Postępująca judaizacja Polski

Jan Hartman

Ze smutkiem obserwuję proces upodobniania się Polski i polskiego społeczeństwa do Izraela i społeczeństwa żydowskiego. Nie wiem, czy choroby społeczne Izraela przywlekli tam polscy Żydzi czy też Żydzi sami zaszczepili je Polakom, gdy żyli jeszcze na tej ziemi. A może jedno i drugie, zaś przekleństwem jest raczej ponadnarodowa „kultura wschodnioeuropejska” niż jakaś konkretna „polskość” albo „żydowskość”.

Chyba jednak to drugie. W każdym razie stajemy się powoli „lajtową” wersją Izraela. „Lajtową”, bo nie ma tu wojny i temperatura konfliktów społecznych nie ta sama. Całe szczęście.

Izrael, podobnie jak Polska, jest państwem zbudowanym na ideologii nacjonalistycznej i religii. Oba państwa są w zasadzie wyznaniowe i nie respektują pełnego rozdziału sfery państwowej od religijnej. Religia jest wszechobecna i na wiele sposobów uprzywilejowana w życiu społecznym. Pod pewnymi względami w Izraelu jest gorzej niż w Polsce, bo na przykład ślub cywilny można zawrzeć tylko zagranicą.

Pod innymi jest lepiej, bo na przykład wysocy urzędnicy nie opowiadają publicznie bredni o „dżenderach” i „promowaniu homoseksualizmu”. Atmosfera jest wszelako ogólnie „pisowska”. Państwo rozpanoszone i wszędobylskie. Lubi się wtrącać i kontrolować, inwigilować i szczerzyć zęby, co zresztą dość jest naturalne w warunkach wiecznie tlącej się wojny. Naturalne, ale mało przyjemne.

Nacjonalizm żydowski jest tak samo męczący jak polski. Opiera się na poczuciu krzywdy i męczeństwie oraz całej serii mitów mówiących o wielkiej przeszłości, wielkiej niewoli, wielkiej walce, wielkim cierpieniu i niezłomnym trwaniu, a wreszcie o odzyskaniu państwa dzięki nadludzkiemu bohaterstwu, ciężkiej pracy i Bożej pomocy. I podobnie jak w przypadku mitologii Polskiej, wiele jest w tym wszystkim prawdy, jakkolwiek nie wszystko i nie jest to prawda kompletna. Tyle że u Żydów mitologia narodowa wygląda o tyle efektowniej, iż w tym samym miejscu, w którym my mamy Sienkiewicza, oni mają Biblię. No i duma jeszcze większa, boć Warszawa, z całym szacunkiem, to jednak nie pępek świata – jak Jerozolima.

Podobnie jak Polacy, Żydzi czują się wyjątkowi, a przez tę wyjątkowość nierozumiani i nielubiani. Dlatego sami też nie lubią innych lubić. Dystans do samych siebie nie jest ich mocną stroną. Żartów z siebie nie tolerują i gotowi w każdej krytyce czy satyrze dopatrywać się antysemityzmu. Swoją drogą prawdą jest, że są nielubiani i z lubością zniesławiani przez najróżniejsze środowiska. Polacy mają trochę lepiej, ale nie aż tak bardzo lepiej.

Poczucie wyższości i kompleksy w obu narodach są zjawiskami bliźniaczymi. Żydowskie dzieci od małego karmione są papką nacjonalistyczno-religijną i mają w główkach mniej więcej takie same kolczaste pakuły jak nasi milusińscy. Gdy dorastają, staje się to czasem dość nieprzyjemne. Tyle że sześć dekad praktykowania demokracji pozwoliło Izraelczykom wykształcić solidną warstwę obywatelską, chroniącą państwo przed zupełnym zatopieniem przez szowinistycznych i populistycznych oszołomów. Mają ich tam zresztą, tak jak my, na pęczki.

Podobnie jak społeczeństwo polskie, również społeczeństwo izraelskich Żydów podzielone jest mniej więcej po połowie na część prawicowo-religijną (zdecydowanie uprzywilejowaną politycznie, nawet gdy rządy są akurat „lewicowe”) oraz liberalną. Te dwa odłamy społeczeństwa niewiele łączy i tylko bardzo niewielu ludzi porusza się jakoś po obu stronach barykady. Zdecydowana większość zamknięta jest w getcie religijnym (a raczej jednym z wielu takich gett) albo w getcie świeckości i liberalizmu. To drugie obejmuje większość Tel Awiwu, Hajfy i parę innych miejsc. Reszta jest raczej „moherowa” (w różnych odcieniach) i „pisowska”.

Upodabnianie się Polski do Izraela polega z jednej strony na pogłębianiu się cech państwa wyznaniowego i krzepnięciu nacjonalistycznego klerykalizmu jako trwałej ideologii państwowej, a z drugiej – na coraz silniejszym rozłażeniu się społecznych szwów. Obawiam się, że za kilkanaście lat podziały społeczne w Polsce mogą przypominać te izraelskie, gdzie doszło już do tego, że ludzie nie chcą w ogóle się znać i na siebie patrzeć. Prawica i „nieprawica” mieszkają osobno, uczęszczają w inne miejsca, unikają się wzajemnie i myślą o sobie wzajemnie jak najgorzej.

Oczywiście, w Izraelu jest jeszcze kilkanaście innych tragicznych podziałów społecznych, niemniej jednak ten polityczny należy do najważniejszych. Żydzi odziedziczyli go po epoce haskali i asymilacji, a Polacy po wielkich sporach XIX-wiecznych o przyszły kształt wolnej Polski oraz stosunek do mocarstw. W gruncie rzeczy owe swary żydowskie Berlina, Warszawy i Wilna miały ten sam podtekst co awantury polskie, niemieckie czy rosyjskie. Chodziło o to, czym ma być nowoczesność narodu i państwa i jaki ma być ich stosunek do tradycji. Na wschodzie konserwatyści z liberałami jakoś nigdy nie doszli do zgody i dlatego dziś mamy czkawkę po tych dawnych niestrawnościach. Żydzi jadali podobne dania i mają dziś tę samą czkawkę co my.

Obraz Izraela, z jego politycznym apartheidem i ułomną, przełamaną przez nacjonalistyczno-klerykalną ideologię demokracją, jest przygnębiający. Może zresztą w oblężonej twierdzy nie można spodziewać się niczego więcej. Jednak gdy pomyślę, że kiedyś Polska mogłaby tak wyglądać, ogarnia mnie przerażenie. Paranoja z wolna podchodzi pod nasze okna. Nie pozwólmy, aby przekroczyła nasze progi. W kraju ogarniętym wzajemną pogardą ludzi i przełamanym na pół nie chce się żyć.

Przyslal Jan Hartman

http://hartman.blog.polityka.pl/2016/02/23/postepujaca-judaizacja-polski/

4 komentarze to “Postępująca judaizacja Polski”

  1. Właśnie dowiedziałem się, że 86 % dorosłych Izraelczyków zadowolonych jest z życia W swym kraju. To plasuje Izrael na świetnym 11 miejscu w świecie (na 157). Za nami są USA, W.Br., Niemcy.. Nie ważne kto jeszcze. Na którym miejscu Polska?
    Właściwie mógłbym na tym zakończyć swój komentarz bo, „nic dodać i nic ująć”.
    Nie bardzo rozumiem, co autor chciał zasugerować zamieszczając właśnie tutaj swój bardzo polemiczny artykuł. Co chciał nam powiedzieć. Chciał nas zrównać z podobnymi sobie o krzywych nosach (na bok), którzy w Polsce stanowią 86%?
    Stanowczo odrzucam:
    „Obraz Izraela, z jego politycznym apartheidem i ułomną, przełamaną przez nacjonalistyczno-klerykalną ideologię demokracją, jest przygnębiający.”
    Przypuszczam, że swą przygnębiającą wiedzę o Izraelu czerpie autor (jak większość Polaków) z „Haarec”, która reprezentuje bardziej swych mocodawców znad Szprewy, niż naród dumny ze swych osiągnięć. A tym apartheidem, to mnie obraził. Chyba nie tylko mnie. Już to słowo dyskwalifikuje go, nie tylko w moich oczach. To tak, jakbym powiedział, że Polacy ponoszą odpowiedzialność za zbrodnie nazizmu. Nie mówię tego, bo to nieprawda.
    Różnimy się tym, że ja znam Polskę, może nawet lepiej, niż wielu „Narodowych Polaków”, ale znam też Izrael, w którym żyję, a Polskę opuściłem zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. On zna Izrael, jak ja Islandię: wulkany i gejzery (wraz z bojkotem izraelskich pomarańczy).

  2. W Izraelu czułam się jak w Polsce, czyli w domu. Jesteśmy jak dwa zrośnięte drzewa, przez 800 lat razem wzrastające i wsparte o siebie. Tak bardzo zrośnięte, że czasem już trudno poznać po górnych konarach, do którego drzewa one należą. Mnie się to podoba.

    Podoba mi się tez „pisowski” charakter obu krajów. Choć tak naprawdę jest on nie tyle „pisowski” co „harcerski”, ludowy, obejmujący szerokie warstwy społeczeństwa. Toleruje te „pisowatosc”,, bo bez tego „pisowskiego” charakteru „rozdziobałyby nas kruki i wrony „. Nie walczylibyśmy o niepodległość. „Pisowskosc”, trwająca w nas przez wieki uratowała nas, Polaków i Izraelczyków.”

    Czy w miejscu Biblii mamy Sienkiewicza? Raczej Bogurodzice, zawsze śpiewana tak jakbyśmy właśnie stali na polach Grunwaldu. Tez ma swoj urok; tak jak pieśń młodzieży bundowskiej o zdobywaniu świata. Bardzo lubię te ostatnią pieśń, zawartą w niej siłę młodości, tak jak lubię bojową dostojność pieśni starszej niż Sienkiewicz i Grunwald.

    Czymże byłby świat bez Polski i Izraela? O ileż mniej byłoby w nim kolorów!

  3. Bardzo trafnie i lapidarnie ujęte. (Ciekawe, nie znałem tego blogu wcześniej). Kapitalny artykuł. Egzemplifikuje stare porzekadło, że Polska chodziła z Izraelem w ciąży 300 lat.

    „Izrael, podobnie jak Polska, jest państwem zbudowanym na ideologii nacjonalistycznej i religii.”
    – No i bardzo dobrze, dzięki temu oba państwa jeszcze istnieją na mapach. Żadne inne państwa otoczone morzem zawiści i chciwych sąsiadów żądnych wychapania kawału mięcha z jestestwa państwowego, nie obroniłyby się, gdyby nie religia i patriotyzm mieszkańców. Jako narodowiec mam ogromny szacunek do Żydów, trwających Tam na swoim. (Wreszcie na swoim).
    Szkoda tylko, że podobno nas tak tam nienawidzą.
    A Hartmanna nie lubię – jest histerykiem i palikociarzem. I niech się tak demonstracyjnie się nie boi – nikt na niego na pewno nie nastaje.

  4. Valery Amiel 12/03/2016 at 11:40

    Autor chyba myli judaizacje, termin prowokacyjny i poczytny, z polaryzacja, zjawiskiem ktore, globalizujac sie na potege, nudnieje. Lecz pewnie nie mylil sie mistrz taki. On umyslnie traca, wciaz te zdradziecka strune, umysly zamaca…
    Bo co ma polsko-pisowski piernik do zydowsko-arabskiego wiatraka? Poczytaj mi, mamo, to znajde!.Judaizacja Polski? Calkiem niezle! Komus w Polsce na pewno jeszcze jedno takie haselko sie przyda…
    Bo tak wogole, Arabowie czy strzelali do Zydow, czy wysadzali ich w powietrze, czy ich teraz dzgaja, zawsze prowadzili do rozlamu wsrod Zydow na bijcow i samobijcow, czyli prawica-lewica. Jesli szukac tu jakiejkolwiek paraleli z Polska, byloby to na zasadzie „slon a sprawa polska”, ale nawet i wtedy byloby to blizsze „arabizacji” spoleczenstw obu krajow w obliczu zagrozenia, niz troche nonsensownej, i agresywnie brzmiacej – „judaizacjI”.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: