Uncategorized

Rosja przygotowywała się do konfliktu co najmniej od siedmiu lat

Nadeslal Christopher Cynkin

cynkin

reunion68

 

Prezydent Putin prowadzi wojnę o duszę własnego narodu. W ten sposób zdobywa sobie poparcie, uwielbienie i entuzjazm. Realizuje na zimno swój plan, który był dużo wcześniej sygnalizowany w różnych oficjalnych dokumentach – ocenia Adam D. Rotfeld, były minister spraw zagranicznych, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych.

Rosja rozpoczyna w sposób niespodziewany kolejną zimną wojnę z Zachodem. Ćwierć wieku temu ZSRR taką wojnę przegrał. Jakie kalkulacje kierują prezydentem Putinem?

Adam-Rotfeld

Adam D. Rotfeld, były minister spraw zagranicznych, współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych: – Nie pasuje mi tu ani przymiotnik „niespodziewany”, ani określenie „zimna wojna”. Rosja przygotowywała się i przygotowywała świat do tego konfliktu od co najmniej siedmiu lat – od przemówienia prezydenta Putina w lutym 2007 r. na konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Mimo to Zachód jest zaskoczony takim rozwojem wypadków, na który nie wypracował skutecznej odpowiedzi. Mamy problem. Sprowadza się on do tego, że podważone zostały fundamenty porządku politycznego i prawnomiędzynarodowego, na którym opierał się pokój i bezpieczeństwo Europy w ciągu 70 powojennych lat.

Nie była to „klasyczna wojna”, ale nowy typ „operacji specjalnej”. Teoretyk takiego typu operacji zmarł w 1974 r. w Argentynie. W Rosji zyskał znaczną popularność mimo swojej wrogości wobec ZSRR. Był to płk Jewgienij Messner – szef sztabu Ławra Korniłowa i barona Piotra Wrangla. Wykładowca Szkoły Wojskowej w Belgradzie, który w czasie II wojny światowej współpracował z III Rzeszą. Opracował koncepcję, zgodnie z którą przyszłe wojny nie będą toczyć się o terytoria i surowce, ale „o dusze narodów”, będą to wojny buntownicze – „miatieżnyje wojny”. Konflikty tego rodzaju, w których materiałem wybuchowym są spory narodowościowe, społeczne i dezinformacja, są w swej istocie wojnami głównie psychologicznymi, a sposobem ich prowadzenia jest podsycanie napięć i działania propagandowe. Dla takich „wojen” najbardziej użyteczne są „siły specjalne”, dobrze wyszkolone jednostki do działań niekonwencjonalnych. Takich wojen nie rozstrzygają siły zbrojne na polach bitew. W takich operacjach armia służy nie tyle odstraszaniu, co zastraszaniu ludności i sił zbrojnych potencjalnego przeciwnika.

Krymska wpadka amerykańskich służb wywiadowczych. Amerykański wywiad się głowi: gdzie popełniliśmy błąd?

I Putin postanowił przeprowadzić wojnę o duszę narodu ukraińskiego?

– Prezydent Putin prowadzi wojnę o duszę własnego narodu. W ten sposób zdobywa sobie poparcie, uwielbienie i entuzjazm. Konflikt o Krym został rozegrany według recepty Messnera. Po wojnie z Gruzją z 2008 r., gdy armia okazała się mało sprawna i w sposób ewidentny zawiódł system kontroli, łączności i dowodzenia, podjęto w Rosji wielki program wojskowych reform i przezbrojenia. Preliminarz na najbliższą dekadę przewiduje wydatek ok. 700 mld dolarów na dodatkowe zakupy. Obecnie na zbrojenia Rosja wydaje 3,7 PKB. Wzmacniane są zarówno strategiczne siły rakietowo-jądrowe, jak i poszczególne segmenty sił konwencjonalnych. Nacisk został położony na działanie sił specjalnych – specnaz. W scenariuszach ostatnich ćwiczeń widać wyraźnie, że początkiem konfliktu są próby secesji i konflikty narodowościowe. Operacja „powrót Krymu do macierzy” jest praktycznym testem i sprawdzianem skuteczności rosyjskich sił zbrojnych na pograniczu z Ukrainą.

