Moda na Zydow

Nadeslala Ela Sidi

elasidi

 

Moda na Żydów?

W Polsce bez Żydów panuje moda na Żydów. Na stałe zadomowiły się festiwale żydowskie stanowiące atrakcję Krakowa, Łodzi czy Warszawy; popularnością cieszą się kursy języka hebrajskiego i jidysz prowadzone przez Polaków dla Polaków; oblegane są katedry hebraistyki i akademickie centra badań żydowskichPolscy  studenci coraz częściej piszą prace naukowe na tematy żydowskie. O Żydach co roku powstają nowe filmy i książki. Sztuki izraelskiego dramaturga, Hanoch Levin grane są w wielu polskich teatrach i gorąco oklaskiwane przez polską publiczność. Warszawa szczyci się imponującym Muzeum Historii Żydów Polskich, kilkutysięczny Chmielnik dumny jest ze swojego „Świętokrzyskiego Szettela”, a i miasteczko Bobowa marzące o sławie jaką za sprawą chasydzkich cadyków cieszyło się ono przed wojną – z wielką  pompą i paradą rekonstruuje na miejskim rynku ślub, Channy, córki cadyka Bencjon Halberstam, z właścicielem hoteli w Krakowie, Mojżeszem Stempelem, który miał miejsce w 1931 roku. Za Żydów, z braku takowych, przebrani zostają statyści i aktorzy Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Przygrywa im do tańca polska kapela muzyków udających klezmerów. Gośćmi weselnymi są Polacy.

Skąd bierze się we współczesnej Polsce niesłabnące zainteresowanie Żydami? Czyżby wynikało ono z nostalgii za wielokulturową, różnorodną etnicznie i wielonarodowościową Polską, a może jest dowodem na pozytywną zmianą stosunku do Żydów? Czy rzeczywiście Polacy czekają na powrót Żydów do Polski i gotowi są podpisać się pod hasłem „Tęsknię za Tobą Żydzie” (moja znajoma, Żydówka z Wrocławia, wolałaby aby w Polsce tęskniono za „Mirką” – a nie  za „Żydówką”)?

Podczas gdy niektórzy Polacy usiłują za wszelką cenę odnaleźć swoje żydowskie korzenie, niektórzy polscy Żydzi nieufnie podchodząc do „mody na Żydów” nadal świadomie je ukrywają. Zwykle są to, ci, którzy sami lub ich rodzice, dziadkowie przeżyli Zagładę „po aryjskiej stronie” i nie przestali do dzisiaj używać swej fikcyjnej tożsamości, płacąc za to wysoką cenę. Czytelniczka mojej książki, „Izrael oswojony”, zgodziła się podzielić ukrywaną od lat historią żydowskości swej rodziny.

 

 

 

 

 

 

 

 

Michalina Hofman

„Wymyśliłam imię i nazwisko: Michalina Hofman. Nie wszystkie fakty opisałam, żeby się nie zdekonspirować – paranoja?

Z najbliższej rodziny moich rodziców po Szoah nikt nie pozostał przy życiu. To nieliczne rodzeństwo, któremu udało się przeżyć, zmarło już w latach powojennych. Są ich nieliczne dzieci nieprzyznające się do pochodzenia. Z dalszej rodziny rodziców nie żyje nikt, o kim wiedziałabym. Jednak z pewnością żyją potomkowie tych, którzy przed wojną wyemigrowali z Polski (obecnie trzecie, czwarte pokolenie). Próbuję coś ustalić, jednak jak pisałam: to prawie niemożliwe do zrealizowania. To są tak małe fragmenciki czegoś, co jest niepewne, tylko domysłem, jakąś informacją listowną sprzed kilkudziesięciu lat…. Bez przyszłości. Mnie najbardziej interesowałoby życie moich rodziców i ich rodzin przed wojną, ich młodość, ale cóż… To były wielkie rodziny, ocalały jednostki. Rodzina matki, z Izraela, z Tel Awiwu, nawiązała z nami kontakt, korespondowali. W 1968 r. (wypadki marcowe), na skutek „nacisków” mama przestraszyła się i napisała im, żeby na razie przerwali korespondencję. Kontakt się urwał. To był mamy kuzyn. Koperta z adresem oczywiście zniknęła.

Moi rodzice nigdy nie powiedzieli mi wprost o tym, że jesteśmy pochodzenia żydowskiego, a wręcz przeciwnie – kiedy byłam dzieckiem, na moje pytanie odpowiedzieli, że z Żydami nie mamy nic wspólnego. W późniejszych latach ten temat pozostał w sferze niedomówień. Nie mówili w ogóle słowa „Żyd”. Nie poruszali takich tematów. A w sytuacjach koniecznych mówili wymijająco. Rodzeństwo wie o pochodzeniu – wszystko u nich odbyło się tak jak ze mną.

Mąż również zdaje sobie sprawę, powiedziałam mu przed ślubem, nie zrobiło to jednak na nim nigdy żadnego wrażenia. Mnie się wydaje, że i tak wiedział. W małżeństwie moje pochodzenie nie stanowiło problemu, ponieważ w codziennym życiu, w pracy zawodowej itd. nie wpływało na nic. Kiedyś, gdy płakałam na jakimś filmie ze scenami z Oświęcimia – mąż przytulał mnie.

Moje dzieci, mimo moich nieśmiałych prób porozmawiania z nimi, nie wykazują zainteresowania problemem, UNIKAJĄ tematu. Syn kiedyś powiedział do mnie: „mamo, to jest dla ciebie jakiś problem”? i dodał: „nie należy się wstydzić pochodzenia”. Jedynie córka, jeszcze w szkole podstawowej, zapytała mnie jeden jedyny raz: „czy Żydzi to też Polacy”? Unikała jednak dalszej rozmowy. Moje dzieci są Polakami, ale  chciałabym, aby miały poczucie  swoich żydowskich korzeni. Może kiedyś, w przyszłości, tak jak ja, sięgną do nielicznych dokumentów, listów…i zaczną dociekać?”.

Tajemnica rodzinna

 

Pytałaś się „Jak czuje się ktoś podobny do mnie, komu brakują podstawowe elementy do budowy własnej tożsamości”? Czy ktoś, kto może wymienić swoich dziadków, babcie, ciotki, wujków do któregoś pokolenia wstecz jest w stanie zrozumieć, co czuje człowiek, który nie może określić swojej tożsamości, m.in. dlatego, że członków swojej rodziny – i to jedynie najbliższej – może policzyć co najwyżej na palcach jednej ręki? Czy może zrozumieć, co czuje osoba, której rodzice, w imię dziwnie pojętego bezpieczeństwa odebrali tożsamość? Taką właśnie osobą jestem ja. Z jednej strony kocham Polskę, bo tak mnie wychowano. Bo to mój dom, z którym czuję silną więź nie do opisania. Z drugiej strony, po doświadczeniach, nie mogę do końca określić swojej tożsamości. Jak pogodzić takie ambiwalentne odczucia? Kiedy się TO u mnie zaczęło? Przecież nie urodziłam się ani nie żyłam w latach okupacji! Może wówczas, gdy jako sześcioletnia dziewczynka usłyszałam od koleżanki na podwórku, że jestem Żydówką. Nic mi to słowo nie mówiło. Ojciec i matka – ludzie mieszkający w dużym mieście, wykształceni, inteligentni, tolerancyjni dla inności – tak starannie zatarli swoją przeszłość, że niejeden świadek koronny mógłby im tego pozazdrościć: zmiana imion ich rodziców, wyzbycie się wszelkich rodzinnych tradycji, otoczenie tajemnicą swego życia przed wojną… Teraz wiem, że był to skutek traumy związanej z potwornościami, jakie przeżyli w latach okupacji. Wiem to – lecz nie od nich. Ileż oni musieli włożyć wysiłku, aby w naszym domu nigdy nie pojawiało się w rozmowach słowo Żyd!

Czy jesteśmy Żydami?

A może jednak TO zaczęło się wówczas, gdy zapytałam rodziców dlaczego dzieci w klasie, gdy przyszłam na lekcje religii, mówiły, że Żydzi na religię nie chodzą i czy my jesteśmy Żydami? W odpowiedzi usłyszałam od rodziców, że absolutnie nie, że nic z nimi nie mamy wspólnego. Jednak już zakodowałam słowo Żyd jako złe. Słowo, które, gdy je słyszałam, kazało mi się mieć się na baczności. Kiedy natomiast TO się ugruntowało? Może na koloniach letnich w piątej klasie? Jedna z dziewczynek poinformowała mnie i koleżanki, że jestem Żydówką i lepiej nie trzymać się ze mną (skąd wiedziała?!) Od tej chwili, przy braku kompletnej reakcji wychowawczyni, byłam izolowana od grupy. Nie do końca rozumiałam o co chodzi, oprócz tego, że jestem czymś złym, ale urósł we mnie bunt i niespotykana nienawiść do koleżanek. Nie powiedziałam o tym rodzicom. Już istniała bariera mówienia O TYM, bariera, która będzie ciągnęła się przez całe życie. Teraz porównuję to do bariery i strachu przed mówieniem o doznanej krzywdzie, jakie czuje molestowane dziecko. W szkole podstawowej i średniej raczej nie byłam wyalienowana z klasy czy z grupy, ale wiedziałam, że zawsze muszę mieć się na baczności, że zawsze mogę słowo Żyd usłyszeć i niestety, gdy je słyszałam, nawet jeśli akurat nie było pod moim adresem, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Na szczęście, ogólnie rzecz biorąc, byłam lubiana i drobne lub większe incydenty, podobne do opisanych wyżej, umiałam jakoś przetrwać. Rodziło się we mnie poczucie potwornej bezradności: jeśli jesteśmy Żydami, to co ja mam z tym czymś złym zrobić? Kiedyś rodzice zostawili mnie i rodzeństwo na dwa dni u sąsiadów. Tam dowiedziałam się, że obozy koncentracyjne budowali Żydzi i że Żydzi mordowali Polaków. W wieku 10 lat miałam jeszcze niezbyt rozległą wiedzę o drugiej wojnie światowej, obozach koncentracyjnych, a żadnej o Holokauście. Ale ku zgorszeniu tych ludzi zaprotestowałam. Nie wiem, skąd wiedziałam, że tak właśnie powinnam postąpić. Kiedyś natknęłam się wśród książek rodziców na „Dziennik Anny Frank”. Kiedy zobaczyli, co czytam, schowali książkę przede mną. Żebym się nie dowiedziała, że istnieli i istnieją Żydzi? To była paranoja. Znalazłam ją i dokończyłam.

Czego się boją?

Przez całe dzieciństwo i młodość budowało się we mnie poczucie żalu do rodziców z powodu pochodzenia, strach przed „rozpoznaniem” kim jestem i złość, że tak musi być. Na studiach było lepiej, ponieważ wśród nas, studentów, przynajmniej na moim wydziale, nie istniał ten problem. Nie spotykałam się z aluzjami do mojego pochodzenia. Byłam nawet wybrana starostą roku. Tyle, że już zawsze byłam bardzo czujna: żeby się nie zmieszać, gdyby ktoś jednak na temat Żydów coś powiedział, nie pokazać, że czuję się zraniona. Rodzice kochali Polskę, byli przecież Polakami od zawsze. Dużo później, w dorosłym życiu, dotarło do mnie, że oni, mimo, że skończyła się wojna, bali się nadal. Już nie Niemców. Czego więc się bali? Sąsiadów, otoczenia? Dlaczego? Od jakiegoś już czasu próbuję znaleźć w Internecie ślady rodzinne. Trafiam na jakieś skrawki, ale czy prawdziwe? Dowiedziałam się, jak naprawdę miał na imię mamy ojciec. Ktoś z USA wysłał mi adres strony internetowej z nazwiskami zamordowanych Żydów w miejscowości urodzenia matki. Jej ojciec wcale nie umarł na zawał serca, jak mi opowiadała. Prawdopodobnie też znalazłam ślad dziadka ze strony ojca. Mam list przysłany ponad 60 lat temu z zagranicy do mojego ojca z imionami. Mam jakieś fragmentaryczne wiadomości, zbyt fragmentaryczne, aby dotrzeć kiedykolwiek do prawdziwych, pełnych korzeni. Rodziny mamy i ojca właściwie w całości zostały wymordowane.  Nie wiem dlaczego to robię? Niczego to nie zmieni. Ale mam przynajmniej wrażenie, że dotykam jakichś mikroskopijnych fragmentów mojej historii.

Drzewo genealogiczne z odrąbanymi gałęziami

Dobrze byłoby móc zbudować swoje drzewo genealogiczne: jednak nie każdemu jest to dane. Udało mi się w dużej mierze zniwelować kompleks pochodzenia, między innymi przy pomocy psychoterapeuty. Czy czuję się Żydem? Czuję się Polką, bo wiem na pewno co to oznacza. Ale z drugiej strony ogarnia mnie wewnętrzny bunt, gdy słyszę rasistowskie czy antysemickie komentarze lub złośliwe, chamskie, nieśmieszne dowcipy o Żydach i Holokauście. Żal, jakiś rodzaj bólu i tęsknota za tym czego nigdy nie poznałam zostanie chyba już na zawsze. Może w niewielkim chociażby stopniu zrekompensują mi to książki, artykuły, filmy dokumentalne, korespondencja? Żyjemy w czasach, w których nagle przyznawanie się u nas do korzeni żydowskich stało się trendy. Mówi się o tym publicznie. To dobrze. Daje nadzieję. Ale nie wierzę, że szybko staniemy się globalną, „olimpijską” wioską bez uprzedzeń, rasizmu, szowinizmu. Na to trzeba czasu”.

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: