z jedną ręką związaną za plecami, ograniczeni desperacką potrzebą uniknięcia krzywdy zakładnikom? Zastanawiam się, czy ten obowiązek nie uniemożliwia nam walki z niezbędną jasnością, zamieniając Tikkun Olam w drogę zniszczenia zamiast naprawy.

Pamiętam zdjęcia Gilada Szalita na billboardach, tak samo jak dziś zajmują je zdjęcia pozostałych zakładników. Nakaz brzmiał: uwolnić tego młodego człowieka za wszelką cenę. Nie zrozumcie mnie źle, byłem przeszczęśliwy, tak jak wszyscy, kiedy w końcu wrócił do domu. Jednak palestyńskimi mózgami zamachu z 7 października byli ci sami mordercy, którzy zostali uwolnieni w ramach umowy o uwolnieniu Szalita. Hamas nauczył się, że porywając Izraelczyków, może wziąć za zakładników cały kraj.

Rozumiem źródło żółtych wstążek. Wynikają one z głębokiego pragnienia ulepszenia świata. Jednak prawdziwe Tikkun Olam oznacza absolutną jasność moralną. Ostatecznym aktem naprawienia świata, o którym mowa w literaturze rabinicznej, nie jest tylko dobroczynność czy życzliwość, ale konfrontacja ze złem u jego źródeł.

Reżim, który gloryfikuje męczeństwo i poświęca własne dzieci, nie różni się niczym od wyznawców Molocha, którzy wrzucali swoje dzieci w ogień. Pokonanie Hamasu – i ideologii dżihadu, którą reprezentuje – nie jest tylko kwestią przetrwania; jest to moralny imperatyw, walka o życie, wolność i przyszłość ludzkości.

Świat nie zrozumie moralnej równowagi tylko dlatego, że został do tego zmuszony szokiem. Tikkun Olam oznacza, że Żydzi muszą przedzierać się przez bagno zła i sami je osuszyć, ryzykując malarię i inne choroby. Ponieważ to właśnie robimy.

To nie przypadek, że tradycja judeochrześcijańska pomogła położyć podwaliny pod wartości, które napędzały postęp Zachodu – prawa człowieka, edukację, świętość życia i dążenie do sprawiedliwości. Chociaż żadna cywilizacja nie jest pozbawiona wad, wartości te stworzyły podatny grunt dla rozwoju intelektualnego, naukowego i społecznego.

Zachód stoi na krawędzi moralnej przepaści. Pogrążeni w polityce tożsamości, podsycanej oburzeniem, deepfake’ami i bezczelnymi kłamstwami, wszyscy ryzykujemy, że nieświadomie staniemy się wyznawcami wiary w rozpacz. Instytucje, które kiedyś promowały wartości, o które Zachód walczył podczas II wojny światowej, rozpadają się.

To moment, w którym musimy zrozumieć, że nasza rola – niezależnie od tego, czy jesteśmy Żydami, czy nie – wykracza daleko poza podpisywanie petycji i udostępnianie gniewnych memów. Tikkun Olam może być żydowskim wyrażeniem, ale jego znaczenie należy do wszystkich: naprawianie tego, co jest zepsute w świecie. W czasach takich jak te jedność nie jest dobrowolna, jest niezbędna.

„Tikkun Olam” jest bronią przeciwko Żydom.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.