Uncategorized

Radości, których dostarcza antysemityzm

Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien


Nowy Jork, maj 2009, pikieta podczas obchodów 
rocznicy powstania Izraela.

Od redakcji „Listów z naszego sadu”
Podczas wymiany ognia między palestyńskimi terrorystami a żołnierzami Izraelskiej Armii Obronnej zginęła pracująca dla Al-Dżaziry palestyńska dziennikarka Shireen Abu Akleh. Podczas konfliktów zbrojnych dziennikarze często narażają swoje życie i czasem giną. Władze izraelskie nie wykluczają, że palestyńska dziennikarka mogła zginąć od przypadkowej kuli ze strony izraelskiej, strona palestyńska odmawia pozwolenia na niezależne badania, odmawia pokazania kuli, która zabiła dziennikarkę. Czy śmierć tej dziennikarki poruszy świat bardziej niż śmierć dziesiątków innych korespondentów wojennych, którzy stracili życie donosząc z różnych frontów? Trudno o wątpliwości, że wielu teoretycznie przyzwoitych ludzi postanowiło nie zadawać żadnych pytań i pospiesznie dać wiarę o bestialskim i umyślnym zastrzeleniu dziennikarki przez Żydów. Ta ochota dania wiary bez pytań skłania nas do przypomnienia artykułu Evy Garrard, który pierwszy raz opublikowaliśmy w „Racjonaliście” w maju 2013 roku.                ***

Antysemityzm to coś znacznie więcej niż błąd poznawczy. Jest atrakcyjny, bo dostarcza głębokiej satysfakcji emocjonalnej — nienawiści, tradycji i czystości moralnej.

W naszych próbach zwalczania antysemityzmu jest coś dziwnie nieskutecznego. Traktujemy to jak wynik wielu błędów poznawczych — fałszywe przekonania o Żydach lub Izraelu, stosowanie podwójnych standardów przy ocenie działań żydowskich, jednostronne skupianie się na sprawach, które można krytykować, i pomijanie rzeczy, które mogą być godne pochwały. Próbujemy walczyć z tymi błędami poznawczymi (a jest ich niewątpliwie mnóstwo) przez wskazywanie na błędy, wyliczanie istotnych faktów, które korygują te błędy, i ujawnianie zawartych w nich nielogiczności, na przykład, używanie podwójnych standardów. A kiedy te próby okazują się całkowicie bezowocne, jesteśmy zaskoczeni i skonsternowani. Czy ludzie nie chcą znać prawdy, która umożliwi im porzucenie wrogości do Żydów?


Odpowiedź brzmi oczywiście „tak”, bardzo często rzeczywiście nie chcą znać prawdy. Wolą błędy z wszystkimi dramatycznymi strachami i nienawiścią oraz podniecenie, jakie wywołują teorie spiskowe, niż nieciekawą prawdę, że Żydzi są tacy sami jak wszyscy inni, są mieszaniną dobrych i złych, silnych i słabych, ale z historią, która ma bardzo rzeczywiste i tragiczne implikacje dla teraźniejszości. Dlaczego tak jest? Nie możemy wyjaśnić tego tylko w kategoriach błędu poznawczego, ponieważ chcemy wiedzieć, dlaczego błędy poznawcze są tak odporne na fakty, dlaczego pojawiają się i powracają tak bardzo uparcie. Musimy spojrzeć poza dziedzinę poznania, w dziedzinę emocji i zapytać: jakie są przyjemności, jakie są nagrody emocjonalne, które antysemityzm oferuje swoim wyznawcom?

