ROZMOWA Z TADEUSZEM cz. 3

Z Tadeuszem Rolke, wybitnym polskim fotografikiem, znamy się od ponad pół wieku, ale przez większość tych lat się nie widzieliśmy: on najpierw na emigracji w Niemczech, po „Solidarności” wrócił do Polski – ja, po emigracji marcowej, najpierw w Danii, potem w Stanach. Któregoś dnia w Warszawie usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy nagrywać. Oto fragmenty rozmowy.

 


MM: W 1968 roku wyjechałeś po raz pierwszy na zachód…

TR: Tak, mój brat był we Francji, narobił znajomości i załatwił mi zaproszenie od kogoś kogo w ogóle nie znam.

MM: Od kogoś kto nie będzie podejrzany, że zwerbuje cię do CIA, żebyś szkodził Polsce.

TR: Wiec dają m paszport i wizę.

MM: Ile masz lat wtedy?

TR: 36. Przy wyjeździe można było z wymiany dostać tylko 5 dolarów, ale teraz ja miałem już swoje dewizy, bo jacyś Niemcy z agencji fotograficznej kupili u mnie zdjęcia i włożyli mi marki na konto niemieckie. Dostaję paszport i dzwonie do Heidi: – Jadę do Francji, czy możesz mi przesłać do Paryża moje pieniądze?  – Tak, wyślę ci na American Express. Czyli ja mogę być nagrany jako przestępca dewizowy

MM: Bo ubek słucha.

TR: Mam nadzieję, że nie. Jadę do Paryża i koło opery jest ogromne, bogate biuro American Express, pytają się mnie w jakiej walucie chce, odpowiadam, że we frankach i już nie jestem Polakiem, który za pięć dolarów musi przeżyć miesiąc.

MM: Jak zobaczyłeś ten świat?

TR: Miałem to już w wyobraźni z filmów francuskich, widziałem Marcela Carne „Ludzie we mgle” w 46-ym roku, poszedłem do baru i zamówiłem calvados, Jak Ravik i z “Luku Tryumfalnego” Remarque’a,

MM: Ja wylądowałem w Paryżu 11 lat wcześniej dzięki temu, że wuj Raphael był francuskim komunista, a właściwie już nie był, bo po rewelacjach Chruszczowa na temat Stalina i z partii się wypisał, ale jego zaproszenia były wciąż honorowane. Ja też znałem Paryż z książek i filmów, ale nie szukałem calvadosu, upijałem się samym zapachem Paryża, zacząłem chodzić po Paryżu cala dobę, aż padłem i wróciłem do hotelu ‘Select” na Place della Sorbonne. W Paryżu zobaczyłem, że można zachowywać się inaczej, na przykład taki obraz: wysoki chłopak i znacznie niższa dziewczyna, która prawie wdrapuje się na niego i zaczyna go całować, podczas gdy w Polsce ten chłopak powinien zacząć, gdy ona się odpycha.

TR: Widziałem to, ale wiedziałem, że nie zostanę.

MM: Mnie Paryż zmienił, jakbym urodził się po raz drugi.

TR: Mnie nie.

MM: Doświadczyłem, że można inaczej żyć, nie w klatce, wiedziałem jaka jest moja klatka, ta sama co twoja. Wiedziałem, że muszę do tej klatki wrócić, ale wróciłem z niesamowitym zapasem energii, a ty?

TR: Ja jeszcze miesiąc byłem w Szwecji i dopiero stamtąd wróciłem bogatszy o ogromne doświadczenie. Po zrobienie reportażu o “Elle”, zrozumiałem jak ważne jest dla mnie fotografowanie.

MM: Jakie dziewczyny w Paryżu?

TR: Znajoma z Polski, studentka ASP.

MM: A w Sztokholmie?

TR: W Sztokholmie byłem solo, jedna Szwedkę poderwałem na przygodę,

MM: Skąd się wziął ten szwedzki kontakt?

TR: Przyjechał do Warszawy szwedzki dziennikarz, spotkałem go w redakcji „Polska. W Szwecji dał mi cudowne mieszkanie rodziny swojej żony.  Tyle zarobiłem za moje zdjęcia u Szwedów, że do Polski wróciłem używanym Volkswagenem- garbusem.

MM: A ja zawiozłem do Francji cztery komplety czeskich kieliszków kryształowych pięć razy tańszych niż te, które moja rodzina i ich przyjaciele kupowali do swoich bogatych domów, a po sprzedaniu ich uzbierałem 500, dolarów, za co Grażyna i ja też kupiliśmy garbuska.

TR: Tego typu interesów nie robiłem.

.MM: Masz z tym problem?  Jeśli w usTRoju zabraniającym wolnego handlu, ktoś kupuje tanio, a sprzedaje drogo, to nazywa się to kapitalizm.

TR: Tak, tysiące Polaków to robiło, ale ja bym nie sprzedawał kryształów ani wódki.

MM: Nie handlowałem na ulicy, wypełniałem tylko zamówienie rodziny: eksport kryształów i import volkswagenów. Kilka lat później, za 1,000 dolarów kupiliśmy następnego garbusa, tez białego, żeby nie męczyli pytaniami   za jakie pieniądze.

TR: Moj następny też był biały.

MM: Wiec zorientowałeś się, że twoje zdjęcia są coś warte na Zachodzie. Twój kompleks wobec Rosjan, cierpienia od komunistów, otrząsnąłeś się z tego? poczułeś się wolniejszy w Polsce?

TR: Nie, ale poczułem ze należę do Europy

MM: W jaki sposób znalazłeś się w 1970 roku w Niemczech?

TR: Fotografowałem Niemców z grupy “Znaki Pokuty” w Auschwitz.  Oni dają mi stypendium i zapraszają mnie do Niemiec. Przedtem, w Krakowie poznaję grafika z Niemiec Wernera Schreiba i jego żonę Ingeborg.  Po ich wyjeździe dostaje od niej wiadomość, że jej mąż zginął w wypadku samochodowym, a ona jest ciężko ranna. Przyjeżdżam do Niemiec i zatrzymuje się u niej we Frankfurcie. Ma uszkodzone oko, ale wciąż. pracuje w agencji reklamowej

MM: Jak ten pobyt wygląda?

TR: Robię jej całą dokumentację fotograficzną spadku po mężu. Chce jechać do Hamburga, bo to jest stolica niemieckiej prasy ilustrowanej, największy rynek dla takiej fotografii jak ja lubię. Ona kieruje mnie do swego przyjaciela w Hamburgu, Uwe. Dom w bogatej dzielnicy Ebendorf, sprzed pierwszej wojny światowej, z tyłu ogród. Uwe, w moim wieku, ma żonę Reginę i dwoje małych dzieci. Jest architektem zieleni, projektuje ogrody. Schodzimy do sutereny, tam jest ciemnia, mówi: „Zobacz czego brakuje, jakieś większe kuwety, ja wszystko to ci kupię”.

MM: Pojawił się w twoim życiu dobry Niemiec.

TR: Tak.

MM: Opowiedz o Fischmarkcie.

TR: Zaczęło się od rybnego targu w średniowieczu. Teraz jest tam wszystko. Jest tak tanio, że mieszczanie rzucają się na to, rośliny w kwiaciarni, kosztują sto marek, na Fischmarkt kwiaty przywożą Holendrzy swoimi ciężarówkami i sprzedają za 30. Skrzynka pomarańczy kosztuje tyle ile w sklepie kilo. Statki przywożą banany, tam są rozładowywane do chłodni. Są knajpy otwarte od szóstej rano i w niektórych muzyka do tańca, harmonia z fortepianem.  Ludzie, którzy całą noc pili i idą na śniadanie o szóstej rano do Fischmarkt, żeby zjeść jajecznicę albo flądrę smażoną z kartoflami i napić się piwa świeżo wytoczonego z beczki. ~Kompletny kocioł – raj dla fotografa.

MM: Na zamówienie?

TR: Nie, dla siebie. Jeszcze przedtem fotografowałem Velgen, ośrodek dla ludzi na odwyku.

MM: A dlaczego nie fotografowałeś starych twarzy na ulicy? Czy w twojej głowie istniała paralela pomiędzy ludźmi, którzy zamordowali twoją Żydówkę na torach i tymi, który spotykasz teraz w Niemczech?

TR: Tak, gdy widziałem na ulicy człowieka po czterdziestce, zastanawiałem, czy nie był w Treblince strażnikiem albo kierownikiem żandarmerii w Przasnyszu. Mam takie pytanie w głowie.

MM: Czy mógłbyś go o to zapytać?

TR: Obcego człowieka nie.  Gdy poznałem swoja przyszłą zonę, Silke, ona wynajmowała mieszkanie od kogoś, kto w czasie wojny był na froncie. Spytałem go czy wiedział co to były komory gazowe, powiedział, że nie, ale jego kolega- kolejarz, przyjechał, kiedy do domu na urlop, upił się i powiedział, że na wschodzie dzieją się straszne rzeczy, ale nie wolno o tym opowiadać.

MM: A zdobywanie Niemki? Czułeś, że byleś na terytorium nieprzyjaciela?

TR: Nie, znalazłem się w bardzo liberalnym środowisku, pluralizm polityczny, palenie haszyszu….

MM: Niemcy to było dla ciebie co?

TR: Pierwsze, że znalazłem się na wymarzonej, zachodniej ziemi. Jestem na Zachodzie, wreszcie płacą mi porządnie za zdjęcia.

MM: Odkryłeś demokrację. Obyczajowość?

TR: Drugie, że każda dziewczyna bierze pigułkę nareszcie nie grozi bezustanna groźba skrobanki jak w PRL-u, bo one są wolne, nie są manekinami na sznurkach facetów mogą się pieprzyć z kim chcą i nie boją się ciąży. trzecie: kończy się polski paszport ludowy i dostaję paszport dla cudzoziemców. który jest ważny na cały świat. W Hamburgu jest 107 konsulatów, dostaję wizę i jadę do tego kraju.

MM: A Niemiecka żona? Czy to epizod większy niż polska żona na motocyklu?

TR: TRudno ważyć. Mając żonę w RFN mogę dostać polski paszport wielokrotny, żebym mógł pojechać do Polski i znów wyjechać.

MM: Kochałeś ja?

TR: Kochałem.

MM: A ona ciebie?

TR: Też.

MM: Jak długo?

TR: Siedem lat.

MM: Jak to było na co dzień?

TR: Ona była laborantką w ciemni pisma ilustrowanego.

MM: Nie zaszła w ciążę mimo pigułki? nie było skrobanki?

TR: Była jedna.

MM: Zaakceptowałbyś dziecko?

TR: Tak. Ale to było pod koniec jak już się u nas sypało.

MM: Nie była tematem twoich zdjęć.

TR: Nie Nie miała tego typu urody, która zapraszała, nie była dla mnie natchnieniem.

MM: Dlaczego zaczęło się sypać?

TR: Ona poznała kogoś, to był mój znajomy.

MM: Polak?

TR: Polak, młodszy ode mnie.

MM: Był w waszym towarzystwie?

TR: Nie, ale ja go poznałem gdzieś i on przyjechał do nas do Hamburga.

MM: Rozpaczałeś?

TR: Było mi przykro.

MM: Rozwód formalny?

TR: Tak.

MM: Ślub jej z tym facetem?

TR: Nie, szybko rozstali, okazał się gejem.

MM: Jego nie fotografowałeś?

TR: Chyba raz, byliśmy razem na Fischmarkt.  Tu on jest.

––

MM: Jest jedno podobieństwo między nami: czujemy się niedostatecznie kochani. Ja jestem dzieckiem porzuconym na ulicach Warszawy przez matkę, która ten sposób ratowała mi życie. Potem matkę zastąpiła mi zona. Ciągle wydaje mi się, że za mało mnie kocha.

TR: Ja nie jestem takim egocentrykiem.

MM: Jesteś, bo egocentryzm jest cecha każdego artysty, co nie znaczy, że tylko zajmujemy się sobą. Dla mnie na przykład dobre samopoczucie Grażyny jest ważniejsze niż moje filmy.

TR: Tego nie wiedziałem. Przyjechałeś do Polski robić film „Sztetl” a ja potem dowiaduję, się, że Marzyński zrobił wspaniały film.

MM: Bo ty mi wyleciałeś mi z pamięci przez te lata, nie miałem pojęcia czy jesteś w Hamburgu czy w Warszawie.

–– –

TR: W czasie twojej emigracji marcowej wciąż bylem w Niemczech.

MM: Miałem 32 lata, gdy wyjeżdżałem, byłem uformowany. W „Argumentach” ukazała się notka: „Mówi się w Warszawie, że pewien znany reżyser telewizyjny wybiera się za granicę. Reżyser ten znany był z tego, że jeździł na zachód i przywoził zachodnie pomysły, które sprzedawał na wschodzie. Ciekawe jest czy teraz będzie sprzedawał w drugą stronę.”. Miał racje: wszystkiego czego się nauczyłem na wschodzie, sprzedaję na zachodzie. Rozmawiając z tobą uświadamiam sobie, że mieszkam już w Ameryce 45 lat. mam tam kasę, ale kultury amerykańskiej nie wchłonąłem, tak ja ty niemieckiej. kultura nasza jest tutejsza.

TR: Przy jednym z twoich następnych przyjazdów, znów spotkaliśmy się. Byłem na twoim wykładzie. Jak to się skończyło?

MM: Przywiozłem sto osiemdziesiąt tysięcy dolarów z amerykańskiej agencji informacji, żeby nauczyć dwudziestoletnich dziennikarzy apolitycznej telewizji, ale w zazdrośnickiej Polsce od razu zaczęto pode mną kopać dołki, córka senatora R. złożyła donos, że ja przynoszę do telewizji koperty ze scenariuszami z ambasady amerykańskiej. Projekt upadł. Wróciłem do domu z ulgą. W naszym wieku — albo jest się pewnym siebie albo się wcześnie umiera, musimy trwać i kontynuować swój nurt. (cdn)

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

http://studioopinii.pl/marian-marzynski-rozmowa-z-tadeuszem-3/

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: