Rozmowa

Zenon Rogala

 

 


– Wejdź dalej i rozgość się, muszę z tobą porozmawiać, – mimo ciemności, a może właśnie dlatego, głos był świetnie słyszalny i ten ktoś miał znakomitą dykcję.
– Jak można wejść dalej, skoro ciemno tu, jak podczas najczarniejszej nocy listopadowej, – musiałem dodać sobie odwagi, bo faktycznie ciemności panowały tu iście egipskie.

– Wyciągnij rękę przed siebie i usiądź – głos był elektroniczny, to znaczy jakby mówił do mnie przez mikrofon, gdzieś z oddali, ale słyszałem go świetnie i faktycznie, ledwo wysunąłem przed siebie rękę poczułem oparcie jakiegoś krzesła, ni to fotela, ni ławki z oparciem – usiadłem.

– Wybacz, ale tak nie pozwolę się traktować, – zacząłem od razu z pretensją – zapraszasz mnie do rozmowy, ale nasze warunki już z gruntu i na początku są nierówne. Siedzę w ciemnym pomieszczeniu, którego topografię ty znasz dokładnie, ja natomiast w poruszaniu się tutaj zdany jestem wyłącznie na ciebie. Mówisz do mnie z jakiejś kosmicznej odległości, bo przecież słyszę, że używasz elektroniki, więc jeśli chcesz ze mną mówić, musisz ustąpić choćby z jakiegoś szczegółu, który daje ci przewagę nade mną, inaczej nici z naszej rozmowy.

– Dobrze, masz racje, warunki nie są równe, zgadzam się i teraz mówię do ciebie już bezpośrednio. Siedzę bowiem obok ciebie i przyznasz, że czujesz to, że jestem na wyciągniecie ręki – rzeczywiście głos dochodził z niedalekiego sąsiedztwa, ale wyczułem w nim coś dziwnego, mianowicie przeszło mi przez głowę, że takich rozmów przeprowadzał już wiele, że to dla niego rutynowe spotkanie i że za chwilę usłyszę jakąś rutynowa propozycję. Jakby w odpowiedzi na moje przypuszczenia, usłyszałem –
– Nie myśl sobie, że takich rozmów przeprowadzałem wiele, i nie sądź, że usłyszysz jakąś rutynową propozycję – tu mnie zaskoczył.

– Proponuje mianowicie, żebyś to ty zaczął i zaproponował temat rozmowy, albo jeszcze inaczej, powiedz mi raczej sam po coś tu przyszedł i co chcesz mi przekazać, a raczej, co chcesz, żebym dla ciebie zrobił, ponadto powiedz, co o mnie sądzisz i jak widzisz przyszłe relacje między nami.
– O, kolego nieźle mnie wrabiasz – pomyślałem, a po namyśle, opanowany dodałem,
– Powiedz więc kim jesteś, skąd się wziąłeś, po co mnie wciągasz w jakieś gierki, dlaczego obarczasz mnie odpowiedzialnością za tak trudne pytania.
– Żeby wszystko było jasne powiem ci, że niedaleko jest od ciebie do mnie, ja jestem taki jak ty, stanowię w połowie uzupełnienie ciebie. Dzisiaj wyjdzie stąd tylko jeden, mianowicie, rozstrzygniemy po rozmowie kto. Ty, ten lepszy, czy ty, pohańbiony i niegodny uwagi, a przez to groźny.
To zaczynało być intrygujące, chyba zostanę i zobaczę jak rozwinie się ten ciekawie zapowiadający się dialog.

– Warunek jednak stawiam jeden, musisz odsłonić swoje najgorsze cechy… to jest chwila szczerości. Dzięki szczerości, albo wzniesiesz się ku wyżynom, albo pogrążysz w zapomnieniu.
– Chyba żartujesz, widzę, że nie traktujesz mnie poważnie. Znasz mnie przecież na tyle, żeby wiedzieć, że jeśli coś mówię, to robię to przeważnie po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Widocznie jest we mnie jakiś brak, który chętnie zastąpię za zainteresowanie się mną,. Po prostu mechanizm jest dość prosty. Za to, żeby nikt nie zauważył braku we mnie tego czegoś, automatycznie przerzucam czyjąś uwagę na jakąś mniej kompromitującą cechę. Nawet może ona świadczyć o mnie nienajlepiej, ale za cenę ukrycia tej prze paskudnej cechy, na ukryciu której mi tak zależy, czynie ten manewr celowo. Owszem, zgadzam się, ale na pokazanie cechy tej mniej ważnej, tej mniej wstydliwej, dzięki temu skrywam najgorszą.
-Wiem, że ty nie dasz się na to nabrać, sam zresztą stosujesz tę przedwieczną metodę odwracania uwagi. Bierzesz za rączkę tę małą osóbkę i pokazujesz jej bez tłumaczenia sensu i istoty, formę dla niej całkiem niezrozumiałą, najlepiej jeśli jest szokującą. A kiedy doprowadzisz ten niedojrzały umysł, do stanu, w którym umiejętnie rozpoczniesz system podporządkowania go sobie i swoim potrzebom, już jest za późno na analizę i logiczne myślenie. Istotkę nieświadomą, twoich zabiegów i perfidnych manipulacji, sprowadzasz do stanu umysłu jak do klatki psychologicznej i ta niewidoczna granica, utworzona z ogrodzenia tej klatki, skutecznie izoluje tę niedoświadczoną życiowo istotę, od świata zewnętrznego, który jest widoczny i pozornie dostępny, ale na warunkach przez ciebie wpojonych, przez to nieobiektywnych i zniewalających samodzielne myślenie.

– Cały ty. Wiedz jednak, że mechanizm ten jest tak stary, jak początki ludzkiej świadomości i nie zaimponujesz mi swoimi odkrywczymi rewelacjami. Znam je może lepiej od ciebie, posługuję się nimi na co dzień, a efekty widać w jeden dzień tygodnia. Wtedy zachodzi bowiem szczególnie ciekawe zjawisko zbiorowego, czyli pozornie obiektywnego uzależnienia.
– Chyba coś przekombinowałeś. Jak będziesz oglądał coś ze zbyt małej odległości zatracisz właściwy osąd. Sprawy wymagają dla właściwej oceny, odpowiedniej, a dla każdej sprawy, innej odległości do oceny.
– Zgoda, w tej sprawie jesteśmy zgodni, też uważam, że pogląd na nasze ludzkie, różne sprawy, zależy od naszej odległości badawczej do problemu. Wraz ze zmieniającym się naszym wiekiem i powiększaniem się odległości od wczoraj, zmienia się także ocena odległości na pojęcie jutra.
– Mimo pozornej zgodności, jednak wyjdziemy z tego ciemnego pomieszczenia osobno. Niech każdy z nas stara się na swój sposób udowodnić, że ma rację.
– Nie zależy mi na swojej racji, ale na tej, do której dążę, która jest gdzieś, ale na szczęście umyka wraz z czasem i inną perspektywą dla jej właściwej oceny…


Wszystkie opowiadania Zenona Rogali

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: