Kłębek

Zenon Rogala


          Zwracał na siebie uwagę, bo był w mundurze. Nikt na egzamin wstępny nie przychodził w mundurze, zwłaszcza wojskowym.  Zwracał na siebie uwagę na egzaminie wstępnym, zwłaszcza pisemnym, bo wtedy do sali wchodzili wszyscy, kilkaset osób. A on jeden w zielonym  mundurze. Potem kiedy już mieszkaliśmy w  sześcioosobowym pokoju, wspominał te wstępne czasy i opowiadał, że specjalnie choć przecież nie musiał, przyszedł na  egzamin po wojskowemu, bo obiecał swojej dziewczynie Maryli, że dostanie się na studia w czasie przepustki specjalnej. Nie tylko dlatego się dostał, był odważnie myślącym, inteligentnym i bardzo koleżeńskim kumplem.

          Miała mocno upięte warkocze, tuż przy samej głowie. Żadnych wiszących kitek, ani innych pejsów, loków luźno zwisających. Misterna robota kogoś o dużej wprawie.

          – Sama sobie zaplatam  – patrzyła zalotnie, a wypowiedziane każde słowo było zaproszeniem do tej osobliwej podniecającej gry międzypłciowej. Już wyjeżdżałem z uczelnianego parkingu, kiedy zobaczyłem, że to właśnie ona zatrzymuje mnie pewnym gestem. 

          – Proszę wybaczyć, że pana zatrzymuje, ale wiem, że jedzie pan na Bronowice, a ja mam tak mało czasu, aby zdążyć na autobus, że ośmieliłam się pana zatrzymać.

          – To ja jestem pani wdzięczny, że wybrała pani mnie,  spośród tych wszystkich , którzy tylko czekają na pani skinienie i nawet wiem, że poszliby nawet w ogień piekielny za panią – faktycznie byłem zadowolony, że po wspólnej naradzie w pracy, spędzimy jeszcze te chwile w samochodzie.

          – Z tym ogniem niech pan raczej nie przesadza, bo w moim domu jest tak zimno, że nie wiem jak dociągniemy do wiosny. Ojciec przepija, ostatnie grosze,

więc dzisiaj jeszcze jadę do tarnowskiej ciotki po pożyczkę. 

          Już dojeżdżaliśmy na te moje Bronowice, a ja ciągle byłem pod wrażeniem jej delikatnych rysów, jej profilu i tej główki tak pięknie ozdobionej misternym haftem z włosów.

          – Może nie do piekieł, ale na kraj świata mógłbym się z panią wybrać – trochę głupio zacząłem.

          – Poważnie? Lepiej niech pan mnie nie prowokuje, bo spieszę się na autobus, żeby zdążyć na ten ostatni pociąg do Tarnowa. Muszę tam być jeszcze dzisiaj, a to przecież nie koniec świata.

          – Lepszego zbiegu okoliczności trudno sobie wymarzyć, właśnie dzisiaj chętnie spotkam się z moim kumplem ze studiów, który urodził się, chodził do szkoły i do dzisiaj mieszka w Tarnowie. Nawet byłem świadkiem na jego  ślubie, a ponieważ dawno się nie widzieliśmy, dobrze nam zrobi taka niespodziewana wizyta. Więc szczęścia nie należy lekceważyć. Jedziemy do Tarnowa razem.

          Trochę trwało zanim stanąłem pod drzwiami jego mieszkania. Teraz pamiętam dokładnie tę skrzynkę na listy, przymocowaną przed laty całkiem krzywo.

          – Kiedyś się poprawi – zapewniał wtedy. 

          Jak tylko otworzył drzwi  i wpuścił mnie do środka, wrócił na miejsce, w którym zastał go mój dzwonek. Siedział teraz przede mną i trzymał w dłoniach swoją głowę, widocznie ciążyła mu bardzo, bo widać było jak ściska ją z obydwu stron.

          – Janusz, co się z tobą dzieje, chłopie, gdzie twój fantastyczny wigor i poczucie humoru. Widzę,  że trafiłem w twój fatalny dzień, widzę, że…  

          – Może inaczej –  powiedzmy, że trafiłeś w dobry dzień. Dzisiaj jeszcze ci mogę wszystko powiedzieć, ale nie wiem jak będzie jutro- słuchałem w coraz większym roztargnieniu. Siedział na małym stołku, podtrzymywał głowę rękami i mówił do podłogi między stopami.

          – Jakoś tak o tej porze wczoraj wróciłem z pracy. Maryli nie było. Już to wydało mi się podejrzane. A kiedy wróciła nawet się nie rozebrała, tylko oznajmiła mi stanowczym tonem, że te dwanaście lat ze mną, to jej życiowa pomyłka i że odchodzi. Kiedy ja stałem jak zamurowany, ona spokojnie zapakowała walizę.

          – Jutro ma przyjść po resztę rzeczy, no i jak ci się to podoba ? – wstał, ale zaraz znów usiadł, zorientował się, że zobaczyłem jego mokre oczy.

          – No i bardzo dobrze, niech idzie w cholerę, jeszcze będzie skamleć, żebyś się zgodził na jej powrót. Stary, odpoczniesz, wyciszysz się, broń boże nie zaczynaj od kieliszka, to najgorsze świństwo, które wciąga jak wir w rzece, bo pójdziesz na dno jak nic – trochę nadrabiałem, bo miał sytuację nie do pozazdroszczenia.

          – Trzymaj się chłopie, nie ona pierwsza i nie ostatnia – niejeden się przekręcił przez takie france. Szkoda, że muszę już jechać, bo przywiozłem tu do Tarnowa  jedną znajomą z pracy.

           – No, no niezła heca u mojej ciotki. Nie może mi pożyczyć ani grosza, bo jej syneczek poderwał jakąś mężatkę i rozpoczyna od jutra nowe  życie. Matka jego jest przeciwna rozbijaniu małżeństwa, ale Karol zagroził, że i tak wyprowadzi się, więc ciotka nie chce palić mostów za synem. Wie pan, sama już nie wiem, jak to z tą miłością jest. Niby jest tak ważna, a ile potrafi zamieszać w życiu. I czy to jest ok, że facio myśli tylko o sobie i nie liczy się z tym,  że jego oczekiwane szczęście, zbudowane jest na czyimś nieszczęściu – mówiła jakby do siebie, jakby prowokując do dalszych roztrząsań nad zasadami rządzącymi tym najbardziej splątanym ludzkim kłębkiem, z którego wyplatają się ludzkie losy.

– A co wiadomo o dotychczasowym mężu tej Maryli, czy Karol go zna, czy wie jak on to przeżywa – byłem ciekaw jakie notowania ma Janusz.

          – Karol był uczniem Maryli, uczyła go w liceum i jak widać jeszcze coś przerabiali po godzinach, a że był dobrym uczniem, to teraz są takie efekty.

          – Faktycznie, dziwnie poplątane są  ludzkie losy – odpowiedziałem banałem.

Wracaliśmy w milczeniu.



Wszystkie wpisy Zenka TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: