Itay Ilnai

Irański kontroler ruchu lotniczego prawdopodobnie przetarł oczy ze zdumienia. Pewnej nocy w marcu 2025 roku, na ekranach radarów pojawiły się dziesiątki izraelskich myśliwców, lecących na północny wschód z Izraela. Uzbrojone w bomby, przemierzały syryjską przestrzeń powietrzną w kierunku Iraku i nie wydawały się zwalniać.
Wystarczyło, że lekko skręciły na wschód, a w ciągu niespełna godziny znalazłyby się u bram Iranu. Ale tego nie zrobiły. Zamiast tego, samoloty kontynuowały lot do północno-wschodniego krańca Syrii, a następnie zawróciły i poleciały z powrotem tą samą drogą.
„To była główna próba, którą przeprowadziliśmy przed atakiem na Iran” – wyjaśnił wysoki rangą oficer izraelskich Sił Powietrznych. „Celem było przećwiczenie całej operacji co najmniej raz, przelatując odległość porównywalną do tej do Iranu. Najłatwiejszym sposobem było przelecenie całej Syrii, a następnie zawrócenie”.
Czy Irańczycy was nie zauważyli?
„A jeśli tak? Wiedzieli, że przygotowujemy się do uderzenia. To nie była tajemnica”.
Rzeczywiście, operacja w Iranie nie była tajemnicą. Jednak trzy miesiące później, w piątek 13 czerwca, zarówno Iran, jak i reszta świata były zszokowane, gdy izraelskie myśliwce przeprowadziły niespodziewany atak: obcięły głowę irańskiemu dowództwu wojskowemu, zamordowały kilku naukowców jądrowych, uderzyły w obiekty jądrowe i osiągnęły przewagę w powietrzu nad Iranem w ciągu 36 godzin.
Izraelski myśliwiec. Zdjęcie: Rzecznik prasowy IDF
Olśniewająca operacja była publicznie znana jako „Wschodzący Lew”, ale w izraelskich Siłach Powietrznych kierował nią złożony plan bitewny o nazwie „Iron Man”.
„To dyrektywa rozmieszczenia, która koordynuje i kieruje całe izraelskie Siły Powietrzne” – powiedział starszy oficer. „Rozmieściliśmy wszystkie zdolności Sił Powietrznych około 2000 kilometrów od Izraela”.
Rozmowy z izraelskimi Siłami Powietrznymi i urzędnikami obrony ujawniają skomplikowaną ścieżkę „Iron Mana” do Teheranu. Tak izraelskie Siły Powietrzne przygotowały się do największej operacji w swojej historii.
Ambitny cel
Do niedawna plany Izraela dotyczące ataku na Iran były stosunkowo skromne. „Przez ostatnie 20 lat utknęliśmy w mentalności 'szpilki’” – powiedział wysoki rangą urzędnik obrony. „Czasami była to operacja Mossadu, czasami nalot. Ale zawsze była to operacja, nigdy kampania”.
Zmiana paradygmatu nastąpiła, gdy Herzi Halevi objął rolę szefa sztabu IDF. Na początku swojej kadencji przedstawił premierowi Benjaminowi Netanjahu i ówczesnemu ministrowi obrony Joawowi Gallantowi dokument proponujący zmianę strategii, z jednorazowej operacji na pełnowymiarową kampanię wojskową. Halevi postawił sobie ambitny cel osiągnięcia przewagi powietrznej nad Iranem, aby dać izraelskim samolotom swobodę działania w jego przestrzeni powietrznej i utorować drogę do Teheranu.
„Kiedy eskadra F-15 krąży nad Teheranem, wszystko się zmienia – fizycznie i psychologicznie” – podało źródło wojskowe.
Były szef sztabu IDF Halevi, który wprowadził dużą zmianę w myśleniu strategicznym. Zdjęcie: Rzecznik prasowy IDF
Na swoim pierwszym spotkaniu z dowódcą Sił Powietrznych, generałem dywizji Tomerem Barem, Halevi nakazał mu rozpoczęcie przygotowań. Ale Bar zmagał się również z wewnętrzną opozycją wobec reformy sądownictwa rządu, która doprowadziła niektórych rezerwistów do zawieszenia ich służby ochotniczej, stanowiąc potencjalne zagrożenie dla gotowości operacyjnej. Izrael sam nie był jeszcze przygotowany na wojnę z Iranem. „Największą obawą” – powiedział urzędnik obrony – „była odpowiedź Hezbollahu”.
Dziesięć miesięcy później, obawy te stały się rzeczywistością. Ataki z 7 października zamroziły zdolność Sił Powietrznych do właściwego przygotowania się do irańskiej kampanii. Ciągłe ataki w Gazie i Libanie wymagały, aby dziesiątki odrzutowców pozostawały w stanie wysokiej gotowości przez cały czas, gotowe na przekroczenie północnej granicy przez elitarną jednostkę Radwan Hezbollahu. „W tym samym czasie musieliśmy utrzymać pewien poziom amunicji” – zauważył starszy informator.
Mimo to Bar wcześnie podczas wojny zdał sobie sprawę, że sprawa Iranu została ponownie aktywowana. „Zrozumienie w Siłach Powietrznych, że z Iranem ostatecznie trzeba będzie się zmierzyć, nastąpiło zaledwie kilka dni po 7 października” – powiedział planista wojskowy. „Uświadomienie sobie, że to była scentralizowana, kierowana przez Iran oś, nie pozostawiło innej opcji”.
Poważne wewnętrzne dyskusje na temat kampanii w Iranie rozpoczęły się w marcu 2024 roku. Zaledwie kilka dni później Siły Powietrzne miały okazję udowodnić swoją gotowość. 1 kwietnia Izrael zamordował Hassana Mahdaviego, dowódcę Korpusu Syryjsko-Libijskiego Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej (IRGC), w ataku w pobliżu irańskiego konsulatu w Damaszku. Pierwotny plan zakładał zabicie Mahdaviego pojedynczym pociskiem skierowanym na pomieszczenie, w którym się znajdował – minimalizując szkody uboczne i dając Iranowi przestrzeń do uniknięcia poważnej odpowiedzi. Ale wywiadowi nie udało się dokładnie ustalić jego lokalizacji, a Siły Powietrzne otrzymały rozkaz zrównania całego budynku.
Mimo to Izrael miał nadzieję, że atak – skierowany na budynek w pobliżu konsulatu, a nie na sam konsulat – powstrzyma Iran przed wejściem do wojny. Ale Najwyższy Przywódca Ajatollah Ali Chamenei uznał to za poważne naruszenie irańskiej suwerenności i natychmiast nakazał odwet.
Ten odwet nastąpił 13 kwietnia w postaci irańskiej „Nocy Rakiet” – setek rakiet, dronów i pocisków manewrujących wystrzelonych w kierunku Izraela. Większość z nich została przechwycona przez izraelski system obrony powietrznej, z pomocą koalicji sojuszniczych myśliwców dowodzonych przez IDF i Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) pod dowództwem generała Erika Kurilli. Był to pierwszy raz, kiedy Iran zaatakował Izrael bezpośrednio.
Przechwycenia nad izraelskim niebem. Zdjęcie: AFP
Niektórzy izraelscy członkowie rządu nalegali na ostrą odpowiedź. Ale wojsko sprzeciwiło się, obawiając się, że eskalacja do pełnowymiarowej wojny z Iranem – podczas gdy Hezbollah pozostał nienaruszony, a Siły Powietrzne nie były w pełni gotowe – zagra na korzyść Iranu.
Ograniczenia dyplomatyczne
Zmierzona strategia IDF zwyciężyła. Siły Powietrzne otrzymały instrukcję, aby odpowiedzieć, celując w tylko jedną baterię obrony powietrznej S-300, jeden z pięciu zaawansowanych rosyjskich systemów obsługiwanych przez Iran. Spotkanie przygotowawcze z Netanjahu, Gallantem i Halevim ujawniło, że ograniczenia dyplomatyczne uniemożliwiły pierwotną trasę lotu do Iranu.
Kiedy Halevi opuścił biuro Netanjahu, pospieszył do kwatery głównej Bara. Zespół Bara przygotowywał atak, a Halevi powiedział mu, że będą musieli znaleźć nową trasę lotu. W ciągu nocy planiści ponownie skonfigurowali trasę, biorąc pod uwagę nowe miejsca tankowania i niezbędne ataki na obronę powietrzną po drodze. „To nie była tylko trasa lotu” – podziwiał jeden z informatorów. „To była logistyka paliwa, zagrożenia przeciwlotnicze, wszystko. I zrobili to w ciągu kilku godzin”.
Kwiecniowy atak zakończył się sukcesem, niszcząc celowany system S-300. Ale nie wszyscy byli zadowoleni. Minister Bezpieczeństwa Narodowego Itamar Ben Gvir napisał na Twitterze: „Żałosne!”. Mimo to, ograniczony atak był przemyślany i miał na celu przygotowanie gruntu pod przyszłe operacje. Co najważniejsze, powstrzymał Iran przed ponownym zaangażowaniem militarnym. Nawet głośne zabójstwo Ismaila Haniyeha w centralnym Teheranie pod koniec lipca 2024 roku nie zmieniło strategicznej powściągliwości Iranu.
Miesiące względnego spokoju pozwoliły Siłom Powietrznym poprowadzić kampanię we wrześniu 2024 roku, mającą na celu pokonanie Hezbollahu. Ale gdy operacje naziemne w Libanie nasiliły się, a Hezbollah stanął w obliczu załamania, Iran zdecydował się ponownie zaatakować.
„Druga noc rakietowa” w październiku 2024 roku ponownie rozpaliła jastrzębie nastroje w izraelskim gabinecie bezpieczeństwa. Propozycje wahały się od ukierunkowanych zabójstw po zniszczenie irańskiego sektora energetycznego. „Pełne sympozjum” – powiedziało jedno ze źródeł zaangażowanych w rozmowy. Ale ponownie, IDF opowiedział się za powściągliwą odpowiedzią i ponownie jego zdanie zwyciężyło.
Rakieta wystrzelona w kierunku Izraela z Iranu. Zdjęcie: AFP
26 października Izrael rozpoczął „Operację Dni Pokutne”, niszcząc pozostałe cztery baterie S-300 Iranu i uderzając w jego przemysł rakiet balistycznych na paliwo stałe. Aby zasygnalizować swoją zdolność do celowania w infrastrukturę energetyczną Iranu, Izrael uderzył również w taktyczną baterię obrony powietrznej zaledwie 250 metrów od irańskiej elektrowni w pobliżu granicy z Irakiem. „Odmówiliśmy im strategicznej obrony powietrznej i zademonstrowaliśmy, że możemy również uderzyć w systemy taktyczne” – wyjaśnił urzędnik obrony.
Miesiąc później, gdy reżim Assada stracił kontrolę nad Syrią, Iran stał się dramatycznie bardziej narażony. Wraz z upadkiem reżimu, Izraelskie Siły Powietrzne przeprowadziły lot, który zniszczył większość syryjskich systemów obrony powietrznej, pozwalając izraelskim odrzutowcom uniknąć objazdów i zamiast tego latać na wschód na dużej wysokości, bez przeszkód przez syryjskie niebo, oszczędzając znaczne ilości paliwa.
Usunięcie syryjskiego zagrożenia dało również izraelskim samolotom-cysternom swobodę ruchu w pobliżu granicy z Iranem. „Skutecznie mogliśmy teraz tankować myśliwce znacznie bliżej Iranu, tuż przed wejściem do ataku” – podało źródło z Sił Powietrznych. „To dało im znacznie większą swobodę operacyjną”.
Izraelskie Siły Powietrzne mogły teraz, w istocie, założyć stację tankowania u progu Iranu i przeprowadzać ciągłe, zmasowane naloty. „Dopiero po upadku Syrii i otwarciu nieba podejście zmieniło się z 'zaplanuj dużą operację’ na 'przygotuj się na wojnę z Iranem’” – podało źródło wojskowe. „Uświadomiono sobie, że mieliśmy rzadką okazję do rozmieszczenia znacznie większej liczby samolotów i systemów uzbrojenia”.
Zanim dziesiątki odrzutowców zostały rozmieszczone nad Iranem, należało rozwiązać kwestię amunicji. Ataki z kwietnia i października 2024 roku były przeprowadzane z daleka, a izraelskie samoloty nigdy nie wkraczały w irańską przestrzeń powietrzną. Były to tak zwane „ataki z dystansu”, możliwe dzięki amunicji precyzyjnej, której rozwój i zakup wymagały ogromnych budżetów.
Przez lata Izrael pakował miliardy w fantastyczny plan, prowadzony przez Mossad, mający na celu potajemne zniszczenie irańskiego programu nuklearnego, plan, który osoby z wewnątrz opisywały jako „całkowicie nierealistyczny”. Te fundusze pochodziły kosztem innych zdolności.
„Te zdolności są dostępne od 12 lat” – powiedział były urzędnik obrony. „Ale przez lata system wlewał absurdalne sumy w ten fantastyczny plan Mossadu. A po prostu nie ma pieniędzy na wszystko”.
Dopiero za premierostwa Naftaliego Bennetta, a później poprzez serię komitetów eksperckich utworzonych przez Netanjahu, opcja Mossadu została porzucona na rzecz finansowania zdolności wojskowych. Zmiana była zakorzeniona w uznaniu, że konwencjonalna opcja wojskowa była bardziej wykonalna niż tajna.
Przekierowane budżety okazały się warte swojej ceny. Ale aby rozpocząć długotrwałą kampanię mającą na celu osiągnięcie przewagi w powietrzu i systematyczne niszczenie irańskich wyrzutni rakiet ziemia-ziemia, potrzebne było więcej. Oznaczało to rozmieszczenie sił roboczych Sił Powietrznych, starszych myśliwców wyposażonych w duże zapasy tanich, łatwo dostępnych bomb.
To było podstawą zdolności Izraela do działania na całym terytorium Iranu za pomocą załogowych samolotów, krążenia nad celami, zrzucania ciężkiego uzbrojenia i „przeniesienia pełnej potęgi Izraela aż do Teheranu”, jak ujął to jedno ze źródeł wojskowych.
Co sprowadza nas z powrotem do planu bitewnego „Iron Man”.
Budowa machiny wojennej
Atak na Iran został zbudowany na dziesięcioleciach pracy przygotowawczej izraelskich Sił Powietrznych, przekształcając je w strategiczne ramię zdolne do działania daleko poza granicami Izraela. Jesienią 2024 roku, kiedy Bar nakazał swojemu zespołowi opracowanie planu zmasowanego i długotrwałego ataku w Iranie, lub, jak to ujął, „aby zmienić trzeci krąg w pierwszy”, wiedzieli, że mogą polegać na tych fundamentach.
„Tego rodzaju kampania opiera się na ustrukturyzowanych procedurach bojowych i elementach budulcowych, które zostały położone przez dziesięciolecia i które zbudowały Siły Powietrzne w strategiczną siłę, zdolną do działania w trzecim kręgu” – powiedział starszy oficer.
Nadal jednak te elementy musiały zostać złożone w spójną całość. „Trzeba dopasować ogólne zdolności do konkretnych komponentów operacyjnych. Potrzebowaliśmy planu, który integrował wszystkie elementy i przekształcał teorię w praktykę”.
Co ciekawe, wiele najbardziej innowacyjnych rozwiązań pochodziło od młodszych rangą i trafiało na biurko dowódcy Sił Powietrznych. Wiele z nich zostało przyjętych.
Zarządzanie Siłami Powietrznymi w tygodniach poprzedzających atak wymagało umiejętności doświadczonego rozwiązywacza Sudoku. Zdjęcie: Rzecznik prasowy IDF
Aby opracować plan bitewny, Siły Powietrzne stworzyły „zwycięski zespół”, jak to ujął jeden z informatorów. Dowództwo operacyjne zostało zreorganizowane, aby skoncentrować zasoby i personel na sprawie irańskiej. Utworzono dedykowany departament ds. Iranu, z podzespołami zajmującymi się przewagą w powietrzu, tankowaniem i innymi kwestiami. W międzyczasie eskadry rozpoczęły dalekosiężne misje szkoleniowe.
„Nawet jeśli masz plan, to nie znaczy, że możesz go wykonać” – powiedział starszy oficer. „Przelatywaliśmy te odległości i ćwiczyliśmy elementy planu zarówno w izraelskiej, jak i poza izraelską przestrzenią powietrzną. To buduje zarówno gotowość, jak i psychiczne poczucie zdolności”.
Ta masowa produkcja na potrzeby długotrwałej kampanii w Iranie zmobilizowała każdy komponent izraelskich Sił Powietrznych, w tym ich systemy obrony powietrznej, które musiałyby przygotować się na odwet Iranu. Siły Powietrzne przewidywały również, że ich własne bazy znajdą się pod ostrzałem rakietowym, co oznaczało, że eskadry będą musiały kontynuować operacje pod bezpośrednim atakiem. Przygotowania zostały odpowiednio poczynione.
Przez warsztat
Całe to planowanie odbywało się, podczas gdy Siły Powietrzne były nadal zaangażowane na wielu frontach – Gaza, Liban, Syria i Jemen – bez odpuszczania. Plan ataku został zaprojektowany tak, aby Izrael mógł uderzyć w Iran, pozostając jednocześnie operacyjnym na wszystkich innych obszarach. Myśliwce zaangażowane w obronę powietrzną Iranu rozpoczynałyby misje z bombami już na pokładzie. Po zastąpieniu ich w powietrzu przez świeże samoloty, zawracałyby, aby zbombardować cele w Gazie przed lądowaniem. „Nie mogliśmy oszczędzić ani jednego odrzutowca” – powiedział starszy oficer.
Z powodu ogromnego obciążenia floty, większość przygotowań Sił Powietrznych do działań w Iranie odbywała się na ziemi, poprzez jednostki konserwacji i techniczne. Zespoły te dbały o to, aby każdy odrzutowiec był serwisowany, części wymieniane, a wydajność maksymalizowana. „Pomyśl o tym. Jesteś w wojnie na wielu frontach, latasz bez przerwy, ponad 600 dni w walce, a teraz musisz rozpocząć pełnowymiarową kampanię przeciwko Iranowi” – zauważył starszy oficer. „To nadzwyczajny wysiłek ekip technicznych, aby utrzymać wszystko na najwyższym poziomie wydajności w obliczu regionalnej wojny”.
Niektóre z samolotów przeznaczonych do ataku na Iran zostały wycofane z rotacji i uzbrojone z dużym wyprzedzeniem, co oznaczało, że nie mogły być używane do innych misji. Zarządzanie Siłami Powietrznymi w tygodniach przed atakiem wymagało koordynacji niczym w układance.
Wcześnie w planowaniu, Siły Powietrzne ustaliły, że będą potrzebować operować nad Iranem przez 7 do 14 kolejnych dni, aby osiągnąć maksymalny efekt. W centrum tego była przewaga w powietrzu. Ponieważ choć początkowy atak „dekapitacyjny” na irański sztab generalny i naukowców nuklearnych był imponujący, prawdziwa przewaga była tym, co pozwoliłoby na długą, zakrojoną na szeroką skalę kampanię.
„Kluczowym celem planu było polowanie na wyrzutnie rakiet i zmniejszenie ostrzału Izraela, a także celowanie w wiele innych aktywów” – wyjaśniło źródło zaznajomione z operacją. „Wymagało to ciężkich, tanich bomb, a nie amunicji z dystansu, co oznaczało możliwość bombardowania bezpośrednio z góry. Więc najpierw musieliśmy zniszczyć dziesiątki baterii obrony powietrznej i zdobyć kontrolę nad niebem”.
Gdy loty nad Syrią stały się rutyną, a strategiczne baterie S-300 zostały wyeliminowane, następnym krokiem było usunięcie bardziej podstawowych irańskich systemów obrony powietrznej, tych o zasięgu 100 kilometrów (62 mil). A Iran miał ich wiele.
Wyrzutnia przechwytująca. Zdjęcie: Rzecznik prasowy IDF
Na początku wojny Irańczycy ukrywali te systemy, aby uniknąć wykrycia i zniszczenia. Wierząc, że duży izraelski atak nie jest bliski, pozostawili zachodnią granicę – zwróconą w stronę Izraela – w dużej mierze niechronioną. Większość baterii skupiała się na Teheranie i obiektach nuklearnych.
Jednak wraz ze wzrostem napięcia, Iran przemieścił coraz więcej baterii na zachód, aby przeciwdziałać ewentualnemu atakowi izraelskiemu, częściowo dzięki zwiększonej produkcji krajowej. „Wiedzieli, że nadchodzimy” – powiedział izraelski oficer Sił Powietrznych. „I przygotowali się”.
Do czerwca 2025 roku Iran rozmieścił około 15 baterii wzdłuż swojej zachodniej granicy, pozornie zabezpieczając ją przed nalotami. Tymczasem w bunkrze dowodzenia Sił Powietrznych, planiści pracowali nad tym, jak przechytrzyć tę samą obronę.
Przełamanie tarczy
Kluczową przewagą Izraela w tej partii szachów był wywiad. Specjalna jednostka w Wywiadzie Wojskowym została utworzona wyłącznie do śledzenia i badania irańskich baterii obrony powietrznej. Po raz pierwszy oficerowie wywiadu fizycznie siedzieli w bunkrze Sił Powietrznych, dostarczając aktualizacje w czasie rzeczywistym na temat lokalizacji baterii.
„Zaledwie w zeszłym tygodniu znaleźliśmy dziesięć kolejnych baterii, o których nie wiedzieliśmy” – powiedział jeden z urzędników. „Ostatecznie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie znajduje się każda bateria. Zajęło to setkom ludzi z Wywiadu Sił Powietrznych, Wywiadu Wojskowego i Mossadu”.
Plan osiągnięcia przewagi w powietrzu nie zakładał zniszczenia każdego systemu. Pierwszej nocy ataku, izraelskie odrzutowce wytyczyły dwa wąskie korytarze przez zachodnie systemy obrony powietrznej Iranu, oba na północy, zapewniając łatwiejszy dostęp do Teheranu. Obszar graniczny na południu, w pobliżu Zatoki Perskiej, pozostał nietknięty.
Uderzając w baterie, celem było zniszczenie ich systemów radarowych przed wystrzeleniem pocisku. Nie chodziło tylko o uniknięcie trafienia, ale także o to, że jeśli pocisk został wystrzelony, piloci musieli zrzucić swoje bomby, aby go uniknąć. „To oznacza porzucenie misji” – powiedziało jedno ze źródeł Sił Powietrznych. „Nie mogliśmy sobie na to pozwolić”.
Powstałe luki, o szerokości około 300 kilometrów (186 mil), pozwoliły izraelskim odrzutowcom przeniknąć głęboko do Iranu. Następnego dnia, posunęły się naprzód, niszcząc więcej baterii w drodze do Teheranu. Drugiej nocy, zlikwidowały prawie wszystkie systemy obrony powietrznej w stolicy i wokół niej. Tam, gdzie samoloty napotykały trudności, zespoły Mossadu na ziemi wkroczyły do akcji i zniszczyły systemy ręcznie.
Eliminacja tych taktycznych baterii była oszałamiającym sukcesem. Podczas operacji w izraelskie odrzutowce trafiło tylko kilka pocisków (niektórzy mówią, że wcale), a żaden załogowy samolot nie został zestrzelony. W sumie Izrael zniszczył 84 irańskie baterie obrony powietrznej.
Na początku kampanii Irańczycy próbowali przesuwać systemy, mając nadzieję, że utrudnią izraelskie operacje. Ale wkrótce zaczęli je ukrywać, obawiając się większych strat. „Od trzeciego dnia ledwo się angażowali” – powiedział jeden z izraelskich uczestników. „Wiedzieli, że jeśli bateria wyjdzie z ukrycia, zlikwidujemy ją. Przeszli w tryb pełnego przetrwania i ledwo strzelali”.
Izraelskie myśliwce w drodze do Iranu. Zdjęcie: Rzecznik prasowy IDF
Atak nie poprzestał na wyrzutniach. Izrael zaatakował całą infrastrukturę obrony powietrznej Iranu: centra dowodzenia, przemysł wojskowy, personel. Sieć szybko się załamała.
Irańskie myśliwce były w dużej mierze nieistotne. Większość pozostała na ziemi lub poleciała, aby chronić własne bazy, unikając wszelkich walk powietrznych. Poza kilkoma ograniczonymi atakami na te bazy, Izrael pozostawił irańskie Siły Powietrzne w spokoju. Kampania skupiała się całkowicie na eliminacji obrony powietrznej.
Do stycznia 2025 roku „Iron Man” był gotowy. Termin osiągnięcia pełnej gotowości operacyjnej wyznaczono na kwiecień. Nawet po tym, zespół planistyczny Sił Powietrznych nadal dopracowywał strategię. Jednocześnie ściśle monitorowano rozwój sytuacji w Iranie.
„Mieliśmy do czynienia z wrogiem, który ciągle ewoluował i stawał się silniejszy” – powiedział starszy oficer. „Musieliśmy dopracować równowagę między osiągnięciem szczytowej gotowości a unikaniem ujawnienia planu”.
Tajność utrzymywano nawet w Siłach Powietrznych. Tylko garstka starszych oficerów wiedziała, kiedy, a nawet czy operacja się rozpocznie. Na kilka godzin przed atakiem personel zaczął otrzymywać rozkazy stawienia się w centrach dowodzenia, eskadrach i bazach. Te wezwania były wydawane do ostatniej chwili, aby zachować element zaskoczenia.
Kiedy operacja się rozpoczęła, przerosła oczekiwania. Pomimo założeń, że niektóre załogowe odrzutowce zostaną utracone, i pomimo świadomości pilotów, że zestrzelenie w Iranie oznaczało niemal niemożliwe szanse na ratunek, ani jeden załogowy samolot nie został trafiony podczas całej 12-dniowej kampanii.
Nagrania z ataków w Iranie. Zdjęcie: Arabskie sieci
„Wolałbym rozbić się samolotem o górę, niż się katapultować i zostać schwytany” – powiedział jeden z pilotów.
Osiągnięcie przewagi w powietrzu umożliwiło Izraelskim Siłom Powietrznym nie tylko swobodne uderzanie, ale także aktywne „polowanie” na irańskie wyrzutnie rakiet balistycznych, co znacznie zmniejszyło ostrzał rakietowy na Izrael, co było kluczowym celem kampanii. Przez 12 kolejnych dni, fale uderzeniowe przelatywały przez syryjskie niebo, bezpiecznie tankowały w pobliżu i przeprowadzały liczne naloty na Iran. Ostatecznie, drony dołączyły do wysiłku, swobodnie krążąc nad Iranem z niemalże bezkarnością.
„Używaliśmy taniej broni krótkiego zasięgu, co dramatycznie zwiększyło liczbę celów, które mogliśmy trafić” – powiedział jeden z urzędników zaangażowanych w misję.
Plan został zbudowany od początku tak, aby umożliwić kontynuowanie operacji pełną siłą aż do samego końca. „Celem było kontynuowanie uderzeń z pełną intensywnością, nawet gdy zbliżaliśmy się do potencjalnego zakończenia” – powiedział starszy oficer. „Izraelskie odrzutowce latały nad Teheranem, utrzymując presję i konsolidując zdobycze do ostatniej chwili”.
Operacja zakończyła się pokazem siły: masowym atakiem USA na irańskie obiekty nuklearne w Fordo, Natanz i Isfahanie. We wszystkich tych przypadkach to Izraelskie Siły Powietrzne przetarły szlak, eliminując irańskie systemy obrony powietrznej przed amerykańskim atakiem.
Nawet po formalnym zawieszeniu broni Iran naruszył warunki, wystrzeliwując dwie rakiety balistyczne w kierunku Izraela. W odpowiedzi Izrael zgromadził formację 52 myśliwców, aby zaatakować centralny Teheran, wysyłając jednoznaczny sygnał. Ale kiedy prezydent USA Donald Trump dowiedział się o misji, nakazał odrzutowcom zawrócić. „Byli 20 minut od startu” – podało źródło z Sił Powietrznych. „Zostali zatrzymani w ostatniej sekundzie”.
Kategorie: Uncategorized

