
Długotrwałe wysiłki tysięcy żołnierzy i oficerów, w tym sił powietrznych, morskich oraz Dyrekcji Wywiadu Wojskowego, bez wątpienia osiągnęły kamień milowy — operację „Kropla Szczęścia” (Drop of Luck), która zostanie zapamiętana jako najtragiczniejszy w skutkach atak, jaki kiedykolwiek spotkał przywódców Huti.
Autor: Shachar Kleiman
Kilka minut przed godziną 17:00 w czwartek, 28 sierpnia, potężna eksplozja wstrząsnęła stolicą Jemenu, Saną. Gdzieś w izraelskich siłach zbrojnych po udanej operacji dało się słyszeć lekkie westchnienie ulgi, ale minęło sporo czasu, zanim napięcie w pomieszczeniu opadło, a całościowe wyniki akcji stały się jasne dopiero po kilku dniach.
Długotrwałe wysiłki tysięcy żołnierzy i oficerów — z sił powietrznych, morskich oraz Dyrekcji Wywiadu Wojskowego — bez wątpienia osiągnęły kamień milowy: operację „Kropla Szczęścia”, która zostanie zapamiętana jako najsilniejszy cios, jaki kiedykolwiek wymierzono w przywództwo Huti.
„Kiedy pojawiają się okazje, trzeba umieć je wykorzystać” — mówi podpułkownik T., szef oddziału uderzeniowego izraelskich sił powietrznych, odpowiedzialny również za planowanie i zarządzanie kampanią w Jemenie. „Pojawiła się okazja, która służyła wyższemu celowi. Nie sądzę, aby w ciągu ostatnich dwóch lat miała miejsce podobna operacja na skalę, jaką mieliśmy w innych rundach w innych krajach. Jest to wydarzenie, które destabilizuje wroga, niezależnie od okoliczności. Czy zakłóci to działanie pocisku, który ma nadejść? Prawdopodobnie nie. Ale wstrząsa systemem. Była to demonstracja potęgi państwa Izrael”.

Huti pełnią straż podczas pogrzebu wysokich rangą funkcjonariuszy, którzy zginęli w izraelskich atakach w Sanie w Jemenie, 1 września 2025 r. (Zdjęcie: EPA/Yahya Arhab)
„Wyprawa z atakiem na Jemen oznacza uwzględnienie wymiaru czasowego, złożoności dotarcia na miejsce i liczby nieznanych scenariuszy, które mogą się pojawić po drodze” — wyjaśnia starszy oficer. „Aby wszystko przebiegło prawidłowo, konieczna jest ścisła współpraca między służbami wywiadowczymi a siłami powietrznymi. Ostatecznie na czele operacji stoją piloci zrzucający bomby, za którymi stoi ogromna ekipa wspierająca: tankowce, służby ratownicze, wywiad. Operacja wymaga wielokrotnego tankowania kilku samolotów w trakcie lotu, aby zapewnić im wystarczającą ilość paliwa do wykonania misji. Trwa to od pięciu do sześciu godzin”.
„Za każdą operacją i uderzeniem stoją najbystrzejsze umysły ze służb wywiadowczych, pracujące dzień i noc, aby umożliwić tak złożone operacje i uderzenia w Jemenie. Jest to owoc ścisłej i pełnej współpracy całej społeczności wywiadowczej” — podkreśla porucznik L., oficer służb wywiadowczych sił powietrznych, który bada zagrożenia powietrzne. „Siedzieliśmy i czekaliśmy z niepokojem do momentu uderzenia i czekaliśmy, aż piloci opuszczą strefę zagrożenia. Wtedy kamień spadł nam z serca i wiedzieliśmy, że misja się powiodła”.
Za atakami w Jemenie stoi m.in. jednostka „Deep Operations”, która została utworzona w styczniu i jest tutaj ujawniana po raz pierwszy. Sierżant sztabowy M., który służył w tej jednostce, stwierdza, że uznano, iż istnieje potrzeba operacyjna, aby zająć się konkretnie areną jemeńską. Jednostka składa się z niewielkiej liczby osób, które rozpoczęły koordynację działań sił powietrznych, marynarki wojennej, wywiadu i innych podmiotów. Celem jest organizacja i planowanie wszystkich ataków w tym obszarze, włączając w to aktywację specjalnych środków, które zneutralizują zagrożenia związane z obroną powietrzną lub ekstremalne scenariusze awarii jednego z samolotów.
„Kiedy pojawia się żądanie ze strony wojska lub polityków dotyczące przeprowadzenia operacji — czy to w odpowiedzi na ataki przeciwko nam, czy z innych powodów — otrzymujemy je i od tego momentu pracujemy w najbardziej precyzyjny sposób, aby znaleźć cel, który będzie służył naszym interesom. Każdy przypadek rozpatrujemy indywidualnie, a poziom ryzyka jest odpowiednio zróżnicowany. Wywiad zawsze działa, a w momencie pojawienia się żądania znajdujemy odpowiedni cel” — wyjaśnia sierżant sztabowy M.

Gwardia honorowa niesie trumny wysokich rangą funkcjonariuszy Huti, którzy zginęli w izraelskich atakach, podczas pogrzebu w Sanie w Jemenie, 1 września 2025 r. (Zdjęcie: EPA/Yahya Arhab)
Według oficera operacyjnego M., „zawsze istnieje obawa, że coś może się nie udać, nawet w przypadku najprostszych ataków, które powinny być najmniej niebezpieczne”. W końcu ataki w Jemenie są najdalej położonymi operacjami, jakie Izrael przeprowadził do tej pory, w niektórych przypadkach nawet dalej niż w Iranie. Zawsze istnieje obawa przed niepowodzeniem, niezależnie od tego, czy chodzi o awarię samolotu, czy błąd wywiadu. Wszystko może się zdarzyć, wszystko jest brane pod uwagę i przygotowywane są różne scenariusze działania. To bardzo wyczerpująca i ważna praca; badamy każdy przypadek i z góry zastanawiamy się, jak można go rozwiązać”.
W tym tygodniu w Sanie odbył się masowy pogrzeb, podczas którego Huti przyznali się do bezprecedensowej porażki. W sali, w której zgromadzili się, aby obejrzeć przemówienie przywódcy Abdula-Malika al-Hutiego, zginął premier Ahmed al-Rahawi wraz z co najmniej dziewięcioma członkami gabinetu: ministrem spraw zagranicznych Jamalem Ammarem, ministrem komunikacji Hashemem Sharafem, ministrem sprawiedliwości Mujahidem Ahmedem Alim, ministrem gospodarki Moeinem al-Mahaqrim, ministrem rolnictwa Radwanem Alim al-Rabaeim, ministrem energii elektrycznej Alim Saifem Hassanem, ministrem kultury i turystyki Qasemem Husseinem al-Yafim, ministrem pracy Samirem Bajallahem oraz ministrem sportu Ahmedem al-Mawladem.
Oprócz tych wysokich rangą urzędników zginęli również szef Kancelarii Premiera Mohammed al-Kabsi i sekretarz rządu Zahid al-Amdi. Wbrew wszelkiej logice wojennej, w jednym miejscu zgromadziło się kilkudziesięciu wysokich rangą urzędników reżimu terrorystycznego, w tym dwaj najwyżsi rangą dowódcy wojskowi: szef sztabu Mohammed Abdul-Karim al-Ghamari i minister obrony Mohammed al-Atifi. Ich obecność przesądziła o progu politycznym operacji. Według doniesień z Jemenu, obaj zostali ranni w wyniku ataku i trafili do szpitala w stanie krytycznym. W chwili pisania tego tekstu, Siły Obronne Izraela czekają na zakończenie oceny wyników operacji. Jednak przeciwnicy Huti w Jemenie informują już o około 20 zabitych i kilkudziesięciu rannych.
„Na podstawie danych wywiadowczych doszliśmy do wniosku, że można wykorzystać zwołane spotkanie i uderzyć w łańcuch dowodzenia Huti oraz rząd” — stwierdza por. L. „W bardzo krótkim czasie, we współpracy z partnerami ze służb wywiadowczych, w tym z Wydziałem Badawczym i 8200 oraz z innymi partnerami, a także dzięki bardzo dobrym wskazówkom, udało nam się przeprowadzić operację. Naszym zadaniem było poprowadzenie samolotu w sposób jak najbezpieczniejszy, aby utrzymać czystą ścieżkę od baterii rakiet ziemia-powietrze”.
