Uncategorized

Murzyn czyli ghostwriter


Jakub Kopec

 Złożyłem w Empiku zamówienie nr 10101648884209 na książkę profesora Grzegorza Kołodki pt. „Wojna i pokój” , napisaną i wydaną już po ataku Rosji na Ukrainę w dniu 24 kutego 2022  r. Przysłano mi epopeję  Tołstoja z czasów wojny napoleońskiej. Przydała się, jak znalazł, po ataku Hamasu na Izrael.

    Jestem pacyfistą tak nieprzejednanym, że godzę się na gorzkie słowa papieża Franciszka, o psach natowskich, szczekających pod murami Kremla. Godzę się tym łatwiej, że papież Franciszek już wiosną 2022 roku chciał, za pośrednictwem Patriarchy Cyryla I, podjąć pertraktacje z Kremlem o  natychmiastowe wstrzymanie „operacji specjalnej” w Ukrainie, ale wybito mu to z głowy. Po dwu latach cierpień i zniszczeń, taki rozejm będzie najprawdopodobniej zawarty już na wiosnę, bo przecież zbliżają się wybory prezydenckie w USA , a na zakończenie konfliktu izraelsko- palestyńskiego nie ma widoków.

      Z wojny sześciodniowej, w której armia izraelska zniszczyła kilkaset czołgów polskiej produkcji, tyle tylko zapamiętałem, że po słowach Gomułki „Nie można mieć dwu ojczyzn”, natychmiast padła riposta naszego kochanego Pana Antoniego: „Zgoda. Ale dlaczego tą drugą ojczyzną ma być Egipt?”

    Słonimski był najdowcipniejszym poetą i satyrykiem czasów dwudziestolecia międzywojennego i PRL. Ale najmędrszym pisarzem czasów jeszcze wcześniejszych był Lew Tołstoj: „Amerykanin pragnie wielkości i dobrobytu Ameryki bardziej niż innych narodów. I tego samego pragnie dla Anglii Anglik, a także Turek, Holender, Polak i Czech. Jeśli tak, wojna jest nieunikniona”. Jednym słowem – patriotyzm jest największą zakałą ludzkości.

    Patriotyzm zakłada istnienie jeszcze jednego życzenia, o którym Tołstoj nie wspomina. Patriota kraju skrzywdzonego życzy swoim prześladowcom, żeby na ich kraj spadło jednocześnie siedem egipskich plag. Izrael, nikczemnie zaatakowany przez Hamas, w ripoście  naprzemiennie zrzuca na  Gazę  morze ognia i ciemności egipskie. Palestyńczycy nie mają co jeść, brakuje im wody, energii elektrycznej i paliw.  Masakrowanie substancji miejskiej trwać będzie przynajmniej do czasu, aż dwustu czterdziestu zakładników izraelskich, uprowadzonych do strefy Gazy, nie wróci do swoich domów.

     A co z trzydziestoma polskimi obywatelami, uwięzionymi w strefie  Gazy? Francuzi, Anglicy, Holendrzy już powywozili swoich do Macierzy, zrobili to nawet Ukraińcy i Mołdawianie, natomiast polski rząd próbuje dopiero nawiązywać kontakt. Mam nadzieję, że Olga Władimirowna Litwinienko, córka oligarchy i rektora Instytutu Górniczego w Petersburgu , po ucieczce z Polski do Izraela, nie wybrała wolności po drugiej stronie Muru, bo znalazłaby się w piekle, z którego nie ma bezpiecznej drogi odwrotu.

     W swoim bujnym życiu reporterskim, kiedy już byłem tylko freelanserem dziennikarstwa na dożywotnim zasiłku emerytalnym, naskórkowo otarłem się o grupę oligarchów rosyjskich, dobranych na podstawie piątej rubryki w paszporcie, do której wpisana była „narodowość rosyjska”. Ale taki oligarcha, lub jego krewniak, swobodnie mógł sobie wpisywać do piątej rubryki pochodzenie Masaja, bo prawdziwe świadectwo etnicznego pochodzenia – jak to objaśniał moskiewski korespondent Wacław  Radziwinowicz,  na łamach liberalnej „Gazety Wyborczej”, a nie jakiegoś antysemickiego szmatławca – dawały oligarchom widoczne na fotografiach paszportowych semickie rysy.

       Polski mecenas, którego nazwiska nie wolno mi zdradzić z racji podpisanej klauzuli lojalności, polecony Oldze Władmirownej  przez jej petersburskiego adwokata Natalię Zajfert, współpracownik firmy adwokackiej „Klein & Salomon” w Nowym Jorku i renomowanej kancelarii prawnej w Tel-Awiwie, zaproponował mi kontrakt ghostwriterski na napisanie autobiografii Olgi Władimirownej.

    Miałem być murzynem. Nie jakimś tam Afro-Amerykaninem, lecz ghostwriterem, czyli facetem, który pisze książkę wspomnieniową w imieniu wielmożnego zleceniodawcy.

W filmie Polańskiego pt. „Autor-widmo ” brytyjski ghostwriter pisał wspomnienia Toniego Blaira, premiera Wielkiej Brytanii. Ja osobiście nie miałem tak zaszczytnej funkcji. Podjąłem się napisania autobiografii Olgi Litwinienko, córki ,oligarchy i rektora Instytutu Górniczego w Sankt Petersburgu , który też był murzynem z małej litery, bo napisał pracę doktorską, pod którą podpisał się prezydent Władimir Władimirowicz Putin.

   Najatrakcyjniejsze fragmenty, pisanej przez mnie autobiografii, miały dotyczyć szczegółów parcelacji majątku osadzonego w więzieniu oligarchy Michaiła Chodorkowskiego, dzięki której w ręce rektora Litwinienki trafiło warte miliardy pięć procent akcji giganta przemysłowego „FosAgro” , tudzież szczegółowej relacji z sekretnej obrony dysertacji doktorskiej prezydenta Rosji. Śmiało można więc było przepowiadać, że moja „bardzo osobista, szczera opowieść o życiu, miłości, rodzinie Litwinienków i politycznych przemianach w Sankt Petersburgu” spotkałaby się z taką nerwową odpowiedzią  rosyjskich służb bezpieczeństwa, jak histeryczną była reakcja amerykańskich służb wywiadowczych na projekt nakręcenia filmu fabularnego  „Ghostwriter” przez Romana Polańskiego. Liczni krytycy filmowi po premierze „Autora-widmo” mówili, że w tej produkcji, zmontowanej pospiesznie z wcześniej nakręconych materiałów podczas trwania „aresztu domowego” w szwajcarskiej rezydencji reżysera, Polański nadał kształt artystyczny przeczuciu własnego losu. Jest po stokroć bardziej prawdopodobne, że CIA poprzez wznowienie poszukiwań przestępcy seksualnego sprzed kilkudziesięciu lat, sprawiła się tak, jak służby ukraińskie wobec pięknej Julii Tymoszenko, którą po odejściu z urzędu premiera oskarżono o liczne malwersacje, a gdy tego było za mało, także o zamordowani, lub zlecenie zamordowania, opozycyjnego posła, który rzekomo stał na zawadzie jej niesłychanie zyskownym interesom.

     Podobnie zachowują się rosyjskie służby specjalne w stosunku do bliskiego otoczenia Olgi Władimirownej , a zwłaszcza jej reprezentantów prawnych, którzy po upływie lat od zbrodni popełnionej przez „nieznanych sprawców” ,  oskarżani są o zamordowanie posła Liwszyca. Samochód mecenas  Natalii Zajfert w białą petersburską noc, jak sitko podziurawiony został kulami z kałasznikowa tak precyzyjnie, że pasażerki i kierowcy nic nawet nie drasnęło. Chodziło przecież tylko o nastraszenie, bez mnożenia trupów ponad konieczność.   

     Schemat scenariusza do wybitnego filmu Romana Polańskiego „Autor widmo” (w oryginale – „Ghostwriter”) nie jest szczególnie wymyślny. Głównym bohaterem nie jest ani były premier Wielkiej Brytanii, ani jego żona – umiejętnie podstawiona agentka CIA, lecz pisarzyna, właściwie „murzyn” wynajęty przez potężne wydawnictwo do wykonania całej roboty pamiętnikarskiej w zastępstwie polityka, któremu do samodzielnej pracy brakuje czasu, sił i umiejętności. I ten literacki „murzyn” – identycznie jak jego poprzednik na tejże funkcji, którego ciało odnaleziono na plaży – po odkryciu prawdy o roli, jaką odegrała agentka CIA w biografii politycznej brytyjskiego męża stanu, ginie potrącony przez samochód-widmo.

     Mimo zapewnień autora scenariusza, że w filmie „Ghostwriter” wszelkie podobieństwa osób i zdarzeń do rzeczywistości są dziełem czystego przypadku, widownia nieomylnie odczytuje historyczne aluzje i ma pewność, że chodzi tutaj o Tony Blaira i jego nadmiernie łatwą akceptację współudziału Wielkiej Brytanii w inwazji Iraku rządzonego przez „bandycki reżim Saddama Husseina”. 

       Fikcja – fikcją, ale prawda o „Autorze -widmie” jest taka, że dopiero po obejrzeniu produktu firmy Romana Polańskiego staje się zrozumiałe, dlaczego ten stary, zmęczony człowiek, po trzydziestu kilku latach od popełnienia przestępstwa seksualnego ścigany był na całym świecie wydawanymi aktualnie amerykańskimi listami gończymi. Jeśli aresztowanie reżysera i osadzenie go w areszcie domowym w jego szwajcarskiej posiadłości nie miało na celu uniemożliwienia dokończenia filmu budującego czarną legendę wywiadowi amerykańskiemu, to organizatorom całego tego koszmaru chodziło zapewne o zademonstrowanie wszystkim możliwym literackim „murzynom” w każdym zakątku świata, jaki czeka ich los, jeśli poważą się nastąpić wywiadowi USA na bolesne nagniotki.

     Gdyby ówczesny premier Donald Tusk z filmem, lub choćby tylko ze scenariuszem do filmu „Ghostwriter”, zapoznał się odpowiednio wcześnie, może z przerażenia popadłby w paraliż, a może jednak zdobyłby się na odwagę podjęcia skutecznej obrony swojego obywatela przed jawnym terrorem i bezprawiem, do czego zdolność zademonstrował już wcześniej, broniąc polityka Michała Boniego przed napaścią  rozwścieklonej ipeenowskiej tłuszczy. W każdym razie wnikliwiej rozpatrzyłby przypadek polskiego obywatela Romana Polańskiego, który wprawdzie dopuścił się na terytorium USA przestępstwa seksualnego, lecz uciekł do Europy, gdyż był ścigany przez paranoidalnego sędziego z Los Angeles. Ten obrońca moralności wyznał publicznie, że zamierza szczególnie srogo ukarać  „małego sukinsyna”, przybłędę z kraju za żelazną kurtyną, w dodatku przybłędę żydowskiego pochodzenia, czego sędzia już publicznie nie uwypuklił. W Ameryce seks z nieletnią karany jest długoletnim więzieniem, ale jeszcze wczoraj za seks z białą kobietą linczowano „przybłędę” na miejscu zbrodni. 

  Diabeł najczęściej mieszka w szczegółach. Polskie prawo nie ściga kobiet za prostytucję, lecz osadza w więzieniach sutenerów, a zbrodnie seksualne po dziesięciu latach ulegają przedawnieniu. Obrona polskiego obywatela żydowskiego pochodzenia byłaby w przypadku premiera Tuska tym łatwiejsza, że Polański nie zgwałcił niewiniątka, lecz w malignie alkoholowej, a może nawet narkotykowej, doznał seksualnych przeżyć z młodocianą kobietą, która – co stwierdzili lekarze –  miała już za sobą liczne seksualne doświadczenia. Zbrodni dopuściła się matka, która doprowadziła przedwcześnie rozkwitłą córeczkę do domu Jacka Nicolsona i pozostawiła ją samą z dwoma naćpanymi facetami.

        Afera Olgi Władimorownej, rzekomo porwanej do Polski wraz z czteromiesięcznym synkiem  Michałem, wyłożona jest obrazkowo i dźwiękiem w  filmie dokumentalnym gruzińskiej telewizji PIK, nakręconym w terminalu przylotów na warszawskim lotnisku „Chopin”. Śledzona przez kamery TV  Olga Władimirowna wręcza Antonowi Brejdo,  zaskoczonemu przedstawicielowi rosyjskiej prokuratury, list opatrzony licznymi podpisami i stosownymi pieczęciami, w którym prosi o umorzenie śledztwa w sprawie uprowadzenia jej i jej synka Michała, ponieważ przebywa w Polsce z własnej woli i cieszy się szczęściem rodzinnym u boku swojego polskiego małżonka. Do Polski uciekła, to prawda, lecz zmuszona została do tego przez ojca, Władimira Litwinienkę, który uwięził na własnej daczy jej córeczkę Esterę Marię, a chciał w tym luksusowym więzieniu, strzeżonym przez ochroniarzy uzbrojonych w karabiny maszynowe imienia Kałasznikowa, osadzić także swojego wnuka Michała. Oldze wygrażał, że każe ją zamknąć w psychuszce.

    Nieszczęsny los nadwiślańskiej banitki w stu procentach zawiniony był przez nią samą. Nie słuchała ojcowskich przestróg i zaszła w ciążę z obywatelem holenderskim rosyjskiego pochodzenia, bigamistą i zawodowym oszustem matrymonialnym, poszukiwanym listem gończym przez Interpol.  Nie miała czasu na zajmowanie się niemowlakiem , toteż swoją wnuczką Esterą zaopiekowali się dziadkowie Litwinienko.

     Cierpliwość ojca wyczerpała się, gdy Olga Władimirowna po raz drugi zaszła w ciążę z tym samym obywatelem holenderskim i urodziła nieślubnego synka Michała. Gdy doszło do otwartej wojny oligarchy petersburskiego z posłanką do Dumy Guberni  Petersburskiej o jej pozamałżeńskie potomstwo, upadła niewiasta uciekła do Polski, gdzie pośpiesznie wyszła za  biznesmena pomniejszego kalibru, który zgodził się dać czteromiesięcznemu  Michałkowi swoje staropolskie nazwisko. Tymczasem Władimir Litwinienko już zdążył załatwić dla siebie prawa rodzicielskie do Estery i zamierzał  usynowić także Michałka. 

   Miałem rozliczne wątpliwości przed klepnięciem kontraktu ghostwriterskiego, ale tylko dopóty,  dopóki   nie przedstawiono mi całościowej oferty na napisanie biografii politycznej rektorskiej doczki z Petersburga i nie wymieniono kwoty honorarium tudzież wysokości zaliczki wypłacanej od zaraz, z ręki do ręki bez pokwitowania. Protestowałem nie przekonywająco, że nie, bo przecież ja nie znam rosyjskiego na tyle, żeby brać się do tak poważnej i odpowiedzialnej roboty.  

    Byłem w kropce, bo podpisując kontrakt ghostwriterski godziłem się na brudną robotę podkopująca autorytet i dobre imię Władimira Putina, tak bardzo mu potrzebne do sprawowania władzy imperatorskiej nad całym bezkresnym terytorium Rosji wraz z jej niepoliczalnymi mniejszościami etnicznymi. W samej tylko Guberni Petersburskiej mówi się sześcioma, mocno różniącymi się między sobą językami! W owym czasie lubiłem i ceniłem Władimira Władimirowicza, ale nie na tyle mocno, żeby odrzucić sowitą zaliczkę  Olgi Władimirownej.

     W ten sposób pokazało się jeszcze raz, jak słuszne jest twierdzenie Karola Marksa, że byt kształtuje świadomość. Przed przykrymi konsekwencjami własnej pazerności uchroniła mnie niespodziewana ucieczka Olgi Władimirownej do Izraela, gdzie próżno szukać spokojnego bytowania. Zaliczkę natychmiast spożytkowałem. W ręku pozostała mi niedokończona autobiografia i tęsknota za niebotycznym honorarium, które przeszło mi koło nosa.

                                                                         Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Dzięki Leonie, teraz cytat Slońimskiego ma sens, A o Polański to pan redaktor się zagalopowal. CIA nie szukalo Polańskiego bo on się nieukrywal. A ta « mloda kobieta » miala 13 lat. w normalnym kraju Polański siedzialby w areszcie do procesu a nie pertraktowal z sędzia. Bycie pijanym i naćpanym nie usprawiedliwia, wręcz przeciwnie. Ale rosyjski watek jest bardzo interesujacy.

  2. Redaktor Kopeć maltretuje wypowiedź Słonimskiego z r. 1967, który na zebraniu Związku Literaturów w odpowiedzi na postulat Gomułki, że „nie można mieć dwu ojczyzn”, powiedział, że się zgadza ale dlaczego tą jedyną ojczyzną ma być Egipt? Przekręcony powyżej cytat nie tylko zabija humor wypowiedzi ale też jej sens.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.