Uncategorized

Benjamin Netanjahu: „Trwa wojna cywilizacji, a Zachód woli tego nie dostrzegać”

Renaud Girard Le Figaro


Binjamin Netanjahu

Binjamin Netanjahu (Fot. REUTERS/Gil Cohen-magen)

Dla izraelskiego premiera „nie ma państwa palestyńskiego”, a zachodnie stolice uznające takie państwo, po prostu nagradzają Hamas za bestialstwo.

74-letni premier właśnie pobił rekord Ben Guriona pod względem czasu sprawowania władzy w Izraelu, ale jego popularność po miesiącach wojny w Gazie osiąga rekordowo niski poziom. Wielu krytyków zarzuca mu, że nie chce zakończenia wojny, bo jej przedłużanie jest korzystne politycznie dla niego samego. W proteście z gabinetu wojennego odeszli kluczowi ministrowie spoza Likudu (a premier po tym go rozwiązał). Mimo to Netanjahu broni swojej polityki.

Protest przeciwko rządom premiera Benjamina Netanjahu, wzywający do uwolnienia zakładników porwanych podczas ataku na Izrael 7 października, Tel Awiw, 1 czerwca 2024 r.

Protest przeciwko rządom premiera Benjamina Netanjahu, wzywający do uwolnienia zakładników porwanych podczas ataku na Izrael 7 października, Tel Awiw, 1 czerwca 2024 r.Fot. REUTERS/Marko Djurica

Co pan sądzi o planie Joe Bidena dotyczącym zawieszenia broni w Strefie Gazy, który został włączony do rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ?

– Zgodziliśmy się na tymczasowe zawieszenie broni w celu uwolnienia zakładników. Hamas jednak nadal odmawia ich uwolnienia i domaga się trwałego zawieszenia broni, co pomogłoby tym terrorystom utrzymać kontrolę nad Gazą i przygotować powtórkę z masakry 7 października – palenie niemowląt, gwałcenie kobiet, porywania starców ocalałych z Holokaustu. Żaden odpowiedzialny rząd by się na to nie zgodził. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to Jahja Sinwar i pozostali przywódcy Hamasu stoją na drodze do porozumienia. Wojna może zakończyć się choćby jutro – jeśli skapitulują bezwarunkowo i uwolnią zakładników.

Czy powinni opuścić Gazę i udać się na wygnanie?

– Jest to coś, co można sobie wyobrazić, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) zażądał wydania nakazu aresztowania pana i ministra obrony w pana rządzie, oskarżając was o głodzenie ludności palestyńskiej.

– Moja reakcja na to jest taka sama jak wielu przywódców, w tym prezydenta USA, którzy stwierdzili, że jest to oburzające. Wniosek prokuratora jest błędny z dwóch powodów. Po pierwsze, opiera się na fałszywej symetrii między demokratycznie wybranymi przywódcami Izraela, toczącymi sprawiedliwą wojnę przy użyciu legalnych środków, a organizacją terrorystyczną i ludobójczą, jaką jest Hamas. To tak, jakby MTK posadził Churchilla i de Gaulle’a na tej samej ławie oskarżonych, co nazistowskich dygnitarzy.

Po drugie, wniosek prokuratora oskarża Izrael o celowe ataki na ludność cywilną. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Siły Obronne Izraela podjęły środki, których żadna współczesna armia nigdy nie stosowała w walkach miejskich, aby ograniczyć ofiary. Wysyłając wiadomości tekstowe i zrzucając ulotki informujące cywilów, by opuścili obszary, które mają zostać przejęte, nasza armia dobrowolnie rezygnuje z elementu zaskoczenia. To dlatego stosunek zabitych cywilów do bojowników jest najniższy w historii współczesnych działań wojennych, mimo że Hamas konsekwentnie wykorzystuje cywilów jako ludzkie tarcze.

A oskarżenie o celowe głodzenie ludności Gazy?

– To oszczerstwo. Od początku wojny zezwoliliśmy na wjazd do Strefy Gazy 25 500 ciężarówkom, które przywiozły ponad pół miliona ton żywności i leków. Wytyczyliśmy nowe drogi i otworzyliśmy nowe przejścia graniczne dla tych ciężarówek. Zezwoliliśmy na zrzuty spadochronowe i dostęp morski dla pomocy humanitarnej. Dzięki temu ceny żywności w Strefie Gazy spadły o 80 proc.

Gdyby prokurator MTK wykonał swoją pracę polegającą na ustaleniu faktów, odwiedzając Izrael, zobaczyłby to wszystko. Ale odwołał swoją podróż bez wyjaśnienia. Nie zaproponował nawet przeprowadzenia własnego śledztwa w Izraelu, choć wie, że nasz kraj ma niezależne sądownictwo. A zasada komplementarności jest przeszkodą dla jurysdykcji MTK, jeśli chodzi o kraj z niezależnym sądownictwem. Co więcej, Izrael, który nie podpisał Statutu Rzymskiego, kwestionuje jurysdykcję MTK, zresztą MTK nie ma jej nad terytoriami Judei i Samarii (Zachodni Brzeg) i Strefy Gazy – ponieważ państwo palestyńskie nie istnieje.

Gdyby sędziowie MTK poszli w ślady prokuratora i oskarżyli Izrael o prowadzenie celowej polityki głodzenia i mordowania ludności cywilnej, takie pomówienie poważnie podsyciłoby ogień antysemityzmu na świecie, a zarazem zniszczyłoby międzynarodową wiarygodność MTK. Ustanowiłoby to niebezpieczny precedens, kwestionujący prawo demokratycznego państwa do obrony. Francja, która już ucierpiała z powodu terroryzmu, a wkrótce będzie gospodarzem narażonych na ataki Igrzysk Olimpijskich, powinna zdawać sobie sprawę, że jeśli pozwolimy terroryzmowi odnieść sukces w jednym miejscu, rozprzestrzeni się on wszędzie. Zachód musi zrozumieć, że jest to wojna cywilizacji! Izrael jest w awangardzie, a jego zwycięstwo nad terroryzmem będzie również waszym zwycięstwem.

W Izraelu, na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy mieszka obecnie siedem milionów Żydów i siedem milionów Arabów. Jak wyobraża pan sobie współistnienie tych dwóch społeczności w ciągu najbliższych pięćdziesięciu lat?

– Izraelczycy chcą żyć w pokoju ze swoimi palestyńskimi sąsiadami. Ale Palestyńczycy są zakładnikami swoich nacjonalistycznych przywódców, których jedynym celem zawsze było wymazanie żydowskiej państwowości, zarówno przed, jak i po utworzeniu Izraela w 1948 r.

Zauważył to już wielki reporter Albert Londres, który przybył tu w latach 30. XX w., zestawiając biblijne motto wywieszone w mieście Tel Awiw: „Będziemy budować i odbudowywać”, z postawą palestyńskich Arabów, którzy byli już wtedy „nieustannie zachęcani przez swoich liderów do niszczenia”. Od tamtego czasu ruch palestyński odmawia uznania prawa narodu żydowskiego do własnego państwa, niezależnie od jego granic.

Ale co w takim razie z utworzeniem państwa palestyńskiego?

– Państwo Izrael, którego nieżydowscy obywatele cieszą się tymi samymi prawami, będzie nadal trwać i prosperować. Jeśli chodzi o Palestyńczyków mieszkających na kontrolowanych przez nich terytoriach, powinni oni mieć wszelkie uprawnienia do rządzenia sobą, ale żadnych możliwości, by nam zagrozić. Oznacza to, że w dającej się przewidzieć przyszłości Izrael będzie musiał zachować kontrolę nad bezpieczeństwem na całym terytorium od rzeki Jordan do Morza Śródziemnego. Gdybyśmy zrzekli się kontroli nad Zachodnim Brzegiem, Iran natychmiast przejąłby go rękami Hamasu lub innych grup islamistycznych. Widzieliśmy to już wielokrotnie w Gazie i Libanie.

Czy Izrael zamierza uderzyć na terytorium Libanu?

– To, co dzieje się na północy Izraela, nie może być kontynuowane. Żaden naród na świecie nie zaakceptowałby bombardowania swojego terytorium. Jednak Hezbollah codziennie bombarduje nasze miejscowości na północy.

Istnieją dwa sposoby rozwiązania tego kryzysu: dyplomacja lub wojna. To wszystko, co zamierzam powiedzieć.

Podczas szczytu G7 prezydent Francji zaproponował trójstronną inicjatywę (USA, Francja, Izrael) w sprawie Libanu. Co pan o tym sądzi?

– Zbyt wielu kucharzy przy gotowaniu psuje potrawę. Zawsze jednak uważałem, że Francja, która ma historyczne więzi z Libanem, powinna podejmować wysiłki wespół z USA.

W swojej autobiografii napisał pan, że jednym z pańskich priorytetów było zawsze uwolnienie Izraela od irańskiego zagrożenia nuklearnego. Naprawdę wierzy pan, że Iran chce zniszczyć państwo żydowskie?

– Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Chamenei, powtarza to regularnie. Powstrzymanie irańskiego ekspansjonizmu zaczyna się od zwycięstwa w Gazie. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby uniemożliwić Irańczykom zdobycie broni jądrowej. Gdyby im się to udało, wywróciliby cały Bliski Wschód do góry nogami, a następnie zagroziliby Europie. Opracowują pociski balistyczne dalekiego zasięgu, których celem pewnego dnia staną się zachodnie stolice. Mają już pociski zdolne uderzyć w Izrael.

Czego dokładnie chce Iran?

– Reżim mułłów nie tylko stara się przetrwać. Jego ideologią jest podporządkowanie świata ekstremistycznemu szyickiemu islamowi. Jego pierwszymi ofiarami są irańscy mężczyźni i kobiety, wspaniali ludzie o starożytnej kulturze. Kissinger powiedział mi kiedyś, że Iran powinien raz na zawsze zdecydować, czy chce być państwem, czy tylko sprawą. Mułłowie wybrali drugą opcję. Przeciwstawiają się naszej cywilizacji: wystarczy spojrzeć na to, co robią z kobietami, homoseksualistami i prawami człowieka.

Na demonstracjach w Paryżu widziałem napisy „Geje z Gazą” lub „Kobiety dla Gazy”. Tymczasem homoseksualiści są w Strefie Gazy wieszani, a kobiety są tam uważane za niewiele więcej niż niewolnice – w myśl ideologii Hamasu, ruchu zbrojonego przez Iran.

Wierzę, że większość ludzi na Zachodzie nie popiera tych antyizraelskich protestów, ponieważ rozumieją, że stawką jest nasza cywilizacja, zbudowana na wolności i tolerancji.

Hiszpania, Irlandia i Norwegia już uznały państwo palestyńskie.

– Ale przecież nie ma państwa palestyńskiego. Swoimi oświadczeniami te trzy kraje po prostu nagrodziły Hamas za jego bestialski atak z 7 października.

Zabijaj Żydów, ścinaj głowy kobietom po ich zgwałceniu, pal dzieci żywcem, porywaj cywilów – a zostaniesz nagrodzony państwem! Oznacza to moralne i intelektualne bankructwo rządów tych trzech europejskich krajów.

Arabia Saudyjska pomogła ograniczyć skutki bezprecedensowego irańskiego ataku rakietowego na Izrael z 13 kwietnia. Jak wyobraża pan sobie relacje Izraela z Saudami w nadchodzących latach?

– Istnieje naturalny sojusz między Izraelem a wieloma krajami na Bliskim Wschodzie, mający na celu zablokowania zagrożeń ze strony Iranu. Obecnie walczymy z Hamasem, który jest tylko jedną z macek irańskiej ośmiornicy, podobnie jak libański Hezbollah. Jeśli zdemontujemy strukturę irańskiej ingerencji na całym Bliskim Wschodzie, Hamas i Hezbollah natychmiast upadną. W Iranie wołają: „Śmierć Izraelowi” i „Śmierć Ameryce”, ale tamten reżim chce przecież wziąć pod swoje jarzmo wszystkich innych „niewiernych”. Umiarkowane państwa arabskie to rozumieją. Rozumieją, że podobnie jak Izrael są celami irańskiego ekspansjonizmu.

Czy jest to główny filar Porozumień Abrahamowych, które podpisaliście w Waszyngtonie we wrześniu 2020 ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem i Marokiem?

– Tak, ale łączy nas również chęć poprawy codziennego życia naszych społeczeństw poprzez wspólny rozwój naszych gospodarek. Wraz z tymi umiarkowanymi państwami arabskimi Izrael planuje m.in. zbudować pomost handlowy między Azją a Europą, przechodzący przez Półwysep Arabski, a następnie przez nasze porty, aby zaopatrywać Europę w surowce i towary przemysłowe. Izraelska technologia może zmienić oblicze Bliskiego Wschodu. Nasze postępy w nawadnianiu, rolnictwie, medycynie i sztucznej inteligencji mogą zmienić życie wszystkich naszych sąsiadów na lepsze.

Porozumienia Abrahamowe mają na celu pełne wprowadzenie Bliskiego Wschodu w XXI wiek; Iran natomiast chce go cofnąć do średniowiecza.

Jako premier nadzoruje pan nie tylko bezpieczeństwo, ale nadal także politykę gospodarczą?

– Tak, bo od dawna mam konkretną wizję w tym zakresie. Izraelska gospodarka stała się silna dzięki inwestycjom w postęp technologiczny. Jednak technologia nie rozwija się sama z siebie. Rozwija się dzięki gospodarce wolnorynkowej. Spędziłem dużą część mojego politycznego życia, próbując przenieść Izrael z gospodarki pół-socjalistycznej do gospodarki wolnorynkowej. Stąd te wszystkie drapacze chmur w Tel Awiwie i rozkwit tysięcy technologicznych firm w całym Izraelu.

W tej chwili pracujemy nad tym, by nasz kraj stał się liderem w dziedzinie sztucznej inteligencji. Przyniesie to korzyści wszystkim.

Benjamin Netanjahu: „Trwa wojna cywilizacji, a Zachód woli tego nie dostrzegać”

Renaud Girard Le Figaro

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.