Wyjaśnia: „To trudna misja, ponieważ trasa jest bardzo długa. Głównym zagrożeniem są pociski obrony powietrznej Huti. Są to zaawansowane baterie rakiet ziemia-powietrze finansowane przez Iran, które, jak wiemy, są rozmieszczone w całym Jemenie. Podczas wojny udało im się zestrzelić sporo amerykańskich dronów. Zagrożenie jest poważne, Huti są gotowi, a my musieliśmy zapewnić najlepszą trasę i ostatecznie zagwarantować pilotom bezpieczeństwo”.

Terrorysta Huti pełni straż podczas pogrzebu wysokich rangą funkcjonariuszy, którzy zginęli w izraelskich atakach, w Sanie w Jemenie, 1 września 2025 r. (Zdjęcie: EPA/Yahya Arhab)
Nic dziwnego, że siły powietrzne traktują to zagrożenie z należytą powagą. Odkąd Stany Zjednoczone rozpoczęły naloty w Jemenie, Huti twierdzą, że zestrzelili 16 zaawansowanych dronów MQ-9. Koszt każdego takiego samolotu sięga dziesiątek milionów dolarów, a łącznie stanowi to stratę finansową rzędu setek milionów dolarów. Jest całkiem możliwe, że był to jeden z powodów, dla których administracja Trumpa opowiedziała się już wcześniej za zawieszeniem broni. Oczywiście w przypadku samolotów załogowych ryzyko jest nieporównywalnie większe.
Huti należą do szyickiej frakcji nazwanej na cześć piątego imama Zayda ibn Alego. Plemiona zajdytów wyemigrowały setki lat temu z Hidżazu do gór północnego Jemenu i założyły tam kilka królestw, z których ostatnie upadło w XX wieku. Z chaosu, który zapanował w latach 90., wyłoniła się dynastia Al-Huti, wywodząca się z plemienia o tej samej nazwie. Członkowie rodziny sprzymierzyli się z Iranem i przejęli od niego ideologię antyzachodnią, antysyjonistyczną i antysemicką, choć nienawiść do Żydów nie była rzadkością na Bliskim Wschodzie.
Obecnie izraelskie siły zbrojne badają ruch, aby zidentyfikować jego słabe punkty i odpowiednio uderzyć. Przyznają, że w przeszłości nie poświęcano takiej samej uwagi zagrożeniu rozwijającemu się na wschodzie. Jednym z zidentyfikowanych słabych punktów był zwyczaj spotykania się z przyjaciółmi i żucia katu. W tych okolicznościach przeprowadzono pierwszą próbę zamachu na szefa sztabu Huti. Jednocześnie nikt nie lekceważy ich upartości, zdolności przetrwania i ekstremizmu. Od ponad dziesięciu lat sieją terror w Jemenie, który stał się opustoszałą i dotkniętą głodem krainą, pomimo utworzenia regionalnej koalicji przeciwko nim. Nawet książę Mohammed bin Salman ostatecznie zgodził się na kruche zawieszenie broni.
A teraz przywódca Huti, Abdul-Malik, ogłosił, że organizacja terrorystyczna będzie nadal wystrzeliwać drony i pociski balistyczne w kierunku Izraela, a nawet zwiększy ich liczbę pomimo poważnego ciosu. Źródła w Sanie zagroziły w rozmowach z gazetą Al-Akhbar, że spróbują uderzyć w siedzibę rządu, biura ministrów, a nawet rezydencję premiera Benjamina Netanjahu. Nie poprzestali na słowach i w tym tygodniu wystrzelili pocisk balistyczny w kierunku statku na północnym morzu, którego pośrednim i częściowym właścicielem jest izraelski biznesmen Idan Ofer. W tym samym czasie pociski wystrzelone w kierunku Izraela spadły po drodze, a kilka dronów zostało przechwyconych.
W tym kontekście ktoś nieco wyprzedził swoje czasy, a dokładniej, wyraził pobożne życzenie. „Ta milicja została zdemaskowana, rozpada się i stoi przed nieuchronnym końcem” — oświadczył w tym tygodniu minister informacji legalnego rządu Jemenu w Adenie, Muammar al-Eryani.

Protestujący uczestniczą w wiecu przeciwko izraelskim atakom w Sanie, Jemen, 3 września 2025 r. (Zdjęcie: EPA/Yahya Arhab)
„Huti mają wielu wrogów, którzy ich nie lubią” — przypomina ppłk T. i wyjaśnia: „Nie jesteśmy jedyni. Chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, w której kraje sąsiednie zaangażują się i przejmą odpowiedzialność. To długa droga, która wymaga podjęcia kroków dyplomatycznych i militarnych, co zajmie trochę czasu, ale jest sporo możliwości”.
Jest to ważna kwestia, ponieważ oś irańska ma coraz większe trudności z udzielaniem pomocy Huti, nie mówiąc już o Hezbollahu w Libanie, którego doradcy znacznie pomogli im w wojnie domowej w Jemenie. „Nie chodzi o to, że atak na Iran wpłynie na ataki, których doświadczamy” — wyjaśnia starszy oficer — „ale ostatecznie, kiedy zakończysz operację, uderzysz w Hezbollah i znajdziesz się w innej sytuacji w Syrii, a Huti będą potrzebowali wsparcia — wtedy zobaczysz, że zaszkodzi to im logistycznie. Zaszkodzi to ich powiązaniom, kontaktom i postawi cię w innej sytuacji”.
„W operacji uderzono nie tylko w Iran, ale we wszystkie proirańskie firmy osi. Szkody powoli się odbijają — czy to w finansowaniu, które już teraz jest trudne do pozyskania z powodu naszych ataków, czy w rozłożeniu uwagi Irańczyków na wszystkie obszary Bliskiego Wschodu” — dodaje porucznik L.
Ostrzega jednak: „Huti są bardzo kreatywni i znajdują sposoby, aby sobie radzić i być niezależnymi. Wierzą w siebie, w swoje możliwości, w tym w samodzielną produkcję. Jeśli chodzi o każdą wystrzeloną przez nich rakietę balistyczną, wyraźnie zaznaczają, że jest produkcji własnej. Nawet gdy zestrzelili amerykańskie drony, zaznaczyli, że rakiety ziemia-powietrze były produkcji własnej”.
W końcu, według niej, Huti mają niemal niepowstrzymaną motywację: „Śmierć Ameryce i śmierć Izraelowi są wyryte na ich fladze. To nienawiść na bardzo wysokim poziomie. Ostatecznie jest to organizacja terrorystyczna o wysokiej motywacji do robienia wszystkiego, co możliwe, aby zaszkodzić państwu Izrael. Dlatego uczą się i prowadzą badania, za każdym razem wprowadzając niewielkie zmiany, a my uczymy się dostosowywać do tej rzeczywistości i znajdujemy najskuteczniejszy sposób reagowania”.
Niemniej jednak izraelskie siły zbrojne już teraz dostrzegają szkody wyrządzone reżimowi Huti, wykraczające poza zabójstwa. „Wyznaczyliśmy kilka celów. Pierwszym z nich jest uderzenie w nich i stworzenie blokady powietrznej i morskiej, powodując w ten sposób szkody gospodarcze, zakłócając ich rutynową działalność i wyrządzając szkody polityczne. Aby utrudnić im codzienne życie” — stwierdza starszy oficer T. „To działa” — dodaje — „jeśli spojrzeć na ostatni rok, nie bez powodu większość naszych ataków dotyczyła celów takich jak porty, lotniska i infrastruktura krajowa. Są to rzeczy, które bardziej szkodzą politycznemu komponentowi Huti”.

Gwardia honorowa niesie trumnę Moeena al-Mahaqriego, ministra gospodarki i przemysłu, podczas pogrzebu wysokich rangą urzędników Huti, którzy zginęli w izraelskich atakach, w Sanie w Jemenie, 1 września 2025 r. (Zdjęcie: EPA/Yahya Arhab)
Czy uważasz, że to ich destabilizuje?
