Uncategorized

Nowa książka Hanny Krall.


Hanna Krall

Hanna Krall (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Reporterski dziennik, którego nie da się przyszpilić i okiełznać

Dziennik, który, w dodatku, bywa poezją.

Nie lubią się. Poezja z reportażem. Zapytana o reporterski charakter swoich wierszy, poetka Marzanna Bogumiła Kielar, niemal się oburzyła. — To poetycko przetworzone wspomnienia żywych ludzi — powiedziała. Reporterka Hanna Krall, zaczepiona na premierze „Jedenaście” o poetyckość swojej nowej książki, żachnęła się.

Jak nie poezja, to co? 

— Bloga piszę — mówiła Krall przed rokiem.

„Jednaście” Hanny Krall. Książka o czasie i naszych czasach

Hanna Krall lubi zaskakiwać. I lubi tajemnicę. Zostawia czytelnikowi tropy, „szczegóły znaczące”. W „Jedenaście” to liczby i działania na nich. Bo życie upływa nam pod dyktando dni, lat, a nawet dekad. Każda z nich policzona. 

Reporterka odmierza czas za pomocą prostego równania. Po czterech dniach od śmierci męża, Jerzego Szperkowicza, Rosja zaatakowała Ukrainę, wywołując pełnoskalową wojnę. Zatem cztery plus dziesięć i już wiadomo, który jest dzień.

Niekiedy w rachunku coś się nie zgadza. Gubimy dni. Ale czas zawsze musi wrócić na swoje miejsce. Nawet jeśli — jak Robert, jeden bohaterów „Jedenaście” — obrazimy się na czas, to trudno nam w tym obrażeniu wytrwać. Życie to przecież walka z czasem, zdążanie na czas, wyprzedzanie czasu, a — czasem — czasów. I ciągłe szukanie czasu początku i obawa przed czasem końca.

Jest „Jedenaście” złożoną z wielu historii opowieścią o samej autorce. O telefonie, po którym (cztery dni później) wybuchła wojna. „To bardzo ułatwia liczenie”. O Otwocku zwiedzanym z poetą Piotrem S. i samosiejkach, „które wyrosły, gdzie dom dziecka kiedyś był”. A dziś ich nie ma.

O pamięci, która czyni z człowieka bohatera godnego reportażu. Jak pisze Krall w „Notatkach przed spotkaniem autorskim”, bohater to „ten, który pamięta”.

O ludziach, którzy przychodzą do reporterki „z pamięcią”, ale też z egzemplarzem „Zdążyć przed Panem Bogiem”, jak Kamil, uczeń technikum hotelarskiego, który liczy, że książka z podpisem autorki pomoże mu w poprawieniu się na trzy plus. Egzemplarz dostanie nauczycielka, plusa Kamil.

No właśnie, no właśnie, no właśnie

Są tu fragmenty, które szukają swojej formy i o tym poszukiwaniu opowiadają. Reportaż szuka bohatera, a reporterka bywa wobec powstającego tekstu nieufna. Zmienia wtedy kierunki i uchyla się przed nadciągającą puentą. Znajduje inną. W przypadku, w słowie, zdaniu, jego rytmie, sensie, ale też bezsensie.

Szczere wyznania, poruszające rozmowy, unikatowe doświadczenia. Poznaj historie, których nie da się zapomnieć.

Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Czyli: książka o języku?

Przyjrzyjmy się otwierającemu „Jedenaście” fragmentowi pt. „Telefon”.

„Przecież miał ujemny test, to dlaczego telefon.
Przecież lepiej oddychał, powiedziała pani doktor. To dlaczego.
Przecież tak ładnie dzisiaj zjadł obiad.
I dlaczego pani doktor zaczyna zdanie od no właśnie.
Trzy razy zaczyna i trzy razy od no właśnie.
Czy pani doktor nie zna żadnych innych początków zdań?”

I dlaczego Krall trzykrotnie zaczyna od „przecież”? Czy pani reporterka nie zna innych początków zdań? Niczym Piotr, który trzy razy zaparł się Zbawiciela, zanim zapiał kur, tak Krall zapiera się przed powiedzeniem tego, co powiedziane zostało.

Trzy „przecież” i trzy „no właśnie”. Za chwilę cztery dni. I wojna.

Rakieta spadła przypadkiem

Potem 287 dni plus cztery i na suszarnię zbóż i traktor z kukurydzą spada rakieta.

„Powstał lej, w dole leżały zwłoki dwóch mężczyzn. Rolnik miał na imię Bogdan, magazynier – Bogusław, na obu mówiło się Bodzio”. Rakieta spadła przypadkiem. To dobra wiadomość. Jak i to, że Zachary, prawnuk Krall, który w tym samym momencie powiedział „locomotive”, znajduje się 7171,6 km od suszarni zbóż. Zatem książka o przypadku i pisaniu. O reportażu, którego by nie było, gdyby fabryka nie wydawała się reporterce nudna.

Ale też o tym, co nas otacza. Na przykład lesie. I ludziach w drodze. O nich informuje reporterkę Natalia Judzińska, która po śmierci młodego Afgańczyka nie była w stanie chodzić do lasu. — Musiałam chwilę odpocząć — zwierza się Krall. — Z drugiej zaś strony chciałam dla odmiany spotkać w lesie kogoś żywego — dodaje.

Spotka żywych. Dwóch mężczyzn i szmalcownika, który „wiedział, co trzeba robić, jak spotka się człowieka w drodze”. Dzięki Zagładzie wiedział — twierdzi Natalia. „Domyśliłby się i bez Zagłady, ale zajęłoby to więcej czasu” — uważa reporterka.

Są tu lasy, w których „była jedna nauczycielka, ale książek wcale nie było”. I las, którego dopadł szesnastolatek uciekający z Sobiboru. I las, po którym biegali i wołali „Żydzie, wiem, że tu jesteś!”.

Czytelnik musi myśleć

Wreszcie są tu starzy znajomi, których czasem trudno rozpoznać. Bohaterowie i bohaterki reportaży Krall, opowiedzeni na nowo, z inaczej ułożonych powidoków.

Są ślady lektur i notatki, cytaty i spacery. Wszystko tu jest. Po co jest? Po to, byśmy się gubili, szukali tropów.

„Jedenaście” to „miejsce dla intuicji i wyobraźni czytelnika. Czytelnik wymaga od autora, ale i autor ma prawo od czytelnika wymagać”. Hanna Krall ma prawo wymagać. A my mamy prawo się gubić i zadawać sobie pytania o to, czy to książka o nadziei, że wciąż są dobrzy ludzie na świecie? A może o tym, że choć dobro jest, to los mu nie sprzyja? A może — wreszcie — o tym, że wiele już słów powiedziano o świecie i trzeba być wobec słów nieufnym. Zwłaszcza w ostatniej książce, jak deklaruje reporterka.

„Podobało się, chociaż nie wiedzieli, co mam na myśli” — pisze Krall o słuchaczach jej wystąpienia podczas gali jednej z nagród. Reporterka wie, że w pełni nigdy jej nie rozszyfrujemy. Upór czytelników ją może trochę męczy, ale też bawi. Bo Krall lubi, gdy czytelnik musi zacząć myśleć.

Krall stworzyła niedający się przyszpilić i okiełznać reporterski dziennik, który bywa poezją.

Hanna Krall „Jedenaście”

Wojciech Szot

Dziennikarz działu kultura „Wyborczej”, pisze o literaturze. Autor książki „Panna doktór Sadowska” (wyd. Dowody na istnienie), prowadzi blog Zdaniem Szota.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.