Noworoczna Chałka

Alex Wieseltier


Jak ma świętować Żyd, który nie jest religijny, ale stara się podtrzymywać żydowskie tradycje? Co może taki jeden zrobić w przypadku Rosz ha-Szana? Pójść do synagogi? Przy tych ograniczeniach spowodowanych koronawirusem nawet ci, co mają stale miejsca w synagodze będą mieli problemy. Wiec dla takiego jak ja to odpada. Zostaje tylko ewentualne wirtualne uczestniczenie w nabożeństwie i słuchanie baraniego rogu w Internecie.


Co można jeszcze? No tak. Posiłek świąteczny. Jabłka, miód, granaty, chałka… No właśnie! Może by tak upiec chałkę we własnym zakresie? Po próbach z latkies, racuszkami i hamentaszen, sam pomysł nie wydaje się taki trudny w realizacji. Wiec do roboty! Najpierw znaleźć przepis. Żaden problem. Przepisów od groma.


No to popatrzmy. Mąka, mleko, masło… Zaraz, zaraz! Odpada! To ma przecież być koszerna chałka na żydowski Nowy Rok! O jest! Jakiś Duńczyk ma wideo na YouTube. Po angielsku! Wygląda ciekawie i bardzo koszernie. I dosyć prosto, choć te dokładne odważanie każdego składnika… Ale popatrzmy na to dokładnie. Co to znaczy „challah med surdej”? Surdej? Zakwas? Zaczyn? O! Jest przepis przygotowania tego zakwasu. Co? Trzeba przygotować dzień wcześniej? Odpada! Tyle czasu to ja przecież nie mam. Ratunku! Jakiś inny przepis na koszerną chałkę?

Szukaj, szukaj. Jest! Bez tego zakwasu! I bez mleka i masła! Tylko z drożdżami! No to jedziemy! Jedno opakowanie drożdży. Kubek letniej wody. Rozmieszać/rozpuścić drożdże w naczynku. Żaden problem. Cztery i pól szklanki mąki, dwie łyżeczki cukru, dwie łyżeczki soli, dwie łyżki oliwy, dwa cale jajka. Wszystko zmieszać razem z rozpuszczonymi drożdżami. Zaraz, zaraz. W duńskim przepisie nie było cukru, tylko miód! OK. Zamiast dwóch łyżeczek cukru, dwie łyżki miodu! Gnieć, gnieć. Ta konsystencja trochę nie taka. Więc trochę wody. Za dużo! No to trochę maki. No trochę lepiej.

Co dalej? Aha! Odłożyć pod przykrywką na godzinę. Dobra. Można trochę odsapnąć. Po godzinie. Nawet urosła! Co dalej? Trochę pougniatać. Podzielić na trzy równe części. Uformować wałeczki. Czemu one takie mało gładkie? Nieważne. Teraz zapleść. Nie takie łatwe, ale nie wygląda najgorzej. Co? Znowu zostawić na wyrośniecie? Ile? 30 minut? Niech będzie! Co dalej? Aha To trzecie jajko! Rozbełtać i posmarować. Tylko żółtkiem? A niech tam! Całym jajkiem! Zaraz, zaraz. Przecież mam paczkę sezamu. No to obsypiemy! I wreszcie do piecyka!. Cholera! Zapomniałem podgrzać. Nie ma sprawy. Dołożymy 6 minut.


Upieczone! Wygląda nieźle, chociaż trochę inaczej niż na zdjęciu w przepisie. No tak. Oni nie dodali białka i nie posypali sezamem. No to pstrykamy zdjęcie dla potomności.
Jak smakuje+ To już moja tajemnica. Na następny rok będzie jeszcze lepsza.
Szana tova


Wszystkie wpisy Alexa

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: