Odporność stada na fakty

 

Andzrej Koraszewski

 

 

Przyslala Katharina Dr.enGasinska-Lepsien

Pojęcie odporności stada stało się w ostatnich czasach modne za sprawą epidemiologów. Kiedy znaczna część populacji jest odporna na daną chorobę, znika prawdopodobieństwo wybuchu epidemii. Dlatego właśnie szczepienia są zbawieniem. Choroby, które dziesiątkowały całe społeczeństwa, odchodzą do lamusa. Jest to jeden z tych cudów nowoczesnej medycyny, którym zawdzięczamy przerwanie długiej historii wysokiej śmiertelności niemowląt i dzieci oraz ciągłe przedłużanie średniej długości życia. Żyjemy dziś grubo ponad dwa razy dłużej niż nasi przodkowie w stanie natury i to nie tylko dlatego, że rzadziej się mordujemy. Mamy sztucznie zbudowaną odporność stadną na naszych najgorszych zabójców.

Dziś patrzymy z oburzeniem na wirusologów i polityków, że nie potrafią sobie dostatecznie szybko poradzić z koronawirusem, nowym mikrodraniem, pakującym się bezczelnie do naszych płuc i innych organów.

Szczepionka przeciw wrażym działaniom nowego wroga ludzkości nie jest sprawą łatwą ani małą, a czy zaliczenie COVID-19 daje odporność trwałą lub okresową, tego tak do końca jeszcze nie wiemy. Politycy i nie tylko politycy wypatrują odporności stadnej jak kania deszczu. Dopiero odporność stada pozwoli wrócić do pełnej normalności. Chwilowo mamy problem z powrotem do aktywności ograniczonej, pozwalającej przetrwać do lepszych czasów. Ograniczona aktywność wymaga koncentracji uwagi na tym, gdzie i jak nasz mikrodrań najłatwiej przeskakuje z człowieka na człowieka i jak najszybciej przyskrzynić nosiciela i ustalić z kim mógł się wirusem podzielić?

„Uczeni bardzo się spierają…” śpiewał Alosza Awdiejew w „Songu o jaju”, dając do zrozumienia, że ekspert ekspertowi nierówny, a my jesteśmy w kłopocie.

Nauka jest cudowna, eksperci to sprawa kluczowa, problemem jest rozumienie nauki i zdolność oceny tego, kto rzeczywiście jest ekspertem oraz (co może być w tym wszystkim najtrudniejsze), zdolność rozumienia, o co oni właściwie się spierają.

Biskup to nie ekspert, a ekspert to nie biskup. Eksperci nie mówią jednym głosem i praktycznie nigdy nie dysponują wiedzą w stu procentach pewną. Uczciwie mówiąc, im częściej ekspert zapewnia nas, że wie na dany temat wszystko, tym bardziej powinniśmy być wobec niego podejrzliwi (chociaż bywają ludzie zadufani, którzy są nieźle zorientowani).

Nauka jest metodą żmudnego przybliżania się do prawdy, a objawienia zostawia idiotom. Naukowiec zakłada gronostaje, kiedy nie ma nic ważnego do powiedzenia, ale kiedy sądzi, że coś znalazł, przedstawia swoje wyniki kolegom, żeby je mogli roznieść na strzępy, bo jeśli im się to nie uda, to być może to, co znalazł, jest ważne i bliskie prawdy (a jeśli im się uda, to wyprowadzą go z błędu). Innymi słowy, nauka jest tylko tak długo nauką, jak długo opiera się na ciągłym sprawdzaniu, czy nie da się jej prawd obalić. Ta naukowa metoda pozwala nam bez obaw wkraczać na mosty, latać samolotami, korzystać z lekarstw, żyć w zaczarowanym świecie technicznych cudów.

Jeśli jesteśmy tak mądrzy, to dlaczego jesteśmy tak mało rozsądni? Dobre pytanie. Podczas gdy w procesie badań naukowych zgadzamy się na dyktat rygorystycznej metodologii, która nie pozwala na ignorowanie faktów, w życiu codziennym mamy paskudny obyczaj używania wybranych faktów do podpierania złudzeń.

Dlaczego? Ponieważ jesteśmy zwierzętami stadnymi, a dla towarzystwa jesteśmy gotowi wyrzec się rozsądku. Wiele razy słyszałem zabawne stwierdzenie: „Byłem w błędzie, ale w dobrym towarzystwie”. Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić, mawiała moja matka i było w tym ostrzeżenie nie tyle przed Cyganem, co przed towarzystwem. Istotnie, ewolucja tak ukształtowała nasze umysły, że obawa przed krzywym spojrzeniem stada napawa wielu paraliżującym strachem. Psycholodzy zajmujący się badaniem postaw religijnych pokazują, do jakiego stopnia obowiązujące w stadzie mity mogą nas powstrzymywać przed używaniem krytycznego myślenia.

Herezja i bluźnierstwo nie są ograniczone do sfery religijnej. Ostracyzm może powodować zdrada środowiskowych konsensusików. Zdaniem badaczy lojalność wobec myśli stadnej płynie z najstarszych pokładów naszego mózgu. Ewolucyjnie umocowana skłonność wzmacniana jest również wychowaniem. Najpierw wdrażani jesteśmy do ślepego posłuszeństwa, a dopiero długo potem zachęcają nas do samodzielnego sprawdzania faktów. Okrzyk Tertuliana – „wierzę, bo to absurd” jest ciekawym świadectwem tego, że gotowość zaprzeczenia własnym zmysłom jest próbą naszej lojalności wobec stada. Odporność stada na naruszające stadne wierzenia fakty jest stanem naturalnym.

Czy można to zmienić? Ogłoszenie: „Sprzedam czerep rubaszny, miecz zemsty (straszny) oraz garść myśli narodowej – tanio. (Możliwa ewentualna wymiana za szczyptę rozumu)” może rozśmieszyć, ale poważnego zainteresowania nie wzbudzi.

Czy w czasach pandemii widzimy to wszystko wyraźniej? Trudno powiedzieć. Obserwuje się mylenie ekspertów z biskupami. Nauka wdarła się na ołtarze, więc stado może oddawać jej hołd, bez próby rozumienia. Okrzyk „naukowcy mówią” zastępuje wysiłek zrozumienia, o co badacze się spierają. To upraszcza sprawę, pozwala dobrać ekspertów do potrzeb myśli stadnej. Media dostarczają wiedzy pewnej o tym, co nie jest pewne. Lubią zapewniać, że wiedzą już wszystko. Preferujemy te, które wiedzą to, co my wiemy, wyśmiewamy głupców, którzy wiedzą co innego. Odporność stada na fakty sprzeczne z wierzeniami wydaje się być wielkością stałą.

Namawiałem swego czasu polskich wydawców na wydanie książki Annaki Harris I Wonder, książeczki o sztuce mówienia dzieciom – „nie wiem”. Oczywiście przegrałem. Zachęcanie do pierwszego kroku w kierunku osłabienia odporności stadnej na fakty niemiłe nie jest ponętne. Samodzielne myślenie pozostaje herezją i bluźnierstwem, grozi utratą radości błądzenia w dobrym towarzystwie.


http://www.listyznaszegosadu.pl/m/nauka/odpornosc-stada-na-fakty

4 komentarze to “Odporność stada na fakty”

  1. Honor i solidarność ze szczepem tożsamościowym są ważniejsze od ryzyka wirusa.
    Jak w jihadzie w którym cel uświęca środki i często żąda życia i lojalności wiernych.

    Na dowód:
    Święte wojny toczą się w dalej świecie Islamu mimo niebezpieczeństwa Korony.
    Nie mniej święta wojna intersekcjonalna toczy się dzisiaj w NYC, LA, w Londynie i Paryżu. Lista prowizoryczna.

    Prosty wirus nie zatrzyma zapału fanatyków.

  2. Ryszard K. 04/06/2020 at 10:47

    @Ewa Korulska – Ogolnie rzecz biorac, podzielam Twoje uczucia, jednakze pozwole sobie na uwage: piszesz ”ludzie na calym swiecie dali sie poslusznie pozamykac w domach…”, a potem ”Ci sami ludzie na wiesc o domniemanym zabojstwie…wyskoczyli zbiorowo na ulice brutalnie manifestowac, rozbijac i rabowac sklepy…” – Pardon, TO NIE SA CI SAMI! Nawet golym okiem daje sie odroznic.

  3. Ryszard K. 04/06/2020 at 10:43

    Tekst jak zwykle pelen zdrowego rozsadku, przypomina kilka podstawowych prawd ktore wyraznie nie znajduja uznania zarowno elity rzadzacej, jak i mediow, nie mowiac juz o tlumie. Jak na przyklad promowanie wszelkiego rodzaju wyszczekanych ”ekspertow”, przede wszystkim w popularnych programach telewizyjnych, lecz takze majacych posluch u rzadzacych. Jakos malo komu przychodzi do glowy prawda znana jeszcze Rzymianom: ”Quis custodiet ipsos custodes?”, czyli parafrazujac: ”Jacy eksperci wybieraja ekspertow?” – Naogol dziala w tej dziedzinie preselekcja, praktycznie wykluczajaca z pola medialnego ludzi gloszacych inne opinie niz te ktore uznano za pozyteczne, postepowe, pozadane, wlasciwe, poprawne politycznie, itp.

  4. Ewa Korulska 04/06/2020 at 05:35

    Świetnie napisany tekst i bardzo prawdziwy.
    Ilustruje go niestety obecny paradoks :
    Na wieść o virusie ludzie na całym świecie dali się posłusznie pozamykać w domach i położyć własną ekonomie na rozkaz władz. Takie zachowanie można nazwać ślepa dyscyplina, strachem przed nieznanym, poczuciem odpowiedzialności… Jak kto woli.
    Ci sami ludzie na wieść o domniemanym zabójstwie ( fakt niestety powszedni, w najróżniejszych kontekstach ) wyskoczyli zbiorowo na ulice brutalnie manifestować, rozbijać i rabować sklepy, podpalać domy i atakować niewinnych rodaków, nie bacząc wcale na ryzyko zarażenia tym samym virusem przed którym jeszcze wczoraj tak pokornie się chowali po domach.
    I ci sami ludzie reagują calkowitym spokojem, obojętnością i biernością na setki o wiele bardziej okrutnych i premedytowanych morderstw ( terroryzm, antysemityzm, szkolne strzelaniny.. ). Czym to wytłumaczyć ? Chyba tylko tym ze tłuszcza ludzka jest bezwolna, bezrozumna masa, tchórzliwa ale zawsze gotowa do pogromu, podatna na wszelkie manipulacje i podżegania.
    To tylko kolejna ilustracja znanego nam zjawiska.
    I jak tu mieć szacunek dla tłumu ?

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: