
Wybory do UE określane są jako sukces Partii Lewicy. Ale poparcie palestyńskiej lewicy, która stoi za jej powstaniem, nie przychodzi za darmo, a jego konsekwencje mogą być daleko idące.
Demografia ma znaczenie.
Wyobraźmy sobie małe szwedzkie miasteczko z 70 000 mieszkańców. Homogeniczne społeczeństwo, w którym wartości, normy i tradycje są dziedziczone. W bardzo krótkim czasie do miasta przeprowadza się 40 000 rosyjskich nazistów. Ludzi o zupełnie innym postrzeganiu, wartościach i normach. Co się dzieje? I jak na społeczeństwo wpływa fakt, że tak wielu ludzi, o tak odmiennych poglądach od większości, lojalnych wobec innego kraju, nagle staje się jego częścią?
Wcale nie, twierdzą ci, którzy teraz celowo źle rozumieją dyskusję o tym, jak konflikt w Gazie wpłynął na wynik szwedzkich wyborów do UE. Ale z oczywistych powodów są w błędzie.
W niedzielnych wyborach Partia Lewicy podwoiła swój wynik w Malmö. W kilku dzielnicach Rosengård – gdzie 60 procent mieszkańców to osoby urodzone za granicą, a 26 procent to Szwedzi, których oboje rodzice urodzili się za granicą (w samej dzielnicy Herrgården 96 procent mieszkańców ma obce pochodzenie), większość z korzeniami w Iraku, Jugosławii, Libanie, Bośni i Hercegowinie oraz Afganistanie – partia uzyskała 50 procent głosów. We wspomnianym okręgu wyborczym Herrgården Partia Lewicy zwiększyła swoje poparcie prawie dziesięciokrotnie, z 6,8% w wyborach do UE w 2019 r. do aż 61,8% w tym roku. W całym Malmö Partia Lewicy prawie podwoiła swój wynik z poprzednich wyborów do UE, z 11% do 19,4%.
Dzieje się tak również w innych miejscach w Szwecji; w Vantör 16, okręgu wyborczym w pobliżu Rågsved w południowym Sztokholmie, Partia Lewicy uzyskała 43,0%. Zapytany o sukces Partii Lewicy, Hassan Jamma, przewodniczący rady dzielnicy, z przekonaniem odpowiada, że:
„Jonas (Sjöstedt przyp. mój) jest sympatyczny i miły i dobrze się rozpycha. Ale w tej dzielnicy Jonas nie jest gwiazdą. Nie, tutaj chodzi o kwestię palestyńską. /Wiele osób podchodziło do nas w centrum Högdalens i mówiło: „Zagłosuję na ciebie, bo jesteś po stronie Palestyńczyków”. /…/ To była znacznie ważniejsza kwestia na przedmieściach niż wśród ogółu wyborców”.
Tak więc pomimo niskiej frekwencji na tym obszarze, nieco ponad 37 procent, ponad 40 procent głosowało na Partię Lewicy. W rezultacie partia ta jest obecnie największą partią w 21 z 27 okręgów wyborczych w Vantör, obszarach wcześniej zdominowanych przez Socjaldemokratów.
Na kilka dni przed wyborami lider Partii Lewicy Nooshi Dadgostar opublikował zdjęcie z palestyńskim ambasadorem w Sztokholmie, pisząc: „Wybory do UE to wybory do Palestyny. Głosuj na Palestynę. Głosuj na Partię Lewicy!”.
Palestyński aktywista Aziz Elali bez ogródek wyjaśnia sukces Partii Lewicy:
„Partia, o której wszyscy wiedzą, że stoi po stronie Palestyny od pierwszego dnia. Wiemy, że oddamy na nią swój głos. /Ponieważ wiemy, że od miesięcy mówią, że są przeciwko terrorystycznemu państwu i mamy nadzieję, że zrobią więcej i naprawdę zakończą wszelką współpracę z terrorystycznym państwem Izrael”.
