Lema nie ma mamy memy Lema

„Nie można uwierzyć w Pana Boga tylko dlatego, że to nam dobrze zrobi.” (Stanisław Lem)

Nastolatki lubią mieć swoich idoli. Od czasu wczesnej nastolatkowatości moim idolem był Stanisław Lem. Rozumiem, że się o to złościł. To znaczy znacznie później zrozumiałam, jak bardzo go musiało denerwować, że miał już wśród dzieci swoich wielbicieli, bo przecież pisał dla dorosłych, a nawet dla bardzo dorosłych. Choć po jego śmierci zastanawiano się na poważnie, czy trafi do działu „wysoka filozofia” czy do popularnych książek dla młodzieży, co przytrafiło się Juliuszowi Verne’owi, czy H.G. Wellsowi…

Ja jednak uważam to za swoje wyjątkowe szczęście, że Lem napisał u początków swojej kariery pisarskiej kilka dość banalnych książek z dziedziny science fiction. Dzięki temu i te trudniejsze, z półki high science philosophy, stawały się dla mnie, wraz z moim czytelniczym wzrastaniem, nie za trudne. Inna sprawa, że już do tych pierwszych byłam nieźle przygotowana, oczywiście jak na jedenastolatkę: Verne, Wells, „Wielka, większa i największa” Broszkiewicza, „Zwycięzcy oceanu” Umińskiego, „Robinson Crusoe”, „Hrabia Monte Christo”, „Podróże Guliwera”, „W pustyni i w puszczy”, „Dzieci z Bullerbyn”, „Tajemniczy ogród”, „Karolcia”, „Serce”, „Pinokio”, „Kubuś Puchatek”, „Alicja w krainie czarów”…, w ciągu tych kilku lat, odkąd posiadłam sztukę czytania, do sięgnięcia po tytuły Lema, byłam całkiem całkiem oczytana, nieprawdaż?

Na pogrzebie Lema w pierwszym momencie nie zauważyłam, że pośród wieńców i kwiatów… nie ma trumny. Mała jak donica urna ledwie widoczna była pomiędzy liśćmi, kwiatami, wśród szarf… ach, prawda, przecież Lem był niewierzący, kremacja, dla katolika rzadkość, grzech chyba nawet, nie wiem, dla ateisty rzecz coraz normalniejsza, może sobie zażyczyć bez konfliktu sumienia. Ale pogrzeb był w obrządku katolickim, w nowiutkiej kaplicy na cmentarzu salwatorskim… „Lem nie wierzył w Boga, ale kto wie, może Bóg wierzył w Lema?”, ksiądz odprawiający mszę żałobną był sympatyczny, życzliwy, przyjazny. Mówił bez kaznodziejskiego zadęcia, mądrze, zwyczajnie.

Spojrzałam w górę, na sklepienie kościoła… bo jak się szuka czyjegoś ducha, patrzy się odruchowo w górę, choćby i duch kwalifikował się do piekła, czyli w dół. Duch jest bezcielesny, prawie nic nie waży, a może 21 gramów, jak twierdzą niektórzy? Jak w filmie o takim tytule? W każdym razie jest lekki albo wręcz nieważki, wzlatuje w górę i spogląda w dół. Czy Lem teraz patrzy na nas? Na swój pogrzeb? Zanim uleci w zaświaty? Czy będzie czasami wracał, żeby spojrzeć na Kraków i swój dom z ogrodem? I jak rośnie jego wnuczka? Jak się ma syn, Tomek? Żona, którą zostawił?

Nie! Lema nie ma! To co z Lema zostało, zmieściło się w naczyniu wielkości garnka. Mam tej samej wielkości urnę z prochami mojego poprzedniego psa, Parysa. Doczesne szczątki, spopielone kości, ale nie na proch, grzechocze, jak nią potrząsnąć. Lem tak często podkreślał, że uważa wszelkie życie za kończące się definitywnie z chwilą śmierci, że chyba byłby wręcz rozczarowany, gdyby tak nie było i gdyby po śmierci przyszło mu się o tym przekonać. Myślę też, że nie miałby mi za złe porównania urny mojego psa do swojej, skądinąd wiadomo, że kochał psy i miał ich kilka pokoleń. Acz, przyznać trzeba, że urna Lema była o wiele bardziej elegancka, ozdobna, z ciemnego metalu… z czego robi się urny? Z jakiego stopu? Z mosiądzu? Brązu? Parysa jest prosta, jasna, gliniana. I zaplombowana. Jak właściwie zamykane są ludzkie urny? Na amen?

Calosc TUTAJ

Jedna odpowiedź to “Lema nie ma mamy memy Lema”

  1. Nie należy zapominać, że Lem urodził się Żydem o czym autor nie wspomina albo o tym nie wie. Przytaczam ogólnie dostepny wpis w Wikipedii:

    Lem was born in 1921 into a secular Jewish family in Lwów, interwar Poland (now Lviv, Ukraine). According to his own account, he was actually born on the 13th of September, but the date was changed to the 12th on his birth certificate for because of superstition.[6] He was the son of Sabina née Woller (1892–1979) and Samuel Lem (1879–1954), a wealthy laryngologist and former physician in the Austro-Hungarian Army,[7][8] and first cousin to Polish poet Marian Hemar (Lem’s father and Hemar’s mother were brother and sister).

    Podobnie jak zrobiono to z Tuwimem, Brzechwa, Lesmianem i innymi Polacy starają się zatuszować żydowskie pochodzenie wybitnych „polskich” literatw. Nie wspomne o Mickiewiczu, którego matka byla Żydówką.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: