Uncategorized

Prawo i pięść


Jakub Kopec

     W chwilach wolnych od codziennych zatrudnień z upodobaniem puszczam sobie filmik dokumentalny sprzed paru lat, na którym, przy powitaniu obu prezydentów, Trump usiłuje przestawić Putina tak, jak przesunął Macrona, posunął Dudę, a drobniutkiego premiera Japonii dosłownie uniósł do góry jak piórko. I tylko  Putin postawił amatorowi wreslingu zdecydowany opór dżudoki. Z amerykańskiego worka łoju w mgnieniu oka wyciekło co najmniej ćwierć zawartości, mały zaś rosyjski człowieczek napełnił się jakby ciężką wodą (deuterem?). Ustał na nogach, gdy jego dostojny gość zachwiał się w posadach.  A jednak Trump wygrał wybory, ponieważ dla okazania solidarności ze śmieciami, zamieszkującymi  wyspy na Atlantyku i Pacyfiku, odważył się zasiąść w szoferce gigantycznej śmieciarki. Ale do szoferki musieli go upychać ludzie z ochrony, bo sam nie dawał rady pokonać wysokich stopni.

   Pokój na Ukrainie w trybie 24h? Upłynęło już dobrych kilka tygodni od wyborów i alarmy lotnicze w Kijowie nie ucichły. Spodziewam się raczej, że dla wykonania pomsty na Putnie, który tak szpetnie spostponował Trumpa przy powitaniu, prezydent Stanów, zaraz po zaprzysiężeniu, pozwoli  Ukraińcom strzelać do wojsk rosyjskich i północno koreańskich, rozlokowanych między Dniestrem i Kamczatką, wszelką amunicją, którą z oporami i zbyt późno, ale jednak dostarczył im prezydent Biden.    

   Mam nadzieję, że na froncie izraelsko – irańskim też nastąpią korzystne zmiany, bo Trumpowi nie podoba się sojusz Teheranu z Moskwą. A wystarczy przecież, że mocno tupnie nogą obutą w wojskowe kamasze…

    Kompletnie nie znam się na globalnej polityce, o wojskowości nie mam zielonego pojęcia, a jednak wdaję się w niepoważne militarystyczne rozważania, ponieważ  szef polskiej dyplomacji, minister Radosław Sikorski, w telewizji publicznej powiedział , że na czas wojennego zagrożenia Rzeczypospolitej, on byłby prezydentem lepszym od Rafała Trzaskowskiego, bowiem bliższe są mu zagadnienia militarystyczne. Tak, to prawda, Trzaskowski ma przystojne oblicze bawidamka czyli „dupiarza”, gdy tymczasem Sikorski potrafi przybrać tak straszliwą marsową minę, że żaden wróg nie potrafiłby przetrzymać jego przenikliwego spojrzenia. 

      Jednak w konfrontacji ze zwalistym Trumpem największe szanse na zwycięstwo miałby pisowski kandydat na prezydenta, prezes IPN Karol Nawrocki. Karol, czyli król, a król może być tylko jeden!  Chłop wysoki na około stu dziewięćdziesięciu centymetrów, ważący dobrze powyżej setki, a widziałem na własne oczy, jak w dobrej formie, wydłużonym kłusem dobiegł do mety patriotycznego maratońskiego

 biegu.  Jest gibki i ma potężny  cios, kopyto w prawej pięści. Właśnie takich facetów Trump szanuje najbardziej. Waham się, czy w wyborach prezydenckich nie oddać głosu  na prezesa IPN. Trzaskowski byłby prezydentem pod każdym innym względem lepszym, ale z pojedynku siłowego „na rękę” między prezydentami Polski i Ameryki, Nawrocki mógłby wyjść górą.

   Z wielkim bólem wspominam scenkę w Białym domu, kiedy Trump z naszym  Dudą podpisywali jakiś dokument trzeciorzędnej wagi. Trump zrobił to na siedząco, Duda zaś na stojaka, bo zabrakło dla niego krzesła. Nie mam pewności czy gruboskórny Trump upokorzył polskiego prezydenta celowo, czy też może przez nieuwagę. Mam jednak pewność, że w takiej sytuacji  pretendent  Nawrocki wywróciłby stolik.

   Moja kobieta, której w stosownej chwili kupiłem czarne giezło  i czarną parasolkę, jako atrybuty walki o prawo kobiety do własnego ciała, na wiadomość, że chcę oddać obywatelski głos na Nawrockiego, spąsowiała ze złości: – Chcesz głosować na kibola i neofaszystę? Ja z tobą nie będą rozmawiała!  Broniłem się: – Ja nie sympatyzuję z kibolem i neofaszystą, lecz z dobrym bokserem ciężkiej wagi. Teraz jest moda na prezydentów wyspecjalizowanych w sztukach walki, a lepiej już walić łbem o mur, niźli przeciwstawiać się modzie.  I Nawrocki  przynajmniej nie jest kryminalistą – wyrokowcem, jak prezydenci z naszych państw sojuszniczych lub sąsiednich…

    W moim domostwie zapanowała cisza nie do zniesienia. W ostatnim słowie moja kobieta zarzuciła mi, że pewnie optowałbym  w sejmie przeciw odebraniu immunitetu prezesowi Kaczyńskiemu, gdybym tylko miał taką możliwość. Pewnie, że optowałbym. Przecież Kaczyńskiemu odebrano immunitet, bo podczas listopadowej miesięcznicy Zamachu Smoleńskiego pod pomnikiem swojego brata Lecha, poległego w Zamachu Smoleńskim, dwukrotnie uderzył w twarz aktywistę Zbigniewa Komosę za bezczelne, prowokacyjne składanie wieńca z napisem oskarżającym b. prezydenta o spowodowanie katastrofy lotniczej. Kaczyński mówi, że uderzył, ponieważ Komosie należało się. 

     Otóż ja podzielam pogląd prezesa Kaczyńskiego. Obywatelowi Komosie należało się, ponieważ od dłuższego czasu, co miesiąc, kłamliwie i tchórzliwie oskarżał prezydenta poległego pod Smoleńskiem o wydanie polecenia lądowania we mgle bez pomocy elektronicznych urządzeń naprowadzających. Prawdę zna każdy posiadacz krytycznego rozumu, ale jedynie laureat pokojowego Nobla, Lech Wałęsa, odważył się ogłosić ją publicznie. Na kilka minut przed uderzeniem lewym skrzydłem Tupolewa w brzozę, Lech Kaczyński porozumiał się z bratem bliźniakiem przez telefon satelitarny, opisał katastrofalną sytuację pogodową i spytał, czy ma odlecieć na lotnisko zapasowe, czy też próbować szczęścia przy lądowaniu na ślepo. Według Wałęsy, brat Jarosław doradził/nakazał bliźniakowi Lechowi, żeby nie był miękiszonem, i żeby zachował się jak człowiek honoru. W Katyniu, przy pomniku dwudziestu tysięcy pomordowanych polskich oficerów, czeka już biskup i inni dostojnicy …

    Skąd Wałęsa zaczerpnął wiedzę o przebiegu rozmowy, skoro zapis ostatniego połączenia  satelitarnego bliźniaczych braci jeszcze nie został odtajniony przez amerykańskiego operatora? Lech Wałęsa mógłby odpowiedzieć: – Jeśli wiemy o co pytał Lech  swojego brata Jarosława, znamy też dobitną odpowiedź.

                                                          Jakub Kopeć

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. ”W chwilach wolnych od codziennych zatrudnień z upodobaniem puszczam sobie filmik…”

    Ach, jak to miło mieć taki filmik o podziwianej osobie i regularnie cieszyć oko urokami Putina. Jakiż on smukły, jakiż mocarny, jaki piękny. Jak doskonale się porównuje z tym paskudnym Trumpem, który autorowi, znawcy urody męskiej się nie podoba i który, choć już w miesiąc z kawałkiem stanie się prezydentem, wciąż jeszcze niczego w wojnie na Ukrainie nie dokonał. ”Upłynęło już dobrych kilka tygodni od wyborów i alarmy lotnicze w Kijowie nie ucichły.”
    I tak w adoracji swego idola, wielkiego przyjaciela jego kraju autor kopci i kopci…

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.