Refleksje dotyczące artykułów o działalności okupacyjnej agentki Wandy Kronenberg

Napisal i przyslal

Marek Wyszomrski-Werbart


Przypadkowo natrafiłem na artykuł Anny Sańczuk opisujący w barwnym stylu perypetie młodej arystokratki, agentki działającej na terenie Polski. Natychmiast uderzyło mnie podobieṅstwo pochodzenia Wandy Kronenberg – żydowskiej baronówny z Krystyną Skarbek (vel Christine Grenville), której ojciec hrabia Skarbek ożenił się ze Stefanią z żydowskiej rodziny bankierskiej Golgfederów. Wiadomo jest, że Krystyna Skarbek (The National Archives, Kew, London – nr. akt HS 9/612) była dotychczas jedyną Polką działającą operatywnie jako agentką w okresie wojny i ściśle związaną z angielską służbą wywiadowczą SOE (Special Operations Executive). To SOE szkoliło i wysyłało do Polski broń i cichociemnych.

Artykuł „Wanda Kronenberg – agentka o stu twarzach. Wamp czy bezwzględny morderca?” autorstwa Anny Sańczuk, odnośił się do poprzedniego – dziennikarskiej recenzji Włodzimierza Kalickiego w Wyborczej „Sen o konspiratorze z dziurką, czyli historia Wandy Kronenberg” z 9 kwietnia 2018 r. Zapoznałem się również na portalu Historia z artykułem pisanym przez Wojciecha Rodaka „Agentka z pejczem na barykadzie. Tajemnicza gra Wandy Kronenberg”. W wielu przypadkach uderzyło mnie, że przy prezentacji zdarzeń autorzy używają określeń: Podobno… – Prawdopodobnie… – Przypuszczalnie… itp.

Jako historyk i autor zareagowałem natychmiast. Odstawiłem chwilowo na bok pisanie mojej następnej książki i postanowiłem poświęcić tematowi nieco czasu. Nad tą decyzją zaważyła w tym przypadku zbieżność tematyczna, ponieważ pracuję nad dziejami kilku dotychczas nieznanych a raczej zapomnianych agentek alianckich w czasie wojny, beletryzując ich działalność szpiegowską na terenie Europy, Bliskiego Wschodu i Maghrebu.

Należy zaznaczyć, że wymienione powyżej artykuły pani Sańczuk, pana Kalickiego i pana Wojciecha Rodaka traktuję, jako recenzje, czy próby recenzji, nowej książki Michała Wójcika „BARONÓWNA. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki. Śledztwo dziennikarskie” (Wyd. Znak).

Od razu wyjaśniam , że książki pana Wójcika jeszcze nie czytałem, a moje uwagi odnoszą się oczywiście do wymienionych już tekstów recenzji. Każdy mógłby mi z pewnością zarzucić brak wglądu w dzieło stanowiące punkt wyjścia do niniejszej dyskusji. Na usprawiedliwienie muszę nadmienić, że mieszkając poza granicami Polski, nie byłem w stanie tego braku nadrobić, a ponieważ przemilczanie własnych refleksji nie leży w mojej naturze – piszę. Przyjmijmy, że moje uwagi będą przyczynkiem do rozpoczęcia dyskusji na temat Wandy Kronenberg, która – jak wynika z ogólnego zainteresowania – była postacią nietuzinkową.

Trudno jest z perspektywy czasu wartościować działania szpiega, szczególnie, gdy pracował on jednocześnie dla kilku agencji wywiadowczych. W przypadku Wandy, mającej swoje kontakty na wschodzie i zachodzie, dodatkową trudnością jest dotarcie do dokumentów archiwalnych poszczególnych służb wywiadowczych czy kontrwywiadu. W obecnej chwili dokumenty te są już najczęściej odtajnione i dostępne, oczywiście z wyjątkiem NKWD. Czytając dostępne mi teksty natrafiłem na kilka nieścisłości czy znaków zapytania, z którymi chciałbym się z czytelnikami podzielić. Najprawdopodobniej będą one wyjaśnione w przypadku zastosowania merytorycznej krytyki źródeł. W gruncie rzeczy wielobarwną postać naszej agentki łatwo jest upraszczać, dostosowując jej działalność do narosłych dookoła niej mitów jak i osobistych domysłów czy tłumaczeń, na co historyk nie powinien sobie jednak pozwolić. Mam tu szczególnie na myśli pikanterię jej życia osobistego i działania, jako modliszka – femme fatale, choć duża część czytelników zapewne chętnie to kupi.

Kiedy i gdzie Wanda wybiera karierę jako agentka wywiadu? Kto i gdzie daje jej choćby najbardziej podstawowe przeszkolenie z arkanów sztuki szpiegowskiej? To nie wystarczy zbyć truizmem – szpiegiem trzeba się urodzić, lecz w gruncie rzeczy należy mieć do tego bardzo specyficzny charakter, a raczej osobowość. Niestety, w praktyce nie jest to też wystarczające i pewnych technik trzeba się nauczyć. Literatury obowiązkowej dla szpiegów jeszcze wtedy nie było (przyp.aut. – Pierwsze druki instruktażowe zarówno SOE, Abwehry, czy NKWD wydano w połowie 1941). W przypadku personelu działającego operatywnie należy porządnie opanować posługiwanie się bronią, pewnych tricków, szyfrowania oraz metod kontaktowych.

Wydawałoby się, że życiorys baronówny jest prosty. W swoim krótkim dwudziestodwuletnim życiu zdążyła narobić wiele złego, usuwając ze swojej drogi wielu ludzi, w wielu przypadkach niemających nic wspólnego z jej szpiegowskim procederem.

Co robiła panna Kronenberg podczas i tuż po kampanii wrześniowej 1939. Otóż według wyżej wymienionych źródeł „…ewakuowała się do Lwowa wraz z ukochanym Witoldem Jasiłkowskim, gdzie wzięła z nim ślub…”. Młodzi wracają po kilku tygodniach jakby nigdy nic do Warszawy, gdzie ona zaczyna działać jako agentka. Halo!! Kto może uwierzyć w fakt podróżowania młodej pary bez problemu na sowieckie obszary, a potem z powrotem pod kuratelę Hitlera. Wiadomo, że uchodźcy z Polski dostawali się natychmiast w szpony NKWD, a o powrocie nie było co nawet myśleć. Nasuwa się logiczne przypuszczenie, że para, w ten czy inny sposób i z niewiadomych dla nas powodów, których mogło być kilka, została przeszkolona i włączona do siatki działającej na terenach zajętych przez Niemców. Tą teorię mógłby potwierdzić tylko wgląd w akta NKWD.

Sowieccy chlebodawcy Wandy zapewne od początku planowali, że w krótkim czasie wpadnie ona w sidła Abwehry czy też Gestapo i zostanie podwójnym agentem przekazującym informacje na wschód. Zarówno sowiecki, jak i niemiecki aparat wywiadowczy, używał na szeroką skalę szantażu jako narzędzia nacisku przy werbowaniu swoich szpiegów. W przypadku Wandy istnieje logiczna baza faktów popierających tę teorię; żydowskie pochodzenie Kronenbergow, angielskie obywatelstwo matki oraz aresztowanie męża Wandy, pseudonim „Grot”, zajmującego się jakimś podejrzanym biznesem. Czy był to proceder szpiegowski czy czarne interesy innego rodzaju trudno powiedzieć, gdyż małżonek nagle zniknął. Co na ten temat mówią akta Gestapo czy raczej SD (Sicherheitsdienst = Agencja bezpieczeństwa) czy nawet Kripo (Niemiecka policja kryminalna)? A może stał się komuś niepotrzebny? Pytanie – komu??

„Grot” był w kontakcie z jakąś podziemną organizacją. Nasuwa się przypuszczenie, że w tej początkowej fazie okupacji najprężniejsza była grupa zwana Muszkieterzy, prowadząca działalność wywiadowczą na szeroką skalę nie tylko na terenie Polski zajętym przez Hitlera, ale także całej Rzeszy. Niestety, pomimo obszernego wglądu w historię działalności tej organizacji, nie znalazłem żadnych śladów jej powiązaṅ z Jasiłkowskim. Być może było to jednak jakieś inne zgrupowanie ZWZ.

Po zniknięciu męża Wanda wraca do Lwowa. Jej nowy (raczej następny) chlebodawca,  Abwehra zleca jej rozpracowanie NKWD i ukraińskich nacjonalistów. Z tym ostatnim bym się nie zgodził, gdyż za datę powstanie partii nacjonalistycznej na Ukrainie (późniejsze RONA) przyjmuje się 4 października 1941, a więc już po operacji Barbarossa, czyli uderzeniu Hitlera na ZSRR 22 czerwca 1941. Nie podejrzewam, że Wanda w tym krótkim czasie mogła narobić dużo szkody Sowietom, którzy z pewnością trzymali ją pod szkłem powiększającym. Jej powrót na nowo do Warszawy utwierdza nas jeszcze raz w jej bezsprzecznych koneksjach z okupantem hitlerowskim. Fakt, że ją AK wcześniej nie zlikwidowało można interpretować jako potwierdzenie jej ścisłych kontaktów z podziemiem.

Znalazłem też stwierdzenie, że Wanda pracowała jednocześnie dla pięciu wywiadów. W tym przypadku zgodzę się na trzy: sowiecki, hitlerowski i AK, który w gruncie rzeczy zaczął być już wtedy ściśle związany z angielskim SOE i M16 (Secret Intelligence Services, SIS) a w przyszłości, od końca 1942 roku, z amerykańskim OSS (Office of Strategic Services = prekursor CIA). Ponieważ mam aktualnie szeroki wgląd w akta Centralnego Archiwum Wielkiej Brytanii (The National Archives, Kew), sprawdzałem dokładnie i twierdzę, że Wanda Kronenberg nie figuruje w rejestrze angielskich tajnych służb, zarówno pod swoim jak i przybranymi/fałszywymi nazwiskami czy pseudonimami. Wszystkie te angielskie czy amerykańskie służby wywiadowcze były w ścisłej współpracy z rządem polskim w Londynie i wszyscy agenci działający na terenach zajętych przez Niemców, Włochów czy Japończyków posiadają tam swoje akta personalne.

Wielu z czytelników może się dziwić, jak młoda agentka bez długoletniej praktyki jako szpieg potrafiła przechytrzyć dociekliwych pracowników wywiadu wciskając im w inteligentny sposób sfabularyzowane raporty nie zawierające ziarnka prawdy. Jak wiadomo, każdy raport czy wiadomość, która dociera do centrali szpiegowskiej, musi być zweryfikowana i potwierdzona przez różne źródła. W wielu przypadkach jest to fizyczną niemożliwością i materiał informacyjny zostaje przyjęty jako pewnik lub odrzucony. W ten sposób Stalin wzruszył tylko ramionami na raporty kilku agentów (między innymi wspomnianych wyżej polskich Muszkieterów) o przygotowaniach Hitlera do uderzenia na ZSRR. Innym przykładem jest podwójny agent Juan Pujol Garcia „Garbo”, pracujący dla aliantów. Przez swoje inteligentnie redagowane kłamliwe raporty najpierw z Lizbony, a potem z Londynu, przechytrzył Hitlera i całą Abwehrę przyczyniając się aktywnie między innymi do odciągnięcia głównych sił niemieckich z Normandii tuż przed inwazją aliantów. (Jego działalność, patrz – Stephan Talty, Agent „Garbo”, wyd. Muza S.A. Warszawa 2014).

Na zakończenie, kilka uwag dotyczących pewnych detali.

Mianowicie ta dziurka w głowie przygodnego partnera Wandy, którego zastrzeliła. Czytający kojarzy sobie natychmiast, że Wanda posługiwała się pistoletem z tłumikiem. Tutaj pozwolę sobie na kilka komentarzy. W początkowej fazie wojny –tłumik – był to dużych rozmiarów cylinder, który w późniejszym czasie dopracowano i zmniejszono. Nadal był to jednak zbyt duży luksus używany głownie przez snajperów, a w przypadku agentów w bardzo specjalnych okolicznościach. Skutki uboczne tłumienia dźwięku wytwarzały wysokie temperatury w urządzeniu tłumiącym emanując na mechanizm broni. To kinematografia oszukała publiczność, że tłumik to coś, co można używać w każdym momencie walki na bliską odległość i to po kilka strzałów z tej samej broni w krótkim czasie po sobie – bzdura. Jest jednak możliwość, że to Ian Fleming, twórca postaci Bonda 007, a w rzeczywistości były agent SOE z okresu wojny wymyślił takie łgarstwo – no, bo to w filmie jest bardzo efektowne.

W którymś z artykułów znalazłem bardzo trafne stwierdzenie – …To faceci tworzą z niej wampa, który morduje i manipuluje wszystkimi dookoła… Z tym bym się zgodził, bo ten pejcz zabrany wraz z pistoletem jako broń na powstańczą barykadę doprowadza do śmiechu. Wystarczy szereg zamordowanych przypadkowych partnerów. Detale typu, na których częściach ciała swojej ofiary zostawiła ślady swojej szminki może wzbudzić sensację tylko u niektórych czytelników, nie wnosząc nic nowego do historii tej demonicznej agentki. Szpiedzy zabijali tylko w ostateczności w niektórych sytuacjach pod presją, odkrycia ich działalności lub zagrożenia ich życiu, jeżeli oczywiście nie wykonywali wyroku. Głownym celem było zdobycie informacji lub ścisłe wykonanie zadania.

W przypadku Wandy Kronenberg mamy do czynienia z wysyłaniem mężczyzn na tamten świat dla przyjemności czy też z upodobania. Tu natychmiast nasuwa się refleksja – co wiemy o osobowości Wandy? Podkreśla się takie cechy charakteru jak egoizm, samowola i predyspozycja do manipulacji swoim otoczeniem. W tym przypadku kombinacja wymienionych jej ujemnych atrybutów osobowości z intensywnym intelektem oraz wybujałym temperamentem ułatwiała Wandzie omotanie, a raczej zaślepienie swoich ofiar. Zasadniczo technika sposobów pozbawiania życia poszczególnych delikwentów nie ma dla nas żadnego znaczenia. Jednocześnie można zadać sobie pytanie – czy to broń palna, czy biała… i to w środku miasta? A co zrobić z ciałem? I znowu odwieczny dylemat, z którym musi się uporać każdy autor powieści kryminalnych. Laik wpadnie mi w słowa – …no przecież miała tłumik. Każdy cichociemny, a spotkałem i rozmawiałem z wieloma, tylko by się roześmiał!

Jedynym bezsprzecznym faktem jest, że mamy tu do czynienia z seryjną patologiczną morderczynią, która powinna zakończyć swój proceder na szafocie, albo w zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Postawienie adekwatnej diagnozy nie leży w zasięgu moich kompetencji. Będąc jednak wystarczająco zorientowanym w tej dziedzinie, mogę stwierdzić, że w wielu klinikach psychiatrycznych na świecie spotyka się zadziwiająco podobne przypadki psychopatologicznych wypaczeń, zarówno u mężczyzn jak i u kobiet. Tych syndromów nie można wyleczyć i one rządzą niestety całą osobowością pacjenta.

Jaka była Wanda w oczach swoich ofiar – …Piękna i ponętna…”. Ta opinia przewija się w ocenach wyglądu zewnętrznego Wandy. Moi panowie! Czy to na nowo nie bierze górę zaćmienie realnego spojrzenia na rzeczywistość przez pryzmat męskiego wartościowania jej destruktywnej  erotomanii? Używanie superlatywów w ocenie jej wyglądu wydaje mi się też bezpodstawne. Wystarczy obejrzeć kilka jej zdjęć zamieszczonych na Internecie. Polecam!

Nurtuje mnie pytanie: Z jakiej przyczyny AK nie wykonało likwidacji Wandy natychmiast po wyroku sądu? Czy była jeszcze komuś potrzebna? Czy może ostrzeżono ją i zaczęła się ukrywać przed ręką sprawiedliwości podziemia? Jednak chyba nie, bo o wybuchu powstania była poinformowana, gdzie natychmiast – ta ręka sprawiedliwości ją dosięgła – z pejczem w ręku czy też bez. To akurat dla historyka nie jest tak ważne.

 

© Marek Wyszomrski-Werbart, lipiec 2018

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: