Uncategorized

POPIÓŁ NA SERCU

Przyslala Ewa Korulska


Studiując Zagładę, dowiedziałam się, że zło jest silniejsze od dobra. I że nie ma sposobu, żeby odmienić przeszłość; że zło, które się stało, jest nieodwracalne i zawsze wygrywa.

Prof. Barbara Engelking / fot. MACIEJ ZIENKIEWICZ DLA „TP”B

Biedni Polacy patrzą na getto” – esej Jana Błońskiego opublikowany w 1987 r. w „Tygodniku Powszechnym” był jednym z impulsów, który spowodował, że temat Zagłady stał się tematem mojego życia. Szczególnie fragment o tym, że w stosunku do Zagłady trzeba „przestać się bronić, usprawiedliwiać, targować. Podkreślać, czego nie mogliśmy zrobić, za okupacji czy dawniej. Zrzucać winę na uwarunkowanie polityczne, społeczne, ekonomiczne. Powiedzieć najpierw: tak, jesteśmy winni”.

Spotkania

Dostać Medal Św. Jerzego to trochę tak, jakby umrzeć – wyróżnienie zmusza do podsumowania i zapytania, czy to nie koniec jakiejś drogi. Gdybym miała powiedzieć, dokąd zaprowadziło mnie zajmowanie się Zagładą, użyłabym słów psalmisty, mówiąc, że dzisiaj „moje posłanie jest między zmarłymi”. „Umieściłeś mnie w dole głębokim, w ciemnościach, w przepaści”.

Zajęcie się Zagładą wiązało się u mnie z rozmowami z ludźmi. Spotkania z Ocalałymi, rozmowy, które zaczęłam pracując w 1988 r. nad doktoratem, w pewien sposób zdeterminowały moje podejście i moje poszukiwania. Do dziś nie mogę odżałować, że zadawałam takie naiwne pytania, że jest tyle tematów, o które nie zapytałam, a które pojawiły się w ciągu ostatnich trzech dekad, i na które w tej chwili właściwie nie ma odpowiedzi – bo nie ma już kogo pytać.

Jednak to właśnie te spotkania spowodowały, że ludzkie doświadczenie w czasie Zagłady stało się moim najważniejszym tematem i najważniejszym pytaniem.

Od początku interesowało mnie, co takiego oni przeżyli. I czy ich doświadczenie jest jakimś punktem wyjścia do mądrości, do dojrzałości, do rozumienia lepiej – może więcej? Do zdobycia jakiejś wiedzy?

Zagładę postrzegamy czasem jako tajemniczą moc, numinosum, które ma w sobie coś zarówno przerażającego, jak i pociągającego. Obrasta ona znaczeniami, interpretacjami, a czasem banałami. Poszukujemy sensu w tym, co się wydarzyło, tylko po to, żeby odkryć, że nie ma w tym żadnego sensu. Może się wydawać, że studiowanie przez lata cudzego cierpienia skutkuje jedynie okresowym paraliżem, dreszczem, że okrucieństwo czasem staje się monotonne. A przyrost wiedzy nie zawsze oznacza kumulację rozumienia.

Cierpienie

Mam jednak poczucie, że te wszystkie lata, chociaż poszukuje się bezproduktywnie sensu, przynoszą rozmaite korzyści. Podsumowując, w obliczu „śmierci” związanej z otrzymaniem Medalu, pomyślałam o trzech rzeczach, które na dzisiaj wynikają dla mnie z zajmowania się doświadczeniem Zagłady.

Po pierwsze o tym, że treścią tego doświadczenia jest cierpienie. Nie jest ono wyrządzone przez zło naturalne, jak katastrofa, lecz spowodowane przez zło moralne, przez drugiego człowieka. Z miejsca, w którym podsumowuję swoją drogę, widzę dobrze to rozmaite i rozległe cierpienie. Ciche, niekrzyczące, i głośne, domagające się uwagi, potępiające i pobudzające do walki, indywidualne i zbiorowe. Widzę cierpienie fizyczne, psychiczne i duchowe. Cierpienie tymczasowe i wieczne.

W tym samodzielnie istniejącym cierpieniu najtrudniejszy może do zaakceptowania jest fakt, że okazuje się ono całkowicie bezużyteczne, że ten ból – bezcelowy i absurdalny – nie ma żadnego znaczenia. Niezależnie od tego, jak jest ogromny, i jak bardzo usiłuje mu się nadać sens. Emmanuel Lévinas powiedział, że dysproporcja między cierpieniem a jakąkolwiek teodyceą ukazała się w Auschwitz z oślepiającą jasnością. Według niego jedynym nienadaremnym cierpieniem jest współczucie, czyli udręka wywołana przez ból innych. Gdyż tylko nasza własna męka może być sensowna, tylko my możemy nadawać jej jakąkolwiek treść. I zdarza się, że cierpienie staje się dla człowieka źródłem mądrości. A może nawet czymś więcej. Lecz to zawsze pozostaje indywidualną tajemnicą.

Jeden z najbardziej enigmatycznych zapisków na ten temat, jaki znam, to wzmianka we wspomnieniach Jakoba Littnera, który wiele miesięcy ukrywał się w ciemnej piwnicy. Zanotował: „Mnie ta ciemność dała okazję, by bardziej zagłębić się w oceanie poznania. Wygnanie pod ziemię było dla mnie okresem płodnej kontemplacji”.

Zło i nadaremność istnienia

Studiując Zagładę, dowiedziałam się też, że zło jest silniejsze od dobra. I że nie ma sposobu, żeby odmienić przeszłość; że zło, które się stało, jest nieodwracalne i zawsze wygrywa. Że braterstwo, w tak opiewanej polskiej narracji o wojnie, nie dotyczyło i nadal nie dotyczy Żydów. Polacy, jako osoby indywidualne i jako zbiorowość, przysporzyli Żydom więcej cierpienia, niż okazali im braterstwa w bólu. Bohaterstwo, współczucie, solidarność i odwaga pojedynczych jednostek nie są w stanie przyćmić generalnego rozczarowania i zawodu, jaki sprawiliśmy Żydom.

Niczym nie da się przysłonić faktu, że w czasie Zagłady przysporzyliśmy Żydom cierpienia nie tylko donoszeniem, wydawaniem, ściganiem, podłością czy mordowaniem. Przysporzyliśmy im cierpienia także rozmaitymi „miękkimi” działaniami. Każdym głupim, nienawistnym komentarzem, odwróceniem wzroku, wykorzystaniem sytuacji, nieoddaniem rzeczy. Każdym upokorzeniem, stanięciem po stronie oprawcy, obojętnością, brakiem solidarności. Spowodowaliśmy, że ich cierpienie było większe, niż być musiało.

Badanie Zagłady uświadomiło mi również nadaremność istnienia. Tak skondensowaną i tak wyrazistą, tak jednoznaczną, że nie można jej lekceważyć. Zapisywaną w czasie okupacji na wiele sposobów.

Jednym z takich świadectw jest list, który Lutek Orenbach, 20-letni mieszkaniec getta w Tomaszowie Mazowieckim, pisał do swojej ukochanej. Napisał tak: „Ja jeszcze ciągle chcę wierzyć, że może jutro, pojutrze, za trzy dni, pobyt w tej śmierdzącej dziurze się skończy, że to tymczasem. I boję się tej chwili, że przyjdzie dzień i trzeba będzie sobie powiedzieć: niestety, mój panie, pan się pomylił, to wszystko jest na zawsze”.

O tym, jak bardzo to „na zawsze” zagnieżdża się w duszach i sercach ludzi, którzy przeżyli; jak bardzo, do końca życia, ściga ich to poczucie bezsensowności – mogą świadczyć słowa krakowskiego malarza Jonasza Sterna, który dotknął właściwie samego dna Zagłady (o ile Zagłada jest w ogóle stopniowalna). Dwukrotnie uniknął śmierci: raz wyskoczył z pociągu wiozącego lwowskich Żydów do Bełżca, a kilka tygodni później znalazł się w grupie, która została rozstrzelana, i po dziesięciu godzinach, które spędził pod trupami, wyszedł spod nich, lekko raniony zaledwie. W ostatnim wywiadzie, którego udzielił w 1988 r., powiedział zdanie, które ściga mnie od dłuższego czasu: „Przeżyłem, ale i tak się nie uratowałem”.

Obok pamięci – troska

Co dla mnie osobiście wynika z tego, czego dowiedziałam się o Zagładzie? Coś pomiędzy smutkiem a odpowiedzialnością. Coś, co Etty Hillesum odczuwała jako warstwę popiołu na sercu. Mam poczucie, że jeżeli ta warstwa popiołu staje się grubsza, to bardziej się rozumie, że nie ma nic bardziej ludzkiego niż cierpienie, że zło niszczy dobro, że ludzkie istnienie jest nadaremno. A towarzyszy temu poczucie bezsilności, ogromu żalu, niezgody na zło, które się wydarzyło, i na to, że nic nie mogę zrobić. Nie mogę nikogo ostrzec, uratować, nikogo przywrócić do życia. Pozostają więc tylko poczucie odpowiedzialności i troska, która z tego wynika.

