Kolkociag – Michal Moszkowicz

KOLKOCIAG

Urodziłem się z normalnych rodziców jako normalne dziecko płci męskiej. Nic nie było
we mnie niezwykłego.

Nogi i ręce miałem jak wszyscy. Płakałem i śmiałem się jak każde dziecko. Problem
zaczął się kiedy zacząłem mówić. Okazało się, że nie jestem w stanie wymówić litery „r”.
Zamiast „r” mówiłem „l” i nic nie można było na to poradzić. Matka zaczęła ze mną chodzić
po lekarzach od mowy, ale to nic nie pomagało. Tylko wydawała pieniądze. W końcu
machnęła ręką i powiedziała, że mogę mówić jak mi się żywnie podoba.
W przedszkolu nie zwracano specjalnej uwagi na moje „l”. Po prostu, tam wszystkie
dzieci na swój sposób seplenią. Problem zaczął się w szkole. Nie było dziecka, które
nie pro-siłoby mnie, żebym powiedział: „czarna krowa w kropki bordo”, a ja posłusznie
powtarzałem: „czalna klowa w klopki boldo glyzła trawę kręcąc moldą”. Słuchając mojej
wymowy wszyscy pokładali się ze śmiechu. Byłem poważnie nieszczęśliwy, nieszczęśliwy
językowo. Wieczorem przed snem godzinami, w tajemnicy przed matką, ćwiczyłem te
swoje „r”, które wciąż brzmiało jak „l”. Byłem bliski samobójstwa. Cała szkoła wyśmiewała
się ze mnie.
Powiedz ‘r’ – krzyczano za mną. W końcu matka poszła ze mną do słynnego profesora-
lingwisty. Miał już na koncie dziesięć książek o języku i wymowie. Przyszliśmy do niego
pod wieczór, w tajemnicy przed ojcem. Baliśmy się, że nas wyśmieje. Profesor miał siwą
szpicbródkę i olbrzymie okulary na nosie. Ubrany był w szlafrok, co znaczyło, że zaraz
pójdzie spać.
— Co młodzieńcowi dolega?, zapytał profesor.
Matka wytłumaczyła mu, że nie wymawiam zgłoski „r” i to jest moje nieszczęście.
— To się zdarza w dzieciństwie, powiedział profesor. – I w ogóle z tą wymową są
trudności. Na przykład Demostenes się jąkał, a chciał być mówcą. Więc włożył sobie do gęby
kamyki i po tygodniu już się nie jąkał.
— Czy synowi kamyki pomogą?, zapytała matka.
— Nie, synek przed snem powinien 50 razy mówić „korkociąg”. W ten sposób nauczy
się wymawiać zgłoskę „r”.
Wizyta u profesora szybko się skończyła, a ja wieczorem powtarzałem na głos
słowo „korkociąg”, które oczywiście brzmiało w moim wykonaniu „kolkociąg”. Męczyłem
się z tym korkociągiem kilka dni, ale moja wymowa się nie zmieniła. Koledzy w szkole wciąż
ze mnie żartowali.
Musiałem coś wymyślić, żeby wyjść z tego językowego upodlenia. Któregoś dnia
powiedziałem, że ja dlatego nie wymawiam zgłoski „r” , bo jestem rodem z Marsa.
— Z Marsa?, dziwili się koledzy.
— Tak, mówiłem, na Marsie nie wymawiają „r” tylko „l”..
Zaczęto patrzeć na mnie z szacunkiem. On jest z Marsa, mówili sobie. A ja stałem się
pierwszym na świecie Marsjaninem.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: