
Pokój wymaga rozbrojenia. Rozbrojenie wymaga realizmu.
Przez lata wielu ludzi powtarzało pocieszającą frazę: Gdy tylko walki ustaną, nastąpi rozbrojenie.
Idea jest prosta i kusząca — odłożyć broń, wzmocnić proces polityczny i pozwolić, by zakorzenił się pokój.
Jednak grupy takie jak Hezbollah i Hamas nie działają zgodnie z nadziejami Zachodu i nie zrezygnują ze swoich arsenałów na prośbę dyplomatów. Jeśli pokój naprawdę wymaga rozbrojenia, to samo rozbrojenie wymaga trzeźwego zderzenia się z rzeczywistością.
Hezbollah i Hamas to nie tylko bojówki; to ruchy ideologiczne i głęboko zakorzenieni aktorzy polityczni. Ich broń to więcej niż narzędzia; są one symbolami tożsamości, źródłem przewagi i instrumentami władzy.
Co więcej, celowo wplatają się w codzienne życie. Obie grupy wykorzystują biednych mieszkańców Gazy i Libanu, oferując zapomogi, usługi społeczne i struktury religijne w zamian za lojalność polityczną.
A tam, gdzie zawodzi perswazja, często wkracza presja. Zwykli ludzie wiedzą, że odmowa podporządkowania się żądaniom grupy może mieć poważne konsekwencje, włączając w to tortury, uwięzienie, a nawet śmierć. W środowiskach kształtowanych przez strach, zależność i ograniczone alternatywy, rozbrojenie nie jest prostą kwestią wezwania społeczności do „wybrania pokoju”, zwłaszcza gdy wybranie pokoju w tej części świata oznacza ustanowienie Kalifatu opartego na przymusie i podporządkowaniu każdego, kto jest poza islamem.
W ten sposób grupy zbudowane na narracjach o „oporze” nie rozbrajają się dobrowolnie. W kulturze politycznej Hamasu, Hezbollahu i podobnych ruchów, kompromis jest przedstawiany jako kapitulacja, a kapitulacja jest ramowana jako upokorzenie. Organizacje te działają w dynamice honoru i wstydu, gdzie siła jest utożsamiana z ciągłym oporem i „działaniami odwetowymi”, podczas gdy negocjacje sygnalizują słabość, która musi zostać ukarana. Cała ich tożsamość — ich mitologia, propaganda, wewnętrzna polityka — jest zbudowana na demonstrowaniu siły, projektowaniu honoru i unikaniu wstydu za wszelką cenę.
W tym światopoglądzie przyznanie się do porażki, złożenie broni lub uznanie klęski jest nie tylko kosztowne politycznie; jest nie do przyjęcia pod względem egzystencjalnym. Liderzy obawiają się wewnętrznego sprzeciwu, rywalizujących frakcji i utraty autorytetu. Bojownicy boją się wyglądać słabo w oczach swoich rówieśników. Cywile, którzy polegają na tych grupach w zakresie ochrony lub zasobów, wiedzą, że kwestionowanie ich może prowadzić do represji. Kiedy honor jest związany z nigdy nieugięciem się, a wstyd z nawet najmniejszym ustępstwem, dobrowolne rozbrojenie jest niemożliwe.
Dlatego umowy zawodzą, zawieszenia broni upadają, a obietnice znikają w momencie ustania presji. Grupy te są skonstruowane tak, aby przetrwać poprzez konfrontację, a nie współistnienie. Ich poczucie „honoru” jest związane z kontynuacją konfliktu. Ich obsesja na punkcie „wstydu” jest związana z każdym gestem przypominającym kompromis. I dopóki bodźce się nie zmienią, dopóki koszt utrzymywania broni nie stanie się większy niż koszt jej oddania, nie wybiorą one pokoju, jaki znamy na Zachodzie.
W innych konfliktach, w których ruchy zbrojne ostatecznie złożyły broń — czy to Irlandzka Armia Republikańska, paramilitarne grupy w Kolumbii, czy bojówki na Bałkanach — stało się to tylko po tym, jak jednocześnie zaistniały przytłaczająca presja, wiarygodne alternatywy polityczne i silne mechanizmy egzekwowania. Bliski Wschód nie jest wyjątkiem od tego schematu; po prostu stanowi jego bardziej skomplikowaną wersję.
Co jeszcze bardziej utrudnia rozbrojenie, to fakt, że te grupy nie stoją same. Zewnętrzni sponsorzy, tacy jak Iran, Katar i Turcja, zapewniają finansowanie, parasol polityczny i wsparcie logistyczne. Nie można prosić organizacji o zaprzestanie walki, podczas gdy jej zwolennicy nadal zasilają jej operacje. Dopóki potężne państwa widzą wartość w utrzymywaniu tych grup w uzbrojeniu, rozbrojenie pozostaje trudną walką. To tak, jakby próbować wyłączyć maszynę, podczas gdy ktoś inny aktywnie ją z powrotem podłącza.
Mimo to, wielu międzynarodowych aktorów nadal traktuje rozbrojenie jako kwestię formalności — tak jakby rezolucja Organizacji Narodów Zjednoczonych, klauzula zawieszenia broni lub misja monitorująca mogła osiągnąć to, czego nie osiągnęła siła, presja i regionalne porozumienie. Ale historia takich umów jest jasna: Bez rzeczywistego egzekwowania, niczego nie zmieniają. Inspektorzy mogą obserwować, ale nie mogą demontować. Siły pokojowe mogą towarzyszyć, ale nie mogą egzekwować. Luka między językiem dyplomatycznym a rzeczywistością na miejscu często pozwalała grupom zbrojnym na przezbrojenie się szybciej, niż cywilizowany świat jest w stanie opracować strategię.
A jednak, jest jeden jedyny kraj, od którego zbyt wiele osób oczekuje, że będzie negocjował ze swoimi samozwańczymi wrogami i powstrzyma się od ich ciągłych gróźb. Jest to delikatnie mówiąc, nonsens.
Jedyną odpowiedzialnością Izraela jest ochrona Izraelczyków. Rolą Izraela nie jest rządzenie Libanem, pilnowanie Hezbollahu ani ochrona mieszkańców Gazy przed konsekwencjami decyzji ich własnych władców. Każdy naród ma obowiązek chronić własną ludność; Liban jest odpowiedzialny za cywilów libańskich, a ktokolwiek rządzi Gazą, jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo mieszkańców Gazy.
Kiedy grupy zbrojne decydują się osadzać wśród szkół, szpitali i dzielnic mieszkalnych, to one narażają cywilów na niebezpieczeństwo. Ta taktyka nie może wymagać od Izraela akceptacji trwałej wrażliwości ani wstrzymania ognia kosztem bezpieczeństwa własnych obywateli.
Chociaż może to być dla niektórych zaskoczeniem, mieszkańcy Gazy i Libanu są istotami ludzkimi, jak ludzie wszędzie indziej; są zdolni do sprawczości, zdolni do tworzenia ruchów i zdolni do kształtowania swojej przyszłości politycznej. Na całym świecie populacje żyjące pod dysfunkcyjnym lub agresywnym przywództwem organizowały się, protestowały, naciskały i apelowały do społeczności międzynarodowej, aby domagać się lepszego zarządzania.
Nic z tego nie jest łatwe; nigdy nie było. Ale historia jest pełna przykładów społeczeństw, które odmówiły zaakceptowania narzuconego im przywództwa i stopniowo budowały impet potrzebny do zmiany. Fakt, że jest to trudne, nie oznacza, że jest to niemożliwe. I nie zwalnia to władz rządzących w Gazie czy Libanie z odpowiedzialności za ochronę własnych cywilów, ani nie przenosi tej odpowiedzialności na Izrael.
Musimy również skonfrontować się z rzeczywistością, że wielu mieszkańców Gazy i Libanu aktywnie wspiera Hamas i Hezbollah. Nie są oni jedynie biernymi obserwatorami; uczestniczą i często wierzą w systemy polityczne i ideologiczne, które te grupy egzekwują. Kiedy cywile wyrażają zgodę — czy to dorozumianą, czy wyraźną, pasywną czy aktywną — stają się współwinni działań grup, które wspierają.
Oznacza to, że odpowiedzialność za konsekwencje wyborów tych grup nie może być w całości przeniesiona na Izrael ani na społeczność międzynarodową. Wspieranie organizacji terrorystycznych niesie ze sobą konsekwencje, czy to moralne, polityczne, czy praktyczne, a historia pokazuje, że populacje, które popierają bojowe rządy, często ponoszą część ryzyka, jakie one stwarzają.