Trudno przypuszczać, by moment konfrontacji został wybrany przez Putina. Nikt nie przewidział rozwoju sytuacji na Ukrainie.

– Putin też nie przewidział. Była to raczej reakcja na rozwój wypadków i niepogodzenie się z rolą tej części ukraińskiego społeczeństwa, które reprezentuje Majdan. W Moskwie dominowało przekonanie, że Wiktor Janukowycz wcześniej czy później rozprawi się z protestującym Majdanem. Nie doceniono siły społecznego protestu. Jednak najwyraźniej służby specjalne miały przygotowany na taką okoliczność inny scenariusz działań, którego realizacja była dostosowywana na bieżąco do „spontanicznej” secesji Krymu. Widać wyraźnie, jak swój plan dostosowywały do politycznego kalendarza. Referendum w sprawie przyszłości Krymu miało być najpierw 25 maja, potem 30 marca. W końcu marionetkowy premier Krymu Siergiej Aksjonow – w przeszłości rosyjski oficer niskiej rangi – otrzymał polecenie, aby je przyspieszyć, i ostatecznie odbyło się 16 marca. Gdy dziennikarz rosyjskiej telewizji zapytał go, dlaczego nie wpuścił na Krym inspektorów OBWE, którzy mieli prawo dokonać takiej inspekcji na podstawie dokumentu wiedeńskiego o środkach budowy zaufania – odpowiedział po żołniersku: „Nie byli tu potrzebni, bo zadawaliby niewygodne pytania”. Prosty człowiek udzielił prostej odpowiedzi.

Czy Ukraińcy mogli się bronić na Krymie? Mogli, ale po co…?

Czyli to nie jest tak, że Putin żyje w „innej rzeczywistości”, jak to oceniała kanclerz Merkel?

– Oczywiście, że nie. Prezydent Rosji realizuje na zimno swój plan, który był dużo wcześniej sygnalizowany w różnych oficjalnych dokumentach. W 2008 r. po wojnie w Gruzji dowiedzieliśmy się, że Rosja ma specjalne prawa do uprzywilejowanych stref na poradzieckiej przestrzeni. W lutym 2010 r. była ogłoszona nowa doktryna wojenna, a w lutym 2013 – nowa doktryna polityki zagranicznej. Wyraźnie zapowiadano tam, że Rosja zastrzega sobie prawo do obrony ludności rosyjskiej poza terytorium Federacji Rosyjskiej.

Ta polityka znajduje w społeczeństwie rosyjskim zrozumienie?

– Tak. Miliony Rosjan odczuwają nostalgię za utraconym imperium. Sam Putin w swoim orędziu do parlamentu oświadczył w 2005 r., że największą tragedią XX wieku był rozpad Związku Radzieckiego. Nie I ani II wojna światowa, nie faszyzm w Niemczech i komunizm w Rosji, ale rozpad ZSRR. Wielu Rosjan tak myśli. Dla wielu z nich oderwanie się Ukrainy od Rosji to trauma wyjątkowa. Wielokrotnie rozmawiałem na ten temat z Michaiłem Gorbaczowem – autorem przemian, które doprowadziły do upadku ZSRR. Przekonywał mnie, że jego żona Raisa i on sam mieli rodzinę na Ukrainie, że Rosja i Ukraina mają wspólne korzenie, że są w istocie jednym narodem. Ubolewał, że Ukraina od Rosji odeszła. Zresztą teraz poparł secesję Krymu…

Putin otwarcie uprzedzał więc Zachód o swoich zamiarach.

