Uncategorized

Izrael Oswojony

Nadeslala Mariola Sapir

mariola Sapir

reunion68

O sobie  pisze Ela Sidi

Jestem Polką i Izraelką. Absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego, Wydziału Humanistycznego.
Od 1991 roku mieszkam na stałe w Izraelu. Przez lata zajmowałam się zawodowo grafiką prasową.

elasidi
Pracowałam w księgarnii Edmunda Neusteina, w polskojęzycznej gazecie „Nowiny-Kurier”
i w „Maarivie”, tłumaczyłam teksty z języka hebrajskiego na polski i miałam przygodę z telewizyjnym dubbingiem.

W 2009 roku wydałam w wydawnictwie „Semper” swój powieściowy debiut literacki pt. „Biała cisza”.

„IZRAEL OSWOJONY”, moja najnowsza książka o Izraelu i Izraelczykach (wydawnictwo „Muza”, seria: „Spectrum poleca”) ukaże się w księgarniach i będzie do nabycia w Internecie, od 18.09.2013 roku.

Obecnie piszę kolejną książkę i pracuję w izraelskiej gazecie „Haaretz”.

izrael-oswojony-okladka-11

Drodzy czytelnicy, pragnę podzielić się z wami fragmentami mojej książki pt.„IZRAEL OSWOJONY” (wydaw. „Muza”, zdjęcia: Kaśka Sikora), którą będzie można nabyć w polskich ksiegarniach i przez Internet od 18.09. 2013 roku. Niektóre teksty publikowane na blogu zostały nieznacznie zmienione.

Oglądanie Izraela z okna wiozącej nas do Tel Awiwu taksówki pogłębiało moje uczucie zawodu. Na ulicach nie było Beduinów na wielbłądach ani brodatych mężczyzn z pejsami na osiołkach. Przechodnie przypominali wielkomiejski tłum w Polsce. Jedyną egzotykę, jakiej mogłam się dopatrzyć, stanowił niecodzienny dla mnie widok izraelskich żołnierzy i żołnierek uzbrojonych w amerykańskie karabiny maszynowe M16, a także młodych chłopców w sandałach, ubranych po cywilnemu, i dziewczyn wychodzących ze sklepów z plastikowymi reklamówkami, ale i z przewieszonymi przez ramię długimi, sięgającymi im prawie do kostek, karabinami noszonymi nonszalancko niczym rodzaj torebki.

Zanim wyruszyłam do Izraela, byłam przekonana, że jadę do pustynnego kraju, prymitywnego i zaniedbanego, z nielicznymi drzewami, bez nowoczesnych dróg i wieżowców. Reliktu przeszłości, w którym w każdej chwili może zacząć się wojna, gdzie więcej jest terrorystów i żołnierzy niż cywilów, a piękne czarnookie kobiety w otoczonych palmami oazach na pustyni czerpią wodę do glinianych dzbanków.

Dopiero tu, na autostradzie, widząc samochody wszystkich światowych marek (w Polsce jeździło się w tym czasie fiacikami, a polonez wielu ludziom wydawał się luksusem), mijając nowoczesne budynki o śmiałej architekturze i luksusowe dzielnice willowe, zrozumiałam, że kraj z moich wyobrażeń niewiele ma wspólnego z Izraelem, jaki jawi się przed moimi oczyma. Zdumiona powiewającymi swobodnie z aut, domów i przydrożnych słupów flagami z Gwiazdą Dawida – mnie kojarzyła się ona dotąd z Szoah albo z aktami wandalizmu na kolejowych wiaduktach – oburzałam się w myśli: Skąd tu tylu antysemitów? Dlaczego się na to pozwala?

Mijając po drodze zielone pola i palmy, przypominające olbrzymie ananasy czy gigantyczne wyrastające ponad ziemię marchewki, mimo wszystko poczułam jednak powiew egzotyki. Miała cierpki i słodki jednocześnie zapach z kwaskowatą nutą. Trochę przypominał mi skoszoną trawę, papierówki tarte na jabłecznik i lekko mdłą słodkość gruszek.

– Co tak pachnie? – spytałam wiozącego nas taksówkarza.

– Gujawa – odparł, wzruszając ramionami, jakby było to oczywiste. – Co, jeszcze ją czuć? – zapytał, odwracając głowę w moim kierunku. W jego głosie nie było drwiny.

Jak mogłabym nie poczuć czegoś tak intensywnego?, myślałam. Zapach nachalnie wgryzał się w każdą rzecz. Nie potrafiłam zdecydować, czy go lubię czy nie. Mnie wydał się po prostu zapachem Izraela i dziwiłam się, że nie jest to aromat cytrusów.

– Tylko trochę – odpowiedziałam, siląc się na grzeczność.

– To taki owoc trochę podobny do guzowatej gruszki, prawda? – spytała Ewa.

– Uhm – potwierdził taksówkarz.

Popatrzyłam na nią z uznaniem. Ona wiedziała o tym świecie znacznie więcej niż ja.

– Piękna melodia, oparta na ćwierć tonach… typowo wschodnia! – zagadnęłam znowu taksówkarza, chcąc zaimponować Ewie swoją wiedzą.

– Takie właśnie lubię. Jestem z Iraku – ożywił się kierowca, młody chłopak o śniadej skórze w trykotowej koszulce, z napisem YES.

– Z Iraku? – zdziwiłam się. – I jako Arab nie ma pan problemu ze znalezieniem pracy?

– Jaki Arab! Jestem Żydem! Mój ojciec był „więźniem Syjonu” – w głosie taksówkarza momentalnie odezwała się irytacja.

Żyd. Nie Arab!, zanotowałam w pamięci. Do tej pory wydawało mi się, że Żydzi głównie pochodzą z Polski lub Europy, a mieszkają w USA. Jakoś nikt mi nigdy nie opowiadał o Żydach z Iraku.

– A ta piosenka jest po hebrajsku?

– Po hebrajsku – odpowiedział trochę już uspokojony Izraelczyk.

– Piękna! Taka melodyjna, rzewna, romantyczna, trafiająca wprost do serca. Pewnie o jakiejś tragicznej miłości? – próbując udobruchać kierowcę, przesadzałam z pochwałami.

– Nie. To reklama środków przeczyszczających – zimnym tonem poinformował mnie taksówkarz, zmieniając program na wiadomości.

Eli Sidi blog

KLIKNIJ TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.