Uncategorized

Kulmowie. ( 6 )


Jakub Kopec

Pod krawatem i w borsalino

    Spójrzmy na banalne  zdjęcie, pstryknięte przez zawodowego fotografa, przedstawiające  prawie już stuletniego Jana Kulmę pozującego do fotografii na  tle portretu młodszej o cztery lata małżonki Joanny.  Ten portret, powiększony do monstrualnych rozmiarów i obramowany złotem, zdobi całą „Ścianę Joanny i Jana Kulmów” we foyer pałacyku Warszawskiej Opery Kameralnej przy Alei Solidarności.  Piękną twarz poetki okala  wianek włosów szlachetnie pobielonych przez upływ czasu. „Ścianę” upamiętniającą oboje Kulmów otworzył sędziwy wdowiec Jan, po czym odczytano list laudacyjny ministra kultury Piotra Glińskiego. 

       Odrobineczka kolaboracji z tyranami, o czym łatwo zapominamy, niezbędna jest dla podtrzymania życia. Śp. dyrektor WOP Stefan Sutkowski skutecznie umizgał się do Komitetu Centralnego, zachowując przy tym całkowitą niezależność światopoglądową. Jego następczyni, światowej sławy sopranistka operowa  dr Alicja Węgorzewska-Whiskerd, też kłaniała się prominentom Dobrej Zmiany nie zginając karku i nie tracąc cnoty bojowniczki o wolność i demokrację, bo opera kameralna jest sztuką w sam raz dla księżniczek i burżujów, toteż bez państwowej dotacji ani przez chwilę nie jest w stanie się wyżywić.

    Kilka miesięcy po otwarciu „Ściany”, Jan swoją pierwszoplanową obecnością zaszczycił uroczystości w 78 rocznicę Powstania Warszawskiego, celebrowane przez prezydenta Andrzeja Dudę przy Placu Krasińskich. Pod ostentacyjną nieobecność sławnej łączniczki Wandy Traczyk-Stawskiej, pseudonim „Pączek”, posadowiony na wózku inwalidzkim bohaterski weteran  Jan Kulma z rozwianą przez wiatr siwą czuprynką i białą brodą, stał się obiektem najchętniej fotografowanym przez gazetowych reporterów i to na jego twarz najczęściej popatrywała kamera TVP Info.

       Trzydzieści dni później Maestro Kuma już nie żył, o czym pocztą internetową natychmiast powiadomiła mnie matka Małgorzata z Zakonu Faustynek. Joanna odeszła rok wcześniej, o czym dowiedziałem się z gazet, bowiem listę gości pogrzebowych ustalał wówczas Jan, a Jan  żadnemu grzesznikowi  ostatecznego rozgrzeszenia nie udzielał.

     Trzeba przyznać – Joanna miała niezwykły talent poetycki i piękną cielesność, Jana zaś sam Pan Bóg wyposażył w potężny intelekt.

  Tę pyszną asymetrię wyraźnie widać na alegorycznym  obrazie olejnym Jerzego Dudy Gracza, zdobiącym „Salę Strumiańską” w starożytnych murach Biblioteki Głównej Uniwersytetu Szczecińskiego. Na płótnie wielkiego formatu we włosach Joanny wiją sobie gniazda ptaki śpiewające, głowę Jana przykrywa natomiast biret uczonego akademika z wydziału filozofii krakowskiej Alma Mater. W tle widać różowy domek w Strumianach , a w powietrzu wirują ulubione przez Kulmów sprzęty, przede wszystkim zamknięte w drewnianych skrzynkach starożytne zegary z kukułką. 

    Nie mam uwag do sięgającej stóp, powiewnej sukni Joanny, Jan zaś na obrazie Dudy-Gracza przywdział na siebie szlafrok, który mógłby uchodzić za księżowską sutannę, gdyby, zamiast spodziewanej koloratki, pod szyją  nie dyndał swobodnie krawat w ciapki.