– Uprzedzał. Źródła radykalnej rosyjskiej polityki są wielorakie. Przywódcy Rosji nie pogodzili się z tym, że epoka imperiów minęła. Wszystkie mocarstwa – nie tylko Rosja – miały trudności z pogodzeniem się z nową rzeczywistością. Nie bez znaczenia były też zawiedzione nadzieje i złudzenia. Koncepcja Zachodu sprowadzała się do tego, by włączyć Rosję do współpracy i do systemu współzależności. Natomiast w Rosji dominowało przekonanie, że nowy postzimnowojenny ład w Europie będzie nową edycją koncertu mocarstw – według XIX-wiecznej recepty Metternicha z czasów kongresu wiedeńskiego. Tym razem byłyby to trzy potęgi: Stany Zjednoczone, Unia Europejska i Rosja, która postulowała i realizuje powrót do koncepcji stref wpływów. Zderzyły się dwie różne mentalności: jedna oparta na wspólnym systemie wartości i inna – na prawie silniejszego, na utrzymywaniu w strachu swoich sąsiadów. To, co się stało obecnie – secesja Krymu – to z jednej strony przekreślenie na pewien czas szans na budowę „szerszej Europy”, a z drugiej – utrata zaufania i przekonanie Zachodu, że z Rosją nie można kształtować bezpieczeństwa opartego na współpracy.

Orędzie Władimira Putina pokazało światu, jaka jest ”inna rzeczywistość”, w której przebywa prezydent Rosji.

To rzeczywistość utkana z mitów i, jak to określają w Moskwie, ”manii wielkości przemieszanej z kompleksem niższości”

Putin nie przewidywał, że jego działania na Krymie doprowadzą do ostrego konfliktu z Zachodem?

– Przypuszczam, że przewidywał. Uznał jednak, że otworzyło się „okno możliwości”, które może się nie powtórzyć. W ocenie Kremla Zachód jest podzielony, słaby i trapiony wewnętrznymi kryzysami. Nie jest zdolny do szybkiej reakcji. Być może decyzja o aneksji Krymu była podejmowana niejako w „ostatnim momencie, gdy to było jeszcze możliwe”, bez uświadomienia sobie wszystkich konsekwencji. Dopiero nadchodząca przyszłość uświadomi Rosjanom, jakie są koszty tej decyzji – dziś tak radośnie fetowanej.

Dla Rosji zagrożeniem bezpieczeństwa nie jest sytuacja na jej granicy zachodniej z NATO, gdzie od ponad 300 lat nie było równie przewidywalnych i dobrosąsiedzkich stosunków. Zagrożenia są na południu. Rosja ma powody, by niepokoić się ideą utworzenia Wielkiego Kalifatu przez islamskich fanatyków. Kolejny punkt zapalny to pogranicze Azji Środkowej z Afganistanem. Zanim – po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r. – doszło do amerykańskiej interwencji w Afganistanie, na afgańsko-tadżyckiej granicy trwały regularne walki, w których ginęły tysiące rosyjskich żołnierzy. Kolejne wyzwanie to Daleki Wschód – Chiny i nieuregulowana z Japonią sprawa Wysp Kurylskich.

Jednak najważniejsze problemy mają charakter wewnętrzny. Na posiedzeniu rządu Federacji Rosyjskiej w lutym – jeszcze przed zaostrzeniem konfliktu na Ukrainie – prezydent Putin poinformował Radę Ministrów, że możliwości dalszego wzrostu gospodarczego z wykorzystaniem dochodów z eksportu surowców wyczerpały się. Jest to ocena realistyczna i dotykająca istoty rzeczy. Wzrost PKB Rosji powinien wynosić ok. 7 proc., a wynosi obecnie 1,3. Chiny w momencie najbardziej dynamicznego rozwoju przekraczały znacznie 10 proc. Rezerwy finansowe mają to do siebie, że kurczą się błyskawicznie, zwłaszcza jeśli są przeznaczone na wydatki wojskowe, na wizerunkowe inwestycje, jak olimpiada lub most koło Władywostoku, który łączy stały ląd z Wyspą Rosyjską, gdzie odbywał się szczyt G-20. Tym pięknym i długim mostem mało kto teraz jeździ. Rosja potrzebuje dróg. Obecne są w fatalnym stanie. Pilnie potrzebne są wielkie inwestycje infrastrukturalne. Gigantyczne zakłady epoki stalinowskiej, wokół których powstały wielkie miasta, upadają – a wraz z nimi wyludnia się rosyjska prowincja. Dotyczy to miast i wsi. Najpoważniejszy problem to kryzys demograficzny. Przeciętny wiek życia Rosjanina to 63 lata.

