Pod oslona Nocy

Nadeslala Halina Birenbaum

birenbaum

Fragment wspomnień mojej przyjaciółki „Pod Osłoną Nocy”, spisała Halina Birenbaum

Po tradycyjnych świętach Rosz.Haszana i Sukot (Nowy Rok żydowski i święto Szałasów) zagnali Niemcy wszystkich Żydów z okolicy Woli Okrzejskiej do getta w Łukowie. Pozostawili we dworze tylko kilku fachowców: krawca z pomocnikiem, kamasznika i stolarza.

Była sobota. Nakazano im opuścić domy do godziny 10 rano. Zezwolono każdemu wziąźć ze sobą 20kg bagażu. Na rozkaz hitlerowców zajechali Polacy na furmankach przed domy Żydów.

Wzrokiem pełnym rozpaczy i grozy rozglądali się po mieszkaniu. Przerażeni, złamani nakładali na siebie całą posiadaną odzież. Mieli właśnie już iść do do wozu, który zajechał pod ich dom, gdy nagle zjawił się znajomy Polak, Stasiek Wadas.

Ojciec i brat Soni mieli pozostać we dworze jako krawcy, wyszli więc z domu wcześniej. Pożegnali się w bezgranicznym bólu. Ojciec rozdzielił im po 30 złotych. Wszystko, co miał. Sonia wsunęła to w zakładkę spódnicy.

Pocieszali jeden drugiego, że może uda się ojcu jakoś wydostać ich z getta i przywrócić do pracy we dworze, bo wydawało się im, że tam jest w miarę bezpieczniej. Rodzina Abrama i Soni znajdowała się w tej krytycznej godzinie razem, w mieszkaniu rodziców Abrama.

Stasiek podszedł do Abrama i zawołał: Co, pójdziesz jak baran do rzeźni?!”
Abram odpowiedział – „więc, cóż mam zrobić?”. Stasiek chwycił go za ramię i pociągnął do okna – „Do diabła, weź ich”, – wskazał ręką na rodzinę – „i idź w pole, do lasu!”. „A co potem?” – spytał Abram. „Do mnie!” – brzmiała krótka odpowiedź.

Kazał mu pójść na jego działkę do lasu, schować się między stosami wyschłego chrustu, zebranego na zimę, a w nocy przyjść do niego do stodoły. Abram zdecydował się natychmiast.

Sonia widziała, że coś szepczą między sobą, ale nie przysłuchiwała się.
Była zgnębiona, nie mogła się pogodzić z faktem, że zostają wygnani z domu. Wtem podszedł do niej Stasiek – „A co z tobą, pójdziesz do getta?”. Matka przysunęła się do nich, chciała usłyszeć o czym mówią.

Sonia odpowiedziała, że pójdzie ze swoją rodziną. Stasiek zaklął, że tak łatwo godzi się z losem. Krzyknął: „uciekaj – i do mnie!”. Przeraziła ją ta propozycja. Uciekać do mężczyzny, do goja? Ale matka, kobieta głęboko religijna, powiedziała – „Idź z nim moje dziecko, idź!”. Podniosła zawiniątko i podała córce. Otuliła jej głowę i szyję długim szalem i odprowadziła do drzwi.

Sonia wyszła na dwór i pobiegła przez pole, w kierunku domu Staśka. Po pewnym czasie odwróciła się i spostrzegła Abrama oraz ich kuzynkę Dorkę z Warszawy.

Rozpoczęły się długie miesiące ucieczek, ukrywania się. Włóczęga przez lasy, przez zagrody odważnych, przyjaznych gospodarzy polskich, strach, zasadzki i śmierć na każdym kroku. Utrata rodziców i niemal wszystkich krewnych zasłanych do Treblinki.

Największym ciosem dla Soni była tragiczna śmierć ojca, do którego była najbardziej przywiązana. Starała się być z nim wszędzie razem, ale nie zawsze się to udawało. Wędrowali po domach Polaków, którzy zgadzali się dać im schronienie i strawę przez kilka dni. Ojciec, aby się jakoś odwdzięczyć, często szył lub reperował im odzież.

Jednego dnia ojciec postanowił udać się do wsi Korczyny, do znajomych Polaków, u których szczególnie lubił przebywać. Ostatnio jednak zadenuncjowano tam kilku żydów, więc Sonia błagała go, aby nie szedł. Nie posłuchał jej. Umówili się, że wróci w poniedziałek rano.

***

 

-… Na dworze sypał już lekki śnieg, zapowiedź zimy” – wspomina Sonia. „Zbudziłam się tego rana ze złym przeczuciem. Jakiś ciężar przytłaczał mi serce. Dławiło mnie w gardle i nie mogłam wydobyć z siebie słowa. Zawładnął mną nieopisany niepokój, jakby nieszczęście jakieś zawisło nade mną. Wtem, w dali odezwały się strzały. Gospodarz szybko zaprowadził mnie do piwnicy. Trzymali tu kartofle.

Podejrzewaliśmy, że Niemcy wtargnęli do wsi. Poprosiłam gospodarza, żeby dowiedział się, gdzie strzelali i do kogo. Wieczorem, gdy ściemniło się, gospodarz wyprowadził mnie z piwnicy. żona jego podała ciepłą strawę. W sprawie strzelaniny gospodarz milczał. Wypytywałam go natarczywie. Powiedział, że pójdzie do gospody dowiedzieć się czegoś od ludzi.

Kiedy wrócił wiedział już, że Niemcy strzelali we wsi Korczyny! Zabili tam kilku Żydów. Połowę mieszkańców wsi, za pomoc żydom wywieziono do obozów w Niemczech. Zresztą, dodał, idź sama dowiedzieć się bliższych szczegółów… Nalegał bym poszła. On wiedział już wszystko!

***

Była godzina 10 wieczorem. Na dworze wyjątkowo ciemno i zimno. Gospodarz wyprowadził mnie na ścieżkę za stodołą, wskazał mi drogę i pożegnał się. Z nieopisanym strachem udałam się do domu zaprzyjaźnionego z ojcem Polaka.

W oknie ukazała się kobieta. Była przerażona. Z płaczem opowiedziała, że zabrali tego dnia jej męża, gdyż Niemcy zauważyli kilku Żydów uciekających z ich domu. Zrozpaczona nie poznałam mnie, mimo że dobrze mnie znała. Powiedziałam kim jestem i zapytałam o ojca. Kobieta odrzekła, że był wśród uciekających. Został zabity. Od razu zatrzasnęła okno.

Zdrętwiałam. Nie wiedziałam, co ze sobą robić. Nie mogłam pozostać w tym miejscu. Było tu zbyt niebezpiecznie. Zauważyłam migające światełko z jakiegoś domu i podążyłam w tamtym kierunku. Wlokłam się, jak automat.

Zastukałam do drzwi. Gospodyni opowiedziała mi szczegóły całego zdarzenia. Wiedziała też, gdzie zostawili ciało ojca. Pragnęłam zobaczyć go po raz ostatni i pochować.

***

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: