
Nachum Kaplan
Odbudowa Strefy Gazy przed rozbrojeniem Hamasu grozi zniweczeniem całego planu zawieszenia broni, podobnie jak nagradzanie terroru fantazjami o państwowości.
Plan prezydenta USA Donalda Trumpa dla Strefy Gazy zaczyna się chwiać, ponieważ Waszyngton rozważa popełnienie katastrofalnego błędu, jakim jest rozpoczęcie odbudowy Strefy Gazy zanim Hamas zostanie rozbrojony. Rozmowy o ponownym umieszczeniu kwestii państwa palestyńskiego w agendzie również podważają plan Trumpa.
Nie ma szans na pokój, dopóki Hamas nie zostanie całkowicie i nieodwracalnie rozbrojony. Każdy plan, który tego nie zapewni, będzie mniej skuteczny niż moja kariera skoczka wzwyż.
Jednak Biały Dom, nie mogąc pozyskać krajów chętnych do rozbrojenia Hamasu w częściach Gazy, które nadal kontroluje, rozważa rozwiązania tymczasowe, takie jak rozpoczęcie odbudowy w kontrolowanej przez Izrael części Gazy. To fatalny pomysł; częściowo zdemilitaryzowana Strefa Gazy to nie jest zdemilitaryzowana Strefa Gazy.
Co gorsza, eksperci ONZ nadal nie szukają lekarstwa na swoją obsesję na punkcie utworzenia państwa palestyńskiego. Próbują przemycić do rezolucji sformułowanie o „drodze do państwowości palestyńskiej”.
Izrael słusznie odrzucił tę propozycję, ponieważ utworzenie państwa palestyńskiego jest jednym z najgorszych pomysłów, jakie pojawiły się od czasu, gdy ludzie opuścili afrykańską sawannę.
Wplatanie języka państwowości w strukturę zawieszenia broni jest dyplomatycznym nadużyciem. Nagradzanie palestyńskiego terroru flagą i miejscem w ONZ świadczy o moralnej apokalipsie, która pożarła ONZ od środka.
Jeśli Trump zignoruje sprzeciw Izraela i pozwoli na odbudowę Gazy przy nienaruszonym Hamasie i rosnących fantazjach o państwie palestyńskim, cały jego plan upadnie pod ciężarem własnych sprzeczności.
To frustrująco proste: suwerenności nie można podzlecać, terroryzmu nie można uspokajać i nic nie może się dziać w Strefie Gazy, dopóki Hamas nie zostanie zdemilitaryzowany.
Pierwotną siłą planu Trumpa dla Strefy Gazy było to, że doprowadził on do zaprzestania walk, skłonił Hamas do uwolnienia pozostałych izraelskich zakładników i uzależnił odbudowę Strefy Gazy od demilitaryzacji Hamasu.
To miało sens. Nie można zrehabilitować terytorium kontrolowanego przez kult śmierci, nie można zreformować systemu rządów, gdy dżihadystyczna milicja nie ma pojęcia, czym są rządy, i nie można negocjować pokoju z silnie uzbrojonymi, ludobójczymi maniakami, którzy są szaleni jak wściekłe jamraje.
Trump wydawał się to rozumieć. Być może jednak nie. W obliczu rzeczywistości, w której wiele krajów, które obiecały włączyć się do sił stabilizacyjnych w Strefie Gazy – sił pokojowych – twierdzi, że chętnie wyśle żołnierzy, ale nie po to, aby stawić czoła terrorystom z Hamasu i rozbroić ich. Innymi słowy, nie są gotowi do walki, tylko do spacerów.
To postawiło Waszyngton w trudnej sytuacji, który musi albo nalegać na poważną demilitaryzację i patrzeć, jak cała wielonarodowa koalicja znika, albo obniżyć poprzeczkę dla międzynarodowych sił pokojowych. Obniżenie poprzeczki byłoby niewybaczalnym błędem.
Jeśli odbudowa rozpocznie się, podczas gdy Hamas pozostanie uzbrojony, wspierana przez Iran grupa dżihadystów jeszcze bardziej umocni swoją pozycję po swojej stronie podzielonej Strefy Gazy, która stanie się kokonem dla odrodzenia Hamasu.
Jerozolima widzi to z koszmarną jasnością i słusznie uważa, że Stany Zjednoczone otrzymały zbyt wiele ciosów w głowę i cierpią na demencję bokserską. Zapomniały, co stało się po 2005, 2008, 2012 i 2014 roku. Hamas stał się silniejszy, bardziej zaradny i przebiegły.
Jeśli Trump odejdzie od swojego pierwotnego planu, ten upadnie pod ciężarem jego własnej słabości.
Jakby taktyczne wahania Stanów Zjednoczonych nie były wystarczające, ONZ zrobiła to, co robi najlepiej, czyli spiskowała. Próbuje przekształcić plan Trumpa – w którego tworzeniu ONZ nie brała udziału, ponieważ nie zajmuje się ona rozwiązywaniem problemów, a jedynie korupcją, oszczerstwami i antysemityzmem – w konia trojańskiego dla państwa palestyńskiego, które nigdy nie powstanie.
Oprócz zatwierdzenia międzynarodowych sił stabilizacyjnych dla Strefy Gazy zgodnie z planem Trumpa, projekt rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ chce uwzględnić ideologiczną zmianę w postaci „drogi do państwa palestyńskiego”.
Jest to rażąca próba przejęcia kontroli nad strukturą stabilizacyjną w celu narzucenia rozwiązania politycznego, które nie ma szans powodzenia. Ignoruje ona realia bezpieczeństwa Izraela, omija suwerenne zastrzeżenia Izraela i ma na celu osiągnięcie czegoś, czego nie chce większość Palestyńczyków ani Izraelczyków – a wszystko to przy jednoczesnym nagrodzeniu ludobójczego ataku Hamasu z 7 października 2023 r.
Naprawdę nie ma sytuacji, której ONZ nie mogłaby niezawodnie pogorszyć. Jest to najmniej imponująca instytucja w historii nieimponujących instytucji.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu dołożył wszelkich starań, aby przywrócić rzeczywistość, oświadczając bez dwuznacznych sformułowań, tak lubianych przez przedstawicieli ONZ, że „nasz sprzeciw wobec państwa palestyńskiego na jakimkolwiek terytorium na zachód od rzeki Jordan istnieje, jest stanowczy i nie zmienił się ani w najmniejszym stopniu. Od dziesięcioleci sprzeciwiam się tym próbom, zarówno presji zewnętrznej, jak i wewnętrznej. Nie potrzebuję więc zachęty, tweetów ani wykładów od nikogo”.
Uwielbiam zdrowy rozsądek i realizm.
Argumenty przeciwko państwu palestyńskiemu są tak silne, jak Samson podnoszący sztangę.
Państwo palestyńskie znajdowałoby się na strategicznie ważnych Wyżynach Judei i Samarii, dominując nad wąskim pasem Izraela. Narażałoby to Izrael na infiltrację dżihadystów, a nawet bezpośredni atak ze strony grup takich jak Hamas i Palestyński Islamski Dżihad. Państwo palestyńskie wkrótce znalazłoby się pod wpływem izraelskich wrogów – Kataru, Iranu i Turcji – i korzystałoby z ich zasobów. Byłoby jak Hezbollah w Libanie, tylko u progu Tel Awiwu.
Jeśli Trump da się nabrać na te bzdury, pochłonie go dyplomatyczny wir, który pogrążył wszystkich jego poprzedników.
Zachodni dyplomaci nie mogą powstrzymać się od robienia bałaganu przy stole negocjacyjnym, ponieważ wiedzą tak niewiele o Bliskim Wschodzie, że aż trudno w to uwierzyć.
Zachowują się tak, jakby sprzeciw Izraela wobec państwa palestyńskiego był tylko uporem lub jakby Jerozolima wykorzystywała go jako kartę przetargową. To nieprawda. Izrael nie odrzuca państwa palestyńskiego jako narzędzia negocjacyjnego lub wyrazu ideologii, ale dlatego, że wie, iż takie państwo stanowiłoby zagrożenie dla jego istnienia. Izrael doszedł do tego wniosku na podstawie 80 lat wojen i deklarowanych celów swoich wrogów.
Oprócz tego, że Izrael stoi w obliczu irańskich sojuszników Hamasu w Strefie Gazy, Hezbollahu w Libanie i Hutich w Jemenie, Hamas i Palestyński Dżihad Islamski są zakorzenieni w Judei i Samarii i stanowią w rzeczywistości czwartego sojusznika – i kolejny front znacznie bliższy niż pozostałe. Zezwolenie przez Izrael na powstanie takiego państwa byłoby szaleństwem.
Minister obrony Izraela Israel Katz ma rację, mówiąc wyraźnie, że „Gaza zostanie zdemilitaryzowana do ostatniego tunelu i ostatniej rakiety”. Ja usunąłbym również ich sznurowadła.
Państwa arabskie i muzułmańskie ze swojej strony uwielbiają rozmowy o drodze do państwa palestyńskiego, nawet te państwa, które nie lubią Palestyńczyków ani szalonych dżihadystów, którzy uchodzą za ich przywódców.
Przyjrzyjcie się uważnie wspólnemu oświadczeniu przygotowanemu przez Stany Zjednoczone, które podpisały Katar, Egipt, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Indonezja, Pakistan, Jordania i Turcja. Każde z tych państw poparło „drogę do samostanowienia i niepodległości Palestyny”.
Zwróćcie teraz uwagę na to, czego nie poparły: przymusowej demilitaryzacji Hamasu, konfrontacji z Hamasem i innymi dżihadystami, likwidacji infrastruktury Hamasu i eliminacji irańskich kanałów dostaw broni.
Żądanie utworzenia państwa palestyńskiego jest jedynym elementem tego bałaganu, który nie wymaga od nich niczego, a od Izraela wymaga wszystkiego. Popierając symboliczne państwo palestyńskie, zdobywają punkty polityczne w swoich krajach, przenoszą całe ryzyko na Izrael, a egzekwowanie wszystkich postanowień na Izrael i Amerykę, i przedstawiają się jako moralni pośrednicy, nie ponosząc żadnego ryzyka ani nie płacąc żadnej strategicznej ceny.
Izrael widzi koszty. Trump też powinien je dostrzec.
Plan pokojowy Trumpa dla Strefy Gazy zaczyna się chwiać
Kategorie: Uncategorized