Troska oznacza z jednej strony opiekę i dbałość, z drugiej niepokój i uwagę. Zawiera także element szacunku i jest bliska braterstwu. Przeciwstawiam troskę popularnej ostatnio pamięci, która jest historyczna, zamknięta, skoncentrowana na przeszłości. Troska jest żywa i aktualna. Należy do teraźniejszości.

Oprócz troski, do badania Zagłady potrzebna jest także cisza. Jest ona różnie rozumiana przez badaczy. Dla mnie oznacza akceptację obszaru niewiedzy. Odwołuje się to do tradycji apofatycznej, zakładającej niemożność poznania, a nawet obowiązek powstrzymania się od poznania. Jestem przy tym jak najdalsza od jakiegoś religijnego czy mistycznego podejścia do Zagłady. Chodzi raczej o przyzwolenie na tajemnice, których racjonalny umysł nie potrafi wyjaśnić, a które pozostają nie tyle nieracjonalne, co transracjonalne. Jak wszystkie najważniejsze ludzkie tajemnice, do których zaliczamy miłość, śmierć, cierpienie, Boga i nieskończoność.

Odpowiedzialność i troska mają też wymiar społeczny. Chociaż zarzuca nam się uprawianie pedagogiki wstydu, a my w rewanżu określamy obecną politykę historyczną Polski jako politykę bezwstydu, to w rzeczywistości, z naszego głębokiego zaangażowania w Zagładę wynika po prostu andragogika, czyli pedagogika dla dorosłych. ©

Prof. BARBARA ENGELKING jest psycholożką i socjolożką, szefową Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN oraz byłą przewodniczącą – nieistniejącej już – Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Wydała m.in. „Jest taki słoneczny dzień” i „Szanowny panie gistapo”, współautorka (z Jackiem Leociakiem) „Getta warszawskiego. Przewodnika po nieistniejącym mieście”.

Przemówienie wygłoszone 23 listopada podczas uroczystości wręczenia Medalu Św. Jerzego. Skróty, tytuł i śródtytuły od redakcji.


POPIÓŁ NA SERCU

Kategorie: Uncategorized

16 odpowiedzi »

  1. Panie Jerzy. Napewno Panskie doswiadczenia zyciowe sa wstrzasajace i nasiakniete wielkimi emocjami, ktore uksztaltowaly Panskie opinie o Holokauscie. Opinie te niestety sa zbyt subiektywne aby zaakceptowac w tej dyskusji. Pani Barbara Engelking w swojej ksiazce „Dalej jest noc” podaje fakty historyczne oparte na autentycznych dokumentach lub zeznaniach wiarygodnych swiadkow. Ilosc zamordowanych Zydow na przeciw zabitych Niemcow jest tylko statystyka na niekorzysc Polakow i tego Pan podwazyc nie moze. Niemcy jak i wielu Polakow z ochota zabijalo czyt. mordowalo Zydow z tych samych pobudek roznili sie tylko jezykiem i ubiorem. Niemcom przychodzilo to latwo bo otrzymywali rozkazy ale Polakom przychodzilo to latwiej bo znali swoich sasiadow i mieli z nimi wiele nie dokonczonych rachunkow czyt. zawisci, zadrosci i dlugow. Niektore niuanse tego problemu mozna bardziej zrozumiec czytajac ksiazke Pana Grabowskiego „Na posterunku” w ktorej mowa o Granatowej Policji. Ci sami Polacy lecz w mundurkach koloru granatowego mordowalo, denucjowalo, wylapywalo, szczulo, pomagalo w deportacji do obozow, kradlo i z gorliwoscia wykonywalo rozkazy wroga Niemcow. Nalezy chwalic tych Polakow (nielicznych) ktorzy uratowali wielu Zydow ale nie wolno milczec przed zlem jakie bylo udzialem tych szkalowanych Polakow, ktorych w IIWS nie brakowalo.
    Panskie ostatnie argumenty sa nieprzekonywujace. Chyba Pan za malo czytal na temat historii Holokaustu lub czytal niewiarygodne zrodla.

  2. Tak Leon, po korekcie , a nie żadnym tam „goleniu czy strzyżeniu „ a ważnym w tym kontekście używaniu właściwych nazw na właściwe zjawiska , zrozumiałem twój wpis.
    Miedzy mordowaniem bezbronnej ludności cywilnej a zabijaniem umundurowanego i uzbrojonego wroga nie ma żadnej analogii.

  3. Obserwator, konczac to ” golono – strzyzono” uscislam :
    W czasie 2 Ws Polacy wymordowali wiecej Zydow niz zabili Niemcow.
    Mam nadzieje ze zrozumiales.

  4. Leon
    Jakbym ja mógł usprawiedliwiać mordowanie ?! Gdzie to znalazłeś w moim wpisie ???
    Zareagowałem na twoje sformułowanie: „Polacy wymordowali wiecej Zydow niz Niemcow.” O jakim MORDOWANIU Niemców piszesz ?

  5. Obserwatorze , nie myle pojec , mordowanie to dokladnie to czym sie trudzily setki tysiecy , o ile nie miliony Polakow , wlasnie mordujac na rozne sposoby Zydow , w czasie drugiej WS.
    A jak chodzi o definicje :
    Zabijanie – w obronie wlasnej ma usprawiedliwienie.
    Mordowanie – nie ma nigdy usprawiedliwienia.

  6. Leon ,
    Pojęcie „mordowanie” odnosi sie wyłącznie do mordowania ludności cywilnej , nieuzbrojonych kobiet , mężczyzn i dzieci .
    Zabijanie uzbrojonego okupanta i współdziałających z nim zdrajców , jak naprzyklad donosicieli i uzbrojonych ochotników NiE jest mordowaniem. O ile wiem polskie formacje wojskowe , które przejęły na przykład „ziemie odzyskane”, lub okupowały inne zasiedlone przez Niemców tereny nie planowały ani przeprowadzały systematycznie mordu na niemieckich cywilach , choć przyznaję , że mam na ten temat mało wiedzy.
    Ale nie mylmy pojęć

  7. Jerzy Bander , fakt ze zostal Pan uratowany przez Polakow nie zaprzecza faktowi ze Polacy wymordowali wiecej Zydow niz Niemcow.
    Prof. Grabowski w komentarzu do swojej ksiazki aktualizuje ilosc wymordowanych przez Polakow Zydow, na 250000 – 300000.
    Faktow nie da sie wymazac.

  8. Jerzy ,
    Z iNICJATYWY struktur rządzących hitlerowskich Niemiec, których Niemcy SAMI sobie wybrali na swoich decydentów i przy współpracy , a czadem wręcz podjętych „lokalnych” inicjatyw ŁAJDAKÓW wsród RÓŻNYCH narodowości to HITLEROWCY zaplanowali , zorganizowali i realizowali ludobójstwo Żydów na skalę dotychczas nieznaną w historii ludzkości . Masz w tym absolutną rację! I ja będąc Żydem się z tobą całkowicie zgadzam. Ale nie spodziewaj się , że wszyscy na tym forum się z Tobą zgodzą . Przeczytaj mój poprzedni wpis jescze raz , by zrozumieć dlaczego.
    Pozdrawiam ciebie i zapewniam , że nie jesteś osamotniony w twojej wizji historii.

  9. Dla mnie liczą sie fakty, a faktem jest że Niemcy zamordowali 6 mln. Żydów. Ktoś, kto o tym nie pamięta, tylko przytacza pojedyncze przypadki ratowania Żydow przez Niemców-ciekawe skąd się o tym dowiedział- jest kłamcą i obraża pamięć o tych 6 milionach.moich braci i sióstr.

  10. W przemowie P. Engelking ani razu nie padło słowo Niemcy. To kto właściwie zrobił ten Holocaust? Krasnoludki?. I to mówi naukowiec. Jeżeli według P.Engelking Niemcy są niewinni to pora mi umierać.

  11. Jerzy Bander, rownie dobrze Zydzi ocaleni przez Metroplite Szeptyckiego na Ukrainie , m.in.byly Min. Spraw Zagranicznych Polski, mogliby protestowc przeciwko „szkalowaniu Narodu Ukrainskiego” przez ciebie.
    Ba, byli tez Zydzi uratowani w Niemczech przez Niemcow, wiec w rzeczywistosci , tez wg ciebie, nie mozna o nikim mowic i tylko spiewac Kumbaya razem z tymi milymi ludzmi, jak Piotr Rybak.
    Nie jestes jedyny, byly Ambasador Izraela w Polsce, Weiss, tez sie pieni jak sie mowi o Polakach ktorzy wydawali Zydow, jego Polacy uratowali.
    Marzynski, tez uratowany przez Polakow, ale chyba przeciw Engelking nie bedzie wystpowal.
    Engelking mowi prawde oparta na faktach, i nic co ty powiesz tego nie zmieni, ci szlahetni ludzie co cie ocalili najbardziej bali sie zeby sasiedzi nie doniesli.

  12. Jerzy Bander, tutaj nie o szkalowanie Polaków chodzi lecz o udokumentowanie historii. Szkalowanie jest z definicji klamliwe. Professor Engelking nie zajmuje się kłamstwami lecz niestety opisuje prawde. I ma do tego pełne prawo jako naukowiec. A Ty masz pełne prawo i wolność opisać wlasna prawdę o Polakach ratujących Twoja rodzine.
    I to może być piękna opowiesc.
    Wasze prawdy nie wykluczają się wzajemnie lecz się uzupełniają.
    Niestety o wiele częściej było tak jak opisuje to prof. Engelking.
    I to jest niezaprzeczalny fakt.
    A rozważania który narod zabił więcej Żydów i czy Prof. Engelking zasłużyła na medale nie sa tu na miejscu.

  13. Jerzy ,
    Pisałem nie raz na tym blogu jak uogólnianie , ZBIOROWE oskarżanie całego narodu jest też swego rodzaju przestępstwem , w równej mierze dotyczącej antysemitów jak i polakożerców . Są niczym innym jak żałosnym odbiciem w krzywym zwierciadle obiektu swojej nienawiści, to ludzie tego samego pokroju i sposobu myślenia . Kiedy ludzie skończą dzielic innych ludzi na NARODY które zamordowały wiecej ludzi z innego narodu a zaczną dzielić ludzi na ŁAJDAKÓW, porostu TCHÓRZY (jak większość ludzi…), obojętnych na losy „obcych” , czasem ale rzadko BOHATERÓW….świat stanie się lepszy…..choć do tego bardzo daleko …wiem , że należę do mniejszości . Rozumiem w pełni Twoje rozgoryczenie , ze względu na twoją historię życia . Ale obliczanie czy Polacy , czy Łotysze , czy Litwini czy Ukraińcy zabili więcej Żydów to stereotyp myślenia do krytego Ty nie powinieneś się do zniżać . Zostaw IM tą arytmetykę przez którą starają sie usprawiedliwić SWÓJ problem zbiorowego nienawidzenia. Myślę , że prof. Engelking nie chodziło o ustalenie „pierwszeństwa” NARODU morderców (jakby był to jakiś „wyścig” ludzkiego łajdactwa ) a pokazanie prawdy , która często mija z się z naturalnym dążeniem każdego człowieka być dumnym ze „swojego” narodu . Ja też jestem dumny z mojego narodu , ale nic nie poradzę na ro , że przynależą do niego TEŻ faszyści, łajdacy , nienawistnicy , złodzieje, bandyci , wręcz mordercy , jak w KAŻDYM innym narodzie ! ONI w żadnym stopniu NIE mogą sobą oczernić mnie , tak jak ludzie ICH pokroju NIE mogą oczernić szlachetnych Polaków , jak ci
    którzy uratowali Ciebie i twojego ojca.

  14. @lewjudy A co z tymi, którzy nie przeżyli? Czy w ich imieniu też się Pan wypowiada?

  15. Jak widać za szkalowanie Polaków można otrzymać medal. Moim zdaniem P. Engelking nie ma prawa wypowiadać się i pisać o Holocauście. To ja, ukrywany przez dwa lata, ja,któremu Niemcy zabili matkę i resztę rodziny, to ja mam prawo mówić o Holocauście, a nie osoba, która za szkalowanie Polaków otrzymuje medale i nagrody, Ci Polacy, którzy uratowali mnie i mojego bł. pam. Ojca ryzykowali życie swoje i swojej rodziny. Pytam; kto zabił więcej Żydów niż Polacy? Odpowiedź jest prosta; Niemcy, Ukraińcy , Litwini, Łotysze. Pytam co zrobiłaby P. Engelking, czy ryzykowałaby życie by ocalić Żyda? Niech dziękuje losowi, że żyje w wolnym kraju, a nie pod okupacją.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.