Antysemityzm jest fajny, nie ma co do tego wątpliwości. Nie daje się nie zauważyć lubości, z jaką pewni ludzie porównują Żydów do nazistów, albo udają smutek, który bardzo kiepsko maskuje ich satysfakcję, z jaką opłakują rzekomy fakt, że Żydzi sami ściągają na siebie nienawiść, szczególnie działaniami Izraela i jego syjonistycznych zwolenników, oraz że w niewytłumaczalny sposób nie wyciągnęli nauki z Holocaustu. (Holocaust nie był ćwiczeniem edukacyjnym; jeśli ma być z niego wyciągnięta jakaś nauka, to można by uznać, że najsłabszymi uczniami są ci, którzy raz jeszcze chcą wybrać Żydów, przed wszystkimi innymi, na obiekt wrogiej obserwacji.) Podobnie jak inne formy rasizmu, antysemityzm dostarcza rozmaitych satysfakcji tym, którzy go wyznają, i warto zanalizować te radości, byśmy mogli lepiej zrozumieć i zwalczać całe zjawisko. Poniżej pokrótce przedstawię różne postawy antysemickie, które wszystkie uważam za głęboko i karygodnie błędne. Nie będę jednak omawiać ich fałszu ani wyróżniać sytuacji, w których krytyka Żydów i Izraela jest uprawniona, a w których nie jest. Wystarczająco wiele już zostało napisane na te tematy. Tutaj przyjmuję po prostu, że niektóra krytyka jest rzetelna, ale inna (znacznie częściej), jest fałszywa i stanowi rodzaj rasistowskiej dyskryminacji Żydów — w skrócie, antysemityzm. Nie zajmuję się tutaj fałszywością antysemickiego dyskursu, ale radościami, jakie oferuje tym, którzy biorą w nim udział.


Istnieją (co najmniej) trzy główne źródła przyjemności, jakiej dostarcza antysemityzm: pierwsze, przyjemność nienawiści; drugie, przyjemność kontynuowania tradycji i trzecie, przyjemność okazywania czystości moralnej. Każde z nich jest niezależnym źródłem satysfakcji, ale współdziałają one na różne sposoby, które często wzmacniają ich efekt. Niewątpliwie różne źródła przyjemności są atrakcyjne dla różnych osób i grup, tak więc atrakcyjność tradycji może przemawiać silniej dla tych, którzy są na politycznej prawicy, a atrakcyjność okazywania czystości moralnej może być silniej odczuwana przez ludzi z politycznej lewicy, ale obie odmiany można znaleźć w większości ugrupowań politycznych, zaś przyjemność odczuwania nienawiści jest niemal uniwersalna.


Przyjemność odczuwania nienawiści


Satysfakcja z powodu odczuwania nienawiści jest niestety znana większości ludzi. Większość z nas zna aż nazbyt dobrze przypływ zadufania, dreszczyk potępiania innych, tworzenie intensywnych więzi z podobnie myślącymi nienawistnikami, jaką czujemy, kiedy przeszywa nas solidny wstrząs bezwzględnej wrogości. Oczywiście są sytuacje, w których nienawiść jest uzasadniona — są pewne czyny i postawy, na które nienawiść jest właściwą reakcją, i każdy, kto ma tolerancyjną postawę wobec tworzenia Auschwitz, powinien naprawić swoją busolę moralną. Przyjemność, jakiej dostarcza nienawiść, jest jednak równie dostępna, kiedy ta nienawiść jest całkowicie nieuzasadniona, jak to wie większość z nas, przynajmniej retrospektywnie. Nienawiść i jej pochodne — pogarda, uraza, antypatia — oferują kuszącą satysfakcję poczucia własnej wyższości wobec nienawidzonego obiektu oraz poczucie głębokiego uzasadnienia, wręcz prawości, karania go (albo jej, albo ich) lub zranienia w inny sposób. Ranienie innych także jest atrakcyjne dla większej liczby ludzi niż chcielibyśmy wierzyć (patrz na przykład na osławione eksperymenty Zimbardo i świadectwa tych, którzy brali udział w ludobójstwie w Ruandzie; ale także na wszechobecne zjawisko terroryzowania słabszych na dziecięcych placach zabaw i jego rozmaite odpowiedniki w świecie dorosłych, takie jak terroryzowanie w miejscu pracy i rodzaj wrogości politycznej, jaka czasami wybucha w małych, ideologicznie rozgorączkowanych grupach). Kiedy więc antysemityzm przyjmuje postać nienawiści do Żydów, nietrudno zrozumieć, że daje psychiczne nagrody, które nie mają nic wspólnego z prawdą lub fałszem przekonań o Żydach. Nie jest też trudno zobaczyć, że ludzie, którzy wolą, by ich nie pozbawiano tych przyjemności, nie uznają siebie za antysemitów, a więc nie płacą żadnej ceny wewnętrznej w postaci uszczerbku dla poczucia własnej wartości.


Przyjemności kontynuowania tradycji


Ponieważ przyjemność nienawiści jest uniwersalna, musimy zadać pytanie, dlaczego realizuje się w nienawiści do Żydów tutaj i teraz? W tym punkcie możemy zwrócić się do drugiego głównego źródła przyjemności antysemityzmu, do tradycji. W kulturze Zachodu jest miejsce dla Żyda, i jego obraz nie jest przyjemny. Długie wieki tradycji skonstruowały obraz Żyda jako istoty, która jest zarówno godna pogardy, jak i niebezpieczna, jako dostawcy i przekaźnika zła; używano różnych hiperboli, żeby podeprzeć ten obraz — szczególnie oszczerstwa o krwi, według którego Żydzi używają krwi chrześcijańskich dzieci dla swoich straszliwych ceremonii manipulacji i kontroli, ale także opowieści o niesamowitych mocach, zgodnie z którymi Żydzi przedstawiani są jako władcy marionetek, manipulujący resztą bezradnego nie-żydowskiego świata. (W innej wersji zamiast sznurków marionetek występują macki ośmiornicy. Obraz morderczej ośmiornicy zamiast lalkarza nie jest szczególnym ulepszeniem obrazu Żydów.)


Jak to często podkreślano, tradycja antysemityzmu jest bardzo elastyczna i na ogół wyraża się w kategoriach głównego zainteresowania danej epoki: tak więc średniowieczna nienawiść do Żydów opierała się na religii; wrogość XIX, a szczególnie XX wieczna otrzymała przybranie naukowe zdyskredytowanej obecnie „nauki o rasach”; przesądy końca XX i początku XXI wieku są na ogół wyrażane w kategoriach naruszeń praw człowieka. (Mówię tutaj przede wszystkim o antysemityzmie na Zachodzie. Antysemityzm w innych częściach świata, choć niewątpliwie czerpie dużo z przykładów zachodnich, jest jeszcze bardziej skomplikowaną sprawą.) Choć antysemityzm, który z dumą ogłaszał własne istnienie, stał się niemodny na liberalnej lewicy po drugiej wojnie światowej z przyczyn zbyt oczywistych, by je wspominać, zadziwiające jest trwanie antysemickich hiperboli, które przetrwały w stosunkowo niezmienionej formie wszystkie te zmiany kulturalne. Niedawne karykatury wyrażające głęboką wrogość do państwa żydowskiego z powodu jego rzekomo wyjątkowych pogwałceń praw człowieka, reprodukują fantazje o złowieszczej kontroli i krwiożerczości, które wcześniejsi antysemici rozpoznaliby bez żadnych trudności.


Siła tradycji powoduje, że jest wygodnie, wręcz naturalnie, wpasować żyjących dziś Żydów w miejsce stworzone dla nich przez tak wiele stuleci wrogości. Może to pomóc wyjaśnić jedno z wielu załamań się logiki, jakie charakteryzują współczesny dyskurs antysemicki: kiedy państwo żydowskie robi złe rzeczy, uważa się, że ujawniają one jego prawdziwą naturę; kiedy robi dobre rzeczy, interpretuje się je jako oszustwo, propagandę zaprojektowaną do ukrycia nikczemnych motywów i czynów. (Swobody, jakie mają w Izraelu homo- i biseksualiści, o czym świadczą m. in. parady Gay Pride, są określone jako „pinkwashing” — to jest, zakłamana próba przekonania ludzi, że Izrael jest tolerancyjny i respektuje prawa człowieka, nie zaś, jak to deklaruje wielu antysyjonistów, kolonialnym, imperialistycznym, zabijającym niemowlęta ciemiężcą. Zobaczymy, czy wybór bardzo pięknej czarnej kobiety etiopskiego pochodzenia na Miss Izraela zostanie opisany jako „blackwashing”.) Sugestia baronowej Jenny Tonge, członkini Izby Lordów z ramienia partii liberałów, że pomoc medyczna dla Haiti była przykrywką dla kradzieży narządów przez lekarzy izraelskich, była chyba najbardziej ordynarnym i bezczelnym z takich przykładów, chociaż ludzie próbujący bronić Izraela przed taką krytyką przyzwyczaili się do wiecznie powtarzanego zarzutu, że ich obrona jest tylko sposobem zacierania zbrodni Izraela.


Dlaczego ludzie tak chętnie wyrażają tę wrogość w sposób, jakiego nie tolerowaliby w odniesieniu do żadnej innej formy rasizmu? Każdy, kto powiedziałby, że polityczne i ekonomiczne kłopoty krajów afrykańskich są rezultatem niskiej inteligencji czarnych Afrykanów, lub narysowałby karykaturę prezydenta Obamy jako małpy, popełniłby społeczne i polityczne samobójstwo wśród tych członków klas bien-pensant, którzy tak często popisują się przesądami wobec Żydów i państwa żydowskiego, jakie tu omawiamy. Dostępność tradycyjnego obrazu Żyda jako postaci złowieszczej, kontrolującej świat i dwulicowej może czynić te posunięcia przeciwko żyjącym Żydom czymś wygodnie znajomym, a może nawet na nowo ujawniającym prastarą mądrość. Na lewicy istniała wyraźna tradycja, idąca wstecz do XIX wieku i jeszcze wcześniej, tego, co można nazwać antysemityzmem wobec bogatego Żyda, w której podstawą niechęci do Żydów było, że są bogaci, a więc wykorzystujący i ciemiężący innych. Łatwo zobaczyć, jak może to być podchwycone dzisiaj. Do tego możemy dodać fakt, że na Zachodzie Żydzi byli czasami traktowani strasznie, włącznie z masowymi mordami; a jak to zauważył Tołstoj i nie tylko on, często nienawidzimy ludzi proporcjonalnie do wyrządzonych im krzywd. Europie jest bardzo trudno wybaczyć Żydom Holocaust i widzenie Żydów jako na coś nienawistnego ułatwia życie – ludzie nie muszą martwić się o to, czy traktują Żydów całkiem sprawiedliwie, skoro wierzą, że Żydzi kłamią i są krwiożerczymi ciemiężcami. Główna różnica jednak między odrodzoną wrogością do Żydów ze strony części lewicy, a brakiem takiego odrodzenia wobec ludzi o innym kolorze skóry, jest przypuszczalnie wynikiem nasilenia się popularności idei antyimperializmu i mianowania imperializmu przez postmarksistowską lewicę na główny obiekt nienawiści . Izrael można obsadzić — choć tylko kosztem olbrzymiego wypaczenia faktów historycznych — w roli imperialistycznego kolonizatora, a więc wrogość wobec Izraela i Żydów, którzy popierają jego istnienie, może zostać zalegalizowana jako część, czasami wiodąca część, globalnej walki przeciwko imperializmowi. Taka interpretacja geopolitycznej sytuacji Izraela pozwala ludziom, którzy są wrodzy wobec Izraela, na widzenie siebie jako bojowników przeciwko wielkiemu złu kolonializmu, która to rola dostarcza wielkiej satysfakcji wielu ludziom na lewicy.


Przyjemność czystości moralnej


Dochodzimy w ten sposób do trzeciego źródła satysfakcji dostarczanej przez antysemityzm: pragnienia czystości moralnej, szczególnie czystości, którą łatwo dostrzegają inni i która może liczyć się jako przepustka do społecznie i politycznie pożądanych kręgów. To źródło satysfakcji jest pod wieloma względami najciekawsze, częściowo dlatego, że wydaje się być najbardziej popularnym motywem antysemityzmu lewicy, po której można by oczekiwać, że będzie wroga wszelkim formom rasizmu, ale niestety nie jest; częściowo zaś, ponieważ jest tak giętkie i elastyczne, może pomieścić i usprawiedliwić bardzo szeroki wachlarz faktów, które przemawiają przeciwko niemu. (Piszę tu, że ciekawe jest rozważanie i analizowanie tych rzeczy, bo istotnie jest ciekawe. W żaden sposób jednak nie chcę pomniejszać rozmiarów, do jakich spotkanie z nim na żywo jest przede wszystkim odrażające, a w wielu wypadkach wyczerpujące i czasami przerażające.)


Dobroć i czystość moralna są oczywiście prawdziwie pożądane i godne podziwu – dobrze jest, jeśli ludzie mają głębokie zrozumienie moralne i zdolność poprawnego sądzenia, co jest słuszne w skomplikowanych sytuacjach, oraz siłę charakteru i wolę do zrealizowania swoich decyzji, jak również zrozumienie i wiedzę o faktach, odwagę, dobroć i współczucie, by sprawiedliwie osądzać innych i walczyć o sprawiedliwość tam, gdzie trzeba to robić. Jednak jedno spojrzenie na tę listę wystarcza, by przypomnieć nam, jak trudno jest być naprawdę dobrym i o ile łatwiej jest stwarzać pozory. Izrael jako państwo żydowskie jest prawdziwą okazją dla ludzi, którzy chcą pokazać swoją rzekomą czystość moralną i zebrać odpowiedni podziw od podobnie myślących, bez konieczności spełnienia rygorystycznych wymogów autentycznej prawości moralnej. Spotykamy więc ludzi oznajmiających, że Izrael jest państwem apartheidu, którzy sprzymierzają się w ten sposób ze sprawiedliwą walką przeciwko apartheidowi pół wieku temu, ale nie zauważających olbrzymich różnic moralnych, społecznych i politycznych między Izraelem a apartheidem Republiki Południowej Afryki; oznajmiają oni, że Izrael jest kolonialnym państwem osadników, pokazując w ten sposób wrogość wobec kolonializmu, ale nie zadają pytania, kto jest tu mocarstwem kolonialnym i gdzie mieli się podziać ocaleni z horrorów połowy poprzedniego stulecia, ani dlaczego ONZ zdecydowała, że Żydzi tego świata powinni mieć możliwość samostanowienia, ani dlaczego tak wyraźnie tego samostanowienia potrzebowali; mamy ludzi publikujących w prasie głównego nurtu skargi na to, że ich wrogie wobec Izraela poglądy są uciszane przez potężne, nienazwane siły, nie zauważając sprzeczności między tym, gdzie publikują, a tym, na co się skarżą; mamy ludzi wyjaśniających, że oczywiście całkowicie potępiają Holocaust i to pokazuje, że nie mogą być antysemitami, ale – deklarują następnie — jest oburzające, że Żydzi zachowują się wobec Palestyńczyków w Gazie i na Zachodnim Brzegu w ten sam sposób, w jaki naziści zachowywali się w Getcie Warszawskim. I tak dalej, i tak dalej.


Nie zajmuję się tutaj jednak błędami faktograficznymi i logicznymi tych rozmaitych oskarżeń; chcę raczej wskazać na dywidendy emocjonalne, jakich dostarczają one tym, którzy je głoszą. Tacy ludzie mogą przedstawiać się jako orędownicy słabych przeciwko silnym, skolonizowanych przeciwko rzekomym kolonizatorom imperialistycznym, całkowicie niewinnych ofiar palestyńskich przeciwko krwawym i bezdusznym ciemiężcom żydowskim. Mogą także przedstawiać siebie jako ofiary, zarówno z powodu sposobu, w jaki potężne siły narzuciły im milczenie (choć jest to najhałaśliwsze milczenie, jakie kiedykolwiek słyszano), a także ofiary pomówienia, głęboko obraźliwego dla ich czystości moralnej, że ich nadzwyczaj selektywna wrogość wobec Izraela i tych, którzy Izrael popierają, może stanowić dyskryminację Żydów. To oskarżenie jest w istocie tak obraźliwe, że równa się — jak twierdzą — dalszemu prześladowaniu, które można wyjaśnić tylko oszukańczą i manipulacyjną naturą tych, którzy wyrażają niepokój o domniemany antysemityzm. Tak więc ludzi, którzy stosują te taktyki przeciwko Żydom, mogą widzieć siebie i mogą mieć nadzieję, że tak widzą ich inni, jako nie tylko osoby stojące po stronie czystych moralnie ofiar przeciwko moralnie nikczemnym łotrom, ale także sami mogą zyskiwać pożądany status ofiar, szkalowanych przez ludzi, którzy są zdecydowani wykorzystać własne cierpienia z przeszłości w celu ciemiężenia innych. Ponadto, ponieważ w tej narracji Żydzi są ustawieni w roli potężnego ciemiężcy, ci, którzy wyróżniają ich jako przedmiot swojej wrogiej uwagi, mogą widzieć siebie jako „mówiących władzy prawdę w oczy”. I, paradoksalnie, skupianie wyjątkowej krytyki na Żydach, może być także przedstawiane jako wywrotowe, odrzucające konwencje uprzejmego dyskursu, nadając w ten sposób wrogiemu krytykowi zaszczyt osoby niepodporządkowującej się konwencjom, podniecająco rebelianckiej, może nawet szokującej. Razem wziąwszy, ogromna ilość moralnych zysków za skromną inwestycję w antysemityzm.


Powodem, dla którego można wiarygodnie uznać, że te rozmaite twierdzenia i postawy są napędzane chęcią pokazania czystości moralnej, nie zaś po prostu pokazywaniem uczciwego zaangażowania moralnego, jest to, że takie wrogie postawy jak wobec Izraela i syjonistów rzadko są skierowane na innych złoczyńców, włącznie z tymi, którzy popełnili znacznie więcej znacznie poważniejszych pogwałceń praw człowieka niż cokolwiek, co udało się zrobić Izraelowi. Ponadto oskarżenia Izraela są często zwyczajnie fałszywe i to w sposób oczywisty. Te dwa względy razem wzięte sugerują, że nie chodzi tu o poważną troskę moralną, ale raczej o jej tanią podobiznę, wraz z przekonaniem o własnej prawości moralnej, które, choć nieuzasadnione, samo daje wyraźne przyjemności.


Rozmaite źródła przyjemności, jakich dostarcza antysemityzm, oddziałują na siebie na różne sposoby. Czasami skutkiem tych oddziaływań jest tylko wzmocnienie oferowanych nagród: tradycja plus nienawiść w sposób naturalny łączą się w parę, podobnie jak tradycja i pragnienie czystości moralnej — te stosunki są po prostu mnożnikami. Inne kombinacje, na pierwszy rzut oka robią wrażenie, jakby mogły powodować napięcia: tradycja plus rebelianctwo albo tradycja i potępienie plus pragnienie czystości moralnej. Napięcia te jednak mogą być i często są rozwiązywane w dyskursie antysemickim w sposób, który pozostawia pociąg do dyskryminacji w stanie nienaruszonym. Twierdzenie o rebelianckości można zatwierdzić w stosunku do konwencji powojennej uprzejmego wyrażania się o Żydach, co w sposób zrozumiały wyrosło z ich cierpień z rąk Niemiec nazistowskich, ale teraz — jak się twierdzi — jest wykorzystywane przez Żydów, by przykryć naganne postępowanie. W opisie takiego rzekomego nagannego postępowania można bez żenady czerpać z bogatych pokładów tradycyjnej nienawiści do Żydów, można to wręcz robić z rozkosznym dreszczykiem podniecenia, bo rebelianctwo z góry rozbraja wszelkie zastrzeżenia oparte na bardziej konwencjonalnym niepokoju o rasizm. Rozbrojenie takiego niepokoju ułatwia twierdzenie rebelianta, że sam nie jest antysemitą, ale rozumie tych, którzy są, ponieważ Żydzi sami wywołują wrogość swoim zachowaniem. Napięcie między przyjemnościami z tytułu żywionej nienawiści a przyjemnościami z tytułu czystości moralnej także może być pogodzone, pozwalając im na współistnienie, a nawet na wzajemne wzmacnianie. Można twierdzić, że nienawiść jest wybaczalną, a wręcz właściwą reakcją na krwiożercze czyny Izraela; nienawiść rzekomo wyrasta z niezwykłej wrażliwości na niesprawiedliwość i jest oznaką nadzwyczajnej czystości moralnej nienawistnika, który bezinteresownie walczy o sprawiedliwość dla niewinnych ofiar tyrańskiego państwa i jego zwolenników. Łatwo zobaczyć atrakcyjność takiego obrazu samego siebie dla człowieka, który chce twierdzić, że jest prawy moralnie, a równocześnie cieszyć się przyjemnościami nienawiści. Jest to wspaniała okazja do posiadania moralnego ciastka  i równoczesnego pożerania go olbrzymimi i satysfakcjonującymi kęsami.


Zakończenie


Mnóstwo jest błędów faktograficznych, logicznych i moralnych w różnych postaciach antysemityzmu, które rozważaliśmy, i były one szeroko omawiane gdzie indziej (na przykład w pracach Davida Hirsha i Normana Gerasa, zarówno w ich artykułach w poprzednich numerach „Fathom”, jak w wielu innych miejscach). Przy próbach wyjaśnienia powszechności tych błędów, a także walki z nimi, nie powinniśmy przeoczyć przyjemności, czasami bardzo intensywnych, jakich one dostarczają. Wraz z wzrastającą normalizacją antysemickiej wrogości w wielu środowiskach lewicy, jak również skrajnej prawicy, możemy oczekiwać, że te przyjemności będą szeroko rozprzestrzenione i poszukiwane. Nie jest oczywiste, co można zrobić w takiej sytuacji — fakt, że niektóre przyjemności są plugawe, nie zmienia faktu, że są przyjemnościami, ani nie powstrzymuje ludzi od ciągłej chęci odczuwania ich. W tym celu ci ludzie muszą podtrzymywać obraz państwa żydowskiego jako nielegalnego ciemiężcy, a syjonistów, którzy go popierają, jako ludzi kłamiących, manipulujących, wrogich wobec solidarności ludzkiej i sprawiedliwości. Tutaj diabeł często ma najlepsze melodie, a cichy i piskliwy głos racjonalnych argumentów tonie w jego marszowej muzyce. Nasza walka będzie jednak skuteczniejsza, niezależnie od tego, jak ją będziemy prowadzić, jeśli zrozumiemy, że poglądy, przeciwko którym walczymy, dostarczają głębokiej satysfakcji emocjonalnej tym, którzy je wyznają, a jest to satysfakcja, którą niełatwo przezwyciężyć ani zastąpić.

The pleasures of antisemitism

Fathom, lato 2013

Eve Garrard

Wykładowca etyki na Keele University w Wielkiej Brytanii.

P.S. Powrócmy po tej lekturze do sprawyt palestyńskiej dziennikarki, która zginęła w Dżenin. 

Reakcja mediów na śmierć Shireen Abu Akleh jest podsycana obsesją demonizowania Izraela.

W ciągu ostatnich dwóch dekad 487 dziennikarzy było zabitych w konfliktach zbrojnych. Obejrzyj wideo i zauważ jak odmiennie o tych śmierciach informowano.     

Video TUTAJ

Radości, których dostarcza antysemityzm

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.