<podzial_strony>

Na ile Putin zdaje sobie sprawę ze stanu rosyjskiego państwa?

– Ma świadomość tego lepszą niż ktokolwiek poza granicami Rosji. Aneksja Krymu, wybuch entuzjazmu i odwołanie się do narodowej dumy oraz zaczadzenia wielkorosyjskim nacjonalizmem mogą na pewien czas być spoiwem i jednoczyć naród rosyjski wokół przywódcy. Na dłuższą metę będzie zapewne służyć jako wytłumaczenie i uzasadnienie pogarszającego się komfortu życia: można przecież powiedzieć, że to efekt sankcji i okrążania Rosji przez wrogów, że to przejaw ekonomicznej agresji etc. Warto pamiętać, że Rosjanie są w stanie cierpliwie znieść wiele w imię prestiżu państwa.

„Rosja była słaba i ją ograbiono”. Pełen tekst orędzia Putina po aneksji Krymu

Na ile Rosję może dotknąć zliberalizowanie handlu paliwami, czyli zezwolenie na eksport z USA do Europy gazu i ropy naftowej z łupków.

– Nie sądzę, by Stany Zjednoczone poszły na taką wojnę. Zniżka cen na gaz i ropę będzie miała reperkusje o wymiarze globalnym. Amerykanie niechętnie uciekają się do używania nacisku gospodarczego.

Chodzi o wspomnienie upadku sojusznika USA szacha Iranu po spadku cen ropy w 1979 r.?

– Skutki byłyby wielorakie. Należałoby liczyć się z podwyższeniem cen energii w samych Stanach Zjednoczonych i obniżeniem opłacalności produkcji. Co ważniejsze – należałoby szukać odpowiedzi na pytanie, jak obniżka cen paliw wpłynie na sytuację sojuszników Stanów Zjednoczonych w rejonie Zatoki Perskiej. To kluczowy obszar dla Stanów Zjednoczonych.

Obecna ekipa nie ma pomysłu na rzeczywistą modernizację Rosji. Brakuje tam nowoczesnych technologii. A przecież inwestycje w zbrojenia mogą przynieść postęp technologiczny.

– Nie wykluczam, że takie są oczekiwania. Jednak postawiłbym inne pytanie: czy jest pan w stanie wymienić jakiś wynalazek, produkt lub urządzenie, którego używamy w cywilu, a które wcześniej było stosowane przez rosyjskich uczonych w programach zbrojeniowych? Przecież tak się działo z wieloma wynalazkami w USA, które najpierw miały przeznaczenie wojskowe: GPS, internet, kevlar, teflon itd. Rosjanie też próbowali iść tą drogą i decyzjami rządowymi kreować postęp technologiczny. Pod Moskwą za cenę ogromnych nakładów powstaje rosyjska Dolina Krzemowa – Skołkowo. Do tej pory rezultaty nie są zachęcające. Ilustracją była ekspertyza o objętości trzech kartek i wykład jednego z urzędników, które kosztowały miliony. Autor tłumaczył w telewizji, że wiedza kosztuje.

Rosja usiłuje aneksją Krymu przesłonić swoje własne wewnętrzne problemy?

– Istotniejszy jest inny aspekt: zakwestionowane zostały podstawy ładu międzynarodowego. Mała wojna o Krym może poruszyć lawinę, a jej skutków ani Rosjanie, ani przywódcy Zachodu nie są w stanie do końca przewidzieć. Po latach historycy stwierdzą, że tego staczania się ku katastrofie można było uniknąć.

Ps

Adama poznalem jak pracowal w Sztockholmie

W 1989 został kierownikiem projektu badawczego w Międzynarodowym Instytucie Badań nad Pokojem (SIPRI) w Sztokholmie, gdzie w 1991 wybrano go na pięcioletnią kadencję dyrektorską oraz powtórnie na następną kadencję przedłużoną do czerwca 2002.

wiecej o Adamie

KLIKNIJ TUTAJ

powyzszy artykul ukazal sie w Wyborczej

http://m.wyborcza.pl/

 

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.