Dla wielu mieszkańców Gazy i części Libanu, Hamas i Hezbollah wcale nie są postrzegani jako „grupy terrorystyczne”; są po prostu instytucjami, które zdominowały codzienne życie przez lata. Kiedy organizacja kontroluje twoje szkoły, twoje meczety, twoje usługi socjalne, twoją energię elektryczną i dystrybucję żywności, przestaje wyglądać jak bojówka i zaczyna wyglądać jak domyślna struktura społeczeństwa. Właśnie w ten sposób Hamas i Hezbollah utrzymują swoją władzę: poprzez tak dokładne normalizowanie swoich rządów, że dla wielu ludzi nie ma widocznej alternatywy.
Tworzy to fundamentalne zderzenie światopoglądów. Izrael to kraj zbudowany na życiu, wolności, prawach jednostki i normach demokratycznych. Hamas i Hezbollah, oraz ci, którzy ich wspierają lub są od nich zależni, działają pod zupełnie innym zestawem wartości — ukształtowanych przez rządy autorytarne, religijny absolutyzm i kulturę polityczną, która gloryfikuje „opór” bardziej niż ceni życie cywilne.
Kiedy jedna strona dąży do współistnienia, a druga strona dąży do anihilacji, wynikiem nie jest „nieporozumienie”; jest to krwawy konflikt. A kiedy Hamas lub Hezbollah inicjują ten konflikt, co często robią, Izrael ma pełne prawo, a wręcz obowiązek, bronić swoich obywateli siłą wymaganą do powstrzymania tych zagrożeń. Bezpieczeństwo i suwerenność nie są pojęciami akademickimi; są życiową koniecznością. Obrona rzadko jest czysta, ale odpowiedzialność za przemoc spoczywa na tych, którzy rozpoczynają wojny, a nie na tych, którzy są zmuszeni do walki.
Oczywiście, każdy z właściwym systemem moralnym wie, że Hamas i Hezbollah są organizacjami terrorystycznymi w pełnym tego słowa znaczeniu. Chociaż organy międzynarodowe, takie jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, wydają się nie być w stanie uzgodnić definicji terroryzmu — w dużej mierze z powodu wpływu krajów z większością muzułmańską i niechęci do formułowania (faktycznych) stwierdzeń (głupio) postrzeganych jako „islamofobiczne” — rzeczywistość na miejscu jest jasna. Terroryzm to celowe użycie przemocy, zwłaszcza przeciwko cywilom, w celu osiągnięcia celów politycznych, ideologicznych lub wojskowych. Hamas i Hezbollah regularnie i systematycznie stosują takie taktyki.
Co więcej, istnieje bezpośredni związek między islamem a terroryzmem. Przez całą historię i do dziś, islam był często powiązany z przemocą i podbojem. Od wczesnych Kalifatów po późniejsze konflikty regionalne, ideologia religijna była często używana do usprawiedliwiania wojny, ekspansji i ucisku — włączając w to przemoc między muzułmanami. Tej historycznej rzeczywistości nie można ignorować przy badaniu grup takich jak Hamas i Hezbollah, które podobnie powołują się na islam, aby legitymizować ataki i utrzymywać kontrolę.
Uznanie tej prawdy nie polega na obwinianiu całych populacji czy religii; polega na rozpoznaniu metod i intencji organizacji, które celowo wykorzystują islam do realizacji swoich planów. Nazywanie rzeczy po imieniu jest pierwszym krokiem w kierunku budowania strategii, które chronią cywilów i pociągają sprawców do odpowiedzialności.
Jeszcze bardziej komplikuje sprawę fakt, że niektóre rządy i organizacje faktycznie korzystają z obecnego status quo (utrzymywania Hamasu i Hezbollahu przy życiu i u władzy). Uzbrojone grupy mogą służyć jako polityczne punkty nacisku, karty przetargowe lub ideologiczne trofea. Niektóre instytucje międzynarodowe wolą iluzję „zarządzanego konfliktu” od ciężkiej pracy na rzecz prawdziwego rozwiązania. Nawet organizacje pozarządowe czasami priorytetowo traktują symboliczne gesty nad trudnymi krokami wymaganymi do usunięcia broni z rąk grup, które same siebie nią definiują. Rozbrojenie jest nie tylko wyzwaniem wojskowym; jest wyzwaniem politycznym, a nie wszyscy zainteresowani chcą, aby się powiodło.
