
W sobotę rano w miejscu szczególnie symbolicznym, a mianowicie na terenie Auschwitz w Oświęcimiu negacjonista Grzegorz Braun zorganizował konferencję prasową, podczas której haniebnie opluwał Żydów. Bez żadnego skrępowania, bez hamulców. Jako pierwsza zareagowała prof. Anna Siewierska z Uniwersytetu Rzeszowskiego potępiając jego słowa i wyjaśniając mechanizmy, które ów żydożerca cynicznie i sprytnie wykorzystuje dla własnej politycznej kariery – dodajmy – rozkwitającej.
Do skandalu odniósł się także minister sprawiedliwości Waldemar Żurek deklarując: „Nie odpuszczę. Prokuratura pokaże, że działa i że jest skuteczna, bo w Polsce nie ma miejsca na antysemityzm, a takie wypowiedzi dramatycznie szkodzą państwu polskiemu na arenie międzynarodowej, ale także na arenie naszego kraju.”
Prawdę mówiąc, jego zdecydowana reakcja nie tyle mnie zaskoczyła, co dała nieoczekiwaną nadzieję, że wreszcie rząd zainteresuje się problemem antysemityzmu w Polsce, który na niespotykaną nawet jak na nasz kraj skalę rozpełzł się po wszystkich zakątkach. Chodzi konkretnie o wprowadzaną z opóźnieniem i pewną nieusprawiedliwioną niczym ostrożnością „Krajową Strategię przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego na lata 2025-2030”. Nasz kraj jako jedyny w Europie, a w każdym razie jeden z niewielu, zwleka z wcielaniem jej w życie.
Na poziomie Unii Europejskiej istnieje „Unijna strategia zwalczania antysemityzmu” z 2021 roku, która określa ramy działań, wytyczne, koordynację i wsparcie finansowe, ponieważ wiele obowiązków spoczywa na państwach członkowskich.
Grzegorz Braun nie jest jedynym żydożercą, który zbija polityczny kapitał na wywoływaniu nastrojów pogromowych, niechęci i wrogości do Żydów, na uprzedzeniach i stereotypach, lękach i wizjach zniekształconej historii. Niemniej jako jedyny jest aż tak wyrazisty i konkretny w swoim nienawistnym zapale. Jego ugrupowanie, powiedzmy wprost: faszystowskie, osiąga już w Polsce poparcie na poziomie 10%. Stał się zatem liczącym się graczem na politycznej scenie.
Wzbudzić tu tego typu afekty, schlebiając najtańszym gustom wyborców, jest stosunkowo łatwo, nie trzeba się specjalnie gimnastykować. Pamiętam jak w lipcu Grzegorz Braun zagrodził w Jedwabnem drogę Michaelowi Schudrichowi, Naczelnemu Rabinowi Polski. Pamiętam, jak gaśnicą wojował z chanukiją żydowską, która w polskim Sejmie zapłonęła na znak pamięci o przedwojennych polskich Żydach, których pochłonęła Zagłada. Pamiętam, jak skutecznie przeszkodził w wykładzie prof. Janowi Grabowskiemu.
Wolność słowa jest naczelną wartością demokratycznego państwa prawa. Czy jednak można powiedzieć wszystko? Czy publicznego mówcę nie powinno cechować minimum odpowiedzialności za własne słowa? Czy mogą mieć one moc zabijania? Pogrom kielecki pochłonął ofiary z powodu fatalnej i nikczemnej plotki o tzw. „mordzie rytualnym”. Prezydent Paweł Adamowicz w Gdańsku został zasztyletowany, bo pisowska szczujnia TVP zorganizowała przeciw niemu zmasowaną kampanię. Z podobnych przyczyn – nienawistnej propagandy – został zastrzelony w Zachęcie pierwszy prezydent II RP, Gabriel Narutowicz.
Jak już wspomniałem, Grzegorz Braun nie jest jedynym, który szerzy w Polsce antysemityzm. PIS i szerzej Zjednoczona Prawica również pogrywały antysemicką kartą konfliktując się z Izraelem i sławiąc Brygadę Świętokrzyską, która współdziałała z hitlerowcami. Pamiętajmy Piątkę Mentzena, w której znalazł się postulat wypędzenia Żydów z naszego kraju. Żydów, dodajmy, których jest tu niewielu, lecz przecież ostatecznie to antysemici zdecydują, kto jest Żydem, więc okazać się może, że i Ty, i Ty, i Ty okażecie się Żydami.
Problem propagandy antysemickiej pojawił się także w ostatnich latach po lewej stronie sceny politycznej, za sprawą kampanii przeciwko konfliktowi bliskowschodniemu i wojnie izraelskiego IDF z terrorystami hamasowskimi w Strefie Gazy. Lewica utrzymuje, że Żydzi izraelscy są bezduszni i dopuszczają się zbrodni ludobójstwa na Palestyńczykach. Lewica jednak nie ma pojęcia, o czym mówi, i czyim kłamliwym mówi językiem, i jak bardzo przyczynia się w ten sposób do powszechnym nastrojów antysemickich w Polsce. Lewica dosłownie kopiuje propagandę moczarowską z 1968 roku, operując słowem „antysyjonizm” w miejsce antysemityzmu.
Prawica zresztą także zastępuje antysemityzm pojęciem „judeosceptycyzmu” dla zaciemnienia swoich niecnych intencji i poczynań. Dziś w Polsce lewica z prawicą mogą się rzucić sobie w objęcia, bo wreszcie znalazła się płaszczyzna porozumienia ponad podziałami. Wprawdzie wredna i nikczemna, ale za to efektywna i owocna.
Bardzo dziękuję Waldemarowi Żurkowi, prokuratorowi generalnemu, że wśród licznych obowiązków naprawy praworządności znalazł czas, by pochylić się nad tym nabrzmiewającym problemem w naszym kraju. Antysemityzm stanowi główną zasadę kształtowania się mentalności społeczeństw faszystowskich. Antysemityzm jest matrycą i pierwotnym uprzedzeniem, które przyłożone do innych mniejszości społecznych znakomicie do nich uprzedza poprzez prostą analogię. Stąd w naszym kraju rasizm, ksenofobia, homofobia, islamofobia, ukrainofobia, ale też pogarda dla praw kobiet.
Faszyzację społeczeństwa poza antysemityzmem charakteryzuje także nacjonalizm, kult siły i przemocy, kult jednostki, fanatyzm religijny i wiara w projekt wymiany elit oraz stworzenie nowego człowieka.
Drogi Ministrze! Może nie uzdrowisz samodzielnie owej zbiorowej polskiej duszy, ale swoimi działaniami prawnymi postawisz przynajmniej tamę temu bezwstydnemu spektaklowi antysemickiemu. Jako członek Zarządu „Otwartej Rzeczpospolitej” Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii z aplauzem powitałem przedsięwzięcie pod nazwą „Zatrzymaj faszyzm”. Bardzo proszę Was, którzy to czytacie, o wsparcie zbiórki na kampanię i edukację antyfaszystowską, w której obrębie jest także walka z antyżydowskimi uprzedzeniami:
Przemysław Wiszniewski
Kategorie: Uncategorized


Grzegorz Braun i PiS prowadzą taką propagandę (antysemicką) jaka podoba się narodowi polskiemu. I nic tu nie trzeba dodawać, wszystko jasne.
Problem z Braunem polega chyba na tym, że dla każdego przestępstwa/wybryku trzeba OSOBNO odbierać mu immunitet – co oczywiście musi potrwać. A gdyby wystarczyło RAZ, a potem po prostu karać za kolejne jego ”występy”, byłoby szybciej.
Oczywiście takie zbiorcze odebranie immunitetu powinno dotyczyć przestępstw określonego rodzaju – w tym przypadku ”czyny chuligańskie”. Gdyby popełnił przestępstwo zupełnie innego rodzaju, to procedurę trzeba by wznowić – to dla bezpieczeństwa, by służby nie mogły przyklejać posłom byle czego tylko dlatego, że dany poseł nie ma immunitetu.
Pozdrawiam.