
Już nagradzaliśmy Palestyńczyków za terroryzm, więc zróbmy to kolejny raz
8 września 2025 roku w Jerozolimie, w rejonie Ramot Junction, dwóch palestyńskich napastników z Zachodniego Brzegu otworzyło ogień do cywilów czekających na przystanku. Zginęło sześć osób, a co najmniej kilkanaście zostało rannych. Sprawcy zostali zastrzeleni na miejscu przez uzbrojonego cywila i żołnierza po służbie (Reuters, 8.09.2025). Kilka godzin później Hamas pochwalił zamach i wezwał do kolejnych ataków, podkreślając, że jest to „dowód na żywotność oporu”. To pokazuje, że nie był to odosobniony incydent, ale element większej strategii, w której przemoc wobec Izraelczyków ma charakter systemowy.
Ten zamach nie jest wyrwanym z kontekstu aktem, lecz konsekwencją trwale działającego mechanizmu finansowego, w którym zabijanie Izraelczyków jest premiowane zarówno materialnie, jak i symbolicznie. Mechanizm ten znany jest jako „pay for slay”. Pod tą potoczną nazwą kryje się system wypłat z budżetu Autonomii Palestyńskiej dla osób skazanych w Izraelu za terroryzm, a także dla rodzin tzw. „męczenników”, czyli zamachowców zabitych w trakcie ataku, oraz dla osób rannych i aresztowanych. W oficjalnej narracji AP określane jest to jako „zasiłki dla więźniów i męczenników” i przedstawiane jako element „opieki socjalnej”, lecz w praktyce chodzi o instytucjonalne wynagradzanie przemocy.
System został usankcjonowany prawnie w 2004 roku i realizuje go dziś Komisja ds. Więźniów i Byłych Więźniów. Finansowanie pochodzi głównie z budżetu AP, który w znacznej części opiera się na transferach podatkowych przekazywanych przez Izrael (VAT i cła) oraz na zagranicznej pomocy międzynarodowej (Reuters, 11.07.2021). Wypłaty mają stały charakter i rosną wraz z długością wyroku: więźniowie skazani na krótsze kary dostają stosunkowo niewiele, natomiast ci odsiadujący wyroki ponad 30 lat mogą liczyć nawet na 4 tysiące dolarów miesięcznie (WSJ, 13.02.2025). Rodziny zabitych zamachowców otrzymują co najmniej 350 dolarów miesięcznie plus dodatki na małżonka i dzieci (Carnegie). Według analizy „Washington Post Fact Checker” z 2018 roku całość wydatków sięga około 350 milionów dolarów rocznie, czyli kilkanaście procent całego budżetu AP (Washington Post, 14.03.2018).
Logika jest prosta: rodzina zamachowca ma zapewnione utrzymanie, a status więźnia czy „męczennika” niesie prestiż społeczny i często ułatwia awans w strukturach administracji po odbyciu kary. W efekcie przemoc się opłaca. AP przedstawia ten program jako „obowiązek narodowy”, a zamachowców jako „bohaterów” i „męczenników”. Termin „pay for slay” został ukuty przez krytyków, aby obnażyć faktyczny charakter programu – nagradzanie morderstw.
Izrael od lat potrąca z transferów podatkowych równowartość tych wypłat (Reuters, 11.07.2021). USA przyjęły w 2018 roku tzw. Taylor Force Act, który ogranicza amerykańską pomoc dopóki system istnieje (Congress.gov). Europa formalnie krytykuje, ale w praktyce utrzymuje status quo. W 2025 roku Abbas ogłosił tzw. „reformę”, według której kryterium wyroku miało zostać zastąpione kryterium „potrzeby”. Izrael i USA przyjęły to z dużym sceptycyzmem, wskazując na brak dowodów audytowych i jedynie częściowe cięcia (Reuters, 10–11.02.2025; WSJ, 13.02.2025; Times of Israel, 12.05.2025).
I właśnie w tym momencie przywódcy Europy nobilitują politycznie władze AP. Keir Starmer przyjął Mahmuda Abbasa w Londynie i zapowiedział, że Wielka Brytania uzna państwo palestyńskie (GOV.UK, 29.07.2025). Pedro Sánchez ogłosił embargo na Izrael i zwiększenie finansowania AP i UNRWA (Reuters, 8.09.2025). Emmanuel Macron zapowiedział z kolei uznanie Palestyny na forum ONZ i forsuje konferencję „dwóch państw” (Reuters, 24–26.07.2025). Problem polega na tym, że Abbas ledwie kontroluje samą Autonomię – jego realna władza ogranicza się do Ramallah i kilku miast na Zachodnim Brzegu, podczas gdy w wielu obszarach rośnie wpływ Hamasu i lokalnych milicji. A mimo to Zachód traktuje go jako „partnera” do rozmów o „państwie palestyńskim”.
Trudno nie zauważyć koniunkturalnych powodów tych gestów. Starmer zmaga się z fatalnymi notowaniami i ryzykiem utraty elektoratu muzułmańskiego na rzecz nowej partii Jeremy’ego Corbyna (YouGov, 19.08.2025; Guardian, 24.07.2025). Sánchez boryka się ze skandalem wokół żony i najwyższym w UE bezrobociem (Euractiv, 24.04.2025; Eurostat, 07.2025). Macron zmaga się z kolejnym kryzysem rządowym i falą strajków, które paraliżują Francję (Guardian live, 8.09.2025). Zamiast twardo żądać zakończenia wypłat dla zamachowców, europejscy liderzy wybierają łatwe polityczne gesty.
Nie jest to nowy mechanizm. Po zamachu w Monachium w 1972 roku, w którym zginęło 11 izraelskich sportowców, Jasir Arafat dwa lata później przemawiał na forum ONZ, a OWP uzyskała status obserwatora (rez. 3237). Wzorzec „najpierw terror, potem nobilitacja” powtarza się więc do dziś.
Zapowiedzi „uznania Palestyny” przez zachodnie rządy są pustymi gestami. Nie odzwierciedlają realiów – bo nie istnieje jednolite państwo palestyńskie z własnym systemem prawa i rządem, a jedynie rywalizacja między Ramallah a Gazą. W praktyce są to gesty wobec własnych społeczeństw, presji ulicy, kampusów i diaspor. To także instrument nacisku na Izrael: „bądźcie bardziej ulegli, bo podniesiemy rangę Palestyny”. I to wreszcie podwójny standard, bo wobec innych – jak Kosowo czy Kurdowie – stosuje się znacznie surowsze kryteria. Skutek jest jasny: zamiast wymagać reform i zakończenia terroryzmu, Zachód nagradza status quo.
Takie gesty działają jak akcelerator antysemityzmu. Na ulicach europejskich miast od miesięcy słychać hasła: „Khaybar, Khaybar ya Yahud” – wezwanie do rzezi Żydów, „From the river to the sea, Palestine will be free” – hasło wprost wzywające do likwidacji Izraela, czy „Globalize the intifada” – interpretowane jako wezwanie do przemocy. W Londynie dochodzi do aresztowań za nazistowskie saluty i antyżydowskie slogany, w Göteborgu do otwartego wychwalania Hamasu, w Australii – do podpaleń synagog i ataków na izraelskie restauracje. W Polsce również doszło do wstrząsającego incydentu: 6 września 2025 roku podczas V Festiwalu Herlinga-Grudzińskiego w Kielcach, w trakcie monodramu „Ginczanka. Przepis na prostotę życia”, z tłumu padł okrzyk „J***ć Żydów”. Aktorka Agnieszka Przepiórska opisała zajście, a sprawa odbiła się szerokim echem w mediach (Onet, 8.09.2025).
Tymczasem Amnesty i Human Rights Watch milczą o „pay for slay”. Dzieje się tak, bo wpisują wszystko w schemat: Izrael – „silny okupant”, Palestyńczycy – „czysta ofiara”. Przyznanie, że AP sama produkuje przemoc, zburzyłoby całą konstrukcję narracyjną. Łatwiej mówić o „blokadach” i „kolonizacji” niż napisać wprost: Autonomia Palestyńska płaci pensje mordercom i ich rodzinom. Milczenie oznacza normalizację.
Dzisiejszy zamach w Jerozolimie, pochwalony przez Hamas i wykorzystany propagandowo jako wezwanie do dalszych ataków, jest bezpośrednią konsekwencją tego systemu. A jednocześnie Mahmoud Abbas, który ledwie kontroluje własną Autonomię, traktowany jest przez przywódców Europy jako poważny partner do rozmów o państwie palestyńskim. To absurd, to hipokryzja, to polityczny koniunkturalizm.
Już nagradzaliśmy Palestyńczyków za terroryzm. Więc zróbmy to kolejny raz.
FB
Kategorie: Uncategorized