Realistyczna droga naprzód musi rozpocząć się od uznania, że pokój nie jest brakiem aktywnej walki; jest obecnością porządku wystarczająco silnego, aby zapobiec powrotowi walk. Wymaga to legalnej władzy rządzącej, która zastąpi rządy bojówek, regionalnego konsensusu, że uzbrojeni aktorzy niepaństwowi nie mogą być dłużej tolerowani, ścisłej kontroli granicznej, która utrudnia przezbrojenie, odpowiedzialności dla państw, które zbroją i finansują te grupy, oraz długoterminowego zaangażowania mocarstw globalnych, a nie przelotnych dyplomatycznych przedstawień. To nie są idealistyczne żądania; są to minimalne warunki, jakich wymaga każdy poważny wysiłek rozbrojeniowy.
Ostatecznie pokój nie zostaje osiągnięty, gdy wojna tymczasowo milknie. Pokój zostaje osiągnięty, gdy struktury, które umożliwiają przemoc, zostaną zdemontowane i zastąpione instytucjami wystarczająco silnymi, aby przetrwać. Nie może się to wydarzyć, dopóki uzbrojone grupy przejmują władzę bez żadnych rzeczywistych konsekwencji, zarówno dla nich, jak i dla ich państwowych sponsorów.
A jeśli chodzi o muzułmańskie grupy arabskie, należy stwierdzić: Konieczne jest odpłacanie ogniem za ogień. Oznacza to prowadzenie wojny (militarnej, cybernetycznej itp.) przeciwko ich zdolnościom wojskowym, odcinanie ich finansów i celowanie w cały ekosystem, który ich wzmacnia: ich przywództwo polityczne, ich zagranicznych sponsorów i państwa, które ich chronią i finansują. Odstraszanie nie jest budowane na nadziei czy dobrej woli; jest budowane na poważnych, długoterminowych konsekwencjach.
Na szczęście Izrael jest dosłownie światowym liderem w rozumieniu i konfrontowaniu islamskiego terroryzmu. Żaden naród na ziemi nie stanął w obliczu tylu skoordynowanych, ideologicznie motywowanych prób zniszczenia go — i żaden naród nie opracował skuteczniejszych narzędzi, metod wywiadowczych, strategii antyterrorystycznych i technologii do walki.
Zamiast pouczać Izrael, ograniczać go lub żądać, by stosował się do standardów, których żaden inny kraj nie przestrzega w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, zachodni liderzy powinni studiować metody Izraela. Kraje w całej Europie, Afryce, a nawet części Azji, które teraz zmagają się z przemocą dżihadystyczną, mogłyby nauczyć się o wiele więcej, słuchając Izraela, niż próbując go ograniczać. Izrael stał się globalnym przypadkiem testowym dla tego, jak wolne społeczeństwo chroni się przed islamistami, a lekcja jest prosta: Siła działa, podczas gdy moralne wahanie tylko ośmiela terrorystów.
Niech więc będzie jasne: Pokój wymaga rozbrojenia. Rozbrojenie wymaga realizmu. I im szybciej zaakceptujemy tę prawdę, tym szybciej będziemy mogli zastosować strategie zdolne do przekształcenia aspiracji w rezultat.
Jedyny Sposób na Rozbrojenie Hamasu i Hezbollahu
Kategorie: Uncategorized


Nie bardzo rozumiem Twoje porównanie. Ukraina rozbroila się atomowo i zle na tyl wyszla. Artykul jest o rozbrojeniu Hamasu, więc radzisz im nie rozbrajać się zeby nie wyszli na tym zle ?
Caly plan Trumpa zaklada zneutralizowanie i odsunięcie Hamasu od wladzy.
Hamas ma na tym tylko stracić.
Juz zgoda na uwolnienie zakladników odebrala im mozliwosć szantazu Izraela.
Miejmy nadzieję ze rozbrojenie tez w końcu uda się. Amerykanie biora 20 punktowy pkan na powaznie, 200 oficerów US jest na miejscu i planuje jego urzeczywistnienie, tysiace policjantów egiptu trenuje się do przejęcia Gazy. Nie będzie latwo ale moze uda się.
Ukraina się rozbroiła z broni atomowej w zamian na gwarancje i efekty mamy nieprzyjemność obserwować do dzisiaj. Zamiast narzekać, że ktoś nie chce oddać broni, najpierw należy sprawdzić, czy ten warunek ma w ogóle sens?
Zimna Wojna, paradoksalnie pozostała jako-tako ”zimną” właśnie dlatego, że OBIE strony były potężnie uzbrojone. Czyli: Si vis pacem, para bellum.
Pozdrawiam.