     Na fotografii  pochodzącej z archiwum Warszawskiej Opery Kameralnej widać   wyraźnie, że krawat zawiązany pod szyją Jana jest, jak na jego skromną sylwetkę, stanowczo za duży. Przez trzydzieści pięć lat Jan rezydował wraz z Joanną w dawnej leśniczówce w Strumianach, pozostającej w dyspozycji Ministerstwa Kultury, a szlachectwo do czegoś zobowiązuje. Krawat przy śniadaniu nosił Jan także do pidżamy, żeby jakoś odróżniać się od wieśniaków. Z krawatem niżej pępka sędziwy Kulma  wygląda  jak „Mały Powstaniec” z wiszącym na piersi większym od niego schmeisserem MP 1940 i z hełmem opadającym na oczy, uwieczniony w spiżu słynnej rzeźby zdobiącej przedmurze Starówki w Warszawie.  Zachwianie proporcji w dziele  rzeźbiarza Jerzego Jarnuszkiewicza znamionuje ten fragment mitu Powstańczej Warszawy, wedle którego wszyscy mieszkańcy udręczonej stolicy stanęli do walki z hitlerowskim okupantem, nawet dzieci sięgnęły po broń. Ogromny, nieproporcjonalnie wielki krawat na fotografii z archiwum WOK, demitologizuje natomiast miłosny związek Joanny i Jana. 

     Kim jest Joanna Kulmowa, to się wie i na ten temat nie ma potrzeby mówić. Kim jest Jan Kulma można dowiedzieć się z internetowej Wikipedii. Artykuł  na temat Jana jest wielokrotnie, może nawet dziesięciokrotnie obszerniejszy od artykułu o Kulmowej, napisanego dla internetowej encyklopedii ,jak przypuszczam,  przez profesor Zofię Chęcińską z Uniwersytetu Szczecińskiego.

   W artykule o Janie Kulmie na pierwszy plan wybija się teatralność. Pod dwoma  maskami, jedną z komediowym uśmiechem na ustach, i drugą jakby dramatycznie  markotną, widnieje aforystyczna myśl filozofa i reżysera, kompozytora i pisarza: „Maski stosujemy w teatrze i w życiu. Według Kulmów aktorstwo jest rodzajem egzystencji, projektującej wieloosobowość, warunkiem twórczego i moralnego życia.”   To zdanie jest jednym z dowodów , że autorem anonimowego artykułu encyklopedycznego o Janie Kulmie w Wikipedii jest Jan Kulma. Nikt inny nie napisałby, że coś jest „według Kulmów”, takiego osobliwego singularis maiestaticus o Kulmach nie popełniłaby nawet Joanna…  

      Kulma jeszcze raz przemawia tutaj w imieniu Joanny. To Kulma uwielbia słowa typu esencja, byt, egzystencja, gdy Kulmowa chętniej mówi po prostu o życiu. Dla mnie w zdaniu o maskach, jako symbolu teatralności, brakuje napomknienia o koturnie, bo dopiero koturn  z prozy czyni poezję. Samo przywdzianie maski nie wystarcza.

     Ale Joannie koturn jest niepotrzebny, bo była najwyższą aktorką w całej Łódzkiej Szkole Teatralnej i Filmowej; mierzyła metr osiemdziesiąt,  a to jest wymiar kwalifikujący do długonogiego corps de balet w paryskim teatrze rewiowym.  Jan zaś  cieszył się wzrostem średnim co najwyżej.

   Mam w pamięci młodzieńczą fotografię Joanny, na której, obok bajecznie pięknej twarzy młodej dziewczyny, widoczny był rdzawy ślad po spinaczu z legitymacji studenckiej.  W takiej osobie po prostu nie można było nie zakochać się. Ale także dziś nie wiem, która Joanna jest piękniejsza, ta kruczowłosa dziewczyna z fotografii uczelnianej, czy też siwa Joanna na zdjęciu  z archiwum Opery Kameralnej.

    Dzieje się tutaj coś niezwykłego, co Anna Frajlich znakomicie  oddała w wierszu pt. „Moja mama”. Prawem kaduka zmieniam w tym wierszu„mamę” na ciocię” i uzyskuję taki oto efekt: 

   W swojej krótkiej historii Szczecin miał tylko dwie Poetki: Annę Frajlich i Joannę Kulmową. Chciałem tym dwu wielkim damom Literatury zadedykować wieczór poetycki w kawiarni „Proces kawki” (usytuowanej vis-à-vis mojego chederu i nieistniejącej już synagogi róg Szerokiej i Jagiellońskiej na warszawskiej Pradze), na którym aktorzy recytujący wiersze imitowaliby konkurs poetycki i walkę o Laur. W tym konkursie naprzeciw patetycznej „Mojej mamy” Ani Frajlich, stanąłby żartobliwy wierszyk dla dzieci Joanny Kulmowej „Mamy mamę”, zaczynający się od słów:    „Najlepsze u mamy jest to, że ją mamy. Mamy ją swoją nie cudzą. Nie inną. Zawsze tę samą. I żeby nie wiem co się stało, mama zostanie mamą”. Projekt upadł pod ciosem zdanym mi przez Jana drzazgą osinową. Zorganizowałem wieczór poświęcony wyłącznie poezji Ani Frajlich i , powiem nieskromnie, że była to najlepsza tego typu impreza artystyczna,  w jakiej osobiście uczestniczyłem. Na wszelki wypadek dopowiem, że podobnego  poglądu  m. in. był prezes Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Jacek Moskwa, który pofatygował się do „Procesu kawki” z obowiązku służbowego, a poczuł się na jak na uroczystości rodzinnej.

     I właśnie portretem siwowłosej Joanny, widocznym za plecami Jana na fotografii z archiwum WOP, chciałem przyozdobić tylną okładkę tomu wierszy Kulmowej  pt. „Prośba o nieskończenie”. Jan był inwestorem tego przedsięwzięcia o wielkim wymiarze artystycznym i o wątpliwej wartości ekonomicznej, miał więc prawo stawiać wymagania. Zdecydował , że do druku pójdzie fotografia jego autorstwa, na którym Joanna miała wyraźnie „zły profil” , a włosy koloru zgniłej zieleni. Przez wzgląd na delikatność materii, nic nie powiedziałem o „złym profilu”. Zwróciłem natomiast uwagę na niedopuszczalną zieloną barwę białych włosów.

   Jan zdenerwował się: – Gdzie  widzisz tu zieleń? Wtórowała mu Joanna: -Ty po przeszczepie rogówki masz kłopot z oczami, czy nie cierpisz aby na daltonizm? Tytułem eksperymentu wyjęła z regału książkę z czerwoną okładką. Jaki to kolor? – spytała. Czerwony- odpowiedziałem.. Dobrze. Wyjęła książkę z niebieską okładką.  Niebieska – skonstatowałem. Eksperyment zakończył się okazaniem książki zielonej i kolejną trafną odpowiedzią. – Dobrze widzisz kolory. To powiedz mi , Kuba, jakim sposobem ty dostrzegasz zieleń w moich włosach?

   Spór z Kulmami o kolor włosów Joanny na fotografii przeznaczonej do druku na okładce książki monumentalnej, złożonej z kunsztownych psalmów i poematu podobnego w nastroju do biblijnej „Pieśni nad pieśniami”, miał doniosłe konsekwencje. Swoje kategoryczne „nie!” w tej kwestii wypowiedziała cyfrowa drukarnia  „SOWA”. 

    Jan musiał się ugiąć, ale nie dał się przekonać.
    W tytułowym psalmie „Prośby o nieskończenie” Poetka do samego centrum ciężkiej problematyki ontologicznej wkracza z powiewną gracją wielkiej damy:

„Co jest za tym modrzewiem  nie wiem”  

    Jako reporter z zawodu , a z wykształcenia magister polonistyki zaledwie, odważyłbym się powiedzieć, że cały tom daje wyraz poetyckiemu powątpiewaniu i filozoficznej niewiedzy typu sokratejskiego. Psalmy są mało pobożne, podejrzewam nawet , że  Bóg z wierszy Joanny, tak podobny do Jahwe żydowskiego i czasami nawet tym imieniem przywoływany, jest tylko koturnem, dzięki któremu poezja wspina się na godny siebie diapazon. 

    Ja też wiem, że nic nie wiem  Ale, Jezu nazaretański, dlaczego ja się tutaj mądruję , jakbym pisał literaturoznawczą, za przeproszeniem, rozprawkę o poezji, której nie jestem w stanie ogarnąć swoim praktycznym rozumem, gdy tymczasem  rzeczywistym tematem dla niniejszej historii detektywnej jest morderstwo, w którym narzędziem zbrodni był kołek osinowy;  zabójstwo popełnione „z zamiarem ewentualnym”, żeby posłużyć się terminologią prawników.   

      Jeśli nie brać pod uwagę policjantów i prokuratorów, na morderstwach znam się jak mało kto.

                         Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.