„Działacz na rzecz praw człowieka” Maher Shikhani, z którym przeprowadzono wywiad uważa, że wynik wyborów wynika z faktu, że „pro-palestyńscy mieszkańcy Malmö” uważają Partię Lewicy za partię, która najlepiej ich reprezentuje. Kilku palestyńskich aktywistów, potwierdza ten obraz; na demonstracjach i w mediach społecznościowych czołowi palestyńscy aktywiści namawiają ludzi do głosowania na Partię Lewicy, jednocześnie ostrzegając przed innymi partiami w odniesieniu do kwestii palestyńskiej.
Wspomniany wyżej „działacz na rzecz praw człowieka” nie ukrywa, że ma nadzieję, iż wybory do UE sprawią, że więcej partii, zainspirowanych sukcesem wyborczym Partii Lewicy, zmieni swoją linię przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się za dwa lata. Podkreśla również, że wielu członków ruchu chce jeszcze bardziej radykalnej polityki.
Członkowie Partii Lewicy wydają się być autentyczni w swojej niebezpiecznej postawie. Podczas kongresu partii wiosną tego roku, okręg Malmö naciskał na złagodzenie linii w sprawie rozwiązania dwupaństwowego i otwarcie się tylko na państwo palestyńskie – od rzeki do morza, jak głosi antysemicki wierszyk.
Zaledwie dwa dni po wyborach, gdy głosy były jeszcze liczone, kilka wysoko postawionych osób w ruchu palestyńskim wydało jasny komunikat:
„Gratulacje i wyrazy uznania dla Partii Lewicy i Partii Zielonych za dobry wynik w wyborach do UE. Ruch Palestyński i inne międzynarodowe ruchy solidarnościowe są siłą polityczną, z którą należy się liczyć. Poparcie Ruchu Palestyńskiego nie jest „bezwarunkowe”.
Oczywiście, wsparcie nie jest „bezwarunkowe” – o czym wspomniane partie doskonale wiedzą. Ich wniosek, biorąc pod uwagę wynik wyborów, który dał Partii Lewicy kolejny mandat, powinien być taki, że powinni teraz kontynuować obraną przez siebie ścieżkę. Po co zmieniać koncepcję, która wygrała wybory?
Oznacza to jeszcze bardziej zaostrzoną retorykę wobec Izraela, która przenosi uwagę z terroru Hamasu, co z kolei prowadzi do jeszcze trudniejszej sytuacji dla szwedzkiej mniejszości żydowskiej. To znaczy mniejszości żydowskiej i ocalałych z Holokaustu, których te same partie lubiły używać jako kija, gdy modne było ostrzeganie przed powrotem lat trzydziestych XX wieku poprzez osłabianie pamięci o Holokauście. To cynizm na poziomie, którego nie da się opisać w cywilizowany sposób.
Na tym tle nieco surrealistyczne jest to, że tak wiele osób wciąż przymyka oko na to, co właśnie się wydarzyło – i będzie się działo coraz częściej w przyszłości w podzielonej Szwecji, gdzie lojalność i identyfikacja są skierowane w stronę ojczyzny – zamiast w stronę Szwecji.
Arvid Åhlund zaatakował mnie za wskazanie oczywistości w Aktuellt (TV )w poniedziałek wieczorem. Pan Åhlund twierdzi, że jestem zdania, iż głosy niektórych obywateli są lepsze od głosów innych i że popieram teorię spiskową „wymiany międzyludzkiej”.
To desperacka próba pomieszania kart. To, na co zwróciłem uwagę w Aktuellt, to dokładnie to, co mówią sami palestyńscy aktywiści i przedstawiciele lewicy; sukces V i MP w wyborach do UE wynikał ze stanowiska zajętego na rzecz Palestyny (i przeciwko Izraelowi, co w tym kontekście jest co najmniej równie ważne; ponieważ ci, którzy nienawidzą Żydów, wydają się to robić bardziej niż sympatyzują z Palestyńczykami).
Co więcej, nie jest tajemnicą, że wielu z tych, którzy głosują na lewicę, nie tylko na V, pochodzi z krajów, w których antysemityzm jest zarówno sponsorowany przez państwo, jak i społecznie uzasadniony. Kilka partii, nie tylko Socjaldemokraci, doświadczyło wcześniej silnych tendencji do „głosowania klanowego” wśród tych wyborców – na dobre i na złe.
Nie należy również lekceważyć wymiaru polityki tożsamości; kiedy ludzie są zachęcani do działania jako przedstawiciele grupy etnicznej lub religijnej, prowadzi to do większej polityki tożsamości i nacjonalistycznych (choć niekoniecznie z lojalnością wobec Szwecji) stanowisk, co oczywiście może mieć znaczący wpływ na poszczególne wybory.
Zwracanie na to uwagi nie jest „niedemokratyczne”, jak bezczelnie próbuje to przedstawiać Åhlund, ale jest realistycznym spojrzeniem na wzorzec zachowania, który może spowodować, że demokracja zostanie de facto wykluczona z gry. Bo jeśli to nie ideologia, ale (grupowa) tożsamość ma znaczenie, gdy ludzie idą do urn wyborczych, wpłynie to również na politykę jako taką.
Zmiany demograficzne w szwedzkiej populacji nie są prawicowym mitem, nawet jeśli taki istnieje, co sugeruje, że istnieje celowa i zorganizowana tak zwana wymiana populacji. To, o czym mówię, to coś innego, co można udowodnić za pomocą oficjalnych statystyk. Samą zmianę można lubić lub nie, ale nie można ignorować faktu, że jest to zmiana o realnych konsekwencjach. Badacz Tobias Hübinette obliczył na przykład, na podstawie danych szwedzkiego urzędu statystycznego, że 34,62 procent mieszkańców Szwecji ma jakieś zagraniczne pochodzenie (na dzień 31 grudnia 2022 r.).
W poście, który warto przeczytać, pisze: „Szwecja jest dziś najbardziej zróżnicowanym i heterogenicznym krajem w świecie zachodnim po Stanach Zjednoczonych, które zajmują złote miejsce w tym kontekście, i wraz z garstką innych krajów, które dzielą srebrne miejsce Szwecji, takich jak Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Francja, Wielka Brytania i Holandia”.
Pokazuje również, że udział osób o pochodzeniu pozaeuropejskim wynosił około 0,1% w 1960 r., a w 2022 r. wzrośnie do około 19%. „Ponieważ liczba urodzonych za granicą wzrosła bardziej niż liczba urodzonych w kraju, udział urodzonych za granicą w populacji również wzrósł” – zauważa Hübinette.
Jak już wcześniej pisałem, demografia społeczeństwa może się zmieniać z różnych powodów: ludzie rodzą się i umierają, wyprowadzają się i wprowadzają. Społeczeństwo z wieloma młodymi mężczyznami różni się od społeczeństwa z wieloma starszymi kobietami. Społeczeństwo z wieloma ludźmi nienawidzącymi indywidualizmu, sekularyzmu, Żydów i homoseksualistów różni się od tego, w którym te negatywne postrzeganie nie istnieje. Ponieważ to nasze przekonania, w tym to, czy religia lub prawo powinny rządzić społeczeństwem, decydują o tym, jak głosujemy i jak nasze przekonania przekładają się na prawa i normy, ważne jest, dlaczego ludzie głosują w określony sposób.
Ponadto dane demograficzne są kluczowe, ponieważ wpływają na możliwości adaptacji, co z opóźnieniem dostrzegł nawet ówczesny minister ds. migracji i integracji Anders Ygeman (S), mówiąc w kampanii wyborczej w 2022 r., że wrażliwe dzielnice powinny mieć wśród mieszkańców „maksymalnie połowę osób o pochodzeniu innym niż nordyckie”. Zmiany demograficzne, jakie zaszły w Szwecji w wyniku migracji na dużą skalę, które same w sobie utrudniły warunki integracji, miały daleko idące konsekwencje zarówno dla większości, jak i mniejszości. Jest to prawda, która nie budzi kontrowersji nawet w partii S.
Innymi słowy, interesujące nie jest to, że nastąpiła zmiana demograficzna per se, ale to, co ta zmiana oznacza pod względem wpływu na kulturę i wartości – a co za tym idzie, na wyniki wyborów, jeśli jest tak, że imigranci generalnie głosują w oparciu o inne parametry, takie jak pochodzenie etniczne i religia, niż robi to większość populacji.
W demokracji ludzie mogą głosować, jak chcą i na podstawie dowolnych parametrów, i nie ma wątpliwości, że głosy wszystkich obywateli Szwecji mają taką samą wartość. Można to stwierdzić, uznając jednocześnie, że zachodzące zmiany są szkodliwe dla procesu demokratycznego. Szkodliwe jest również to, że rosnąca mniejszość odczuwa większą lojalność wobec interesów i konfliktów w swoich dawnych ojczyznach – co prowadzi do nienawiści i gróźb wobec szwedzkiej mniejszości żydowskiej – niż wobec kraju, w którym geograficznie mieszka.
Innymi słowy, segregacja to nie tylko kwestia ekonomii i wykluczenia społecznego, ale w dużej mierze kwestia tego, jak wartości fundamentalnie przekształcają szwedzkie społeczeństwo.
Szwecja na drodze do głosowania tożsamościowego
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Jak polski dziennikarz zabiera głos „o Żydach”, to na mur beton będzie o „żydowskich zbrodniarzach”. Ten facet z GW oczywiście przestrzega tradycji.
Bije po oczach głęboka znajomość tematu. Szczególnie może się podobać uwaga, iż „kolaboracyjny rząd Vichy zapewniał im [Żydom] przyzwoity byt”. Coś w tym jest, kolaboracyjny rząd Vichy rzeczywiście przyzwoicie się spisywał względem władz niemieckich, wyłapywali Żydów, wysyłali wyłapanych Żydów do gazu i do pieca, wyłapali ci „przyzwoici” 75 000 (siedemdziesiąt pięć tysięcy) Żydów. I wysłali do Oświęcimia. Prościutko do gazu. Trudno uwierzyć, żeby autor artykułu tego nie wiedział. Ale i tak pisze o „przyzwoitym bycie”. Bardziej pasowałoby określenie „niebyt”. Rząd Vichy rzeczywiście zapewniał wyłapanym Żydom całkowity niebyt.
Kolejna rewelka to ten srogi i okrutny los, który dotykał w Izraelu nieszczęśliwych imigrantów z krajów arabskich. Z artykułu dowiadujemy się, jak to cierpieli „głód” i musieli na poprawę losu czekać „kilkadziesiąt lat”. No czysty horror. Okrutnie prześladowany przez złych i niedobrych syjonistów być niejaki Mosze Kacaw, prezydent Izraela w latach 2000-2007. Kolejna ofiara prześladowań, jakim poddawano Sefardyjczyków w Izraelu, to Amir Peretz, szef Histadrutu w latach 1995-2006, minister w kolejnych gabinetach, poseł od końca lat 80-tych. Więcej takich okrutnie prześladowanych, na przykład urodzony właśnie w Maroku Szlomo Ben-Ami, historyk, były ambasador Izraela w Hiszpanii (1987-1991), były minister. I tak można wyliczać.
Dziw bierze, że ci Żydzi marokańscy tacy dziwni. Z
Szwedom widocznie nie zależy jak będą myśleli ich potomkowie i w jakim języku.