„Tak. Musimy być precyzyjni. Nie powstrzyma to ich przed atakami na państwo Izrael, ale jeśli chodzi o pytanie, czy destabilizuje to ich pozycję? Czy zakłóca to ich rutynę i codzienne życie? Czy stwarza to dla nas korzyści? Odpowiedź brzmi: tak”.
„Jest to skuteczne, a poza pięknymi zdjęciami, druga strona ponosi straty. Obiektywnie rzecz biorąc, od czasu ataków na lotniska prawie nie ma lotów do strony Huti w Jemenie. Przyleciał tam jeden samolot ONZ. To szkodzi ich handlowi i międzynarodowym kontaktom. Wcześniej przylatywały samoloty z Jordanii i Arabii Saudyjskiej, ale obecnie trasy te są zawieszone. Wyobraźcie sobie, że lotnisko Ben Guriona jest zamknięte przez pół roku. Zakłóciłoby to codzienne funkcjonowanie. Ma to więc na nich wpływ. To samo dotyczy portu. Liczba przybywających statków, broń. Około trzy tygodnie temu opublikowano informację, że złapano statek z bronią; to są skutki waszych działań”.
Odnosi się to do operacji przeprowadzonej przez władze w Adenie 10 sierpnia. Statek „Al-Sharwa”, który próbował przemycić broń strategiczną do organizacji terrorystycznej, został zatrzymany przez legalne siły rządowe Jemenu. Ładunek był zamaskowany jako wyposażenie fabryczne i obejmował generatory, transformatory i pompy. Podczas kontroli odkryto, że w tym sprzęcie ukryto części do rakiet i dronów. Ponadto z zeznań aresztowanych członków załogi wynika, że Huti wysyłali przemytników lotami z Sany do Ammanu w Jordanii. Stamtąd lecieli do Libanu, a następnie do Iranu. Z portów Islamskiej Republiki wypływały statki, które przewoziły paliwo i sprzęt bojowy do proirańskiej organizacji.
W każdym razie IDF wyjaśnia, że to nie koniec. Porucznik L. wyjaśnia, że Huti dotrzymywali poprzednich rozejmów i jest bardzo prawdopodobne, że postąpiliby podobnie w przypadku kolejnego porozumienia w Strefie Gazy. Jednak jej zdaniem nie można pozostawać obojętnym, a IDF pozostaje gotowe na każdy scenariusz.
Według podpułkownika T. „w przyszłej kampanii zamierzamy doprowadzić do sytuacji, w której zwiększymy zakres operacji i próg bólu. Tworzymy mapę słabych punktów Huti i staramy się wyciągać wnioski. Uczymy się od Amerykanów, którzy tam byli, oraz z wojny w Arabii Saudyjskiej (która w poprzedniej dekadzie przewodziła koalicji przeciwko Huti). W miarę upływu czasu nadal rozwijamy nasze możliwości i wywiad. W ten sposób można stworzyć operację, która spowoduje znaczne szkody militarne. Drugą rzeczą, którą staramy się zrobić, jest ograniczenie ostrzału państwa Izrael w celu ochrony ludności cywilnej”.
Co państwo Izrael może zrobić inaczej w stosunku do Huti, czego nie zrobiła koalicja saudyjska ani Amerykanie w poprzedniej dekadzie? W końcu ich przywódcy ukrywają się głęboko w górach.
„Pozwólcie mi, za waszą zgodą, być syjonistą. Naprawdę wierzę w siłę państwa Izrael. Myślę, że są rzeczy i bariery, które przełamaliśmy, i stwierdzam to skromnie — honor Stanów Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej pozostaje nienaruszony — ale są rzeczy w izraelsko-żydowskim DNA, w izraelsko-żydowskim wywiadzie, w siłach powietrznych i wojsku, które są nasze. W międzyczasie udowodniliśmy to na kilku innych polach. Udało nam się osiągnąć sukcesy i wierzę, że jeśli powiemy sobie, że chcemy doprowadzić do upadku tego wroga w takim a takim czasie — będziemy w stanie to osiągnąć”.
Kategorie: Uncategorized

